logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Europejska marka żywności

Niedziela, 3 listopada 2019 (12:19)

ROZMOWA z Januszem Wojciechowskim, desygnowanym unijnym komisarzem ds. rolnictwa

W ostatnich latach w Polsce promowano rozwój gospodarstw rolnych poprzez zwiększanie areału i skali produkcji. Czy jest szansa, by w Europie w najbliższych latach zachowały one jednak charakter rodzinny?

– Zarówno w Brukseli, jak i w licznych unijnych krajach wielu polityków zreflektowało się, że powinniśmy bardziej dbać o środowisko i ochronę klimatu, co ma różne konsekwencje w różnych dziedzinach. W rolnictwie akurat pozytywne. Rolnictwo w Europie nie może być taśmą produkcyjną, gdzie jak w fabryce wytwarza się jak najwięcej jak najmniejszym kosztem. Gospodarstwa rodzinne, także te małe, są ważną częścią europejskiego rolnictwa i mają swoją misję do spełnienia w zakresie ochrony środowiska, zachowania walorów kulturowych czy charakteru wsi. Trzeba im jednak pomagać, by się utrzymały. Szansą są programy ekologiczne, które mają się znaleźć w nowej perspektywie finansowej Wspólnej Polityki Rolnej. Już dziś wpisuje się w ten nowy model unijnego zrównoważonego rozwoju wsi program „Krowa+” wprowadzony w Polsce.

Chcę promować rolników, którzy stosują naturalne metody produkcji, podwyższają dobrostan zwierząt, m.in. hodując świnie na ściółce ze słomy, a nie na rusztach. To są rozwiązania bardzo dobre dla małych gospodarstw. Jest wielka szansa, że duża część pomocy z Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich, z której teraz w największym stopniu korzysta wąska grupa rolników, będzie w dużej części przekierowana do mniejszych gospodarstw.

W nowej unijnej perspektywie Wspólna Polityka Rolna zrezygnuje ze wsparcia przemysłowych gospodarstw rolnych?

– O tym w dużej mierze będą decydować państwa członkowskie. Każdy kraj przygotuje swoje propozycje w postaci planu strategicznego, uwzględniając specyficzną sytuację rodzimego rolnictwa. Polityka rolna UE będzie bardziej elastyczna. Jednak co najmniej 30 proc. Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich musi być skierowane na działania dotyczące ochrony środowiska i klimatu. W tym obszarze jest naprawdę miejsce na różne inicjatywy, które są korzystne dla mniejszych gospodarstw. Dlatego nie obawiam się, a nawet chętnie zaangażuję się w politykę Europejskiego Zielonego Ładu, która jest jedną z głównych idei przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen i nowej Komisji Europejskiej. Mam nadzieję, że pozwoli to ocalić i wesprzeć rolnictwo w Europie oparte na rodzinnych gospodarstwach.

Podczas przesłuchań w Brukseli zapowiadał Pan wyrównanie dopłat dla rolników Unii Europejskiej. O jakiej perspektywie czasowej mówimy?

– Mogę zadeklarować, że gdy obejmę funkcję komisarza, będę robił wszystko, żeby jak najszybciej doszło do wyrównania poziomu dopłat do poziomu średnioeuropejskiego. Odchodząca Komisja Europejska zaplanowała długi proces dochodzenia do zrównania stawek unijnych dla farmerów. To krok w dobrą stronę. Mam nadzieję, że będzie polityczna wola, by ten proces przyśpieszyć. Proszę wybaczyć, ale teraz nie podam żadnych terminów ani warunków, bo to mogłoby utrudnić negocjacje.

 

Na czyje polityczne poparcie może Pan liczyć w batalii o wyrównanie dopłat na europejskim forum?

– Moją uwagę zwrócił fakt, że gdy mówiłem na forum UE o potrzebie wyrównania dopłat, to nikt tego nie krytykował. Myślę, że jest duża świadomość, iż system wsparcia rolnictwa musi być bardziej sprawiedliwy. Krajów, które otrzymują niższe dopłaty, jest 15 z 28. W tym gronie są nie tylko państwa bałtyckie, które w 2004 roku wraz z Polską przystąpiły do UE, ale także – kraje będące dłużej w UE, takie jak Szwecja, Hiszpania, Finlandia. To jest kwestia budżetu całej Unii Europejskiej w nowej perspektywie finansowej, a ta sprawa cały czas jest przedmiotem politycznych debat. Będę rzecznikiem, by rolnictwo było właściwie potraktowane. Potrzeby są ogromne.

Polskie rolnictwo jest bardzo zróżnicowane, w skali europejskiej tych różnic jest dużo więcej. Jak zamierza Pan pogodzić interesy rolników w UE? Jak mają sprostać m.in. konkurencji towarów z Ameryki sprowadzanych masowo po bardzo niskich cenach?

– Na pewno jest potrzebna bardziej ukierunkowana pomoc, by rolnictwo europejskie mogło wykorzystywać swoje atuty. Europa musi przede wszystkim produkować żywność wysokiej jakości. Europa nie ma szans konkurować na rynkach światowych pod względem ilości produkcji, ale na pewno może wygrać jakością. To jest wyjątkowa szansa dla polskiej wsi ze względu na strukturę gospodarstw, w dużej mierze tradycyjną, która daje dużo większe możliwości produkcji żywności wysokiej jakości. Młodych ludzi w Europie najpierw jednak trzeba zachęcić do pozostania na roli. W wielu miejscach gospodarstwa nie mają następców. Szczególnie problem ten dotyczy krajów na południu naszego kontynentu. W ciągu jednej dekady w Unii Europejskiej ubyło cztery miliony gospodarstw, tylko w ciągu jednego dnia znika około tysiąca. Polska jest pod tym względem w stosunkowo dobrej sytuacji.

 

Dlaczego młodzi Europejczycy nie chcą być rolnikami?

– Myślę, że główną przyczyną jest wielkie ryzyko związane z zawodem rolnika. Można się ciężko napracować, zrobić wszystko według najlepszej wiedzy, woli i pracowitości i nie mieć efektów ze względu na klęski żywiołowe, które w związku ze zmianami klimatu są coraz częstsze. Są też kryzysy ekonomiczne. Rolnicy nie mogą być pozostawieni sami sobie. Rolą UE jest wypracowanie skuteczniejszego systemu pomocy.

Wielu uważa, że rolnicy sami są sobie winni, iż ponoszą straty, bo niedostatecznie ubezpieczają się od klęsk żywiołowych.

– Ubezpieczenia nie załatwiają wszystkiego, poza tym firmy ubezpieczeniowe niechętnie ubezpieczają uprawy rolne. Konieczny jest system szybkiego reagowania, taki jak w tym roku wprowadzono w Polsce po klęsce suszy. Rolnicy dostali całkiem realną pomoc. Do tego muszą być odpowiednie środki i instrumenty, by wesprzeć rolnika, jeśli nie z własnej winy znajduje się w sytuacji klęski. System pomocy rynkowej w takich ekstremalnych sytuacjach musi być wzmocniony. Rolnicy powinni czuć się bezpieczni w swoim zawodzie, by nie byli jak saperzy chodzący po polu minowym.

Powstaje coraz więcej przemysłowych hodowli. Czy jest szansa zatrzymać ten trend?

– Nie ma planów zamykania takich ferm, choć oczywiście muszą one spełnić różne normy ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt. Trzeba jednak stworzyć alternatywę, wspierając gospodarstwa produkujące w sposób nieprzemysłowy. Poza tym bardzo ważne jest przywrócenie na wsi hodowli zwierząt. Niestety, w Polsce tylko w latach 2013-2016 ubyło ponad 100 tys. gospodarstw zajmujących się hodowlą trzody chlewnej. Hodowle są coraz większe, a liczba gospodarstw coraz mniejsza.

Dofinansowanie unijne w ramach środków na ochronę środowiska powinno uwzględniać związek hodowli z ziemią. Powinny być premiowane gospodarstwa, które uprawiają ziemię i zajmują się hodowlą, mając odpowiednią liczbę zwierząt na każdy hektar ziemi. Jest teraz wiele możliwości, by wesprzeć gospodarstwa, które będą hodować zwierzęta.

Na świecie coraz częściej mówi się o nowym trendzie, by w ogóle ze względu na ochronę klimatu zrezygnować z hodowli zwierząt. Czy to nam nie grozi w UE?

– Wręcz przeciwnie – uważam, że trzeba rozwijać hodowlę, tylko że w powiązaniu z ziemią. Kiedyś w Polsce zwierzęta były w każdym gospodarstwie. Pomimo trudnych gospodarczo czasów w naszej historii gospodarstwa rolne były w stanie nie tylko wyżywić Polaków, ale i eksportować wieprzowinę. Dziś w dobie dużych ferm jesteśmy importerem wieprzowiny. Wołowinę cały czas eksportujemy, ale tylko dlatego, że nad Wisłą jej spożycie jest bardzo małe, kilkakrotnie niższe niż średnia unijna.

W Polsce jest bardzo wiele produktów rolnych z importu. Jak to zmienić, by Polaków żywili nasi rolnicy?

– To jest kwestia powiązania rolnictwa z przetwórstwem, trzeba zredukować transport i zacząć produkować na lokalne rynki. Import produktów rolnych, np. soi z Ameryki do Europy, pochłania ogromne koszty, nie mówię, by zupełnie z tego zrezygnować, warto jednak go ograniczyć, promując produkcję rolną niewymagającą sprowadzania tego surowca. Do Polski przywozi się też z zagranicy miliony prosiąt do dalszego tuczenia. Chcę, by w UE na wsparcie mogli liczyć ci, którzy prowadzą własną hodowlę i chów, dzięki temu zredukujemy emisję CO2 związaną z transportem żywności. Chcę promować produkcję rolnictwa rodzinnego na lokalne rynki, a nie tylko towarową na eksport.

 

Ile wart jest rynek rolny w Europie?

– W skali roku około 400 mld euro. Unia Europejska więcej eksportuje, niż importuje – nadwyżka wynosi ok. 20 miliardów euro. Ta kwota pochodzi w dużej mierze z obrotu przetworzoną żywnością importowaną do Europy. Tymczasem bezpieczeństwo żywnościowe musi być budowane na własnej produkcji, byśmy nie byli uzależnieni od importu. W tej mierze jest dużo do zrobienia.

A jaki będzie los umów o wolnym handlu, które UE podpisała m.in. z państwami Ameryki Południowej, tworząc największą strefę wolnego handlu?

– Porozumienia muszą być podpisywane. Jednak ważne, by nie były one zawierane kosztem najsłabszych rolników. Część unijnych rolników z tych umów korzysta, eksportując swoje towary na rynki światowe. Porozumienie UE z południowoamerykańskim Mercosur (Wspólny Rynek Południa) musi być zrealizowane, jest już parafowane, ale jeszcze nieratyfikowane. Są obawy, że europejscy producenci wołowiny dużo stracą na tym porozumieniu. Komisja Europejska przygotowuje ocenę wszystkich skutków branżowych umów handlowych dla rolnictwa. Jeśli rzeczywiście to porozumienie spowoduje jakiś kryzys w rolnictwie, to muszą być wprowadzone mechanizmy pomocy rynkowej jak w przypadku embarga rosyjskiego. Unia ma na szczęście środki na taką pomoc. Trzeba rolnikom pomagać, choć najlepiej nie dopuszczać do sytuacji, by w imię interesu jednych branż poświęcać inne. Będę się starał nie dopuszczać do takich porozumień, a te, które są już zawarte, trzeba będzie ocenić.

 

W nowej perspektywie finansowej na lata 2021-2027 Komisja Europejska przewiduje przeznaczyć 365 mld euro na Wspólną Politykę Rolną. Nie ma szans na więcej?

– Parlament Europejski wnioskuje o 432 mld euro. Te dodatkowe środki przydałyby się na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich i wyrównanie dopłat. Decyzje co do nowej 7-letniej perspektywy finansowej UE zapadną najprawdopodobniej w drugiej połowie przyszłego roku.

W przyszłym roku na początku mojej kadencji chcę przedstawić raport otwarcia, by pokazać stan rolnictwa w Europie i kierunki jego zmian. Wielu polityków nie ma świadomości kondycji tego obszaru gospodarki, problemów, z jakimi się zmaga.

A jakie problemy dotykają rolników w Europie?

– W wielu krajach nasiliła się susza i pustynnienie pól. Z kolei niektóre państwa zmagają się z problemem zawłaszczania ziemi rolnej przez kapitał niezwiązany z rolnictwem. W konsekwencji rolników nie stać na zakup ziemi uprawnej. W Europie podczas badań ankietowych na temat ograniczeń, z którymi się zmagają rolnicy, we wszystkich krajach podnosili oni problem braku możliwości zakupu ziemi rolnej, a także trudności z otrzymaniem kredytu na produkcję rolną.

Chcę wprowadzić dobre praktyki, by to zmienić. Będę też sprzyjał rolnictwu ekologicznemu, żeby większa powierzchnia była uprawiana metodami ekologicznymi. Postaram się ograniczyć w rolnictwie biurokrację. Polska w tym niestety przoduje.

Rolnictwo którego kraju Europy można stawiać innym za wzór?

– Polskie rolnictwo pod wieloma względami może być wzorem dla Europy. Mamy największy odsetek młodych rolników do 35. roku życia – ponad 10 proc. i najniższy odsetek w wieku emerytalnym powyżej 65 lat – mniej niż 10 proc. To dowód przywiązania do ziemi i ojcowizny, kontynuowania wielopokoleniowych tradycji rodzinnych. To bardzo ważny kapitał społeczny, bo w rolnictwie trzeba mieć poczucie misji. W Portugalii ponad połowa rolników ma ponad 65 lat. W Hiszpanii też brakuje następców gospodarstw. Natomiast we Francji – jak słyszymy – jest duża liczba samobójstw wśród rolników. Wszędzie w Europie rolnicy muszą dramatycznie walczyć o swoje przetrwanie. I trzeba im w tym pomóc.

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Goździewska

Nasz Dziennik