logo
logo

Zdjęcie: M.Matuszak/ Nasz Dziennik

Jare opóźnione

Środa, 20 marca 2013 (02:10)

Przedłużająca się zima już spowodowała opóźnienie siewu zbóż jarych w niektórych regionach kraju. W innych rolnicy powinni wyjść w pole najpóźniej po 25 marca, co też będzie trudne.

– Tak ciężkiej sytuacji nie pamiętam od wielu lat – mówi Karol Roszkowski, doradca rolny. – Rolnicy kontaktują się z nami, pytają, o ile można maksymalnie przesunąć siew danych gatunków jęczmienia, pszenicy czy owsa, żeby nie odbiło się to na plonach. I niestety nie mamy dla nich dobrych informacji – dodaje. Roszkowski podkreśla, że najbardziej wrażliwy na pogodę jest jęczmień. Jeśli rolnik nie dotrzyma terminu siewu, może znacznie spaść plon. Najlepiej pod tym względem radzi sobie owies.

W poprzednich latach, gdy rolnicza wiosna nie była tak opóźniona jak teraz, w części regionów, jak np. na Dolnym Śląsku czy w Lubuskiem, rolnicy w zasadzie kończyli już siewy zbóż jarych. W trzeciej dekadzie marca trwały zaś siewy w centralnej Polsce, w Małopolsce, na Kujawach czy w Świętokrzyskiem. Dopiero na przełomie maja i kwietnia wychodzili w pola rolnicy z regionów górskich czy z północno-wschodniej Polski, gdzie zima trzymała zawsze najdłużej. Ale teraz i oni mogą mieć problemy, aby wykonać pracę w terminie. Z długookresowej prognozy pogody wynika bowiem, że nawet jeśli zniknie śnieg, to będzie jeszcze utrzymywać się niska temperatura, która też przeszkadza w prowadzeniu prac polowych. – Przecież pole trzeba przygotować przed siewem, a jeśli ziemia będzie jeszcze zmarznięta lub będzie miała dużo wody, nie da się na pola wjechać ciągnikami – mówi Karol Roszkowski. Z kolei Andrzej Sikorski, właściciel sklepu ze środkami ochrony roślin, dodaje, że nie w każdych warunkach można też przeprowadzić zabiegi agrotechniczne, aby uchronić zboża przed chorobami. – I albo rolnicy z tego powodu jeszcze bardziej opóźnią siewy, albo zaryzykują i zrezygnują z zastosowania pestycydów – dodaje nasz rozmówca.

Rolnicy chcą jak najszybciej przystąpić do prac, bo zdają sobie sprawę, że opóźnienie terminu siewu oznacza dla nich wymierne straty. Przede wszystkim zostanie skrócony czas wegetacji, więc rośliny będą słabsze i mniejsze, a to spowoduje spadek plonów. I dlatego najwyższe plony osiągają z reguły ci rolnicy, którzy najwcześniej wysiali pszenicę czy jęczmień. Eksperci wyjaśniają, że opóźnienie siewu uderza przede wszystkim w fazę krzewienia zbóż i strzelania w źdźbło – pogarsza się wtedy jakość kwiatostanów i kwiatów, a to one wpływają potem na liczbę ziaren w kłosie.

Jak już wyżej wspomniano, najbardziej odporny na warunki pogodowe jest owies, ale nawet w tym przypadku doradcy rolni podpowiadają, aby do siewników wsypywać najlepsze odmiany. – Tylko że to są raczej nasze pobożne życzenia, bo przecież rolnicy już dawno kupili materiał siewny albo mają ziarna z ubiegłorocznych zbiorów i teraz nie stać ich na zakup innych odmian – przyznaje Agnieszka Polkowska, agrotechnik.

Trudno jest na razie wyrokować, jak opóźnienie siewów wpłynie na zbiory zbóż jarych. To zależy bowiem również od tego, jakie będą warunki wegetacji w kolejnych miesiącach, bo np. sucha i ciepła wiosna mogłaby spowodować jeszcze większe straty w uprawach niż przesunięcie okresu wegetacji. Na pewno nie wpłynie to na kukurydzę, bo ta wysiewana jest z reguły dopiero w kwietniu.

Przedłużająca się zima na razie nie spowodowała dużych strat w oziminach, choć w niektórych regionach rolnicy informują, że część upraw zniszczyły silne wiatry, które zaatakowały zboża, gdy mieliśmy okres bezśnieżnej pogody. Jednak dokładna skala strat nie jest jeszcze znana.

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku, gdy aura dla zbóż jarych i kukurydzy była wyjątkowo korzystna po mroźnej zimie, te rośliny były chętnie siane przez rolników, tym bardziej że rolnicy zastępowali nimi wymarznięte zboża ozime oraz rzepak. W efekcie znacznie wzrosła w zeszłym roku produkcja pszenicy jarej (o 1,6 mln ton) i jęczmienia (1,1 mln ton) oraz kukurydzy (1,6 mln ton).

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik