logo
logo

Zdjęcie: M.Matuszak/ Nasz Dziennik

Znikające hektary

Czwartek, 9 maja 2013 (02:12)

Szefowie MSW i resortu sprawiedliwości są bezradni wobec notariuszy, którzy nie respektują obowiązków zgłaszania do rejestru aktów notarialnych dotyczących zakupu nieruchomości w Polsce przez cudzoziemców.

Z raportu MSW o nabywaniu nieruchomości w Polsce przez cudzoziemców za 2012 r. wynika, że od 1990 r. tylko na podstawie zezwoleń przeszło łącznie w ręce cudzoziemców i obcych spółek ponad 106 tys. ha nieruchomości gruntowych w Polsce. Ile gruntów zmieniło właściciela bez zezwolenia? Nie wiadomo. Szczątkowe dane na ten temat znajdują się w rejestrach ministerstwa tworzonych na podstawie informacji od notariuszy. Okazuje się jednak, że uzupełnianie wpisów natrafia na problemy. – Notariusze nie nadsyłają aktów notarialnych do MSW w wymaganym 7-dniowym terminie, często nie pomagają nawet kilkakrotne monity z naszej strony – mówił wiceminister Stanisław Rakoczy podczas posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych.

Co roku lista zastrzeżeń MSW co do funkcjonowania notariatu trafia na biurko ministra sprawiedliwości. Ale i on nie posiada instrumentów do zdyscyplinowania łamiących prawo notariuszy. Jedynym organem władnym ich ukarać jest Izba Notarialna. Ta zaś nie kwapi się do podjęcia działań. Dotychczas wszczęła zaledwie trzy postępowania w tego rodzaju sprawach. – Nie znam przypadku, aby notariusz został ukarany – przyznał Rakoczy. Część transakcji z cudzoziemcami, jak zaznaczył, w ogóle nie trafia do rejestru, jednak skala tego zjawiska nie jest znana.

Posłowie zwracają również uwagę na proceder kupowania ziemi rolnej przez tzw. słupy, tj. obywateli i firmy polskie, ale za środki podmiotów zagranicznych, które nie mają zezwolenia na kupno gruntów. Proceder trwa nie tylko w ramach obrotu prywatnego, ale także w ramach sprzedaży ziemi przez Agencję Nieruchomości Rolnych, co stało się niedawno zarzewiem ostrego konfliktu w województwach zachodnich i burzliwych protestów rolniczych.

Rejestry transakcji z udziałem cudzoziemców są prowadzone przez MSW od 2004 roku, a więc ich zawartość obrazuje procesy z ostatnich 10 lat. Co działo się wcześniej z polską ziemią? Nie wiadomo. Wydane zezwolenia nie dają pełnego obrazu sytuacji, ponieważ nie każde zezwolenie na nabycie gruntów kończy się sfinalizowaniem transakcji, a z drugiej strony – nie każda transakcja wymaga zezwolenia. Zainteresowanie cudzoziemców zakupem nieruchomości w Polsce utrzymuje się od kilku lat na stałym poziomie, z wyjątkiem kryzysowych lat 2009-2010, gdy przejściowo spadło. W 2012 r. resort spraw wewnętrznych wydał cudzoziemcom i zagranicznym osobom prawnym 318 zezwoleń na nabycie nieruchomości gruntowych w naszym kraju. Łączna powierzchnia gruntów wyniosła 1033 hektary. Większość zezwoleń – aż 218 – dotyczyła gruntów rolnych i leśnych o łącznej powierzchni 1021 hektarów. Świadczy to o dużym zainteresowaniu na Zachodzie polską ziemią rolną. Do 2016 r. swobodny obrót gruntami rolnymi i leśnymi w Polsce objęty jest wynegocjowanym w traktacie akcesyjnym okresem przejściowym, a więc wymaga zezwolenia. Po tej dacie cudzoziemcy z Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii będą mogli nabywać grunty bez ograniczeń. Do tego czasu cudzoziemcy muszą także ubiegać się o zezwolenie na objęcie udziałów i akcji w polskich spółkach, jeśli te są właścicielami lub użytkownikami gruntów rolnych. W ubiegłym roku MSW wydało 11 takich zezwoleń, które dotyczyły powierzchni 23 hektarów.

Obrót gruntami nierolnymi na cele gospodarcze został zliberalizowany przed wejściem Polski do UE. Zakończył się też w 2009 r. okres przejściowy na zakup przez cudzoziemców z EOG tzw. drugich domów w Polsce, a więc i ten obrót odbywa się swobodnie. Natomiast cudzoziemcy spoza Europejskiego Obszaru nadal zobowiązani są uzyskiwać zezwolenia. W ubiegłym roku MSW wydało 80 zezwoleń na zakup lokali mieszkalnych i użytkowych o łącznej powierzchni 4,8 tys. metrów kwadratowych. Komisja przyjęła sprawozdanie MSW z wykonania ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców w 2012 r. przez aklamację. Teraz dokument trafi pod obrady Sejmu.

Małgorzata Goss

Nasz Dziennik