logo
logo

Zdjęcie: M.Matuszak/ Nasz Dziennik

Obsiewają nie swoją ziemię dla unijnej dopłaty

Poniedziałek, 27 maja 2013 (18:29)

Interwencją policji oraz pracowników agencji ochrony zakończyła się w niedzielę wieczorem próba obsiania przez przedsiębiorcę 200 hektarów ziemi w okolicach Sztynortu, należącej do… Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie. Jak mówi rzecznik ANR, to nie pojedynczy przypadek, ale trwający od lat, w kilku województwach, wynikający z luki prawnej proceder obsiewania państwowej ziemi w celu pozyskania unijnych dopłat.

Sprawa dotyczy ziem rolnych należących do ANR, czyli do Skarbu Państwa, które są przygotowywane do wydzierżawienia lub sprzedaży na terenie całego województwa warmińsko-mazurskiego. „Zajazd” traktorów na pola ANR pod Sztynortem był tylko jednym z takich wydarzeń.

– Te pola są w trakcie przygotowywania do dzierżawy lub sprzedaży, tymczasowo więc nie mają przeznaczenia. Dajemy o nich ogłoszenia w mediach, a to wykorzystują niektóre firmy, wyspecjalizowane już w tym procederze, aby wjechać na to pole, obsiać je i pozyskać w ten sposób unijną dopłatę – powiedział NaszemuDziennikowi.pl Zdzisław Szymocha, specjalista ds. kontaktu z mediami w Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie. Podkreślił, że tych, którzy w ten sposób obsiewają, nie interesują małe obszary, ale takie około 100 i więcej hektarów. Bo wtedy zysk z dopłat jest pokaźny.

Niektórzy właściciele prywatnych przedsiębiorstw rolnych na terenie województwa  warmińsko-mazurskiego są tak zuchwali w procederze obsiewania państwowej ziemi, że ANR zmuszona jest wynajmować firmy ochroniarskie, które pilnują pól.

Tak było i w niedzielę wieczorem, kiedy niespodziewanie na polach ANR pod Sztynortem (200 hektarów) pojawiły się cztery duże ciągniki z bronami talerzowymi. Maszyny te należą do przedsiębiorcy z Warszawy. Wynajęci przez ANR ochroniarze i wezwana przez nich policja przegnali intruzów, którzy po bronowaniu mieli obsiać całe pole soczewicą, za co można uzyskać 2 tysiące złotych od hektara unijnej dopłaty.

Wobec tego problemu policja zazwyczaj rozkłada bezradnie ręce i jej interwencja kończy się jedynie na wyproszeniu intruzów z pola. – Policja w przypadku obsiewania przez obce firmy naszych ziem mówi o niskiej szkodliwości społecznej tego czynu i się tym nie zajmuje. Zresztą co policjanci mogą zrobić, jak pozwala na to dziurawe prawo. Dlatego musimy wynajmować ochroniarzy – mówi Zdzisław Szymocha. Zaznacza, że w walce z obsiewaczami, która trwa co najmniej od roku, ANR w Olsztynie jest osamotniona.

Cały problem tkwi w niedoskonałości prawa dotyczącego dopłat, które stanowi, iż wniosek o dopłaty może złożyć nawet ta osoba, która uprawia nie swoją ziemię. Tak więc wcale nie jest przesądzone, że „obsiewacz” państwowej ziemi pod Sztynortem nie dostanie pokaźnej dopłaty.

– Podstawą o uzyskanie dopłaty jest wniosek. Jeżeli Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma jakieś podejrzenia, to wystarczy, aby ten, kto złożył wniosek o dopłatę, udowodnił, że to on daną ziemię obsiał, a do tego wystarczy przedstawić jakichś swoich świadków, co nie jest problemem – zauważył Szymocha.

Jak dowiedzieliśmy się w Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie, obsiewanie nie swojej ziemi to w województwie warmińsko-mazurskim to swoista plaga. Takie same sytuacje, jak wczorajsza na ziemiach ANR pod Sztynortem, były m.in. w rejonie Korsz, Kamionka oraz Nidzicy. To obsianie odbywa się przeważnie w niedzielę, szybko i o zmroku. Proceder ten jest również obecny na terenach, gdzie ANR posiada najwięcej ziem, przejętych po PGR-ach, tj. w województwach zachodniopomorskim i dolnośląskim. W sumie w tych województwach „obsiewacze” mogą „zagospodarowywać” w ten sposób nawet kilka tysięcy hektarów państwowych gruntów rocznie.

Adam Białous

NaszDziennik.pl