logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Ministerstwo rolnictwa niszczy polską wieś

Czwartek, 24 lipca 2014 (21:34)

Koalicja PO – PSL nie radzi sobie w sprawach rolnictwa, nie ma programu, nie ma nawet wizji, jak ma wyglądać nasze rolnictwo – to główne zarzuty opozycji wobec partii rządzących. Posłowie krytykują rząd za brak działań w sprawie katastrofalnej sytuacji na rynku owoców miękkich.

Zofia Szalczyk, wiceminister rolnictwa, przedstawiając w Sejmie stanowisko rządu, podkreśliła, że minister rolnictwa wystąpił już do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z wnioskiem o zbadanie, czy zakłady przetwórcze, jak sygnalizują producenci, nie zawarły zmowy cenowej, o czym może świadczyć wzrost do takiego samego poziomu i w tym samym czasie ceny porzeczek w różnych regionach kraju.

Oświadczyła też, że zwrócono się także do Komisji Europejskiej, która ma uprawnienia do zastosowania środków przeciwdziałania zakłóceniom na rynku czarnej porzeczki i wiśni. Możliwe środki to rekompensaty dla producentów, którzy z powodu niskich cen utracili dochody. Powołując się na niedawne spotkanie ministra Sawickiego z przedstawicielami protestujących rolników powtórzyła propozycje w postaci uruchomienia pomocy de minimis dla producentów rolnych w wysokości 30 milionów złotych. W ramach tej pomocy, bez zgody Komisji Europejskiej, dane gospodarstwo może otrzymać maksymalnie 15 tys. euro wsparcia w ciągu trzech lat.

– Z tej zasady zamierzamy skorzystać. Pomoc ta miałaby objąć producentów czarnych porzeczek i wiśni, a szacowana dopłata wynosiłaby ok. 400-420 złotych na hektar – oświadczyła wiceminister Szalczyk.

Stwierdziła ponadto, że w tym roku nie mamy do czynienia ze wzrostem produkcji. Przyznała również, że poziom produkcji porzeczek i wiśni jest zbliżony do lat ubiegłych.

– Zasada popytu i podaży nie wydaje się wystarczająca do wyjaśnienia powodu, dla którego miałby nastąpić spadek cen – argumentowała Zofia Szalczyk.

Jako receptę podała konieczność zrzeszania się rolników w grupy producenckie i wsparcie tych grup ze środków publicznych. Poinformowała również, że w resorcie rolnictwa trwają prace nad utworzeniem Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych, z którego w przyszłości byłyby wypłacane rekompensaty producentom rolnym w przypadku drastycznych spadków cen. Ponadto kontrolami mają być objęte zakłady przetwórcze, które otrzymały unijne dotacje na inwestycje, pod warunkiem, że w 50 proc. będą zaopatrywać się w surowce od producentów rolnych.

Traktujcie nas poważnie

W imieniu przedstawicieli producentów rolnych, którzy ostatnio przez cztery dni i noce protestowali, blokując drogę nr 19 w miejscowości Kózki (powiat łosicki), głos zabrał Zygmunt Karwacki. Z jego ust padły krytyczne uwagi pod adresem rządu, a także parlamentarzystów, którzy, jak mówił, nie robią nic bądź niewiele, by pomóc producentom owoców.

– Tak się zastanawiam, czy naszymi parlamentarzystami kieruje zła wola czy lenistwo. Skoro nie mamy rozwiązań tutaj, na swoim własnym podwórku, nie potrafimy uchwalić czy przyjąć odpowiednich ustaw, które regulowałyby nasze życie gospodarcze, społeczne w sposób właściwy, to nie ma problemu, by wsiąść w pociąg, polecieć samolotem, pojechać bryką do Berlina, do Kopenhagi czy Paryża i ściągnąć wszystko, co tam jest dobre, skuteczne i nie powoduje takich społecznych napięć, jakich obecnie jesteśmy świadkami w segmencie owoców miękkich w Polsce – radził Zygmunt Karwacki.

Dodał, że owoce miękkie to nie jedyny kłopot, bo kolejnym, który już puka do drzwi, jest problem jabłek przemysłowych, za które proponuje się równie marne pieniądze. – Zdumiewa mnie to, że państwo jako posłowie nie potraficie doprowadzić do ładu sprawy tak ważnej do polskiego rolnika, że państwo polskie nie ma instrumentu, by oddziaływać na zakłady skupujące, na zakłady przetwórcze – dziwił się producent. Przypominając, że w ciągu dwóch ostatnich lat cena skupu porzeczek spadła dziesięciokrotnie.

– Stawiam pytanie: czy państwo wiecie, ile razy w tym czasie spadła cena soków, przetworów owocowo-warzywnych w supermarketach i sklepach? Ile razy spadła, a może raczej ile procent skoczyła do góry? – pytał. – Skoro zdecydowaliście się reprezentować naród, to traktujcie nas poważnie, a nie jak kiedyś kolonizatorzy traktowali tubylców w Australii czy Ameryce. W końcu za to bierzecie pieniądze, i to nie małe – apelował Karwacki.

Resort rolnictwa jest niezorientowany

Rację protestującym rolnikom przyznał poseł Robert Telus z PiS, który zwrócił jednak uwagę, że nie można obwiniać wszystkich parlamentarzystów.

– Za rolnictwo w Polsce od 16 lat odpowiada PSL, które od 7 lat jest w koalicji z PO – oświadczył. Przypomniał, że już w 2008 r. minister Sawicki obiecał przygotowanie systemowych rozwiązań dotyczących gwałtownych spadków cen na rynku owoców miękkich. Czas minął, a planu i rozwiązań systemowych jak nie było, tak dalej nie ma.

Z kolei poseł Dariusz Bąk w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, komentując propozycje resortu rolnictwa, zwłaszcza dotyczące uruchomienia pomocy de minimis w wysokości 30 mln zł, w ramach której średnia dopłata wyniosłaby maksymalnie 420 zł do hektara, uznał je za śmieszne.

– W efekcie byłoby to, realnie rzecz biorąc, 5-10 groszy do kilograma owoców, to żadne pieniądze. Sprawa porzeczek jest już, kolokwialnie mówiąc, pozamiatana, ale wiśnie są jeszcze do uratowania. Uruchomienie skupu z ceną wyższą, niż oferują przetwórcy, mogłoby spowodować zmianę kierunku cenowego u samych przetwórców – zwraca uwagę poseł Dariusz Bąk.

W jego ocenie, byłoby to działanie pożądane tym bardziej, że nie ma nadprodukcji, co zresztą przyznała sama wiceminister Szalczyk. Skoro tak, tym bardziej nieuzasadnione i bulwersujące jest windowanie cen. – Mniejsze zbiory i niższa cena  to jakiś absurd. To, że zmowa cenowa jest, to jest pewne, jednak będzie ją trudno udowodnić. Mechanizmy biurokratyczne w UOKiK, jeśli chodzi o zmowę cenową, są tak długie, że nawet jeśli zostanie stwierdzona, to co z tego będą mieć rolnicy. Jakaś kara zostanie nałożona na przetwórców, ale rolnicy nic na tym nie zyskają – ocenia poseł Bąk.

Odnosząc się natomiast do kwestii Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych, stwierdził, że wielokrotnie już była o tym mowa, sprawa powraca w momencie kryzysu, a potem wszystko cichnie. W jego ocenie, najlepszym rozwiązaniem na dzień dzisiejszy, aby spowodować impuls cenowy, byłoby uruchomienie Agencji Rezerw Materiałowych. W innym przypadku rolnikom i sadownikom grozi upadłość.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl