logo
logo
zdjęcie

Marek Czachorowski

Ustrój urzędniczy

Wtorek, 11 grudnia 2012 (02:10)

Wśród rozmaitych konsekwencji dotychczas przegranych zmagań o Polskę mamy też zbiorową amnezję. Zapomnieliśmy o wielu naszych wybitnych przodkach. Dzisiaj mogliby nam pomóc wyrwać się z już ponaddwudziestoletniego politycznego kręcenia się w kółko.

Wspomniałem już tydzień temu o takim naszym wielkim zapomnianym - postaci i dziele hrabiego Stanisława Łosia, profesora KUL w latach powojennych aż do 1971 roku. Jego spadkobiercy przypomnieli ostatnio "Helladę na rozdrożu", dzieło wydane po raz pierwszy tuż przed drugą wojną światową.

Ta historyczna monografia, ale z kluczem do naszej aktualnej rzeczywistości politycznej, nie miała żadnej szansy na reedycję w PRL - wskazywała bowiem na jej najistotniejszą słabość.

Także w III Rzeczypospolitej nie mogła być przyjęta przez rozgorączkowane umysły rozmaitych "kombatantów" rozdzielających polityczną jasność od ciemności tylko cepami typu: "lewica i prawica", "komuniści" itp.

Pewnie nadchodzi już czas na RP - może nie czwartą, ale zwyczajną - skoro wreszcie mamy możliwość zapoznania się z głównym dziełem politycznym prof. Stanisława Łosia posiadającego bogaty, wielostronny dorobek związany nie tylko z pracą naukową, ale także w polskiej dyplomacji w okresie międzywojennym.

Jego diagnoza rzeczywistości politycznej Europy przed II wojną światową jest jak najbardziej aktualna i wzbogacająca społeczny dyskurs. Zmieniła się bowiem tylko zewnętrzna sceneria życia politycznego, ale jego korzenie pozostały nienaruszone.

Diagnozę polityczną naszej współczesności prof. Łoś opiera na wglądzie w polityczne funkcjonowanie starożytnych Aten w ostatnim etapie istnienia tego miasta. Dotyczy on zakończenia z sukcesem wojen z Persami, co uczyniło z Aten najsilniejsze państwo tej epoki. Jest to też czas niebywałego rozkwitu nieśmiertelnych dzieł kultury. Jednak od Peryklesa rozpoczyna się schyłek polityczny, którego apogeum znajdujemy w czasach po klęsce Aten podczas trzydziestoletniej wojny peloponeskiej.

Zdaniem prof. Łosia, dotychczas podawane wyjaśnienia dotyczące politycznego upadku Aten są niewystarczające: przyczyną tą było kierowanie miastem przez tłum inteligenckiego proletariatu. Arystoteles podaje, że na 25 tys. dorosłych obywateli Aten aż 20 tys. nie zajmowało się wytwarzaniem dóbr potrzebnych całemu społeczeństwu, ale żyło na koszt państwa, sprawując płatne, publiczne urzędy.

Wśród nich był także udział w Zgromadzeniu Narodowym (odpowiednik naszych parlamentów) oraz sprawowanie władzy sędziowskiej. Sokratesa sądziło aż 501 sędziów, jednak nie dlatego, iż to najlepiej służyło sprawiedliwości, ale dlatego, że za otrzymane w ten sposób trzy obole można było skromnie utrzymać się cały dzień.

Zatem zamiast coś sensownego robić i służyć państwu swoimi umiejętnościami - jak to było dawniej - tracono publiczne pieniądze na utrzymanie tłumu niepotrzebnych urzędników.

Profesor Łoś pokazał, że dokładnie takie samo zjawisko trapi naszą polityczną rzeczywistość. Jeśli "istotą wszystkich współczesnych nam ustrojów Europy kontynentalnej są, podobnie jak w Atenach na przełomie V i IV wieku, rządy tłumu, który postanowił żyć z państwa pod byle jakim pretekstem i pozorem", to "rozrost rządów biurokratycznych jest jedną z form rządu tłumu i tą właśnie, która jest najbliższa ich istotnej treści". Tę trzecią formę nazywa "ustrojem urzędniczym".

Trzymają nas za gardło zatem nie tylko esbeckie dynastie, zaciągnięte pochopnie kredyty, ale także rosnąca w liczbę i siłę rzesza niepotrzebnych urzędników. Ponieważ muszą dowieść swojej niezbędności, nieustannie wzmacniają swój uścisk w każdej dziedzinie naszego życia. I tak np. w szkolnictwie wyższym trzeba nieustannie poddawać się rozmaitego typu ewaluacjom, które wcale nie dowodzą znakomitych naukowych osiągnięć, ale świadczą o potrzebie urzędników, którzy prześwietlą "wiedzę", "umiejętności" i "kompetencje społeczne" nauczycieli akademickich.

Marek Czachorowski

Nasz Dziennik