logo
logo
zdjęcie

Filip Frąckowiak

Nowe szaty...

Środa, 14 sierpnia 2013 (02:00)

Strach czyni więźniem. Nadzieja to wolność

Czytelnicy „Naszego Dziennika” wiedzą już dokładnie, czym jest gender. Prawdopodobnie dużo lepiej nawet niż główni odbiorcy tej ideologii. Poświęcam więc miejsce właśnie jej twórcom i odbiorcom, a nie samej gender. Wielcy światowi intelektualiści, poważni politycy europejscy, studenci, homoseksualiści, a także uzdolnieni ludzie mediów tak zaangażowali się w gender, że przestali przyglądać się intelektualnie tej ideologii. Z wzajemnym uznaniem przytakują sobie, rozpatrując podczas debat i kursów uniwersyteckich, jak znaczący i właściwy dla nowych czasów jest kierunek rozwoju jednostki zwany gender. Na polskich uniwersytetach nie ma kierunków, które noszą nazwę Tożsamość płciowa człowieka, są jednak kierunki Gender Studies. Takie to nowoczesne i rozintelektualizowane. Jedni ogłupieni, drudzy zaślepieni, a jeszcze inni tylko udają, że dostrzegają zalety bezpłciowej osobowości człowieka, zerwania więzów kulturowych i rodzinnych. Wszystko to przypomina polityczną satyrę Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty cesarza”. Duński geniusz dziecięcego świata bajek rzadko sięgał po ten gatunek. Ale zawołanie: „Cesarz jest nagi!” przeszło zarówno do języka polityków, jak i oceniających ich obywateli. Jak wspaniale, stosując tę opowieść, można sprawdzać, kto ludziom mydli oczy.

Rzecz dzieje się w XIX wieku. Dwóch oszustów wmówiło cesarzowi, władcy niewiadomego państwa, że uszyją mu szaty z najlżejszej i najwspanialszej tkaniny. A fakt, że niektórzy jej nie zobaczą, będzie oznaczał, że nie nadają się na swoje stanowiska lub są głupi. I tak, gdy oszuści pracowali na pustych krosnach, a następnie cięli i szyli materiał, którego nie było, cesarz, wrażliwy na piękną garderobę, dawał im coraz większe wynagrodzenie za genialny surdut, spodnie i pelerynę. Posłał też najmądrzejszych ministrów, by ci przyjrzeli się powstającym strojom. A gdy ci żadnej tkaniny nie zauważyli, poczęli chwalić krawców: „Co za wzór! Co za kolory!”. Gdyby przyznali się, że niczego nie widzą, uznano by, że nie nadają się na swoje stanowiska lub są głupi. Tymczasem ani na krośnie, ani na manekinie niczego nie było. W końcu nadszedł cesarz. „Cóż to, nie ma szat?” – pomyślał. Ale on też w obawie, że zostanie uznany za niegodnego urzędu, zaczął „mierzyć” surdut. Tak mu się spodobał, że wyszedł w nim na ulicę, a szambelani szli za nim, podtrzymując niby tren peleryny. I nikt nie miał odwagi dać po sobie poznać, że nic nie widzi. Także ludzie na ulicy, widząc cesarza, a uprzednio słysząc o wspaniałym materiale, którego jeśli jest się głupim, to się nie zobaczy, krzyczeli pełni uznania: „Jak niezrównanie piękne są cesarskie szaty”. Tylko jeden mały, niewinny chłopiec ze zdziwieniem patrzył na dworzan i miejski tłum przytakiwaczy: „Przecież on nie ma ubrania!” – wykrzyknął.

Wracając do wieku XXI. Jest nadzieja i sposób na to, by dostrzec fałszywość gender oraz śmieszność jej przytakiwaczy. Warunek jest jeden. Do dyskusji należy dopuścić kogoś z zewnątrz. Kogoś, kto jak ten mały chłopiec wskaże prawdę. Konkludując, aż chce się powiedzieć: wsadźmy gender między bajki! Bo krawcy oszuści oczywiście odeszli z pełnymi torbami, by nabierać innych. I tak też będzie dziś. Gdy już wszyscy „kupią” gender, oszuści od nowoczesnego świata będą wciskać kolejne kłamstwa. Oczywiście z pełnymi torbami dotacji unijnych. Tytuł felietonu zawiera trzy kropki, bo ta opowieść dotyczy nie tylko gender i „cesarzy”.

Jest jednak coś pocieszającego. Autor tej opowieści, późniejszy geniusz literatury, wywodził się z najbiedniejszej dzielnicy Kopenhagi, a urodził się jako syn szewca i niepiśmiennej praczki. Właśnie on był zdolny do przeprowadzenia takiej obserwacji psychologicznej, społecznej i politycznej. Ten felieton dedykuję pamięci pani Anny Walentynowicz, w 84. rocznicę urodzin. Geniuszowi polskiego patriotyzmu. Kobiecie, której zdolności postrzegania rzeczywistości taką jaka jest, przez lata jej ciężkiej pracy, nie przesłoniły ani komunizm, ani Magdalenka.

Filip Frąckowiak

Nasz Dziennik