logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Matuszak/ Nasz Dziennik

Statystyki na bakier z prawdą

Sobota, 11 października 2014 (02:05)

Zdrowie publiczne wymaga narzędzi diagnostycznych. Spóźniona bądź błędna diagnoza lekarska w przychodni i szpitalu decyduje o dramatycznym skróceniu lat życia w zdrowiu osoby chorej na czas pozbawionej skutecznej pomocy, nieraz wprost prowadzi do rychłej śmierci kogoś, kto jest źle leczony lub nieleczony wcale. Tego rodzaju tragedie są długo wspominane w wielu rodzinach.

Wady systemu ochrony zdrowia wynikające ze spóźnionej bądź błędnej diagnozy epidemiologicznej mają nieporównanie poważniejsze znaczenie. Decydują o zdrowiu milionów na wiele pokoleń, sprawiają, że ciężar chorób i przedwczesnych zgonów, którym można zapobiec, przygniata bezlitośnie duże segmenty populacji, odbiera wielu społecznościom radość życia i wszelką konkurencyjność. A nadto nie budzi sprzeciwu. Niejako z przyzwyczajenia.

Skoro tak wielu choruje i szybko umiera, np. na raka, to należy się z tym pogodzić, nie zajmować się mało spektakularną prewencją raka, a cieszyć się wyłącznie sukcesami transplantologii (z pominięciem postępowania z pacjentem po przeszczepie). Tymczasem hierarchia priorytetów finansowania w ochronie zdrowia powinna wynikać z ocen epidemiologicznych. Lobbyści jak ognia unikają szacowania ceny uratowania jednego życia.

Poświadczanie przyczyn zgonów oraz zgłaszanie zakażeń, chorób zakaźnych lub zgonów z powodu zakażenia lub choroby zakaźnej – to najprostsze zadania na rzecz zdrowia publicznego nałożone na osoby zobowiązane prawem do ich wykonania. Głównie są to lekarze, choć nie tylko. Stwierdzając, że serce przestało bić i nie ma akcji oddechowej, coś trzeba wpisać do karty zgonu. Poświadczyć „umarł/umarła” nie wypada, więc stosuje się wybieg w postaci odnotowania jako przyczyny wyjściowej zgonu „niewydolności krążeniowo-oddechowej”, co bywa przekształcane w systemie kodowania w „niewydolność serca”, opatrywane symbolem I50 i w formie agregatów trafia do roczników statystycznych GUS i zestawień międzynarodowych.

Niestety, autorzy poważnych analiz odrzucają informacje z naszego kraju. Powodem jest zbyt częste wpisywanie do kart zgonów tzw. kodów śmieciowych. Pojęcie „garbage codes” wprowadzili C.J.L. Murray i A.D. Lopez w 1990 roku. Są to przyczyny zgonu, które nie powinny być ustalone jako wyjściowe przyczyny zgonu, a mimo to zostały wprowadzone do kart zgonu jako przyczyny wyjściowe. Jako klasyczne przykłady „kodów śmieciowych” autorzy podali „starość” i „niewydolność krążeniowo-oddechową”.

W 2005 r. w Biuletynie Światowej Organizacji Zdrowia ukazało się zestawienie zawierające podsumowanie wraz z oceną jakości danych o zgonach (danych udostępnionych przez kraje członkowskie do grudnia 2003 r.). Obok Grecji (26 proc.) Polska z wynikiem 25 proc. „kodów śmieciowych”, nie licząc miniaturowego San Marino, kompromitowała się w latach 1955-2001 w skali Europy, a nawet całego świata niską jakością danych o przyczynach zgonów.

Opublikowane w 2010 r. zestawienie ilustrujące udział zgonów, którym po 2000 r. przypisano „kody śmieciowe”, pokazuje żałosne miejsce Polski na mapie Europy i świata (kategoria 30-35 proc. „kodów śmieciowych” wśród wszystkich zgonów).

Odpowiedzialny za jakość statystyki państwowej w naszym kraju Główny Urząd Statystyczny wkroczył na scenę dopiero w tym roku, ale za to świetnym artykułem Małgorzaty Cierniak pt. „I na co umarł pacjent – czyli, co jest wpisywane na kartach zgonów?”, zaczynającym się od słów: „Światowa Organizacja Zdrowia w swym raporcie z 2013 r. po raz kolejny wykluczyła Polskę z analiz porównawczych dotyczących umieralności według przyczyn. Powodem jest ponad 25% udział zgonów o ’niedokładnie określonych przyczynach’. Wraz z Polską analizą nie zostały objęte między innymi dane Argentyny, Azerbejdżanu, Bułgarii, Grecji, Gwatemali czy Kataru”.

GUS dołącza porażającą ewidencję, którą stanowią zestawienia tabelaryczne prezentujące zgony według przyczyn określanych jako „garbage codes” (w podziale na listę podstawową i rozszerzoną) według wieku osób zmarłych i województw. Udostępnia także „Podręcznik poświadczania przyczyn zgonów w Europie”, Rzym, grudzień 2003, własnego przekładu. Warto z niego skorzystać w kształceniu przed- i podyplomowym lekarzy i w ramach sprawowania nadzoru specjalistycznego. Może za jakiś czas Polska przestanie być chorym człowiekiem Europy. Chorym i umierającym nie wiadomo na co.

Dr Zbigniew Hałat

Autor jest lekarzem medycyny, specjalistą epidemiologiem. Na początku lat 90. w trzech rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych

Nasz Dziennik