logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Małgorzata Bochenek/ Nasz Dziennik

Moralność ratuje Naród

Wtorek, 12 maja 2015 (03:14)

Homilia ks. abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, wygłoszona w Krakowie w czasie uroczystości ku czci św. Stanisława, biskupa i męczennika, 10 maja 2015 r.

Czcigodny Księże Kardynale Stanisławie,

Gospodarzu i Następco

świętych biskupów

krakowskich,

Bracia w posłudze

pasterskiej,

Drodzy Bracia i Siostry – Czciciele świętego Stanisława – patrona Ojczyzny

Doświadczenie życiowe i codzienna obserwacja poucza nas, że o trwałości budowli decyduje wiele elementów: przede wszystkim fundament, ale też materiał budowlany i umiejętność wykonawców. Podobnie jest z trwałością wspólnot ludzkich. O ich znaczeniu, sile i godności decydują zasady, jakimi zamierzają się kierować, cele, jakie stawiają przed sobą, i metody, jakimi będą się w realizowaniu celów posługiwać.

Ale Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii (J 10,11 n.) zwraca uwagę, że fundamentem społeczności Kościoła jest On sam jako dobry pasterz. A dobry pasterz daje życie swoje za owce. On je zna, ceni i naraża się dla nich. Demaskuje niebezpieczeństwa, wyszukuje pożywne pastwiska i staje do konfrontacji z wilkami, bo wie, że z dziką bestią, głodną krwi nie da się dialogować.

Następcami Chrystusa w pasterskiej posłudze Kościoła są biskupi. To oni stanowią fundament Kościoła, żywego organizmu ochrzczonych. Są następcami apostołów, to wielka, porażająca godność złożona niekiedy w słabe, ludzkie dłonie, ale taka była i jest wola samego Chrystusa. I dlatego święty Paweł nie waha się postawić sprawy bardzo ostro w przytoczonym przed chwilą liście do Rzymian: Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? (Rz 8,33). A przy innej okazji przypomina: Uważajcie… na całe stado, na którym Duch Święty ustanowił was biskupami… Pamiętajcie też, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów (Dz 20,28 nn).

Rozeznawanie zewnętrznych zagrożeń i wewnętrznych niebezpieczeństw wymaga roztropności i odwagi, której nie zabrakło świętemu Stanisławowi, biskupowi krakowskiemu. Żył zaledwie czterdzieści kilka lat (1035-1079), a biskupem był tylko siedem lat i to w trudnym okresie, kiedy powrót pogaństwa po śmierci Bolesława Chrobrego sparaliżował życie kościelne do tego stopnia, że metropolia gnieźnieńska przestała istnieć. Młody biskup Stanisław dzięki poparciu króla Bolesława Śmiałego (Szczodrego) zdołał uzyskać jej przywrócenie u Papieża św. Grzegorza VII (1073-1085).

Początkowo dobre relacje biskupa z księciem krakowskim (potem królem Polski) zaczęły się poważnie chwiać. Młody król wykazywał wielką aktywność i troskę o państwo i Kościół. W ciągu kilkunastu lat prowadził siedem uciążliwych, ale zwycięskich wojen. Wraz z sukcesami rósł prestiż króla Bolesława, którego nazywano Szczodrym. Władcy jednak, jak widać z późniejszych wydarzeń, lubią ustanawiać własne zwyczaje, nie zawsze zgodne z prawem Bożym, i wtedy muszą reagować biskupi. Tak było i tym razem. Biskup Stanisław upominał króla, a gdy to nie pomagało, obłożył go klątwą. Wrażliwość moralna, poziom wiary i wyczucie dyscypliny w ówczesnej Polsce było wysokie, skoro król poczuł się osamotniony i w swej porywczości osobiście dokonał świętokradczego samosądu. Tu, na Skałce, siedmiokrotnym uderzeniem w głowę zabił biskupa Stanisława w czasie odprawianej Mszy Świętej.

Spór został zakończony radykalnie, ale to przeważyło szalę. Ludzie odwrócili się od króla i pozorny zwycięzca musiał opuścić Polskę. Jakaż to wielka przestroga dla współczesnych władców: że pewnych granic nie wolno przekraczać.

Symbol odwagi

Kult biskupa Stanisława stawał się coraz bardziej żywy. To przecież kolejny – po św. Wojciechu, biskup męczennik i patron Polski. Święty Stanisław oddał życie w obronie ładu moralnego w zaraniu dziejów naszej Ojczyzny. Stał się symbolem odwagi poprzez całe nasze dzieje, w ciągu których głos Kościoła był potrzebny, twórczy, ale też bywał i będzie niewygodny. Biskupi, a wraz z nimi kapłani i wierni Kościoła będą musieli niejednokrotnie powtarzać non possumus – nie możemy się godzić na zło, nie możemy milczeć ilekroć deptane jest prawo Boże nawet pod pozorem legalności uchwalanych przez parlamenty praw państwowych.

Nie zabijaj znaczy nie zabijaj nikogo, nigdy. Nie zabijaj człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a nie kradnij zabrania przywłaszczania każdej własności prywatnej, wspólnej, państwowej, wyznaczając jednak zasady sprawiedliwości społecznej wobec pracodawcy i pracownika, bez przywilejów wobec bardziej partyjnego czy lepiej osadzonego w swoistym środowisku. Za uczciwą pracę należy się uczciwa zapłata.

Współczesne czasy patrzą na Kościół wymagającym wzrokiem. Stawiają wyraźne wymagania pasterzom Kościoła. I dobrze, że te oczekiwania są wysokie. Są w tym zgodne z postulatem Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Dobry pasterz nie zabiega o siebie, ale daje życie za owce swoje. Gotów jest je oddać w miłości. Odważny pasterz nie kłamie i demaskuje kłamstwo i grzechy, zachęca do nawrócenia, głosząc miłosierdzie Boga i Kościoła. A mimo to, a może właśnie dlatego do św. Jana Pawła II strzelano w dniu 13 maja 1981 roku, aby wyeliminować niewygodny głos prawdy. Ale głos ten jeszcze jako po ludzku bardzo słaby zabrzmiał szczególnie mocno w pierwszej modlitwie „Anioł Pański”, kiedy zraniony i chory Papież przebaczał zabójcy. Dał przykład.

Jan Paweł II nie bał się świata, bo uczył się wrażliwości w rozpoznawaniu trudnych sytuacji społecznych od świętego Stanisława już tu, w Krakowie, a ze zjednoczenia z Chrystusem czerpał odwagę do zabierania głosu. Niekiedy budził zdziwienie: skąd w tym dobrym, ludzkim Papieżu było tyle siły, mądrości i odwagi? Odpowiedź jest jedna – z miłości do Boga, człowieka i do Ojczyzny, bo człowiek tak jak Ojczyzna potrzebuje prawdy, aby odnaleźć w sobie dobro, aby powstać, nawrócić się i żyć.

Czas próby

Jeszcze jako arcybiskup krakowski kardynał Wojtyła odwiedził w sierpniu w 1976 roku Stany Zjednoczone. Na zakończenie wizyty powiedział do Polonii: Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. […] Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. […] jest to czas próby, w który musi wejść Kościół, a polski w szczególności.

Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami (cyt. za „Gość Niedzielny”, 3 V 2015).

Konfrontacja to zmaganie, czas próby, rozgrywka, a niekiedy zdecydowana bitwa. Kto zwycięży? Prawda Boża i dobro czy łudzące obietnice ludzkie, których nikt nie zamierza dotrzymywać? Pamiętajmy jednak, że ilekroć w tej konfrontacji przegrywa Bóg, ilekroć przegrywa Ewangelia, ilekroć przegrywa prawo natury i prawo Boże, tylekroć przegrywa człowiek.

A przegrywa dlatego, że nie jesteśmy zjednoczeni w całkowitej wierności Ewangelii, Kościołowi i pasterzom. Przegrywa, bo dobrzy milczą, bo godzimy się na aborcję, na in vitro i na ideologię gender w wychowaniu. Przegrywamy, bo wiary nie łączymy z życiem, bo chętnie słuchamy fałszywych proroków (także niekiedy przybranych w strój duchowny), którzy wołają obłudnie o reformę Kościoła, zamiast zabrać się do reformy samych siebie. Często są to katolicy „nieochrzczeni i niewierzący”, jak sami siebie nazywają, którzy od lat walczą z tym, co chrześcijańskie, i z tym, co polskie w naszym Narodzie, zapominając, że ten Naród i ta ziemia to nasza wspólna kultura, historia, dziedzictwo, bez której nie ma naszej przyszłości.

Polska jest dziś chora

Idźmy dalej i zauważmy, że już św. Paweł przestrzegał, że spośród nas samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów – a czy nie ma wśród nas niby-wierzących, którzy zamiast w pokorze wyznawać słabości własne, próbują czynić się reformatorami Ewangelii, obnoszą się z tzw. swoim liberalnym otwarciem. Niewiele zresztą mają wspólnego z duchem Chrystusowego Kościoła także ci, z tzw. prawej czy lewej strony, którzy narzucają innym ciężary nie do uniesienia, ale sami dźwigać ich nie chcą i w przywiązaniu do litery ich prawa gardzą słabością człowieka, zamiast okazywać mu miłosierdzie. Tymczasem przecież nie ma prawdziwej Ewangelii i nie ma prawdziwego Kościoła bez miłości Boga i bliźniego.

Jesteśmy w przededniu Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w przyszłym roku w Krakowie, i w przededniu 50. rocznicy Wielkiego Programu Duszpasterskiego podjętego przez ówczesny Kościół w Polsce z okazji 1000-lecia chrztu. Ten program i dzisiaj – w 1050. rocznicę chrztu Polski domaga się pogłębienia wiary i ożywienia jej naszym nawróceniem. Polska, jeśli ma przetrwać, musi się nawrócić. Polska jest dziś chora, bo milcząc na zło, traci wolę życia. Jako Naród dziś wymieramy. Realizujemy – chcąc nie chcąc, przewidywania Klubu Rzymskiego, który już dawno obliczał, że niebawem zredukujemy się do 13 milionów mieszkańców. Ojczyzna jest chora, bo chore są elity i chory jest cały Naród.

Uchwalane są dziś, jedna po drugiej, ustawy sprzeczne z prawem natury, a Naród udaje, że go to nie obchodzi. Atak na rodzinę trwa, zagrabia się prawa do wychowania poprzez seksualizację dzieci, poczynając od przedszkola, bo takie są wskazania laickich organizacji międzynarodowych. Ideolodzy genderyzmu bezkarnie propagują i narzucają hasła godzące w prawa natury, promując małżeństwa jednopłciowe, mimo że polska Konstytucja wyraźnie chroni małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Są wyraźne próby nękania i wzywania przed sądy tych, którzy wbrew ideologiom libertynizmu ośmielają się bronić zdrowej moralności i przestrzegają przed relatywizmem moralnym. Bezrobociem i likwidacją polskich stoczni, kopalń i cukrowni nikt się nie przejmuje, samobójczą dla Narodu emigrację ludzi młodych, wykształconych uważamy za sukces wolności. Trwa zapaść służby zdrowia. Ciągle bezradni jesteśmy wobec korupcji i braku kultury społecznej i politycznej. Polska znów stała się jak ten „postaw sukna”, z którego każdy, kto ma dostęp, stara się dla siebie coś wykroić.

Społeczna sprawiedliwość

Zawsze, w każdych czasach potrzebne są głosy odważnie budzące sumienia, bo w trudzie naprawy Rzeczypospolitej nie wyręczy nas nikt, ani Ameryka, ani Rosja, ani żadna ideologia leseferyzmu czy genderyzmu. Trzeba też uświadomić sobie, że procesy inżynierii społecznej, pranie mózgów są bardzo zaawansowane. A za nimi stoją konkretni ludzie przygotowujący ustawy, programy edukacyjne, konwencje międzynarodowe (Krzysztof Skowroński, „Kurier Wnet”, gazeta niecodzienna, nr 12, maj 2015).

Przed wielu laty wybitny przywódca Polski powiedział z niepokojem: Głównym powodem obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – było złodziejstwo pozostające bezkarnie. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie. W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu… rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi (29 maja 1926 roku marszałek Józef Piłsudski cyt. za: „Kurier Wnet”, jw.).

Może jednak mieliby i dziś spoczywający na Wawelu: Marszałek Józef Piłsudski i prezydent Lech Kaczyński wiele do powiedzenia Polsce i Polakom o bezkarności nadużyć, o interesie jednostek i partii, o naszym znikczemnieniu, skoro w czasie wszystkich wyborów, jakie się dokonują w Polsce od 25 lat, do urn idzie tylko ok. 50% Polaków, reszta zostawia innym decyzje o kształcie Ojczyzny. Co oznacza ten pasywizm? Czy my naprawdę dobrze rozumiemy, co dziś oznacza społeczna odpowiedzialność? Przede wszystkim odpowiedzialność za prawdę o nas samych, odpowiedzialność za prawdę historyczną, która formuje myślenie na dziś i jutro, a zatem mamy prawo do prawdy o Katyniu i Smoleńsku, tak samo jak mamy prawo do prawdy o Jedwabnem, Auschwitz i Dachau. Mamy prawo i obowiązek wpływać na uzdrowienie polityków i polityki. Parę dni temu Papież Franciszek, zapytany o to, czy katolik może mieszać się do polityki, odpowiedział: „Powinien!”.

Są i jasne promienie naszej polskiej rzeczywistości. Jesteśmy jednak Narodem wierzących, skoro jest jeszcze 93% ochrzczonych, a zatem na szczęście nie zerwaliśmy fundamentalnego kontaktu z Chrystusem. Są jeszcze rzesze ludzi modlitwy. Trwa przywiązanie do Maryi i trwa nieustanna ufność do Niej. A to znaczy bardzo wiele wbrew ośmieszaniu ludowej pobożności przez pseudokatolickie środowiska. Przypomnę tu znany tekst wieszcza Narodu: W historii naszej wiele już razy tak bywało, że szydził i drwił z nas nieprzyjaciel, pytając, co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, ale pozostała cześć dla Najświętszej Panienki, na którym to fundamencie reszta odbudowana być może!

Maryja uratuje naszą wiarę

Pobożność maryjna, ludowa bywa wyśmiewana przez ludzi pysznych, bo drażni ich autentyzm wiary prostego, dziecięcego zaufania do Maryi, którą sam Bóg obdarzył zaufaniem i wybrał na Matkę Zbawiciela. Warto pamiętać, że pobożność ludu do Najświętszej Panny z Guadalupe uratowała wiarę w Meksyku w czasach długoletniego, krwawego prześladowania masońskich rządów, pobożność maryjna dawała siłę rzeszom więźniów w obozach hitlerowskich i komunistycznych. Maryja uratuje i naszą wiarę.

Wielką siłą Kościoła w Polsce jest jedność biskupów, którzy nieustannie starają się prostować sumienia. W podtrzymywaniu tej jedności naszej Konferencji Episkopatu Polski ma wielką zasługę ksiądz kardynał Stanisław, i chwała mu za to. Księża polscy wyróżniają się dziś w Kościele dobrym przygotowaniem, gorliwością i odwagą duszpasterską. To spośród polskich misjonarzy coraz częściej wybierani są biskupi. Nadzieją jest Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i Ruch Apostolstwa Młodzieży, Ruch Światło-Życie, stowarzyszenia i ruchy duchowości, Droga Neokatechumenatu i wiele innych inicjatyw duchowości pogłębiających wiarę i więź z Kościołem.

Do jasnych promieni naszej rzeczywistości należy fakt, że powoli, ale systematycznie budzi się Naród. Może zbyt powoli, ale rośnie aktywność społeczna, obrońcy życia jak w żadnym kraju zbierają setki tysięcy podpisów przeciwko jawnej i ukrytej aborcji, za przykładem górników budzi się szersze rozeznanie prawdy o zagrożeniach gospodarki. Przecież obrońcy Radia Maryja i Telewizji Trwam zdołali udowodnić, że w demokracji nie da się zlekceważyć milionowych protestów, i chwała im za to. Chwała wszystkim, którzy wspierają katolickie media – te wielkie, ogólnopolskie i te lokalne, pomijane niekiedy, ale bardzo ważne, bo realizujące formację wiary u podstaw.

Znakiem ważnym żywotności Kościoła w Polsce i narodowej tożsamości są katolickie tygodniki i pisma niezależne, zakładane przez nową elitę ludzi świeckich, odpowiedzialnych za duszę Narodu, za wewnętrzną wolność, za polskie i chrześcijańskie, za katolickie myślenie. Dziękujemy za Waszą odwagę i pomoc w promowaniu niezależności myśli i godnych człowieka czynów.

Kościół katolicki w Polsce, czyli wierni zmagający się z trudnościami, ofiarnie wspierają misjonarzy, a przez Caritas niosą wielką pomoc ludziom dotkniętym kataklizmami.

Nie! Z Kościołem katolickim w Polsce nie jest źle, bo ufamy Bogu i ludziom, bo wiemy ciągle, że siłą naszej wiary jest zaufanie do Chrystusa i Matki Najświętszej. Siłą Kościoła w Polsce jest więź z Narodem, z prostym, szczerym człowiekiem, bo tu są nasze korzenie.

Drodzy Bracia i Siostry – nie zapominajmy, że wiara to nie folklor, to piękno trudu życia w bliskości Boga, w jedności z Chrystusem naszym Bratem i Przyjacielem.

Patrząc na dzisiejsze trudności, na bezrobocie, na brak perspektyw ludzi młodych, którzy emigrują, na zimną znieczulicę wobec rozpadających się rodzin, na powszechną tolerancję wobec braku kultury niektórych polityków, zauważmy także polityków odważnych i uczciwych. Pomagajmy słabym, pogardzanym, ale szlachetnym.

Miejmy odwagę pokazywać na co dzień, że Naród Polski i Kościół w tym Narodzie nie abdykował, że jest w stanie – jak św. Stanisław – strzec moralności w życiu społecznym i przeciwstawić się zauważonym zagrożeniom moralnym. Święty biskup Stanisław zginął, ale ofiarą życia uratował wierność prawom moralnym. A tylko moralność ratuje Naród. Amen.

Nasz Dziennik