logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker nie zauważa, że w jego rodzinnym kraju – Luksemburgu rząd zamierza zlikwidować Trybunał Konstytucyjny Zdjęcie: / Reuters

Komisarze-nadzorcy z bratnią pomocą

Środa, 20 stycznia 2016 (21:02)

Komisja Europejska nie przypadkiem wspiera opozycję w Polsce

Europejscy komisarze podjęli jednomyślnie decyzję o wszczęciu procedury „sprawdzania stanu praworządności” w Polsce. Z opublikowanego potem przez komisarzy uzasadnienia tej decyzji wynika, że najbardziej niepokoi ich perspektywa zmniejszenia „stanu posiadania” przez Platformę Obywatelską w Trybunale Konstytucyjnym z 14 do „tylko” 9 sędziów, przy czym w obu wypadkach nominaci do niedawna partii rządzącej zachowują większość w składzie orzekającym.

W sukurs słabnącej opozycji

Taki stan rzeczy nasuwa oczywiście kilka refleksji. Po pierwsze, widać, że dla europejskich komisarzy nadzorców „praworządność w Polsce” oznacza zachowywanie „pakietu kontrolnego” w TK przez przewodnią siłę w krzewieniu w Polsce „europejskich wartości”. Po drugie, należy zwrócić uwagę na czas podjęcia decyzji przez komisarzy. Nie jest on przypadkowy.

Przypomnijmy, że krótko przed ich decyzją niektóre media w Polsce podały informację o tym, że spora część składu Trybunału Konstytucyjnego ma już dość konfrontacyjnego kursu przyjętego przez prezesa TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Dwa dni przed wspomnianym orzeczeniem komisarzy w sprawie Polski te medialne doniesienia zyskały potwierdzenie w faktach. Okazało się bowiem, że TK umorzył sprawę – zaskarżoną przez polityków PO – uchwał sejmowych unieważniających wybory sędziów TK w poprzedniej kadencji i powołujących pięciu nowych sędziów. Co ważniejsze, okazało się, że w tej sprawie prezes Rzepliński został przegłosowany (złożył votum separatum). Ponadto prezes TK też zaczął sprawiać wrażenie, że zdaje sobie sprawę z bezsensowności podtrzymywania swojego konfrontacyjnego kursu i powołał do orzekania dwóch z pięciu sędziów powołanych przez obecny Sejm i zaprzysiężonych przez prezydenta RP.

W tej sytuacji przyszło „wsparcie” ze strony europejskich komisarzy dla polskiej praworządności, czytaj: dla aktualnej opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Ta ostatnia też wymagała „bratniej pomocy”, skoro nawet działaczom KOD zaświtało w głowie, że czas kończyć z polityką „miliona ludzi na ulicach” i działać konstruktywnie, tzn. przygotować własny projekt ustawy o TK.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi

Wydaje się zresztą, że koincydencji czasowych jest znacznie więcej i mają one konkretny wymiar finansowy, w myśl powiedzenia: jeśli nie wiadomo o co chodzi, z pewnością chodzi o pieniądze. W tym kontekście większość komentatorów wskazuje na uderzające w niemieckie firmy i banki dwa nowe podatki szykowane przez rząd Beaty Szydło: podatek od hipermarketów oraz podatek bankowy. Nie zapominajmy jednak o ważnych rozstrzygnięciach, z którymi musi się zmierzyć w najbliższym czasie Ministerstwo Obrony Narodowej w sprawie wartych miliardy złotych przetargów na uzbrojenie polskiej armii. Czy czasem decyzja europejskich komisarzy nie jest elementem strategii „zmiękczania” polskiego rządu w kontekście zamówień np. na francuskie helikoptery Caracal? A przecież w krótkim czasie czekają polską armię kolejne zakupy.

To wszystko oznacza, że nie jest prawdziwa teza – prezentowana również przez niektórych członków obecnego rządu – jakoby „Komisja Europejska nie była dobrze poinformowana o tym, co dzieje się w Polsce” i „opierała się na nieobiektywnych doniesieniach medialnych”. Jest dokładnie odwrotnie. Komisarze z Brukseli są doskonale poinformowani o tym, co dzieje się nad Wisłą, i trafnie przeczuwają, co może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości i odpowiednio – zgodnie z interesami swoich mocodawców z dorzecza Renu – reagują. Po tej reakcji widać, że rozpoznanie sytuacji prowadzi ich do wniosku, że rządząca w Polsce prawica nie wyczerpuje swojej energii w górnolotnych deklaracjach, ale dokonuje rzeczywistych zmian. Dla komisarzy nadzorców nie jest to dobra zmiana.

Spotkanie z hipokryzją

Jak powinien zachowywać się polski rząd? Najlepsza rada – robić swoje, tyle że szybciej. Sądzę, że polscy eurodeputowani doskonale wiedzą, jak zbijać argumenty o „zagrożeniach dla polskiej praworządności”. Gdzie była KE, gdy po katastrofie smoleńskiej PO przejęła całe państwo wraz z mediami? Gdzie byli zatroskani komisarze-nadzorcy, gdy pod rządami PO służby specjalne w świetle kamer robiły nalot na redakcję tygodnika zamieszczającego niewygodne dla ówczesnego rządu artykuły? Dlaczego nikt w KE nie wyrażał zaniepokojenia lawinowym wzrostem podsłuchów za rządów PO i przeforsowaną przez tę partię ustawą radykalnie ograniczającą dostęp obywateli do informacji publicznej? Dlaczego nikt w Brukseli i Strasburgu nie dostrzegł jawnego łamania przez PO Konstytucji poprzez powoływanie sędziów TK „na zapas”? Dlaczego nikt tam nie dostrzegł, że rząd kierowany przez PO nie wykonał kilkudziesięciu postanowień Trybunału?

Dlaczego z Brukseli nie widać, co się dzieje w sąsiednim Luksemburgu, gdzie rząd zamierza w ogóle zlikwidować sądownictwo konstytucyjne?

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. Grzegorz Kucharczyk

Nasz Dziennik