Santiago de Compostela to przystanek końcowy dla większości pielgrzymów. Po trudach wędrówki czas na odpoczynek i świętowanie. Elementem tego świętowania jest liturgia w katedrze. Ale nie można pominąć też wszystkich elementów świeckiego świętowania – uliczki, bary, restauracje są wypełnione po brzegi. Barwny tłum przelewa się potokiem przez ulice i uliczki. Siedzący przy stolikach z uśmiechem spoglądają na twarde kroki wchodzących do miasta, pielgrzymujący z szacunkiem kiwają głową tym, którzy osiągnęli już to, co jeszcze jest ich celem.
Bóg i sens życia
Wysiłek tej drogi jest specyficzny. Wysiłkiem jest samotność pielgrzyma, doświadczenie ograniczoności bagażem i własnych sił. Wysiłkiem jest projektowanie trasy – zdobywanie miejsca noclegu. Na trasie jest wiele punktów zatrzymania, ale są okresy w roku, są też takie miejsce, które nie wytrzymują prostej arytmetyki – ilość przybyszów jest większa niż ilość miejsc. Wówczas pozostaje chwila zmagania i podjęcie dalszej drogi.
Chcąc tego wszystkiego uniknąć, niektórzy pielgrzymi wyruszają nad ranem ze swoich alberge. Owo „nad ranem” przekłada się na różne konkretne godziny i minuty. W większości schronisk trzeba je opuścić do godziny ósmej rano – przychodzi czas na sprzątanie. Wielu wychodzi zatem około godziny siódmej, ale zdecydowana większość wybiera pory wcześniejsze – godzinę szóstą, piątą… We wrześniu to oznacza wychodzenie w nocy. Niemal wygląda to tak, jakby szło się w noc, by odnaleźć na trasie, a może u jej kresu świtanie.
W książce Hape Kerkelinga znalazłem bardzo ciekawy zapis jego refleksji na temat tego rytmu wędrowania, który był dla niego początkowo bardzo dziwny, jakiś nielogiczny i mało sensowny.
Tak było do pewnego momentu. Do refleksji, która naszła go w nawiedzonej po drodze katedrze. „Z krużganka udaję się do katedry. Jestem tam sam i obserwuję, jak do ołtarza podfruwa gołąb. Powyżej ogromny krucyfiks i po raz pierwszy świadomie dostrzegam, że Ukrzyżowany patrzy wyraźnie w jednym kierunku. Z naszej perspektywy Jezus Chrystus spogląda na większości wizerunków w lewo. Na zachód. Tam, gdzie zmierzch, noc i śmierć.
Ale z jego punktu widzenia to prawa strona. Czyli wschód. Brzask i życie. To, co nam wydaje się ponurym końcem, w rzeczywistości jest w Jego oczach świetlanym początkiem. I niewątpliwie tylko Jego postrzeganie można uznać za właściwe. Nasza perspektywa jest błędna. Tyle że człowiek na pewno nigdy nie zdoła tego w pełni pojąć.
Wszyscy musimy niechybnie w ten czy inny sposób przewędrować nasze noce. I lepiej, żebyśmy robili to dobrowolnie i spokojnie, niż byli siłą wpędzani w nie przez los, bo są one ważną częścią naszej egzystencji.
Może pielgrzymujący nocą robią akurat dobrze? Stawiają czoła ciemności. Im mniej cieszymy się z drobnych, symbolicznych narodzin w naszym życiu i im mniej się do nich przywiązujemy, tym łatwiej może przychodzi nam zaakceptować symboliczne śmierci?”.
Bardzo interesujące słowa agnostyka, który zostaje w pewnej chwili życia zaskoczony uderzającą prawdą chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nadaje sens ludzkiemu życiu.
Droga życia i mądrości
Tym, co różni chrześcijaństwo od współczesnej laickiej kultury, jest oczywiście stosunek do Boga. Ale ten stosunek ma konsekwencje egzystencjalne i społeczne. Tam, gdzie jest Bóg, jest sens życia. Tam, gdzie Bóg został wypchnięty poza nawias ludzkiej kultury, tam nie są popularne pytania najbardziej podstawowe. Tam nie stawia się pytań o tożsamość, o to, kim jestem? Kim jesteśmy jako Naród? To są pytania kłopotliwe, pytania niepopularne. Lepiej je przemilczeć albo wykpić jako pytania dotyczące stereotypu, pytania ze zmurszałej przeszłości, nie na miarę naszej współczesności. Cały okres nowoczesnej Polski, po 1989 r. to okres walki ze „stereotypami” – z polskością, katolicyzmem. „Polskość to nienormalność” – taką tezę stawiał nie tak dawno ktoś, kto był politycznym przywódcą państwa polskiego…
Ale pytania niepopularne dotyczą także sensu życia, zwłaszcza jego trudnych spraw.
I to zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. Najbardziej bolesne i trudne pytania to te, które są stawiane przez błądzący umysł w obliczu cierpienia, choroby, śmierci, straty jakiejś wartości. W wymiarze zbiorowym to są pytania o dramatyczne epizody narodowych dziejów, jak choćby w przypadku Polski – pytania o sens powstań, sens Powstania Warszawskiego, o sens walki Żołnierzy Niezłomnych, o sens walki ludzi pokolenia Anny „Solidarność” Walentynowicz, o sens smoleńskiej tragedii…
Kerkeling pisze: „To, co nam wydaje się ponurym końcem, w rzeczywistości jest w Jego [Chrystusa] oczach świetlanym początkiem. I niewątpliwie tylko Jego postrzeganie można uznać za właściwe. Nasza perspektywa jest błędna. Tyle że człowiek na pewno nigdy nie zdoła tego w pełni pojąć”.
I chciałbym zestawić z tymi słowami człowieka-w-drodze, człowieka szukającego słowa, Pielgrzyma, który szedł, by przekonywać o sensie drogi, potwierdzić jej cel i znaczenie tego celu dla życia ludzkiego: „Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. […] Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego […] bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu” (św. Jan Paweł II).
El Camino. Droga do Santiago de Compostela. Droga życia i droga mądrości życiowej. Droga budowania własnej tożsamości, odkrywania indywidualności i budowania uniwersalizmu i braterstwa. Droga nawrócenia. Pascha.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

