logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Jeszcze raz: Kościół a polityka

Poniedziałek, 19 listopada 2012 (02:15)

Funkcjonuje prawie powszechnie zdanie, nie tylko wśród ludzi wrogich czy niechętnych Kościołowi, lecz także i wśród wielu katolików, świeckich i duchownych, że "Kościół nie ma nic do polityki".

Jednakże z punktu widzenia politologii może być ono obarczone logicznym błędem różnoznaczności (aequivocatio), gdzie mieszają się znaczenia terminów. Na przykład, kiedy się mówi "Kościół", to nie wiadomo, czy chodzi o hierarchię, czy o katolików świeckich. A kiedy się mówi "polityka", to czy chodzi o realizację dobra wspólnego, do którego religia wnosi istotny wkład, czy o walkę o władzę między partiami. Stąd zdanie to może być zarówno prawdziwe, jak i fałszywe.

Termin "Kościół" może oznaczać: religię w ogóle, wiarę, instytucję społeczną, hierarchię, kler, ogół członków razem ze świeckimi, doktrynę, kodeks etyczny, obyczaje, wspólnotę, zespół idei i wartości, kult, wymiar sakramentalny lub doczesny, objawienie Chrystusowe, prawo kanoniczne i inne.

Termin "polityka" może zaś oznaczać: realizację dobra wspólnego w społeczeństwie czy w państwie, organizację życia państwowego, obszar władzy państwowej, ustrój, formowanie całości życia publicznego, życie partii politycznych i klas, proces zdobywania władzy, naczelne organizowanie całości życia gospodarczego, socjalnego, administracyjnego, wojskowego, narodowego, tworzenie zbiorowego organizmu społecznego o wspólnej świadomości i decyzyjności, konstruowanie osobowości zbiorowej, obszar relacji między państwami i narodami i inne.

Przykłady zdań błędnych lub fałszywych

W obszarze semantycznym zdania "Kościół nie ma nic do polityki" bywa dużo ujęć błędnych lub zgoła fałszowanych z powodu nietrafnego posłużenia się znaczeniem jednego czy drugiego terminu:

- Kościół jako społeczność katolików świeckich nie ma nic do polityki jako realizacji dobra wspólnego społeczeństwa i państwa. Fałszywe. Inaczej katolicy nie byliby aktywnymi obywatelami w państwie.

- Kościół jako społeczność ludzi o celach i wartościach religijnych i duchowych nie ma nic do celów i wartości świeckich i materialnych. Fałszywe.

- Wiara w Boga nie odnosi się do życia doczesnego na świecie. Fałszywe.

- Kościół uczący o Bogu i człowieku nie ma nic do świeckich nauk o człowieku, społeczeństwie i świecie. Fałszywe.

- Kościół z jego systemem wychowawczym, oświatowym, kształceniowym nie ma nic do odpowiedników świeckich. Błędne.

- Kościół jako rzeczywistość duchowa, nadprzyrodzona i zbawcza nie ma nic do świata, społeczeństwa, państwa, kultury. Fałszywe.

- Świadomość kościelna i teologia nie ma nic wspólnego ze światopoglądem, kierunkami umysłowymi i naukami świeckimi. Błędne.

- Sakramentalna, intelektualna, mądrościowa i motywacyjna siła Kościoła nie wnosi niczego do życia socjalnego, narodowego, patriotycznego, pracowniczego i kulturowego. Fałszywe.

- Funkcja kapłańska Kościoła nie ma nic do wojska, służb społecznych, szpitali i różnych społeczności świeckich. Fałszywe.

- Kościół jako nauczyciel moralności nie ma nic do etyki i moralności państwowej i w ogóle świeckiej. Fałszywe. Kiedy ks. Józef Tischner twierdził, że ethos jest zapodmiotowany przede wszystkim w państwie, to błądził, idąc za poglądami, jakoby etyka doczesna była różna od ewangelicznej.

- Kult kościelny nie może być łączony z uroczystościami świeckimi, zwłaszcza państwowymi. Błędne.

- Religia i Kościół dzieli społeczeństwo na wierzących i niewierzących, dobrych i złych, prawomyślnych i nieprawomyślnych. Błędne. Kościół jako wielka siła komunijna przezwycięża wszelkie podziały i zwraca całość ku jedności o charakterze pozytywnym.

- Kościół jako posłannictwo Chrystusa do wszystkich ludzi, klas, państw i narodów nie może się mieszać do walk wyzwoleńczych, powstaniowych, rewolucyjnych, partyjnych, militarnych i w ogóle tam, gdzie jedni zmagają się z drugimi. Błędne. Kościół musi popierać dążenia do wolności, wyzwolenia, samostanowienia, suwerenności, sprawiedliwego pokoju, bo tylko tak może służyć prawdzie, dobru, sprawiedliwości i miłości społecznej, i ogólnoludzkiej. Jest tylko problem metod i dyplomacji.

Wybór zdań prawdziwych

Jednakże w sformułowaniu "Kościół a polityka" jest też obszar zdań słusznych i prawdziwych w odpowiednich zestawieniach semantycznych:

- Istota Kościoła i istota państwa są różne i autonomiczne.

- Jeden i ten sam jest kodeks etyczny, wywodzący się z wielkiej tradycji, z idei Boga i natury ludzkiej jako osoby, udoskonalony przez Objawienie i rozwijający się w wersji chrześcijańskiej. Próby tworzenia etyki bez Boga, relatywistycznej, sytuacyjnej, materialistycznej i degradującej człowieka jako osobę owocują w rzeczywistości amoralnością.

- Kościół jako instytucja religijna, sakramentalna i zbawcza nie może zastępować form życia doczesnego ani określać instytucji świeckich, państwowych i politycznych.

- Władze kościelne nie mogą narzucać poglądów, postaw życiowych, sposobów życia i pracy, światopoglądu, wyznania, Kościół może jedynie apostołować religijnie i moralnie, inspirować swoje wartości i dialogować. - Kościół nie może określać bezpośrednio ekonomii, kultury, sztuki, prakseologii, organizacji życia, mody i w ogóle charakteru życia doczesnego, jakkolwiek ma obowiązek głosić fundamentalne normy moralne i ewangeliczną wizję całości życia, a od swoich członków wymagać zachowywania prawd religijnych, zasad moralnych, prawa kościelnego i składanych ślubów. Kościół nie jest tylko klubem dyskusyjnym ani luźnym zbiorem indywiduów, które chciałyby występować w roli dyktatorów religijnych, jak niektórzy liberałowie i zwolennicy Kościoła "prywatnego", bez boskiego autorytetu Chrystusa.

- Kapłani według dzisiejszego prawa kanonicznego nie mogą piastować urzędów i stanowisk politycznych i państwowych, choć jeszcze przed II wojną światową księża bywali posłami, a biskupi senatorami, choć i dziś niejeden u nas zdolny i doświadczony proboszcz mógłby być premierem wielokrotnie lepszym, także i dla niekatolików, i dla ateistów.

- Kościół hierarchiczny i katolicy świeccy nie mogą faworyzować na forum państwowym tylko jednej partii czy tylko jednego programu społeczno-politycznego, jednakże pod warunkiem, że są i inne moralne. Jeśli natomiast są nie tylko partie moralne, lecz i niemoralne, przestępcze, niszczące państwo i życie społeczne, jak hitlerowska lub bolszewicka, to należy popierać tylko partie moralne, popieranie takich partii i współpraca z nimi miewa miejsce tylko pod okupacją lub w totalitaryzmie, żeby na mocy instynktu samozachowawczego nie dopuścić do wyniszczenia życia społecznego lub zagłady narodu. Są to już problemy dyplomacji w sytuacjach ekstremalnych. U nas nie można zrozumieć poparcia dla partii niemoralnych. A jeszcze gorzej, kiedy wybrani z partii godnych stają się po prostu oszustami.

- Na mocy posłannictwa ewangelicznego Kościół musi z całą siłą bronić prześladowanych, uciskanych, wykluczanych, zniewalanych, demoralizowanych, poniżanych, skrajnie ubogich, których jest u nas obecnie 2,5 mln, słabych, chorych, marginalizowanych, jak chłopi i robotnicy, a także wielorako i niemal powszechnie oszukiwanych, zwłaszcza jeśli są uczciwi, a naiwni co do naszego porządku społeczno-państwowego.

Rzecz jasna, w praktyce są to kwestie często skomplikowane i trudne, wymagające wielkiej wiedzy, roztropności i dobrej woli, a tej ostatniej zwykle brakuje ludziom nienawidzącym chrześcijaństwa, widać wyraźnie, że mają oni dziś jakąś inspirację diaboliczną. Obserwacja pokazuje, że bardzo nienawidzą Kościoła ci, którzy mają bardzo zbrukane sumienia.

Bóg państwa

Należy zauważyć, że od późnego średniowiecza rozwija się coraz mocniej szatański dogmat, że państwo ma prerogatywy boskie, a nawet że jest w ogóle Absolutem, bogiem (Hegel, Marks, materialiści, skrajni liberałowie).

W całych dziejach ludzkości jest to teza najbardziej niedorzeczna i paradoksalnie leży dziś u podstaw przeciwników silnych państw, gdyż faktycznie nie chcą oni państw rządzących się normami etycznymi.

Ten szatański dogmat wyziera z ideologii liberalistycznej w Europie i już u nas, choć nierefleksyjni ideologowie nie zdają sobie z tego sprawy. Sama laicyzacja jest w istocie swej uznaniem doczesności za boga. Nasi politycy i ideologowie, nawet wierzący, przyjmują w rezultacie dwóch bogów: Boga wiary, Boga kościelnego, Boga w niebie i Boga władzy świeckiej, boga państwowego, boga tego świata niezależnego od Boga w niebie, od Chrystusa. Przy tym Bóg "religijny" nie ma nic do boga tego świata, do władzy ziemskiej. Na tej zasadzie nawet niektórzy katolicy zwalczają kult Chrystusa, duchowego Króla, w tym i Króla Polski.

Z dogmatu szatańskiego wynika podstawowy paradoks: każda obecność i czynność Kościoła na scenie państwa jest rzekomo polityczna, nawet modlitwa, i wroga państwu, a bóg państwowy, polityczny otrzymuje charakter nowej, współczesnej religii, która nie toleruje tradycyjnej religii i Kościoła. To nie jest pusta spekulacja. To jest logika. Jeśli państwo zaneguje Boga w ogóle lub "wyrzuci" Go ze świata, ze swej sceny, jak u nas robi to już większość ludzi władzy i polityków, to bogiem jest materia, doczesność, świat, to "umysły ich - jak mówi Pismo - zaślepił bóg tego świata" (2 Kor 4, 4). Polityka jest autonomiczna względem instytucji Kościoła, ale nie jest autonomiczna względem Boga i etyki (por. "Gaudium et spes", nr 20, 36, 41). Człowiek rozumny nie może siebie uważać za Boga, oddawać kultu materii i głosić chwały nicości.

Dzisiejszy człowiek słusznie odkrywa swoją wielką godność jako osoba i pewne niejako partnerstwo wobec Boga z Jego daru, ale nie może tracić rozumu. I jest dziwne zjawisko w dziejach, że człowiek może bardzo czcić kogoś drugiego, ale bywa też obłędna pokusa wynoszenia kogoś, choćby najwyższej władzy, jakby ponad Boga. Może się to dokonywać niepostrzeżenie, jak u pewnego spowiednika hrabiny, który zagaił spowiedź: "Czym pani hrabina była łaskawa obrazić Pana Boga?".

Nie ma rozdziału od Boga

Zasada rozdziału Kościoła od państwa płata nam w UE i u niektórych naszych polityków dziwnego figla: oto Kościół ma być oddzielony od państwa, ale nie państwo od Kościoła. Na forum publicznym państwo ma panować nad Kościołem. Ma go niszczyć, zniesławiać, wykluczać, monitować, pouczać w sprawach religijnych. Słynny był zakaz kultu krzyża przed Pałacem Prezydenckim, prezydent zablokował biskupstwo kapelanowi ks. płk. Sławomirowi Żarskiemu za żarliwą troskę o Polskę. W ogóle forsuje się nominacje kościelne liberałów i rozbijających Kościół.

Wprowadza się przestępcze normy moralne, jak zabijanie dzieci chorych przed urodzeniem, rasizm, eugenikę. Nasi władcy i trybunały łamią sumienie katolików. Pewna prominentna polityk obwieściła, że nie ma sumienia osobistego, jest tylko sumienie partyjne i jej wodza. Przecież to czysty hitleryzm i bolszewizm.

Czyni się coraz większe utrudnienia w sprawowaniu funkcji społecznych Kościoła, w zgromadzeniach religijnych, w dziedzinie finansowej, budowaniu kościołów, wznoszeniu krzyży, w działalności charytatywnej i misyjnej. Stosuje się esbeckie szykany wobec broniących publicznie Telewizji Trwam.

Chętnie dyskredytuje się pielgrzymki katolickie, podobnie kiedyś postępowali muzułmańscy cesarze w Indiach wobec hinduistów tubylców. Szerzy się wrogą propagandę w szkołach, w mediach, na uniwersytetach, w różnych organizacjach i w sztuce, pozbawiając nas przy tym możliwości obrony.

Nie chroni się Kościoła i Polaków przed bluźnierstwami, opluwaniem, zohydzaniem, zniesławianiem przez niektóre ośrodki żydowskie u nas i na całym świecie. Przecież władze polskie nie mogą być antypolskie i wyrodne. Ani prawa, ani nasze słowa prawdy już tych odmieńców nie powstrzymują.

My, katolicy, zaczynamy się czuć jak w jakimś "nowoczesnym" obozie, już nawet nie wspominam o ataku na wolność mediów katolickich: Radia Maryja i Telewizji Trwam, przecież takie władze powinny zostać usunięte natychmiast przez obywateli katolików, chyba że znowu uzyskały taki mandat od sąsiadów za nieustające badania nad katastrofą smoleńską. Bełkot społeczny i intelektualny rozwija się nawet w zjawiskach o małym zakresie.

Oto pewien "inteligent" zarzuca pani Danucie Wałęsowej, że nie doprowadziła do końca swego feminizmu jako katoliczka, bo choć słusznie zdyskredytowała męża za jego patriotyzm katolicki, to przecież nie powinna rodzić tylu dzieci i powinna odejść od męża. Dopiero wtedy byłaby pełną kobietą. To już takie intelekty tworzą nam obecną kulturę polską?

Dynamizm zła

Kiedy Kościół katolicki po Soborze otworzył się szeroko i życzliwie na ekumenizm i dialog ze wszystkimi innymi religiami i wyznaniami, a także z masonerią i ateistami, to założył, że dzisiaj już otrzyma wzajemność życzliwości, rzeczowy dialog i pokój. Częściowo tak się też stało, ale raczej w większości niekatolików zrodziło się przekonanie, że Kościół katolicki uważa każdą religię i każde wyznanie za równe sobie, że każda religia jednakowo zbawia, nie tylko Jezus Chrystus, a nawet że katolicy powinni przechodzić na ich stronę. Wielu katolików zaczęło się gubić.

W ciągu kilkudziesięciu lat po Soborze powstało wiele tysięcy synkretyzmów, czyli mieszanek religijnych i zwykłych sekt. A przeciwnicy obecności Kościoła na forum publicznym, nawet katolicy, jak np. u nas Unia Wolności, z którą się związał prezydent, zaczęli z wielkim zapałem i dufnością wypierać Kościół z tego forum albo poddawać go sobie, swojej doktrynie i swojej władzy.

A zatem zło antykościelne nie jest bynajmniej statyczne, ciche i pokojowe, lecz zdobyło większą dynamikę. Na przykład katolicy liberalni, także w Polsce, zaczęli wołać, żeby Kościół odrzucił niektóre dogmaty, autorytatywną etykę, władzę religijną nad wiernymi i w rezultacie, by Kościół stał się klubem hobbystów religijnych, z których każdy miałby taki autorytet, jak i Chrystus.

Stąd też cała masa zwykłych idiotyzmów, jak np.: "Według mego głębokiego przekonania piekła nie ma", albo: "Opowiadam się za postępem w Kościele i kobiety powinny być święcone na prezbiterów i biskupów, Kościół musi się dziś na to zgodzić, bo inaczej zginie". W rezultacie nieokiełznana prawdą wolność rozbija Kościół jako społeczność na kościoły indywidualne.

Podobnie źle rozumiane "wyzwalanie się" z przeszłości i wyższych wartości powoduje w państwie potęgujący się chaos i zło. Politycy oderwani od mądrości religijnej nie mają żadnej głębszej i pełniejszej wizji życia, jest coraz gorzej. Maksyma filozoficzna mówi: "Parvus error in principio, sed magnus in fine (Mały błąd na początku staje się wielki na końcu).

Już teraz liberalistycznej degeneracji państw nie sposób zatrzymać. Widać to dobrze m.in. po katastrofie smoleńskiej. Rząd ją zlekceważył, a w świadomości i psychice polskiej rozwija się jak rak. I ciągle nie ma zdecydowanej operacji, stosuje się jakieś placebo z domieszką oszustwa lub kpiną z logiki.

Na przykład po publikacji w "Rzeczpospolitej", że na szczątkach samolotu w Smoleńsku odkryto ślady trotylu i nitrogliceryny, prokuratura na konferencji prasowej stwierdziła na początku, że nie było tam żadnego trotylu czy nitrogliceryny, a "Rzeczpospolita" kłamie, na końcu zaś powiedziano w tym samym wystąpieniu, że próbki nie są przebadane, mogą mieć różne rzeczy, no i że zostały w Rosji, a wyniki mogą być dopiero za pół roku i nie ma obawy, że będą podmienione, bo próbki "są zaplombowane".

Dodano jeszcze aneks, że na lotnisku smoleńskim jest masa trotylu, że ślady w samolocie mogły być po przewożonych kiedyś żołnierzach. Brakowało tylko dopowiedzenia, że na Siewiernym unosi się tyle trotylu, że gdyby tam kogoś poufale klepnąć, to on wybuchnie.

W każdym razie obywatele polscy są traktowani jak idioci. I kochane władze bardzo się denerwują, gdy niektórzy na ich widok na uroczystościach buczą lub gwiżdżą. Co oni robią: przecież "państwo polskie zdało we wszystkim egzamin". Nie mogą zrozumieć, że ich milczenie smoleńskie przywołuje na pamięć "milczenie katyńskie". Już bardziej dyplomatycznie rozgrywa to Władimir Putin, który skłonił patriarchę Cyryla do przyspieszenia pojednania Cerkwi rosyjskiej z Kościołem polskim, by zapobiegać rozwarciu się przepaści między Polską a Rosją.

A co do świadków i bliższych badaczy katastrofy smoleńskiej, to z naszej strony pozostaje się nam tylko modlić, żeby ewentualnie następni po owych chyba już pięciu nie popełniali samobójstw w weekend, bo prokuratura zleci sekcję zwłok dopiero późno w poniedziałek. To wszystko składa się na atmosferę wielkiej nieodpowiedzialności państwa. Tymczasem już 75 proc. Polaków, nienależących do PO, SLD i Ruchu Palikota, sądzi, że katastrofa smoleńska była skutkiem zamachu.

Najbardziej dokuczliwe i poniżające obywateli polskich jest rosnące oszukiwanie nas w wielu sprawach i przez władze, i przez polityków, i przez media. Trzeba to powiedzieć, gdyż to bardzo niszczy życie społeczne. Już nie mówię o ciągłych akcjach propagandowych i atakach na Kościół i katolików, ale nawet kiedy zdarzy się wpadka gospodarcza czy polityczna, to odpowiedzialni za nią nikną i wystawiają rzeczników do odpowiedzi, a oni na niczym się nie znają i odpowiadają w stylu: trzy po trzy para piętnaście.

Tak kpią sobie z nas. Podobnie bardzo żenująco wypowiadają się niektóre osoby w ciekawej, zdawałoby się, audycji: "Minęła 20". Prowadzący dyskusję starają się, jak mogą, podnieść poziom, ale zbyt często nic to nie daje. Na przykład będzie taki powtarzał, że w Smoleńsku Jarosław Kaczyński "zabił" swego brata Lecha. Przecież telewizja to nie szpital. W tej sytuacji staje się jasne, dlaczego chce się zniszczyć Radio Maryja i Telewizję Trwam. Dlaczego? Dlatego że choć może czegoś nie wiedzieć, to jednak nie kłamie. A prawda dyskredytuje kłamstwa.

Boli też bardzo schizofrenia w sprawie demografii. Władze i większość polityków boleją nad niską dzietnością w Polsce, ale jednocześnie w nienawiści do Kościoła legalizują, a nawet szerzą aborcję, układy homoseksualne, środki poronne. Ostatnio też potwierdzają butnie legalizację mordowania chorych dzieci, nawet tuż przed urodzeniem.

Dowodzą perfidnie, że to "postęp". Czy powariowali? Niech się wstydzi grecka Sparta prawie sprzed trzech tysięcy lat, że dzieci kalekie, chore i słabe porzucała w dolinie gór Tajget dopiero po urodzeniu. I niech się wstydzą dawni Rzymianie, którzy takie dzieci zrzucali razem ze zbrodniarzami ze Skały Tarpejskiej na Kapitolu. Dziś mamy postęp: takie dzieci zabija się jeszcze przed urodzeniem.

Traktuje się je "humanitarnie". Zabija się po kawałku, szybko, w higienicznych gabinetach, sterylizowanymi narzędziami, w białych kitlach. Taki jest postęp w rasizmie, eugenice i w handlu embrionami, zdrowymi i ładnymi, z określoną płcią i odpowiednim kolorem włosów, i tak bez Kościoła społeczeństwa coraz bardziej wyrodnieją.

***

Dlaczego współczesne elity nie widzą, że społeczeństwa, państwa, narody i kultury bez odniesienia do Boga i do najwyższych wartości duchowych nicestwieją? Mądrzy i wielcy władcy i przywódcy od tysięcy lat zawsze współpracowali z religią nie tylko dla utrzymania posłuszeństwa ludu. Skąd powstał dziś taki bunt przeciwko prawdzie, dobru i pięknu? Omamy techniczne? Samoubóstwienie? Szał egzystencjalny? Zaćmienie idei? Jest coś diabelskiego w tym, gdy pewni ludzie kroczą z dumą, że Polska odzyskała pełną wolność, a jednocześnie zamykają usta Kościołowi jako przeszłości i nie mają sobie nic do wyrzucenia. Ale nie jest bez winy i ogół synów i córek Polski i Kościoła, cierpiących na polityczną, patriotyczną i kościelną zaćmę na oczach i sercach, zabłąkanych na drogach ducha. Nie widzą zła ani w domu polskim, ani w sobie. Nie poznaliśmy dobrze czasu nawiedzenia po odejściu Bestii okupacyjnej ani czasu ścielącej się nowej zdrady, ani też czasu potrzeby odrodzenia duchowego i moralnego.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Aktualizacja 19 listopada 2012 (02:15)

Nasz Dziennik