logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Prawo musi być szczelne

Piątek, 3 czerwca 2016 (19:46)

Upomnienie bez możliwości kary jest martwe

Żmudne inictatywy zbierania setek tysięcy podpisów przez Fundację PRO – Prawo do Życia w sprawie wprowadzenia prawnej ochrony dziecka poczętego mają wreszcie szansę realizacji w parlamencie. Niestety, pojawiają się głosy ze stron niespodziewanych, próbujące tę inicjatywę torpedować.

Przypomnę, że to już kolejna, tj. czwarta inicjatywa Fundacji PRO, która w latach ubiegłych jako jedyna była w stanie zorganizować Polaków i skutecznie zgłosić inicjatywę w Sejmie, ostatnim razem we współpracy ze Stowarzyszeniem im. Księdza Piotra Skargi oraz Ordo Iuris. Koalicja partii demoliberalnych PO – PSL – Ruch Palikota inicjatywy odrzucała, mimo wówczas dość aktywnego sprzeciwu PiS. Dziś, przy w miarę korzystnym kształcie rozkładu sił w Sejmie, część środowisk obrońców życia zgłasza alternatywne inicjatywy, twierdząc, że nie może zgodzić się na karanie kobiet dokonujących aborcji. Dzielenie nie jest na korzyść tej sprawy.

Fałszywe argumenty

Zarzuty wobec projektu Fundacji PRO opracowanego przez Ordo Iuris sprowadzają się właśnie do możliwości karania kobiet. Argumenty, że „kobieta sama jest ofiarą aborcji” i dlatego nie można jej karać, są tak samo chybione jak twierdzenie, że karać nie można przestępcy jako ofiary swojego czynu (naczelny gazety, która wie wszystko najlepiej, 25 lat temu wzywał do takiej amnestii).

Tymczasem projekt nie zakłada automatycznej kary, ale możliwość złagodzenia kary decyzją sądu po ocenie winy. Projekt nie zakłada braku sankcji, ale jednocześnie umożliwia odstąpienie od nich. Zapewnia prewencyjne narzędzie wychowawcze, a jednocześnie nie jest represyjny dla kobiet, które np. pod psychicznym naciskiem dopuściły się zabicia poczętego człowieka. Ustawa inaczej potraktuje jednak kobiety, które demonstracyjnie i perwersyjnie szczycą się dokonaną zbrodnią. Trudno to kwestionować.

Nawet dziecko wie, że upomnienie bez możliwości kary jest martwe. Trudno nie zgodzić się z ks. prof. Tadeuszem Guzem, według którego „bezkarność to droga do deprawacji”.

Co by było gdyby?

Załóżmy, że przyjęty byłby projekt wykluczający jakąkolwiek możliwość kary dla kobiety dokonującej zbrodni na dziecku poczętym. Konsekwencje takiej ustawy są nietrudne do przewidzenia. Wystarczy, że kobieta kupi środek wczesnoporonny przez internet lub z innych źródeł. Dokonując z premedytacją aborcji farmakologicznej, nie zostanie za to ukarana. Zapisy o prawnej ochronie dziecka poczętego pozostaną na papierze. Chyba nie o to chodzi przeciwnikom projektu Fundacji PRO i Ordo Iuris, którzy również są za ochroną życia. Czy środowiska pro-life niegodzące się na możliwość sankcji wobec kobiety świadome są konsekwencji efektywności dziurawej i po części martwej ustawy?

Osoby postronne, niezaangażowane zbytnio w obronę życia, zwracają uwagę na czysto psychologiczne aspekty ludzkich zachowań. Na przykład czyjeś ambicje, nazywając to po imieniu. Ale czy można przekładać chęć zgłoszenia własnego projektu kosztem powodzenia tak ważnej inicjatywy? Dlaczego nie działać wspólnie i nie iść razem za ciosem?

Miara życia

Bądźmy konsekwentni. Albo uznajemy, że dziecko poczęte jest osobą ludzką i wówczas za jego zabicie odpowiadają osoby świadomie uwikłane w zbrodnię, albo też uznajemy, że matka dokonująca aborcji za zbrodnię z założenia nie odpowiada, chociażby dokonała jej w przeddzień planowanego porodu i celowo. Dlaczego matka nie miałaby odpowiadać za świadome zabicie dziecka przed urodzeniem, skoro kobieta odpowiada za dzieciobójstwo dziecka po urodzeniu (jak „matka Madzi”)? Chyba że część z nas jednak nie uznaje faktu, że człowiek poczęty to właśnie człowiek i nadal traktuje go inną miarą!

Co prawnie niekaralne, to dozwolone – w myśl powszechnie znanej zasady – znanej zwłaszcza tym, którzy moralności zbytnio nie cenią i dla których szczególnie dedykowana powinna być wychowawcza rola prawa.

Ogromną odpowiedzialność moralną poniosą ci, którzy doprowadzą do zmarnowania szans na wprowadzenie prawnej ochrony życia przez własne ambicje, pychę, dzielenie włosa na czworo, podważanie sensu realnych zmian. Jeśli projekt nie uzyskałby akceptacji w Sejmie, czy uderzą się we własne piersi za robienie mu złej kampanii, czy też winę zrzucą na projekt?

Jedno jest pewne, jeśli PiS zawiedzie w kwestii obrony życia, niech nie liczy na dalsze poparcie.


Autor jest doktorem habilitowanym nauk chemicznych, doktorem nauk medycznych i specjalistą chorób wewnętrznych.

Dr hab. AndrzejLewandowicz

Nasz Dziennik