logo
logo

Rodziny i środowiska patriotyczne czekają na upamiętnienie Polaków – ofiar zbrodni wołyńskiej Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Lęk przed prawdą

Czwartek, 9 czerwca 2016 (18:17)

Jak zostaną uczczone ofiary wołyńskiego ludobójstwa OUN-UPA na Polakach?

Przez 72 lata od kulminacji w lipcu 1943 r. ludobójstwa ukraińskiego na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii (z pomocą – ochotniczą lub przymuszoną – chłopów ukraińskich spoza tych formacji) państwo polskie nie zdobyło się na właściwe i godne potraktowanie zbrodni wołyńskiej.

Można byłoby napisać kilka prac ukazujących wieloletnią niechęć czynników państwowych do ujawniania tej zbrodni na Polakach kresowych, o rocznicowych kontredansach polityków polskich z ukraińskimi, w których wysilano się, by coś powiedzieć, ale jednak nie powiedzieć, czym była zbrodnia wołyńska i jak była dokonana. Interesujące byłoby ujawnienie reżyserów wewnętrznych i zewnętrznych podporządkowania prawdy historycznej poprawności politycznej, która szkodzi zarówno Polsce, jak i Ukrainie.

Dwa projekty, dwie pamięci

Zabiegi ukraińskie, by w Polsce temat zbrodni OUN-UPA był przemilczany, a szczególnie by nie kwalifikować ich jako ludobójstwo, zaczęły się na początku lat 80. ubiegłego wieku, gdy Ukraina była jeszcze w składzie Związku Sowieckiego. Natychmiast po wyodrębnieniu się ze Związku Sowieckiego i uzyskaniu podmiotowości na Ukrainie zaczęło się stopniowe i systematyczne propagowanie „bohaterstwa OUN i UPA”, połączone ze staraniami, by zbrodniczość tych organizacji nie była obecna, także w Polsce. Obecnie kult OUN-UPA wszedł do obowiązującej tradycji historycznej na Ukrainie.

Dla rodzin ofiar zbrodni wołyńskiej i społecznych kręgów zainteresowanych zgodnym z prawdą prezentowaniem przez państwo polskie wydarzeń historycznych, upamiętnianiem ich i oddawaniem we właściwy sposób czci ofiarom, przejęcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość dało nadzieję, że oczekiwania te zostaną spełnione. Były wszak zapowiedzi polityków PiS, że nie będzie przemilczania zbrodni ludobójstwa na kresowych Polakach. Z obawami śledzone są zatem wszelkie inicjatywy i projekty uczczenia lipcowego apogeum rzezi wołyńskiej zgłaszane i dyskutowane w sejmowych i innych salach. Istnieją bowiem dwa projekty ustaw o dniach pamięci ofiar kresowych zbrodni – projekt PiS zakładający ustanowienie Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian i obejmujący wszystkie zbrodnie i represje, które dotknęły Polaków na Kresach I i II Rzeczypospolitej, oraz projekt Kukiz’15 proponujący Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN-UPA, a w dodatku rozważane są dwie daty – 11 lipca i 17 września.

Emocje środowisk związanych z pamięcią Wołynia wynikają z obaw, że ludobójstwo ukraińskie zostanie „utopione” wśród różnych zbrodni – wojennych, innych ludobójstw oraz wszelkiego rodzaju represji popełnionych na Polakach na Kresach Wschodnich i umieszczone w dacie 17 września, która ze zbrodnią wołyńską bezpośredniego związku nie ma. Najlepszym wyrazem pamięci o martyrologii Kresów byłoby zatem ustanowienie dwu różnych dni pamięci w wyżej wymienionych datach i odpowiednio nazwanych. Jest to szczytne zadanie dla większości parlamentarnej, która w ten właśnie sposób powinna ostatecznie wprowadzić do ogólnospołecznej pamięci martyrologię Kresów.

Naciski Kijowa

Wydobywanie się z poprawności politycznej w Polsce w odniesieniu do ludobójstwa ukraińskiego, które godzi w kult OUN-UPA na Ukrainie, zarządzany państwowo uchwalonymi w ubiegłym roku tzw. historycznymi ustawami, wywołało kontrdziałania państwa ukraińskiego. Zdenerwowani ukraińscy politycy ze wszystkich ugrupowań politycznych (co świadczy o szerokiej akceptacji nacjonalizmu) z przewodniczącym parlamentu Andrijem Parubijem na czele usiłują przekonać naszych polityków do zaniechania wprowadzenia dnia pamięci ofiar OUN-UPA, a przede wszystkim rezygnacji z określenia tej zbrodni jako ludobójstwa.

Gabinetowe rozmowy ma wesprzeć ogłoszone kilka dni temu przez grupkę ukraińskich polityków, duchownych i intelektualistów oświadczenie skierowane do społeczeństwa polskiego z apelem o ustanowienie wspólnie obchodzonego Dnia Pamięci Ofiar konfliktu polsko-ukraińskiego (sic!). Niezależnie od treści oświadczenie dyskwalifikują postawy ich sygnatariuszy. Były prezydent Wiktor Juszczenko w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” z 8-9 grudnia 2007 r. stwierdził, że „UPA nie była organizacją przestępczą”, „na wojnie prawych nie ma” i „z tego powodu temat wzajemnych uraz uważa za zamknięty”. Ponadto cała jego niechlubna kadencja spowodowała wzmocnienie „banderyzacji” Ukrainy.

Prawosławny patriarcha kijowski Filaret i arcybiskup greckokatolicki Światosław Szewczuk, głowy ukraińskich Kościołów, nie przeprowadzili ekspiacji z powodu ciężkiego naruszenia przykazania „nie zabijaj” przez część duchownych, którzy święcili narzędzia zbrodni dla UPA i podżegali do mordowania, zaś współcześnie obie Cerkwie wspierają uroczystości upamiętniające OUN i UPA ceremoniami religijnymi.

Treść oświadczenia wyraża strach przed prawdą o OUN i UPA i usiłowanie jej ukrycia, choćby w nazwaniu zbrodni „tragedią Wołynia i konfliktu polsko-ukraińskiego”. Wprawdzie sygnatariusze proszą nas „o wybaczenie za popełnione zbrodnie i krzywdy”, nie wymieniając z imienia sprawców i nie określając dokładnie wzmiankowanych zbrodni, i „w równym stopniu wybaczają zbrodnie i krzywdy wyrządzone” Ukraińcom, ale traktują wzajemne winy równoważnie, czyli stawiają znak równości pomiędzy ludobójstwem i np. sprowokowanym odwetem. Trudno zdobyć się na pozytywny odbiór jednozdaniowego wyciągnięcia jakby przepraszającej ręki ukraińskiej, gdy w dalszej części oświadczenia mamy domaganie się uznania przez Polaków „sprawiedliwej i godnej szacunku walki o własną państwowość i niepodległość”. Przecież wyrzynanie bezbronnych Polaków „od małoho do staroho” było nazywane przez OUN i UPA walką o niepodległą i zjednoczoną Ukrainę.

Honory dla ofiar i katów?

Wyłania się więc prawdziwa intencja oświadczenia: w rewanżu za prośbę Ukraińców o wybaczenie Polacy powinni uznać zbrodnie ludobójstwa OUN-UPA za walkę o państwo ukraińskie i nie przeszkadzać Ukrainie w państwowej heroizacji zbrodniarzy.

Na wszelki wypadek, gdyby Polacy nie zrozumieli, jakie są wobec nich oczekiwania, następuje potem butne wezwanie „do powstrzymania się od jakiejkolwiek nieprzemyślanej deklaracji politycznej”, straszenie wspólnymi wrogami, przestrzeganie przed „mową nienawiści i wrogości”, którymi to terminami sygnatariusze naznaczają język prawdy. Posunięto się nawet do imputowania ewentualnego „wykorzystywania wspólnego bólu (?!) do rozrachunków politycznych” i do pogróżki, sugerując, że „krzywda”, najwyraźniej rozumiana jako możliwość zaistnienia w Polsce Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa… „obróci się zawsze przeciw mogiłom, przeciw pamięci i przeciw przyszłości”.

Na koniec pada propozycja wspólnych orędzi parlamentarnych (bo wtedy upatrywana jest możliwość forsowania przez stronę ukraińską zacierających prawdę sformułowań) i „wspólnego Dnia Pamięci Ofiar naszej przeszłości i wiary w niepowtórzenie się zła”. Doprawdy niepojęte, jak można proponować jednoczesne czczenie ofiar i katów, zresztą tych ostatnich chronionych na Ukrainie urzędowo przed złą oceną, i jeszcze uważać, że gloryfikacja zbrodniarzy nie jest niebezpieczna.

Tak nieszczerego i fałszywego apelu ukraińskich polityków, duchownych i intelektualistów traktować poważnie nie można.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

Ewa Siemaszko

Aktualizacja 9 czerwca 2016 (18:44)

Nasz Dziennik