logo
logo

Msza świętego Bazylego, Pierre Hubert Subleyras, ok. 1747, Muzeum Metropolitalne w Nowym Jorku Zdjęcie: / -

O prawdziwą realizację „Sacrosanctum concilium” 2

Sobota, 20 sierpnia 2016 (02:22)

Przemówienie ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas konferencji „Sacra Liturgia 2016”, Londyn, 5 lipca 2016 r.

Jaki był zamysł ojców Soboru Watykańskiego?

Musimy szczegółowo prześledzić zamysły ojców Soboru, zwłaszcza jeśli dzisiaj mamy wolę dochowania im większej wierności. Co chcieli oni wnieść poprzez konstytucję o Liturgii świętej?

Zacznijmy od pierwszego artykułu „Sacrosanctum concilium”:

„Święty Sobór stawia sobie za cel nieustanne pogłębianie chrześcijańskiego życia wiernych; lepsze dostosowanie do potrzeb naszych czasów tych instytucji, które są skłonne poddawać się zmianom; popieranie tego wszystkiego, co może przyczynić się do zjednoczenia wszystkich wierzących w Chrystusa; umacnianie tego, co prowadzi do wezwania wszystkich ludzi na łono Kościoła” (nr 1).

Pamiętajmy, że kiedy otwarto Sobór, reforma Liturgii przepoiła refleksję poprzedzających ją dziesięciu lat, a ojcowie byli z tą refleksją bardzo zżyci. Nie patrzyli na to czysto teoretycznie, w sposób oderwany od jakiegokolwiek kontekstu. Mieli nadzieję, że będą kontynuować już podjętą pracę i badać „altiora principia”, podstawowe, najważniejsze zasady reformy Liturgii, które wymienił św. Jan XXIII w motu proprio „Rubricarum instructum” z 25 lipca 1960 roku.

Pierwszy artykuł Konstytucji podaje więc cztery powody, dla których należy podjąć reformę Liturgii. Pierwszy: „nieustanne pogłębianie chrześcijańskiego życia wiernych”. Jest to stała troska pasterzy Kościoła w każdej epoce.

Drugi powód, „lepsze dostosowanie do potrzeb naszych czasów tych instytucji, które są skłonne poddawać się zmianom”, skłania nas do chwili refleksji, z uwzględnieniem zwłaszcza ducha czasu lat 60. XX wieku. Ale po prawdzie, jeśli odczytujemy to w duchu hermeneutyki ciągłości, który z pewnością jest zgodny z zamysłami ojców Soboru, to znaczy, że Sobór chciał rozwoju Liturgii tam, gdzie było to możliwe, by ułatwić stale rosnącą żywotność życia chrześcijańskiego. Ojcowie Soboru nie chcieli wprowadzać zmian wyłącznie dla samych zmian!

Podobnie trzeci powód – „popieranie tego wszystkiego, co może przyczynić się do zjednoczenia wszystkich wierzących w Chrystusa” – skłania nas do zatrzymania się na chwilę refleksji, byśmy nie myśleli, że ojcowie chcieli potraktować Liturgię instrumentalnie i uczynić z niej narzędzie krzewienia ekumenizmu, jednym słowem – środek służący do osiągnięcia pewnego celu. Czy w tym przypadku może tak być? Oczywiście, po Soborze niektórzy tego próbowali. Sami ojcowie wiedzieli jednak, że to niemożliwe. Jedność w kulcie i przed ołtarzem ofiarnym jest upragnionym „celem” wysiłków ekumenicznych. Liturgia nie jest sposobem pobudzania dobrej woli czy ułatwiania współpracy w dziele apostolskim. Tutaj ojcowie Soboru stwierdzają, że reforma Liturgii może być częścią zrywu pomagającego ludziom urzeczywistnić jedność w Kościele katolickim, bez której pełna jedność wokół ołtarza nie jest możliwa.

Tę samą motywację odczytujemy w czwartym argumencie przemawiającym za reformą Liturgii: „umacnianie tego, co prowadzi do wezwania wszystkich ludzi na łono Kościoła”. Tutaj wychodzimy już jednak poza naszych odłączonych braci w Chrystusie i patrzymy na całą ludzkość. Misja Kościoła zwraca się do każdego człowieka! Ojcowie Soboru wierzyli w to i mieli nadzieję, że bardziej owocny udział w Liturgii ułatwi odnowę misyjnej działalności Kościoła.

Pozwólcie, że podam przykład. Przez wiele lat przed Soborem zarówno w krajach misyjnych, jak i w krajach bardziej rozwiniętych wiele dyskutowano nad stosownością szerszego zastosowania języków narodowych w Liturgii, przede wszystkim do czytań biblijnych, a także do innych elementów pierwszej części Mszy Świętej (zwanej teraz „liturgią słowa”) oraz do śpiewu liturgicznego. Już wcześniej Stolica Apostolska w szerokim zakresie dopuszczała używanie języka narodowego przy szafowaniu sakramentów. To w tym kontekście ojcowie Soboru mówili o możliwych pozytywnych skutkach reformy Liturgii dla ekumenizmu i misji. Prawdą jest, że język narodowy ma pozytywny wpływ w Liturgii. O to właśnie ubiegali się ojcowie, a nie o protestantyzację Liturgii świętej czy o poddawanie jej niewłaściwej inkulturacji.

Wiara i kultura

Jestem Afrykaninem. Pozwólcie, że powiem jasno: Liturgia nie jest miejscem służącym propagowaniu mojej kultury. Jest raczej miejscem, gdzie moja kultura dostępuje chrztu, gdzie moja kultura wznosi się na wyżyny tego, co Boże. Poprzez Liturgię Kościoła, którą misjonarze zanieśli na cały świat, mówi do nas Bóg, przemienia nas i daje nam udział w swoim Boskim życiu. Kiedy ktoś zostaje chrześcijaninem, kiedy ktoś powraca do pełnej jedności z Kościołem katolickim, otrzymuje coś więcej, coś, co go przemienia. Oczywiście, różne kultury i nowi chrześcijanie wnoszą bogactwo do Kościoła: pięknym tego przykładem jest Liturgia ordynariatów dla byłych anglikanów, będących już w pełnej jedności z Kościołem katolickim. Wnoszą oni jednak te bogactwa z pokorą, a Kościół w swej matczynej mądrości je wykorzystuje, jeśli uzna to za właściwe.

Myślę jednak, że warto wyraźnie doprecyzować, co rozumiemy przez inkulturację. Jeśli naprawdę rozumiemy pojęcie „poznanie” jako wniknięcie w Misterium Jezusa Chrystusa, posiadamy wówczas klucz do inkulturacji, której nie należy przedstawiać jako dążenia czy roszczenia do zasadności afrykanizacji, latynoamerykanizacji czy azjatyzacji w miejsce okcydentalizacji chrześcijaństwa. Inkulturacja nie jest kanonizacją jakiejś kultury lokalnej ani utwierdzeniem się w tej kulturze, co grozi jej absolutyzacją. Inkulturacja jest wtargnięciem i epifanią Pana w głębię naszego jestestwa. A wtargnięcie Pana w czyjeś życie powoduje w człowieku rozchwianie, oderwanie, na rzecz drogi wytyczonej przez nowe odniesienia tworzące nową kulturę, która niesie człowiekowi Dobrą Nowinę i godność dziecka Bożego. Kiedy Ewangelia wchodzi w czyjeś życie, to je destabilizuje, przemienia. Nadaje mu nowy kierunek, nowe odniesienia moralne i etyczne. Zwraca serce człowieka ku Bogu i ku bliźniemu, aby ich kochał i służył im bezgranicznie i bez kalkulacji. Kiedy Jezus wchodzi w czyjeś życie, to je przemienia, przebóstwia olśniewającą Światłością swojego Oblicza, tak jak świętego Pawła na drodze do Damaszku (por. Dz 9,3-6).

Tak jak Słowo Boże przez Wcielenie upodobniło się do ludzi we wszystkim z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15), tak Ewangelia podejmuje wszystkie wartości ludzkie i kulturowe, ale odmawia urzeczywistnienia się w strukturach grzechu. Innymi słowy, im obficiej we wspólnocie ludzkiej czy kościelnej występuje grzech indywidualny i zbiorowy, tym mniej jest w niej miejsca na inkulturację. I przeciwnie, im silniej wspólnota chrześcijańska jaśnieje świętością i promienieje wartościami ewangelicznymi, tym więcej ma szans na udaną inkulturację chrześcijańskiego orędzia. Inkulturacja wiary jest zatem wyzwaniem świętości. Pozwala zweryfikować stopień świętości i poziom przepojenia Ewangelią i wiarą w Jezusa w danej wspólnocie chrześcijańskiej. Inkulturacja nie jest zatem jakimś religijnym folklorem. Jej istota nie urzeczywistnia się w używaniu miejscowych języków, instrumentów i muzyki latynoamerykańskiej, tańców afrykańskich czy obrzędów i symboli afrykańskich lub azjatyckich w Liturgii i w szafowaniu sakramentów. Inkulturacja to Bóg, który zstępuje i wchodzi w życie, w zachowania moralne, w kultury i obyczaje ludzi, aby ich uwolnić od grzechu i wprowadzić w życie Trójcy. Wiara niewątpliwie potrzebuje kultury, by być przekazywana. Właśnie dlatego święty Jan Paweł II stwierdził, że wiara, która nie staje się kulturą, jest wiarą, która obumiera. „Właściwy proces inkulturacji winien kierować się podwójną zasadą: ’zgodności z Ewangelią’ i ’jedności Kościoła powszechnego’” (encyklika „Redemptoris missio”, 7 grudnia 1990, nr 54).

Ważny cel – formacja kapłanów

Długo analizowałem pierwszy artykuł konstytucji o Liturgii świętej, gdyż bardzo ważne jest, byśmy czytali konstytucję „Sacrosanctum concilium” naprawdę w jej kontekście, jako dokument, który miał wspierać uzasadniony rozwój (taki jak szersze użycie języków narodowych) w ciągłości natury, nauczania i misji Kościoła we współczesnym świecie. Nie możemy odczytywać w niej rzeczy, których tam nie ma. Ojcowie nie chcieli robić rewolucji, lecz zamierzali przeprowadzić ewolucję, umiarkowaną reformę.

Zamysły ojców Soboru zostały jasno wyrażone w innych kluczowych fragmentach. Jednym z najważniejszych w całej Konstytucji jest artykuł 14:

„Matka Kościół bardzo pragnie, aby wszyscy wierni byli wdrażani do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych, jakiego domaga się sama natura Liturgii. Na mocy chrztu lud chrześcijański, będąc ’wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym’ (1 P 2,9; por. 2,4n.), jest uprawniony i zobowiązany do takiego udziału.

To pełne i czynne uczestnictwo całego ludu trzeba mieć bardzo na uwadze przy odnowieniu i pielęgnowaniu świętej Liturgii. Liturgia jest bowiem pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią prawdziwie chrześcijańskiego ducha. Dlatego duszpasterze w całej swej pastoralnej działalności powinni gorliwie dążyć do zapewnienia takiego udziału przez należyte wychowanie wiernych.

Osiągnięcia tych rezultatów nie można się jednak spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą Liturgii i nie staną się jej nauczycielami. Koniecznie więc należy zapewnić duchowieństwu odpowiednią formację liturgiczną”.

W tym fragmencie słyszymy wyrażany przed Soborem głos Papieży dążących do rzeczywistego i owocnego udziału w Liturgii. Aby jednak osiągnąć ten cel, konieczne i pilne okazało się podkreślenie wagi pogłębionego nauczania i pogłębionej formacji liturgicznej. Ojcowie dali tu dowód realizmu, który później być może został zagubiony. Posłuchajmy jeszcze raz słów Soboru i oceńmy ich znaczenie: „Osiągnięcia tych rezultatów [czynnego uczestnictwa] nie można się jednak spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą Liturgii i nie staną się jej nauczycielami”.

Na początku artykułu 21 zamysł ojców Soboru widać bardzo jasno: „Święta Matka Kościół pragnie z wielkim staraniem dokonać ogólnego odnowienia Liturgii, aby lud chrześcijański z większą pewnością dochodził w świętej Liturgii do obfitego udziału w łaskach”. „Ut populus christianus in sacra Liturgia abundantiam gratiarum securius assequatur…”. Ci, którzy znają łacinę, wiedzą, że słowo „ut” oznacza jasny cel, widoczny niemal natychmiast. Jaki był zamysł ojców Soboru? Aby lud chrześcijański „z większą pewnością” korzystał z obfitych łask na Liturgii. Jak zamierzają to osiągnąć? Podejmując zasadniczą pracę nad powszechną odnową samej Liturgii („ipsius Liturgiae generalem instaurationem sedulo curare cupit”), zwróćcie uwagę, że ojcowie mówią o „odnowie”, a nie o „rewolucji”!

Jedno z najbardziej klarownych i najpiękniejszych sformułowań wyrażających zamysły ojców Soboru znajduje się na początku drugiego rozdziału konstytucji, omawiającego tajemnicę Przenajświętszej Eucharystii. W artykule 48 czytamy:

„Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie w tym misterium wiary nie uczestniczyli jak obcy lub milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy misterium to dobrze rozumieli, w świętej czynności brali udział świadomie, pobożnie i czynnie, byli kształtowani przez Słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dziękczynienie; aby ofiarując niepokalaną Hostię nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim, uczyli się ofiarowywać samych siebie i za pośrednictwem Chrystusa z każdym dniem doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie ze sobą, aby ostatecznie Bóg był wszystkim we wszystkich”.

Bracia i Siostry, taki właśnie był zamysł ojców Soboru. Oczywiście, dyskutowali oni i głosowali nad określonymi sposobami realizacji tych celów. Ale postawmy sprawę jasno: wszystkie reformy rytów zaproponowane w konstytucji, takie jak przywrócenie „modlitwy wiernych” na Mszy Świętej (nr 53), rozszerzenie prawa koncelebrowania (nr 57), uproszczenie obrzędów (postulowane w nr. 34 i 50), są podporządkowane zasadniczym zamysłom ojców Soboru, które właśnie objaśniłem. Są środkami ukierunkowanymi na cel, a ważne jest to, by ten cel osiągnąć.

Jeśli chcemy postępować w autentycznym wprowadzeniu „Sacrosanctum concilium”, po pierwsze i nade wszystko pamiętajmy o celach. Jeśli je prześledzimy nowym spojrzeniem i korzystając z doświadczenia ostatnich pięćdziesięciu lat, może się okazać, że niektóre reformy obrzędów i niektóre zasady liturgiczne zobaczymy w innym świetle. Jeśli dzisiaj, aby „nieustanie pogłębiać chrześcijańskie życie wiernych” i „wezwać wszystkich ludzi na łono Kościoła”, niektóre reformy trzeba rozważyć na nowo, prośmy Pana, by dał nam do tego miłość, pokorę i mądrość.

tłum. Agnieszka Kuryś

Pierwsza część przemówienia TUTAJ.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Aktualizacja 17 września 2016 (18:26)

Nasz Dziennik