Czy słusznie Norwegia znajduje się w czołówce państw o najwyższym poziomie życia na świecie? Czy kwalifikacja do miana najlepszego państwa na świecie nie powinna uwzględniać tego, jak rząd traktuje rodziny? Prawdopodobnie ten wskaźnik znacząco obniżyłby ranking Norwegii w ocenie ONZ.
23 września 2016 r. w Wiedniu odbyło się sympozjum „Save the children-stop violating children’s rights in Norway”. Można je obejrzeć w mediach społecznościowych. Grupa aktywistów z Austrii postanowiła podjąć walkę z norweskim systemem prawnym, który w ich oczach łamie podstawowe prawa dziecka. O Norwegii głośno było w ostatnich miesiącach nie tylko w związku ze zbrodnią dokonaną przez Andersa Breivika, ale także za sprawą rumuńskiej rodziny Bodnariu, której odebrano w Norwegii na jesieni 2015 r. pięcioro dzieci, najmłodsze w wieku 3 miesięcy. Powodem były klapsy, co w oczach norweskiego prawa kwalifikuje się do przemocy ściganej z urzędu o równie ciężkim charakterze, co pobicie i maltretowanie. Dodatkowo zarzucano rodzinie indoktrynację chrześcijańską, szkole nie podobało się, że dziecko śpiewa piosenki religijne i jest uczone o tym, że grzech skutkuje karą. Pod ogromną presją międzynarodową Norwedzy oddali dzieci po prawie ośmiu miesiącach, bez słowa skruchy. Minister ds. dzieci w Norwegii Solveig Horne nigdy nie wypowiedziała się w tej sprawie, zasłaniając się tajemnicą zawodową. Tajemnica zawodowa pracowników ochrony społecznej w Norwegii to swoisty immunitet nietykalności, jakim przesłania się jawność wykroczeń rządowych i administracyjnych wobec dotkniętych niesprawiedliwością rodzin z dziećmi.
Dramaty dzieci
Według norweskiego urzędu statystycznego SSB, w Norwegii żyje 5,2 mln ludzi. Co roku od rodziców i rodzeństwa oderwanych jest około 10 tys. dzieci – z roku na rok te liczby rosną: 2013 r. – 9078 dzieci, 2014 – 9611 dzieci, 2015 – 10 069 dzieci. Rośnie jednocześnie liczba zatrudnionych w barnevernet, rośnie liczba rodzin zastępczych zarabiających duże kwoty na jedno otrzymane dziecko (kwoty są jeszcze większe, jeśli dziecko ma jakąś chorobę), rośnie liczba prawników i spraw sądowych.
Rodzice biologiczni, którzy utracili dzieci, są niszczeni długotrwałym i nieludzkim postępowaniem administracyjnym i sądowniczym. To, co dzieje się w sądach norweskich, to tylko iluzja sprawiedliwości. Dokumentacja jest dorabiana do sprawy tak, aby podtrzymywała decyzję barnevernet. Dzieci są niszczone psychicznie, a ich reakcje na traumę po oddzieleniu od rodziny przypisywane są szkodliwemu wychowaniu w rodzinach biologicznych. Mówi się o wielu samobójstwach zarówno wśród dzieci, jak i wśród rodziców.
Łańcuch zła
Wielu zapyta, dlaczego państwo norweskie działa przeciwko dzieciom, przeciwko swoim obywatelom, bo dotknięci są tak samo Norwegowie, jak i imigranci. Na wyżej wspomnianym sympozjum „Save the children” tak na to pytanie odpowiedział ojciec dwojga odebranych dzieci, Norweg Tor Åge Berglid: „ Jak wiele osób wierzy w Boga? Tu działa czyste zło, które niszczy rodziny. To brak empatii. To komercyjny nacisk na to, aby pomagać dzieciom, czyli eliminować z ich życia ryzyko, a tym ryzykiem są rodzice. To niszczenie wartości chrześcijańskich. To brak pozytywnego spojrzenia na człowieka”. Według norweskiego urzędu statystycznego, przyczyną 29 proc. decyzji o odebraniu dzieci są „niedostateczne zdolności rodzicielskie”, 17 proc. to „problemy psychiczne u rodziców”, 11 proc. „konflikt w domu”, 10 proc. „inne”, a 8 proc. to „uzależnienia u rodziców”. Jeśli progiem przemocy wobec dziecka jest klaps, nietrudno sobie wyobrazić, jak niski próg zachowań rodzicielskich wchodzi w te inne grupy.
W Norwegii w 1978 r. weszło w życie prawo aborcyjne pozwalające na zabicie dziecka na żądanie, tzn. bez podawania przyczyny, do 12. tygodnia życia. Tysiące Norwegów deklaruje, że nie chcą w Norwegii lekarzy sprzeciwiających się aborcji w swojej pracy. Od 2008 r. obowiązuje w Norwegii prawo do zawierania związków małżeńskich przez pary homofilne. Te pary mogą bez problemu adoptować dzieci czy być rodzinami zastępczymi dla dzieci odebranych rodzicom biologicznym. Rośnie zażywanie pochodnych amfetaminy stosowanych u dzieci na ADHD. Wielu Norwegów, aby wyjść po zakupy do sklepu spożywczego, musi zażyć leki uspokajające. Norwegio, quo vadis?
Wszystko wskazuje na to, że pojęcie rodziny i rodzicielstwa padło w zgliszczach pod presją norweskiej „postępowości”. Czy Europa powinna dalej milczeć i zadowalać się rankingiem ONZ?
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

