logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Arch./ -

Podwójna zbrodnia

Środa, 19 października 2016 (19:57)

Zostali zamordowani przez konfidenta UB.

Przybrany ojciec Antoniego Żubryda pracował jako starszy woźny w Gimnazjum Męskim Królowej Zofii w Sanoku, w którym rodzina zajmowała służbowe mieszkanie. Chłopak nie był wzorowym uczniem, a z powodu swojego mocnego i nieustępliwego charakteru sprawiał nawet kłopoty wychowawcze. Na czesne w gimnazjum nie było go stać, więc uczył się w publicznej wieczorówce, ale krótko, bo w 1933 roku złożył podanie do podoficerskiej szkoły dla małoletnich w Śremie. Ukończył ją w 1936 roku i dostał przydział do 40. Pułku Piechoty „Dzieci Lwowskich” we Lwowie. Przed wojną został plutonowym służby stałej.

W 1939 roku bronił mostów na Wiśle w Warszawie. Za męstwo w walce awansował na sierżanta i dostał Krzyż Walecznych. Z niewoli niemieckiej został zwolniony po kilku dniach i wrócił do Sanoka. Współpracował z ZWZ, a utrzymywał się z przemytu przez niemiecko-sowiecką granicę. W kwietniu 1940 roku uciekł z transportu na przymusowe roboty do Niemiec.

Wkrótce, namówiony przez kolegę, pod pseudonimem „Orłowski” zaczął współpracować z wywiadem sowieckim, dostarczając za wynagrodzeniem dane o niemieckich wojskach w rejonie Sanoka. Do siatki wywiadowczej wciągnął także siostrę swojej żony Janiny, Jadwigę Praczyńską, która nieoczekiwanie w maju 1941 roku zgłosiła się na komisariat policji niemieckiej i opowiedziała o swojej współpracy z Sowietami. Na podstawie jej zeznań w listopadzie 1941 roku został aresztowany Antoni. Po dwóch latach śledztwa doczekał się wyroku śmierci, ale udało mu się uciec z miejsca egzekucji w Mydlnikach pod Krakowem.

Postrach komunistów

Po wkroczeniu do Sanoka Armii Czerwonej, w sierpniu 1944 roku, Żubryd zaoferował Sowietom dalszą współpracę. Najpierw został oficerem śledczym i tłumaczem w NKWD, a potem w stopniu podporucznika śledczym i zastępcą komendanta w PUBP w Sanoku. Jak twierdzą świadkowie, Żubryd porozumiał się w tej sprawie z konspiracyjnym Stronnictwem Narodowym. W pracy zajmował się głównie volksdeutschami, konfidentami Gestapo i członkami UPA. Starał się natomiast pomagać więzionym Polakom, ostrzegał przed aresztowaniami, ułatwiał ucieczki.

Po pewnym czasie przełożeni bardziej zainteresowali się pracą i przeszłością Żubryda, co nie uszło jego uwadze. Na początku czerwca 1945 roku przejął rozkaz o swoim zwolnieniu i 8 czerwca „opuścił samowolnie pracę”, zabierając ze sobą z aresztu w piwnicach budynku UB dziesięciu więźniów, a z więzienia przy ul. Kościuszki dwie osoby. W Malinówce czekała na niego żona i kilkunastu przyszłych partyzantów.

Jesienią 1945 roku Żubryd, występujący teraz pod pseudonimem „Zuch”, podporządkował sobie większość oddziałów zbrojnych działających w powiatach Brzozów, Krosno i Sanok. Przyjął zwierzchnictwo Stronnictwa Narodowego, a jego oddział został nazwany Samodzielnym Batalionem Operacyjnym NSZ. Komenda Główna awansowała go do stopnia kapitana. Batalion kwaterował najczęściej w Niebieszczanach, gdzie miał magazyn broni i zapasów żywności oraz prowizoryczny szpital polowy prowadzony przez dwie siostry nazaretanki. Oddział cieszył się dużym poparciem mieszkańców, bo chronił ich przed atakami sotni UPA i represjami aparatu bezpieczeństwa. Jak to określiło UB, Żubryd, „pałając nienawiścią i chęcią zemsty przede wszystkim do pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, organizował zasadzki i napady terrorystyczne”, rozbrajał i demolował posterunki MO, niszczył dokumentację w urzędach gminnych i pocztowych, organizował zasadzki i napady zbrojne na oddziały MO, UB, KBW„.

”Zuch„ był postrachem komunistów w Bieszczadach, a ponieważ dobrze znał nie tylko teren, na którym działał, ale także większość pracowników i współpracowników UB, a przede wszystkim ich metody, stawał się nieuchwytny i niepokonany. A do tego potrafił być naprawdę zuchwały. Mimo że polowały na niego wszystkie komunistyczne służby, lubił w przebraniu przychodzić do Sanoka lub jeździć ciężarówkami po mieście. Latem 1945 roku pozwolił sobie nawet z kilkoma partyzantami na obejrzenie meczu piłki nożnej na stadionie w Sanoku, siedząc na burcie studebackera. Pluton dowodzony przez samego majora wykonał samodzielnie około 25 ataków zbrojnych.

Tajny agent

Po poważnych stratach zadanych oddziałowi ”Zucha„, w czerwcu 1946 roku Żubryd zaczął się ukrywać i przygotowywać do wyjazdu do Austrii. Przerzut nie doszedł do skutku, bo Żubrydowie zostali zamordowani przez przyjętego do oddziału byłego akowca, ale zarazem konfidenta UB Jerzego Vaulina vel Mara ”Mewę„. 25 października 1946 roku zgłosił się on do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krośnie i oświadczył, że poprzedniego dnia około godz. 20.00 w lesie między wsiami Wolą Orzechowską i Malinówką zastrzelił Antoniego Żubryda i jego żonę Janinę.

Według prokuratury, która w 1997 roku badała sprawę, Jerzy Vaulin ”dopuścił się tego czynu z inspiracji byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Z polecenia UB w okresie od czerwca do września 1946 r. rozpracował oddział, a następnie zabił Żubrydów. Pozbawił ich życia strzałami w tył głowy z broni palnej typu Browning FN – kal. 7,65 mm. Działał jako tajny agent wprowadzony do oddziału NSZ w celu jego rozpracowania i fizycznej likwidacji dowództwa„. Vaulin przyznał się do zabójstwa, ale utrzymywał, że działał w obronie koniecznej, i kategorycznie zaprzeczył, że był tajnym agentem UB w oddziale ”Zucha„.

Miejsce pochowania Żubrydów nie jest znane. Istnieje przypuszczenie, że znajduje się ono wokół zamku w Rzeszowie. Symboliczny grób postawiono tam, gdzie znaleziono zwłoki zamordowanych. Niedaleko gajówki, z której wyszli z mordercą, syn majora Janusz Niemiec ufundował stalowy krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem i tablicą poświęconą Antoniemu i Janinie Żubrydom oraz wszystkim żołnierzom oddziału ”Zucha„.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

Aktualizacja 19 października 2016 (19:57)

Nasz Dziennik