logo
logo

Viktor Orbán wskazuje drogę do odnowy Starego Kontynentu Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W walce o Węgry i Europę

Środa, 2 listopada 2016 (18:20)

Viktor Orbán przestrzega przed sowietyzacją Unii Europejskiej

Przemówienie premiera Węgier Viktora Orbána podczas obchodów sześćdziesiątej rocznicy antykomunistycznego powstania węgierskiego może zadziwiać. Po drugiej wojnie światowej kraj mocno poddany procesowi ideologizacji, w 1956 roku potrafił się podnieść i stanąć do walki o swoją wolność. Dzisiaj z pozoru mogłoby się wydawać, że kraje postkomunistyczne powinny być bardzo od strony duchowej (kulturowej) osłabione. Okazuje się jednak, że jest to wrażenie mylne, zwłaszcza jeśli mówimy o współczesnych Węgrzech. Szczególnie mocno tego doświadczamy, dostrzegając skalę kryzysu kulturowego, który dotknął kraje zachodniej Europy.

Głos dumnego narodu

Nowa fala ideologizacji, idąca tym razem z Zachodu, znalazła odpór w tym małym bądź co bądź kraju. Orbán był pierwszym politykiem, który dokonując radykalnych reform dekomunizacyjnych, a także uniezależniających Węgry od spekulacyjnego kapitału, spotkał się z gwałtownymi atakami zachodnich kręgów lewicowych. Dzisiaj dołączyła do Węgier Polska i łatwiej jest tworzyć wspólny front. To nie przypadek, że na obchodach związanych z rocznicą powstania węgierskiego jedynym prezydentem z ościennego państwa był Andrzej Duda.

Premier Węgier był również pierwszym przywódcą europejskim, który wykazał się instynktem samozachowawczym i w sposób całkowicie racjonalny zareagował na falę islamskich uchodźców. W Brukseli odsądzano go od czci i wiary, a dziś wielu przywódców europejskich przyzna mu rację.

W swoim przemówieniu Orbán wypowiadał się jako przywódca dumny ze swego kraju, z pełnym poczuciem realizmu i misji, jaką przychodzi wypełniać Węgrom na przestrzeni dziejów.

Dzisiaj już prawie nikt w Europie Zachodniej nie mówi takim głosem. Jest to głos daleko odbiegający od brukselskiej nowomowy czy też multikulturalnego bełkotu liderów wielu zachodnich krajów. Duma z własnej historii, z przynależności do cywilizacji chrześcijańskiej – to niezwykle budująca postawa.

Viktor Orbán chciał w swoim przemówieniu zawrzeć też pewne przesłanie dotyczące przyszłości Unii Europejskiej. Przestroga przed sowietyzacją, jaka zagraża Europie, jest bardzo wymowna. Węgierski przywódca pokazał, że przykład z czasów komunistycznych, kiedy to państwa środkowoeuropejskie były poddane hegemonii sowieckiej, powinien być wystarczającą przestrogą, by nie iść tą drogą. Brak poszanowania dla suwerenności narodowej, próba budowy europejskiego imperium prowadzi właśnie do takiej współczesnej sowietyzacji, która ostatecznie odbiłaby się na tożsamości całego kontynentu, który ma rację bytu jako wspólnota narodów, a nie jako bezkształtna masa społeczna, na ślepo poszukująca swojej tożsamości.

Kontra wobec nowej lewicy

Można mieć ogromne wątpliwości, czy kraje zachodnioeuropejskie usłyszą jakkolwiek wołanie przywódcy Węgier. Głos Orbána zauważony jednak został nad Wisłą i w innych krajach środkowoeuropejskich. Prezydentowi Dudzie premier Węgier zgotował bardzo miłe przyjęcie, pokazał też naszą wspólną drogę. Wpisał się dokładnie w retorykę kontrrewolucji kulturalnej, którą zapowiedzieli Orbán i Jarosław Kaczyński jakiś czas temu. Słowa węgierskiego premiera mają i będą mieć znaczenie dla samych Węgrów, którzy do tego przesłania będą mogli w przyszłości na różne sposoby wracać.

Czytając słowa dotyczące chrześcijańskich podstaw naszej kultury i cywilizacji, chciałoby się podobne wypowiedzi usłyszeć od przywódców Unii Europejskiej. Niestety, przyszedł taki czas, że to premier małego kraju w środkowej Europie mówi jak prawdziwy Europejczyk, zaś przywódcy unijni posługują się retoryką nowej lewicy – dodajmy: retoryką tyleż pokrętną, co treściowo pustą.

Warto raz jeszcze zatem zacytować Orbána nawiązującego do cywilizacji chrześcijańskiej: „Wolna, silna, godna uznania i szacunku Europa nie może istnieć bez dwutysiącletniej mądrości chrześcijaństwa, która stanowi ożywiającą siłę narodów”.

Orbán jakby zdawał sobie sprawę z moralnego kryzysu, który dotknął Stary Kontynent. Stąd jego wskazanie, że nade wszystko Węgry powinny wziąć pełną odpowiedzialność za własny los. Miejmy nadzieję, że uda się im to zrobić razem z Polską i z innymi krajami środkowej Europy.

Prof. Mieczysław Ryba

Aktualizacja 2 listopada 2016 (19:22)

Nasz Dziennik