Tworzenie prawa i kierowanie administracją publiczną winno być oparte na prawdzie i służyć sprawiedliwości.
Sprawiedliwość warunkuje ład społeczny. Brak prawdy czyni ten ład pozornym. Wolność bez prawdy pozostaje zhołdowaną niewolą.
Bez ujawnienia, kto był kim w czasach PRL-u, czemu służył i z jakim skutkiem, i pozostawienie tego w ukryciu odzyskana wolność będzie ciągle zaprawiona trucizną – skazą zakłamania.
Bez zniwelowania, zneutralizowania prawa stworzonego w okresie PRL-u nie nastąpi zerwanie z jego trwającymi do dzisiaj skutkami.
PRL bis
Dotąd nie nastąpiło w wystarczający sposób oczyszczenie ze spuścizny peerelowskich dekretów, ustaw, uchwał Rady Państwa.
Brak restytucji i zadośćuczynienia skutkom łamania podstawowych praw człowieka pozostaje do dzisiaj wyzwaniem dla kolejnych władz III RP.
Warszawski dekret Bolesława Bieruta z 1946 r. obiecywał w zamian za wykazane ustrojowo łamanie prawa własności zastępczą formę restytucji. Polegać ona miała na obietnicy uzyskania spraw pochodnych na odbieranej własności bądź słusznych odszkodowań.
Peerelowska władza ludowa, posługując się oszustwami, stopniowo ograniczała bądź uniemożliwiała ustalone pierwotnie świadczenia restytucyjne. Zakreślała krótkie terminy składania stosownych wniosków, których niedotrzymanie powodowało wygaśnięcie prawa, mnożyła dodatkowe ograniczenia i warunki pozwalające uchylić się od realizacji swoich zobowiązań.
Czego nie udało się zlikwidować nowo tworzonymi prawami, przemieszczono w niekończące się procedury formalne trwające dziesiątkami lat, niekiedy do dzisiaj.
W III RP tak okrojone obietnice restytucyjne załatwiano wybiórczo w sposób korupcjogenny. W międzyczasie na podlegających postępowaniu restytucyjnemu mieniu władze państwowe i samorządowe nadawały prawa osobom trzecim. Przyznawano lokale kwaterunkowe, służbowe, przekształcane następnie we własnościowe; część wyodrębnionych lokali sprzedawano, udostępniano tereny i budynki zobowiązaniami restytucyjnymi osobom fizycznym i prawnym, pomijając ich podległość tzw. dekretowi Bieruta. Bierutowski dekret warszawski okazał się tylko etapowym ustępstwem do czasu ugruntowania się władzy komunistycznej i jej okrągłostołowych, postpeerelowskich władz w III RP. Wskazuje na to nie tylko uniemożliwianie jego zapowiedzianego zakresu realizacji w PRL-u, ale zawetowanie ustawy reprywatyzacyjnej w III RP przez Aleksandra Kwaśniewskiego, uchwalenie tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej i opisane w „Naszym Dzienniku” (nr 253 z 28 października br.) orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego.
Zakłamanie dotyczy dzisiaj deklarowanego w Konstytucji pełnego zakresu prawa własności, jeśli nie dotyczy ono uwłaszczających się w PRL-u i III RP.
Powrót do państwa prawa
Aktualna „dobra zmiana” wymaga powrotu do funkcjonowania państwa i jego organów w prawdzie i sprawiedliwości.
Po ujawnieniu nadużyć w tzw. aferze warszawskiej reprywatyzacji rysują się ponowienie próby uchwalenia ustawy restytucyjnej dla zrealizowania bez matactwa i pozoranctwa zobowiązań dekretu warszawskiego wobec wywłaszczonych z ich praw.
W stosunku do mienia obciążonego zobowiązaniami restytucyjnymi prawami osób trzecich należy potwierdzić wobec nich zobowiązania organów państwa i samorządu, miast kierować je do uprawnionych do restytucji. To organa państwa i samorządów świadome zobowiązań restytucyjnych, ustalające na podlegających im nieruchomościach prawa lokatorów i kreowanych przez siebie nowych właścicieli winny zabezpieczać i realizować ich prawa przez siebie im nadawane.
Nie do przyjęcia jest kontynuowanie trwającej do dziś praktyki Urzędu Miasta Warszawy zmuszające osoby podlegające odzyskiwaniu praw restytucyjnych wobec budynków do wytaczania innym użytkownikom pozwów o eksmisję i dopiero po zapadnięciu wyroków eksmisyjnych przyznawanie eksmitowanym lokali zastępczych. Urząd Miasta Warszawy usiłuje zachować czyste ręce cudzym kosztem, zamiast, zwracając wybiórczo budynki ze swoimi lokatorami bądź przez siebie sprzedawanymi nowymi właścicielami, poczuwać się do dostarczania im lokali zastępczych bądź udziału w pokrywaniu czynszów – kompensując skutki swoich, a nie byłych właścicieli i ich potomków, działań prawnych.
To władze publiczne i polityczne poczuwające się dziś bardziej do łączności z PRL-em niż niepodległą II Rzeczypospolitą, bez właściwego im zakłamania, w trosce o losy osób trzecich, lokatorów i nowo uwłaszczonych na cudzym mieniu, są zobowiązane do zadośćuczynienia restytucyjnego, aby państwo prawa było państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

