logo
logo

Kandydując na urząd prezydenta Francji François Hollande zabiegał o poparcie masonerii Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kościec Republiki

Czwartek, 16 lutego 2017 (19:15)

Aktualizacja: Czwartek, 16 lutego 2017 (19:56)

Prezydent Francji François Hollande będzie świętował 300-lecie masonerii.

Nieprzypadkowo prezydent François Hollande zapowiedział swój udział w obchodach trzechsetlecia europejskiej masonerii. Przez pięć lat swojej prezydentury był pożytecznym wykonawcą strategii pisanej przez zwolenników „wojny o laickość”. Teraz, 27 lutego przybędzie do siedziby Wielkiego Wschodu Francji, gdzie wygłosi przemówienie.

W socjologii polityki znane jest pojęcie „kapitału społecznego”, względnie „kapitału sieciowego”. Jego zgromadzenie jest przepustką do władzy i gwarancją ustabilizowania rządów. Czym jest „kapitał społeczny”? Porzucając grunt słownictwa naukowego, można powiedzieć, że jest to sieć znajomości/kontaktów społecznych, które umożliwiają z jednej strony przepływ idei, a z drugiej strony kontrolowanie takich czy innych grup społecznych. Chodzi więc o kanały informacyjne i sieć wpływów. Rzeczy te mogą mieć charakter jawny lub tajny.

Loże – tam się gromadzi „kapitał społeczny”

Od epoki oświecenia świat zachodni (po obu stronach Atlantyku) jest świadkiem rosnącej roli tajnych stowarzyszeń. Od XVIII wieku rozpoczyna się wielka kariera masonerii, bez której trudno wyobrazić sobie narodziny nowego politycznego ładu wyznaczanego dwoma przełomowymi wydarzeniami – amerykańską wojną o niepodległość (1776-1783) i rewolucją francuską (1789). Cywilizacja chrześcijańska powstawała w cieniu katedr. „Novus ordo seclorum” (nowy porządek wieków) powstawał zaś w cieniu otoczonych sekretami lóż wolnomularskich.

Spiskowa teoria dziejów? Cóż, jeśli tak, to najwyraźniej ulegają jej sami masoni, którzy niejednokrotnie podkreślali, że takie wydarzenia jak przyjęcie deklaracji praw człowieka i obywatela (1789) czy uchwalenie ustawy o tzw. rozdziale Kościoła od państwa we Francji (1905) to ich szczególna zasługa. Wystarczy odwiedzić siedzibę lub stronę internetową największej francuskiej loży – Grand Orient de France (Wielki Wschód Francji) – by się o tym przekonać.

Nie jest też tajemnicą, że także we współczesnym francuskim życiu publicznym „kapitał społeczny” akumulowany przez wolnomularstwo jest nie do przecenienia. Właściwie po obu stronach politycznego mainstreamu nad Sekwaną, czy to wśród lewicy (socjaliści), czy wśród tzw. centroprawicy, prominentne miejsca zajmują członkowie lóż. Tam dochodzi do spotkania ponad podziałami albo ponad tym, co opinii publicznej przedstawia się jako podziały.

Hamulec bezpieczeństwa laickiej Republiki

Jak powiedział jeden z wysoko postawionych w lożowej hierarchii przedstawicieli współczesnej francuskiej masonerii: „Wolnomularstwo nie jest w stanie sprawić wszystkiego, ale jest w stanie zapobiec wielu rzeczom”. Na przykład jest w stanie skutecznie zapobiegać „pogrążaniu się Francji w religijnym fanatyzmie”, jak w 2012 roku socjalistyczny prezydent François Hollande skomentował masowe protesty społeczne przeciw forsowanemu przez jego ekipę planowi systematycznego demontażu rodziny, poczynając od legalizacji związków homoseksualnych.

Republika równa się laickość, laickość zaś oznacza całkowity rozdział już nie państwa, ale społeczeństwa i jego kultury od chrześcijaństwa. Taki jest koloryt „kapitału społecznego” gromadzonego i transmitowanego przez wolnomularstwo francuskie własnymi kanałami informacyjnymi oraz forsowanego za pomocą legislacji od czasów antykatolickich kampanii III Republiki. Dzisiaj „laickość” weszła na kolejny poziom znaczeniowy i oznacza rozdział społeczeństwa i kultury nie tyle od chrześcijaństwa, co od prawa naturalnego, znanego przecież cywilizacjom przedchrześcijańskim (por. starożytna Grecja i Rzym), które jednak otwarte na zdrowy rozsądek wiedziały, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety, że dzieci mają mamę i tatę (a nie np. „rodzica A” i „rodzica B”) i że płeć nie jest przedmiotem wyboru.

Wielki Wschód Francji i pomniejsze obediencje masońskie działające nad Sekwaną entuzjastycznie poparły kolejne uderzenia socjalistycznego rządu w rodzinę. Zważywszy na to, że tacy prominentni członkowie rządu jak Manuel Valls – najpierw minister spraw wewnętrznych, a potem premier – są aktywnymi masonami, nie tyle należy tutaj mówić o wspieraniu, co raczej realizowaniu polityki uderzającej w podstawy prawa naturalnego.

 

Bez przesady z tą wolnością

Wyznaczane są także kolejne cele. W 2014 r. stojący na czele Wielkiego Wschodu Francji Daniel Keller z niepokojem zauważył, że „obrońcy laickości są gorący w słowach, ale bardzo letni w akcji. Trzeba skończyć z tą letniością”. Słowa te padły w momencie, gdy bardzo gorący w swoim zapale „obrońcy laickości” rozpoczęli we Francji kampanię wymierzoną w obecność w miejscach publicznych szopek bożonarodzeniowych.

Wielki mistrz Wielkiego Wschodu mówił również o konieczności „laickości walczącej” rozumianej jako „walka dla laickości”. A w tej walce, jak wiadomo od czasów Saint-Juste’a (prawej ręki Robespierre’a, podobnie jak pryncypał również masona), nie ma wolności dla wrogów wolności. Od czasów tzw. afery fiszkowej z początku XX wieku, gdy okazało się, że masoneria inwigilowała tysiące francuskich obywateli (głównie oficerów) pod kątem ich religijności, wiadomo, że dla wolnomularstwa sprawa podstawowych swobód obywatelskich (np. prawa rodziców do posyłania swoich dzieci do szkół zgodnych z ich światopoglądem) jest drugorzędna. Prym należy do laickości. Jak powiedział w 2013 r. socjalistyczny minister edukacji, niekryjący swoich sympatii dla masonerii Vincent Peillon: „Szkoła posiada fundamentalną rolę, ponieważ musi pozbawić dziecka wszystkich związków przedrepublikańskich, wychować je, by stało się obywatelem. Jest to nowe narodzenie, przeistoczenie, które dokonuje się w szkole i przez szkołę, to nowy kościół ze swoim nowym kapłanem, swoją nową liturgią, swoimi nowymi tablicami praw”.

„Walcząca laickość”, której tak bardzo domaga się Wielki Wschód, oznacza więc indoktrynację. A jej odwrotną stroną jest kneblowanie wolności słowa, co widzimy w tych dniach na przykładzie forsowanego przez socjalistyczną większość w parlamencie francuskim prawa zakazującego portalom pro-life prowadzenia w internecie akcji informacyjnej wymierzonej w proceder zabijania nienarodzonych dzieci. Żadna z lóż, które tak bardzo chwalą się deklaracją praw człowieka i obywatela, nie skrytykowała tego projektu ustawy kagańcowej.

Po objęciu rządów we Francji przez socjalistów w 2012 r. w pierwszym gabinecie powołanym przez Hollande’a siedmiu ministrów należało do wolnomularskich lóż (w tym szefowie resortów spraw wewnętrznych, obrony i transportu). Po pięciu latach tych rządów promotorzy „wojującej laickości” nie mogą się skarżyć na „letniość” socjalistycznej ekipy na tym polu.

Nie wiemy, kogo wybiorą Francuzi w majowych wyborach prezydenckich. Z francuskiej politycznej giełdy nie wyparował „kapitał społeczny”, systematycznie od lat gromadzony w zaciszu lóż. One nie są w stanie spowodować wszystkiego, ale wielu rzeczom mogą zapobiec.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. GrzegorzKucharczyk

Nasz Dziennik