Nasi komentatorzy skupili się na rozważaniu rosyjskiego wykonawstwa bezpośredniego lub inspirowanego przez Rosję. Była też mowa o opłaceniu przez Rosję ukraińskich nacjonalistycznych ekstremistów.
Do szerzenia ostatniej wersji niewątpliwie posłużyła urządzona podobno kilkanaście godzin po ataku na łucki konsulat blokada międzynarodowej trasy między Lwowem a Rawą Ruską przez 150-osobową grupę wynajętych Ukraińców z transparentami w języku polskim, protestujących przeciwko ludobójstwu Polaków (?!). Media donoszą, że udawali Polaków, w rzeczywistości jednak nie udawali, lecz tylko trzymali transparenty, które porzucili, uciekając, gdy pojawiła się policja. Ten prymitywny spektakl, w przeciwieństwie do wszystkich antypolskich incydentów (poza ostrzelaniem konsulatu polskiego), został przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy wyjaśniony natychmiast. Miał go zorganizować rosyjski agent – przywódca radykalnej ukraińskiej organizacji „Nadżak” Mykoła Dulski, który… ukrywa się w Rosji.
Na tym nie kończy się „sprawność” i „mobilizacja” SBU, ponieważ już podano, że atak na konsulat i blokada drogi to powiązane ze sobą akcje, za którymi stoją rosyjskie specsłużby. Zdziwienie budzi w związku z tym niski poziom działania rosyjskiej agentury, którą dotąd stać było na bardziej skomplikowane, wyrafinowane i dobrze zamaskowane poczynania.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

