Zadaję sobie od pewnego czasu pytanie, czy Bóg błogosławi Polsce. Osobiście mam obawy, że nie. Wiem, jak bardzo ryzykowna jest ta teza. Piszę te słowa najpierw jako teolog biblista. Znam Słowo Boże, kocham je, czytam nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat. Jednocześnie wsłuchuję się w wypowiedzi wielu osób dotyczące demografii, czytam analizy. W naszym kraju rodzi się bardzo mało dzieci. Mamy już do czynienia z katastrofą demograficzną. Niestety, Biblia pokazuje tę zależność bardzo wyraźnie: nie ma dzieci, nie ma Bożego błogosławieństwa.
Odejście od Księgi Rodzaju
Tekstem, na który musimy spojrzeć, jest zapis z Księgi Rodzaju: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: ’Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną […]’” (Rdz 1,27-28).
W tym fragmencie Biblii wyrażona jest prawda o pięknej, naturalnej predestynacji do życia w małżeństwie. Bycie mężczyzną i kobietą najpierw ukierunkowuje człowieka na heteroseksualny, monogamiczny, trwały związek małżeński, a następnie na rodzicielstwo. Słowa „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” Bóg kieruje do konkretnej pary małżeńskiej. W tym zawiera się niejako cały „kod genetyczny” istoty ludzkiej.
Wyrażenie „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się…” jest pierwszym przykazaniem na kartach Słowa Bożego. Chcę to mocno podkreślić, gdyż niezwykle rzadko w nauczaniu kierowanym do małżonków pojawia się to ważne dopowiedzenie. Pierwsze przykazanie w rozumieniu chronologicznym. Wszelkie inne, nade wszystko Dekalog, są w dalszej kolejności opisu historii zbawienia. Jest ono także pierwsze w znaczeniu warunkowania. Jeśli ludzkość, reprezentowana przez małżonków, z ufnością przyjmie tę pierwotną Bożą zasadę, jasno precyzującą cel życia pary ludzkiej, nie będzie wówczas większego problemu z otwartością na cały szereg innych norm obecnych w Piśmie Świętym. Tak, tu rzeczywiście nade wszystko chodzi o zaufanie i zrozumienie, że Bóg pragnie naszego dobra i bezgranicznie chce nam pomagać.
Zanim w dwudziestym ósmym wersecie wybrzmi owo pierwsze przykazanie, napotykamy tam słowa równie ważne: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich…”. Złączenie w sakramentalny związek małżeński wiąże się zawsze z otrzymaniem możliwości pełnego korzystania z obfitości Bożego błogosławieństwa. W chwili wypowiedzenia słów przysięgi małżonkowie stają w możliwości wchodzenia w zasób wszelkich dóbr nadprzyrodzonych, niezwykle konkretnie wzmacniających życie doczesne.
Strumień błogosławieństw
Mamy więc jasny zapis: Bóg błogosławi małżonków, obiecując pełnię wsparcia, stawiając klarownie sprecyzowany warunek, którym jest otwartość na potomstwo. Ponieważ w dalszej części tego zdania jest mowa o zaludnieniu ziemi, uczynieniu ją sobie poddaną, dlatego nie możemy mieć wątpliwości, że brak otwartości na potomstwo skutkuje brakiem błogosławieństwa dla małżeństwa, rodziny i całej społeczności. Bardzo duża ilość tekstów biblijnych potwierdza tę zależność. Często w moim nauczaniu przywołuję ważny tekst z Księgi Powtórzonego Prawa: „Jeśli więc pilnie będziesz słuchał głosu Pana, Boga swego, wiernie wypełniając wszystkie Jego polecenia, które ja ci dziś daję, wywyższy cię Pan, Bóg twój, ponad wszystkie narody ziemi. Spłyną na ciebie i spoczną wszystkie te błogosławieństwa, jeśli będziesz słuchał głosu Pana, Boga swego” (Pwt 28,1-8).
Jakże zachęcająco i optymistycznie brzmią te słowa w odniesieniu do życia najmniejszej wspólnoty, ale także całego narodu. Jest tu mowa o pełnym bezpieczeństwie ekonomicznym i militarnym. Nie trzeba się obawiać biedy i wrogów. Ale tu także wyraźnie wybrzmiewa warunek główny, którym jest pilne słuchanie głosu Pana i wierne wypełnienie Jego poleceń. Nasze wezwanie, abyśmy byli płodni i mnożyli się, jest pierwszym z nich, a otwartość przez małżonków na potomstwo potwierdza słuchanie tego, co Bóg mówi do nich.
W matni antykoncepcji
Od wielu lat nurtuje mnie pytanie: jak to się dzieje, że w kraju katolickim, o takim poziomie kultu Matki Najświętszej, takim poziomie umiłowania Jezusa Miłosiernego, z takim dziedzictwem św. Jana Pawła II mamy katastrofę demograficzną? Równie bolesna jest odpowiedź: katoliccy, wierzący, sakramentalni małżonkowie zamknęli się na potomstwo. Ale tu znowu istotne dopowiedzenie: zamykanie się wierzących małżonków na dar dziecka następuje powszechnie przez stosowanie antykoncepcji. Tak wygląda nasza rzeczywistość. W takim ukazaniu istoty problemu nie wspominam o parach małżeńskich, które zawarły związek sakramentalny, ale żyją tak, jakby Boga nie było. Jest to bardzo bolesne, ale nie mamy na nich wpływu. Piszę o małżonkach, którzy regularnie praktykują, korzystają z sakramentów, świętują uroczystości kościelne, należą do różnych wspólnot. Jest to postawa powszechna, z którą wiąże się jeszcze kilka warstw, negatywnych skutków. Często małżonkowie katoliccy mówią: a co mi się Kościół będzie wtrącał do sypialni. Jest to postawa zatwardziałości serca, szczególnie znienawidzona (termin biblijny) przez Boga. Ale, niestety, wielu, stosując antykoncepcję, nie spowiada się z tego i przystępuje do Komunii św. Jest to świętokradztwo. Skutki takich zachowań są bardzo niebezpieczne najpierw dla samych małżonków, ale także dla Narodu, ze względu na trwanie w grzechu i zamykanie się na błogosławieństwo.
Jakże często na pytanie, dlaczego nie macie dzieci, słyszymy odpowiedź: ponieważ nas nie stać. Podaje się wówczas bardzo racjonalne uzasadnienia: niskie zarobki, brak pracy, brak stabilności zarobkowej, drogie rzeczy dla dzieci, brak odpowiednich warunków mieszkaniowych. Perfidią jest podawanie od paru lat przy okazji Dnia Dziecka informacji, jakie są koszty posiadania potomstwa. Jakże skutecznie takie dane „wybijają z głowy” myślenie o poczęciu. Problem, w duchu wiary, musi być postawiony nieco inaczej: nie mamy pracy, mało zarabiamy, żyjemy w niepewności materialnej, borykamy się z problemami mieszkaniowymi, ponieważ nie mamy dzieci. Tak, nie chcemy mieć dzieci, więc odrzucamy Boże błogosławieństwo, a to ono warunkuje dobrobyt rodziny i kraju.
Stańmy odważnie przed problemem: potrzebny był program „500+”, aby katolicy odczuli motywację do posiadania dzieci. Smutne to i bolesne.
Dziś mamy nową sytuację polityczną, ale nie jest to powodem do pełnego zadowolenia. Najpierw każde wierzące małżeństwo musi zdobyć się na zaufanie, zacząć współpracę modlitewną z dobrym Ojcem, całkowicie się nawrócić, odrzuciwszy antykoncepcję, a dopiero potem będą pełne i prawdziwe efekty zmian, na jakie czekamy.
Autor jest teologiem biblijnym, konsultorem Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

