logo
logo

Zdjęcie: M.Austyn/ Nasz Dziennik

Geotermia Podhalańska pod młotek

Sobota, 22 grudnia 2012 (02:00)

Ze Stanisławem Ślimakiem, wójtem gminy Szaflary na Podhalu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podhale stoi dziś geotermią. Gorącą wodą z głębi ziemi ogrzewane jest w sumie 35 proc. Zakopanego.

– Dzisiaj jest to już kilkaset budynków ogrzewanych ze źródeł geotermalnych. Na Podhalu są także baseny geotermalne.

W planie są kolejne inwestycje. Geotermia to przyszłość. Kiedy podejmowaliśmy się tego zadania, wyglądało to niczym marzenie. Z każdym rokiem przybierało ono coraz bardziej realne kształty.

Byliście prekursorami geotermii w Polsce.

– To była wielka misja profesora Juliana Sokołowskiego, do jej realizacji zachęcił samorządy na Podhalu. Dzisiaj jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni. W 1992 r. podjęliśmy to ryzyko, ale dla biednej gminy pozostał problem sfinansowania inwestycji. Profesor Sokołowski zainteresował tym pomysłem najwyższe ówczesne władze. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, analizując projekt, udzielił nam pomocy finansowej, później zaś został głównym akcjonariuszem.

Podhale korzysta z gorących źródeł już blisko 20 lat.

– We wrześniu 1993 r. odbył się przetarg na uciepłownienie sołectwa Bańska Niżna w gminie Szaflary z odwiertu geotermalnego, który, dodajmy, miał być i rzeczywiście stał się pierwszą inwestycją geotermalną w Polsce. 17 października 1993 r. rozpoczęły się prace, a 22 grudnia pierwszych sześć budynków na Bańskiej Niżnej zostało podłączonych do sieci geotermalnej. 30 grudnia 1993 r. powstała spółka Geotermia Podhalańska SA, do której weszły także inne samorządy, w tym samorząd zakopiański. Warto podkreślić, że pierwsza rada nadzorcza nie pobierała żadnych honorariów. Z czasem cała Bańska Niżna została podłączona do sieci geotermalnej, powstał też pomysł, żeby w ten sposób zaopatrzyć w ciepło Zakopane, po drodze Biały Dunajec i w pewnej części Poronin. Zmieniła się także nazwa na Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA. Kolejne inwestycje i odwierty – mam nadzieję – będą sprzyjać rozwojowi tego geotermalnego przedsięwzięcia.

Jakie korzyści płyną z Geotermii Podhalańskiej dla samorządów?

– Jako samorządy mamy w sumie 12 proc. udziałów w spółce, która rozwija się i inwestuje. To może niewiele, ale na więcej nie było nas stać. Korzyścią jest natomiast to, że nasi mieszkańcy, którzy przecież żyją z turystyki, przystosowują swoje budynki do celów turystycznych, wykorzystując ciepło wód geotermalnych. Wszystko po to, aby godnie przyjąć gości, którzy tłumnie przyjeżdżają na Podhale. Chodzi też o wykorzystanie zarówno ciepła, jak i samej wody w basenach do celów zdrowotnych oraz rekreacyjnych. Zakłady poupadały, pracy jest coraz mniej, a geotermia to także pieniądze, które turyści u nas pozostawiają. To również korzyści dla restauracji, punktów żywienia i nowe miejsca pracy. Wszystko to razem poprawia koniunkturę gospodarczą na Podhalu, czyniąc je jeszcze bardziej atrakcyjnym.

Spółka wydaje się rozwojową inwestycją, korzysta z dwóch odwiertów, a w planie jest już budowa trzeciego.

– Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA otrzymało na kolejny odwiert kredyt w wysokości ok. 20 mln złotych z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Realizacja tego zadania da możliwość kolejnych podłączeń. Mam nadzieję, że w nieodległej przyszłości do ekologicznej sieci grzewczej zostanie podłączony także Nowy Targ, a po drodze Szaflary. Nasi mieszkańcy – a sołectwo Szaflary liczy ok. 3,5 tys. mieszkańców – z utęsknieniem czekają, aby skorzystać z tego dobrodziejstwa. Pierwsze roboty na placu budowy już ruszyły i myślę, że w przyszłym roku zostaną zakończone. W ten sposób geotermia będzie mogła zwiększyć podaż ciepła dla mieszkańców, którzy do tego systemu zechcą się podłączyć.

Tymczasem NFOŚiGW, właściciel 88 proc. akcji Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska SA, zapowiedział sprzedaż akcji spółki. Samorządy, które posiadają pozostałe akcje, są przeciwne sprzedaży. Jaki będzie konsensus?

– Kiedy dwaj prominentni dyrektorzy NFOŚiGW w listopadzie br. podczas spotkania powiadomili nas o takim zamiarze, w pierwszej chwili myślałem, że to niesmaczny żart. Kiedy jednak w grudniu otrzymałem na piśmie informację o zamiarze zbycia przez NFOŚiGW swoich akcji, to przyznam, że się we mnie zagotowało. Nam wystarczy prywatyzacja Kolei Linowych i problemy, jakie w związku z tym zostały wywołane. Nie chciałbym, żeby dzieło Geotermii Podhalańskiej, które jest efektem przemian społecznych i politycznych w Polsce, poddano prywatyzacji. Jednym z argumentów, które wykluczają taką możliwość, jest fakt, że eksperyment geotermalny na Podhalu trwa i wciąż nie jest zakończony. Dlatego na prywatyzację nie sposób się zgodzić.

Fundusz swoją decyzję opiera na wynikach spółki. Uważa, że teraz, kiedy przynosi zysk i efekt ekologiczny – redukcja emisji CO2 w latach 1991-2011 o 298 tys. ton – należy ją sprzedać. Czy takie argumenty przekonują samorządowców z Podhala?

– Jak już wspomniałem, rozpoczęły się prace. Zainwestowano dodatkowy kapitał. Warto dodać, że kwota zaciągniętego kredytu obciąży również nas jako użytkowników. Byłoby niedorzecznością, gdybyśmy mieli spłacać kredyt, nie będąc właścicielem tego dzieła. Pytam zatem: Po co zaciągano pożyczkę, skoro był zamiar sprzedaży? Jeżeli ktoś za psie pieniądze chciałby to dzieło sprzedać, to będzie miał do czynienia z góralami. Nie wiem, może już ktoś kombinuje, żeby zbyć akcje upatrzonemu inwestorowi. Dlatego może warto, aby tą sprawą zainteresowały się odpowiednie służby, zanim zabrnie ona za daleko. Warto sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie kręci lodów na tym interesie, bo mnie osobiście się to nie podoba.

Tendencja jest taka, że rząd sprzedaje wszystko, co przynosi zysk.

– Takie podejście jest chore, a nawet zbrodnicze wobec Narodu. Musimy się wyzwolić z takiego niebezpiecznego myślenia. Powinniśmy sobie raz na zawsze uświadomić, że są dobra ogólnonarodowe, których właścicielem są wszyscy Polacy. Istnieją dobra, których nie wolno się pozbywać za żadną cenę. Państwa, historycznie rzecz ujmując, ulegają różnym procesom, ale narody były, są i będą. Hrabia Władysław Zamoyski, który wykupił Tatry na licytacji, ofiarował je nie państwu, ale polskiemu Narodowi. Państwo jest jedynie administratorem tych dóbr ogólnonarodowych. Zatem skoro Naród ofiarował pieniądze na utworzenie geotermii, to jest jej właścicielem. I nikomu tego dobra nie wolno prywatyzować. Władza natomiast powinna trzymać rękę na pulsie i kontrolować, żeby nie dochodziło do nadużyć.

Liczy Pan, że uda się zablokować prywatyzację Geotermii Podhalańskiej?

– Jeżeli włączą się w to media, polskie media, to wierzę, że będzie dobrze. Jest takie powiedzenie, że przy żłóbku betlejemskim nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem. Mam nadzieję, że zwycięży rozsądek i logiczne myślenie.

Apeluję już dzisiaj do parlamentarzystów, aby niezależnie od barw politycznych swoimi decyzjami udaremnili zamiar prywatyzacji Geotermii Podhalańskiej.

Samorządy mają alternatywę dla prywatyzacji?

– Już dawno stawialiśmy sprawę, że jeżeli eksperyment zostanie zakończony, to jako samorządy, które tworzą tę spółkę, jesteśmy gotowi rozmawiać na temat przekazania w nasze ręce Geotermii Podhalańskiej. Zapewniam, że my sobie z tym poradzimy. Trzeba tylko dobrej woli z tej drugiej strony, żeby nam to przekazać. Na razie nie czas i miejsce na takie działania. Komunalizacja Geotermii Podhalańskiej będzie możliwa dopiero po zakończeniu całej inwestycji. Na razie mamy laboratorium, jesteśmy w połowie drogi i nie należy niczego przyspieszać. Profesor Sokołowski powtarzał, że eksperyment geotermalny będzie można ocenić po latach, a czas laboratoryjnego traktowania tego eksperymentu nie może trwać krócej niż 30-40 lat. Kiedy pytaliśmy, dlaczego tak długo, profesor odpowiadał, że nauka tej technologii, polegająca m.in. na testowaniu, wymaga czasu. Trzeba też brać pod uwagę, że mamy do czynienia z niezwykłymi terenami naturalnymi w Tatrzańskim Parku Narodowym, a rabunek przyrody w ogóle nie wchodzi tu w grę. To ma być perpetuum mobile i takie będzie. Dzieło się dopiero zaczęło i nie pozwolimy go zniszczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Nasz Dziennik