logo
logo

Pięć lat temu dostałem propozycję, żeby podjąć się zadania stworzenia muzeum. To był dla mnie wielki zaszczyt. Wiedziałem, że będę tworzył pierwszą w Polsce jednostkę kultury, która zajmuje się tym tematem – wspomina Jacek Karczewski, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Najdzielniejszym z dzielnych

Poniedziałek, 19 lutego 2018 (13:26)

Ostrołęckie muzeum ostatnich świadków Polskiego Państwa Podziemnego.

Niespełna rok pozostał do otworzenia pierwszego w Polsce muzeum poświęconego historii Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Tam, gdzie za moment ustawią się kolejki do kas biletowych, dziś pracują budowlańcy. Jednak w cieniu budowy codzienną tytaniczną pracę wykonują pracownicy muzeum, aby za kilka miesięcy budynek mógł się wypełnić zwiedzającymi.

Podczas naszej wizyty w tymczasowym biurze muzeum co chwila dyrektor placówki Jacek Karczewski wyrywany jest do obowiązków. – Dzisiaj jeszcze nie jest źle. Bywa, że – jako inwestor – muszę rozwiązywać problemy na budowie i tam podejmować decyzje. Przydałby mi się wicedyrektor, z którym mógłbym się podzielić obowiązkami – podkreśla Karczewski. Dyrektor znajduje jednak czas, aby relacjonować historię na łamach „Naszego Dziennika”. Jak zaznacza, po każdej publikacji otrzymuje telefony i listy od Czytelników. – Wielokrotnie zdarzało się, że ktoś chciał się podzielić z nami losami swojej rodziny – opowiada Jacek Karczewski. – Żadnego sygnału nie zostawiamy bez odpowiedzi – dodaje. Jak zaznacza, w pracach nad odkrywaniem przeszłości trzeba wykazać się niebywałą ostrożnością. – Czasami ludzka pamięć zawodzi. Musimy więc weryfikować każdą informację, nawet tę, którą ktoś uznaje za pewną – stwierdza.

Pracownicy i pasjonaci

Muzeum będzie mieścić się w dawnym carskim areszcie, który był wykorzystywany też przez Niemców i komunistów do przetrzymywania schwytanych żołnierzy podziemia niepodległościowego. – Wykonawca przekonuje, że budowa zostanie ukończona na czas. Prace mają na celu przystosowanie budynku do warunków muzealnych – mówi Jacek Karczewski. Ekspozycja ma wyjść naprzeciw czasom, w których żyjemy, i ma być oparta na rozwiązaniach nowoczesnych, multimedialnych. Nie będzie to typowe miejsce z zamkniętymi za pancernymi szybami eksponatami, ale ośrodek, w którym każdy będzie mógł poczuć atmosferę czasów, w których przyszło żyć Żołnierzom Wyklętym. Celem placówki ma być ukazanie ludzi i miejsc, gdzie żyli i walczyli. Ale także poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jakie były ich motywacje.

Do chwili ukończenia prac budowlanych muzeum mieści się w kilku małych pomieszczeniach znajdujących się w żłobku miejskim. Mimo spartańskich warunków praca wre. Do muzeum napływają dokumenty, wspomnienia, które za kilka miesięcy będą częścią ekspozycji opisującej los Żołnierzy Wyklętych.

– Pięć lat temu dostałem propozycję, żeby podjąć się zadania stworzenia muzeum. To był dla mnie wielki zaszczyt. Wiedziałem, że będę tworzył pierwszą w Polsce jednostkę kultury, która zajmuje się tym tematem – wspomina Karczewski. Z czasem w skład ekipy tworzącej muzeum weszły kolejne osoby – m.in. dr Jerzy Kurstak, Jolanta Żubrowska i Anna Pliszka – główna księgowa, która dzielnie rozlicza całą inwestycję. – Kiedy zaczynaliśmy pracę, wielu nie wierzyło, że to muzeum powstanie. A oni uwierzyli w swoje siły. Każdego dnia jestem im bardzo wdzięczny za to, co robią – dodaje dyrektor.

Jolanta Żubrowska ukończyła historię sztuki i ochronę dóbr kultury na Uniwersytecie Jagiellońskim. Następnie pracowała w muzeach w Krakowie i w Warszawie (m.in. na Zamku Królewskim na Wawelu i w Łazienkach Królewskich), w końcu zdecydowała się wrócić do rodzinnej Ostrołęki, aby realizować projekt budowy muzeum. – Jako historyka sztuki zainteresował mnie budynek, w którym znajdzie siedzibę muzeum. Zachwyciło mnie w nim wiele autentycznych detali. Chociaż nie było to przewidziane w pierwotnym projekcie, udało mi się przekonać architekta, że warto je ocalić – mówi Żubrowska. Teraz w muzeum zajmuje się sprawami związanymi z edukacją i promocją. W jej biurze rzucają się w oczy stosy starych dokumentów, teczek i zdjęć. – Prowadzę konta muzeum w mediach społecznościowych, zajmuję się promocją, prowadzę też całą dokumentację związaną z przyjmowaniem zbiorów, uczestniczę też w pozyskiwaniu środków zewnętrznych, bo nasz budżet jest skromny – dodaje. – Szeroko rozumiana edukacja będzie bardzo ważną częścią naszej działalności. Będziemy mówić o wydarzeniach z czasów naszych dziadków, pradziadków – to stosunkowo bliski nam rozdział historii, dlatego budzi wiele emocji, a to bardzo istotne i potrzebne w procesie uczenia się. Chciałabym, żeby muzeum było przede wszystkim miejscem spotkań, żeby łączyło pokolenia i zachęcało młodych ludzi do badania dziejów własnych rodzin – podkreśla Żubrowska.

Pamiątki na wagę złota

Każde zdjęcie lub dokument, które trafiają do muzeum, są bardzo ważne. Opowiadają historię ludzi, którzy poświęcili się dla Polski, a nawet szczątkowa informacja o danej postaci może rzucić zupełnie nowe światło na odkrywanie przeszłości. Póki muzeum nie ma osobnego archiwum, wszelkie dokumenty gromadzone są na półkach i w kartonach w tymczasowej siedzibie. To one obecnie zajmują znaczną część pomieszczeń placówki. Jedną z osób, która zajmuje się archiwizacją dokumentów, jest Przemysław Bukowski. Pochylony nad biurkiem skrupulatnie ogląda każdy dokument. – Musimy dbać o to, żeby nic nie zginęło, żebyśmy wiedzieli, gdzie co jest – podkreśla Bukowski. Swoją przygodę z muzeum rozpoczął w 2015 r. jako wolontariusz. Od lata 2017 r. jest już pracownikiem muzeum. Pana Przemysława do zaangażowania się w pracę na rzecz przywracania pamięci o Żołnierzach Wyklętych pociągnęły szczególne względy. Rodzonym bratem jego dziadka był porucznik Edmund Bukowski, żołnierz i łącznik Armii Krajowej, powstaniec warszawski. Po wojnie pozostał w konspiracji, działając w poakowskim podziemiu na Wileńszczyżnie. Został schwytany latem 1948 r. podczas Akcji X. Przeszedł tortury, sfingowany proces i oddał życie w więzieniu mokotowskim w 1950 r. Jego ciało pogrzebano w bezimiennym dole śmierci na Łączce. Był też jedną z trzech pierwszych ofiar komunistów zidentyfikowanych przez grupę IPN prof. Krzysztofa Szwagrzyka. – Podczas Akcji X razem z Edmundem w więzieniu komuniści zamknęli także kilka innych osób z mojej rodziny. Ale tylko on został skazany na karę śmierci. Jego syn, Krzysztof, jest moim ojcem chrzestnym i to on miał zaszczyt odbierać notę identyfikacyjną – podkreśla Przemysław Bukowski.

Celem muzeum jest, aby każdy, kto je odwiedzi, poczuł magnetyzm historii. Żeby muzeum nie było tylko budynkiem, ale miało duszę, zespół musi tworzyć grupa pasjonatów.

– Będziemy poszukiwać ludzi tam, gdzie to tylko możliwe. Dobrze, gdyby takie osoby chciały spędzić u nas kawałek swojego życia. Chciałbym, żeby byli to ludzie z pasją. Tacy, jakich mam teraz. To nie jest praca dla wyrobnika. Muzealnik musi mieć serce do swojej pracy. Gdy w muzeum trafiamy pod skrzydła człowieka z pasją, który wszystko opowie z wielkim zaangażowaniem, to na pewno chętnie tam wrócimy – podkreśla dyrektor Jacek Karczewski.

Muzeum operuje skromnymi środkami. Prezydent Miasta Ostrołęki Janusz Kotowski stara się wspierać inicjatywę na miarę możliwości miejskiego budżetu. Dotacja na naszą bieżącą działalność przekazywana przez miasto to 300 tys. zł rocznie, co daje średni miesięczny budżet w wysokości jedynie 25 tys. zł. Dzięki zaangażowaniu pracowników oraz pozyskanym partnerom i darczyńcom w ubiegłym roku udało się zgromadzić środki na realizację różnych projektów w wysokości porównywalnej do całej rocznej dotacji. Co i tak wydaje się kwotą niską, biorąc pod uwagę znaczenie i potrzeby placówki. Dotacja, którą przekazało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc 35 mln zł, jest przeznaczona wyłącznie na przebudowę i rozbudowę dawnego aresztu, a nie na bieżącą działalność muzeum.

W tym roku Polska świętuje 100-lecie odzyskania niepodległości. Otwarcie Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce ma być jednym z elementów wielkiej rocznicy. Wkrótce w stronę muzeum spojrzy cała Polska. Znikną cegły, a pojawią się eksponaty. Bez wątpienia Polska zbyt długo czekała na muzeum najdzielniejszych z dzielnych bohaterów walki z komunistyczną okupacją.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 19 lutego 2018 (13:26)

NaszDziennik.pl