logo
logo

Miejsce kaźni generała „Nila” i odnaleziona w ubiegłym roku szubienica, na której ginęli więźniowie. Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Generał „Nil” i jego mordercy

Sobota, 24 lutego 2018 (10:43)

Dnia 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie na mocy wyroku sądu PRL został zamordowany gen. bryg. August Emil Fieldorf, legendarny „Nil”. Człowiek wielkich zasług i niezwykłej odwagi, szlachetny i prawy Żołnierz Niepodległości.

Z bronią w ręku od 1914 r. śnił piękny romantyczny sen o wolnej Polsce, bronił jej suwerenności w 1920 i 1939 r., następnie uczestniczył w tworzeniu zrębów Polskiego Państwa Podziemnego, a zwłaszcza jego siły zbrojnej – Armii Krajowej. Jako dowódca Kedywu Komendy Głównej AK i organizacji „NIE” stał się symbolem walki z okupantami, wzorem niezłomnego żołnierza-obywatela wszystko poświęcającego Ojczyźnie.

Jeden z jego przyjaciół z niedoli syberyjskiej Jan Hoppe tak napisze: „Pan Walenty [Walenty Gdanicki – nazwisko przykrywkowe gen. ”Nila„] to specjalna i nieszablonowa konstrukcja. Jego największa świętość to honor własny i narodu. Jego absolut to Polska. Jego program to czyn dla niej, ofiara i nieustanne spalanie się. Jego styl na co dzień to wzorowe koleżeństwo i przyjaźń okazywana ludziom, z którymi wiązał go los. […] Wychowany w atmosferze Legionów potrafił do religijnej niemal żarliwości doprowadzić swą filozofię czynu. Jego ’na stos’ nie było frazesem. Chociaż nie był teoretykiem, to jednak świat jego pojęć o prawdzie, dobru i pięknie był żywy i głęboki, a kryteria ocen w tej dziedzinie były wyraźnie określone i bezkompromisowe. Nie znosił moralizowania, ale był głęboko moralny. […] Takim był Pan Walenty – generał Emil Fieldorf. Trochę Skrzetuski, a trochę Kmicic, a znów w innym wymiarze Zawisza”.

Za ofiarną służbę Rzeczypospolitej „Polska lubelska” i PRL sowietnika Bolesława Bieruta „nagrodziła” gen. Fieldorfa zsyłką do sowieckich łagrów i oskarżeniem o zdradę oraz wyrokiem śmierci. „Nil” był najwyższym stopniem dowódcą Armii Krajowej, który pozostawał w ręku funkcjonariuszy komunistycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Skazany został na karę śmierci na mocy dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców Narodu Polskiego” – o ironio – za współpracę z okupantem niemieckim. Zbrodnia sądowa na generale w sowieckiej Polsce stała się zbrodnią stanu, gdy najwyżsi aparatczycy komunistycznego reżimu – z pełną świadomością jej zbrodniczości – ją akceptowali.

W kazamatach bezpieki

Aresztowanie gen. Fieldorfa zostało wyreżyserowane przez bezpiekę; 10 listopada 1950 r., wychodząc z budynku Wojskowej Komendy Rejonowej w Łodzi, wpadł w pułapkę. „Nil” po zatrzymaniu został natychmiast przewieziony do Warszawy do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej, gdzie trwały „wstępne przesłuchania”. Chciano go złamać wiadomością o aresztowaniu żony i dzieci. Osobiście „badał grunt” dyrektor Departamentu Śledczego MBP, płk Józef Różański, zwany „krwawym Jackiem”. W śledztwie „pracował” nad „Nilem” kpt. MBP Lutosław Stypczyński, por. MBP Zygmunt Krasiński, ppor. MBP Kazimierz Górski. Nakaz o aresztowaniu tymczasowym pod zarzutem działalności antypaństwowej podpisała prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Helena Wolińska, nazywana w ubeckim półświatku „warszawską Dolores”. To ona sformułowała zarzut, który stał się wyrokiem śmierci na generała: usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa.

„Nila” osadzono w X Departamencie więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej. Przebywał w celi nr 11, wyjątkowo małej, bez okna, stołu i stołka, gdzie siedzieć można było tylko na podłodze. Był głodzony i dręczony przesłuchaniami.

Nie ma powodu sądzić, by śledztwo wobec generała odbiegało od innych podobnych spraw, w których brutalność, sadyzm, przemoc fizyczna i psychiczna były dominującym elementem życia więźnia. Zeznawał – wedle zachowanych protokołów przesłuchań – dość ogólnie, drugorzędnym sprawom poświęcając nieporównanie więcej uwagi, zasłaniał się brakiem pamięci, gdy pojawiały się personalia, rolę niektórych współpracowników bagatelizował i marginalizował, byle nie dawać podstaw do aresztowania tych osób.

W śledztwie starano się wmówić Fieldorfowi, że jako szef Kedywu KG AK, a więc także i struktur terenowych, wydawał rozkazy nakazujące likwidowanie aktywistów lewicowych i partyzantów sowieckich i otrzymywał w tej sprawie raporty o wykonaniu zadań. „Nil” konsekwentnie zaprzeczał zarzutom. Nie mając materialnych dowodów, funkcjonariusze MBP wypróbowanymi metodami postarali się je uzyskać. Wymusili je na dwóch zmaltretowanych oficerach AK: Tadeuszu Grzmielewskim i Władysławie Liniarskim. Zeznali oni, że „Nil” wydawał pisemne rozkazy terenowym oddziałom AK likwidowania działaczy lewicowych i partyzantów sowieckich i o wykonaniu tychże rozkazów otrzymywał meldunki. Generał domagał się nowych świadków: płk. Jana Mazurkiewicza „Radosława” i płk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, którzy mogli zaprzeczyć wymuszonym oszczerstwom, ale funkcjonariusz śledczy, Górski, uznał to za całkowicie zbędne.

Operacja „Cezary”

Bezpieka rozgrywała w tym czasie operację „Cezary”. Po zlikwidowaniu IV Zarządu WiN z ppłk. Łukaszem Cieplińskim na czele na szczytach MBP przygotowywano się do rozbicia podziemia niepodległościowego przez wyrafinowaną prowokację przez kontrolowany ośrodek, czyli V Komendę WiN – całkowicie pozorowany i inwigilowany przez bezpiekę. Gra prowadzona była z Delegaturą Zagraniczną WiN w Londynie i wywiadem amerykańskim. W tej prowokacji funkcjonariusze bezpieki zamierzali wykorzystać legendarnego „Nila”. Trzeba było go tylko złamać. Przygotowana przez komunistyczną bezpiekę operacja „Cezary” nie zakończyła się sukcesem. Generał Fieldorf pozostał niezłomny.

Wiele wskazuje na to, że liderzy bezpieki zagrali z „Nilem” w otwarte karty, bo nie mieli wątpliwości, że i tak przejrzy ich grę. Można domniemywać, że istniały dwa warianty ubeckiego werbunku generała. Jeden – minimalistyczny – zakładał zwerbowanie go na tajnego współpracownika i zwolnienie z więzienia, by rozpracowywał dla bezpieki struktury podziemia niepodległościowego. Drugi wariant – według płk. Konrada Świetlika i płk. Luny Brystygierowej – zakładał zwerbowanie „Nila” i wykorzystanie go jako agenturalnego prezesa ubeckiej V Komendy WiN w rozgrywce z Zachodem.

Niedługo po aresztowaniu zaproponowano generałowi podpisanie apelu do byłych akowców o ujawnianie się i zaufanie „władzy ludowej”, ale spotkano się ze zdecydowaną odmową z jego strony. Tak pisał o tym współwięzień generała Wincenty Broniwoj-Orliński: „Najbardziej zaszokowały Fieldorfa i wywołały u niego gniewne uczucia apele tych katów narodu polskiego do patriotycznego sumienia więźnia. Po takim wstępie przeczytano Fieldorfowi odezwę do byłych akowców, wzywającą ich do zdekonspirowania się i obdarzenia tzw. władzy ludowej pełnym ich zaufaniem. Odezwa apelowała także do patriotycznych uczuć całego społeczeństwa polskiego, by wiernie wykonywało polecenia nowej władzy. Zwrócono się do Fieldorfa o podpisanie tej odezwy. Miała się ukazać w prasie i zostać ogłoszona w radio jako produkt generała polskiego Fieldorfa. Ten ostatni odmówił kategorycznie firmowania tej odezwy. […]”. Rozmowa z generałem zakończyła się groźbą: „…najwyższy stopniem przerwał ciszę i odezwał się szyderczo do więźnia: ’Jeśli tak, to między nami wszystko skończone. Nie skorzystaliście z niesamowitej okazji. Za prawie że nic mogliście uratować życie. Teraz już nam nie jesteście potrzebni. Pożałujecie. Będziecie wisieć”.

Wszystko, co nastąpiło później w sprawie gen. „Nila”, było konsekwencją jego postawy, dokonanego wyboru i… zemsty funkcjonariuszy MBP.

Odmówił współpracy

Wszystko wskazuje na to, że prawdziwe powody skazania na karę śmierci, a ściślej zemsty sądowej, ujawnił gen. Fieldorf podczas widzenia z żoną 3 lutego 1953 r. „Czy wiesz, dlaczego mnie skazali? Bo odmówiłem współpracy z nimi”.

24 lutego 1953 r., po doprowadzeniu więźnia na miejsce egzekucji w więzieniu mokotowskim, prokurator Witold Gatner odczytał sentencję wyroku Sądu Najwyższego, wcześniejszy wyrok Sądu Wojewódzkiego i odmowną decyzję Rady Państwa w sprawie skorzystania z prawa łaski oraz zarządził wykonanie wyroku przez powieszenie. Kiedy lekarz więzienny Maksymilian Kasztelański stwierdził zgon, obecni przy egzekucji podpisali – o godzinie 15.25 – protokół.

Ale tak naprawdę nie wiemy, czy inna wersja wyniesiona zza murów Mokotowa nie jest prawdziwa, że generał został zmuszony do wysłuchania wyroku, klęcząc, a że się opierał, to został zakatowany, połamano mu kości i powieszono już zwłoki. Wersji tej zaprzeczył w 1990 r. przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce prokurator Witold Gatner, obecny przy egzekucji. Ponieważ jego przesłuchanie nie miało rygorów prawnych, a i wiarygodność byłych funkcjonariuszy aparatu stalinowskiego bezprawia pozostawia wiele do życzenia, nie sposób przejść obojętnie nad mniej oficjalną wersją więźniów mokotowskich o egzekucji „Nila”.

Egzekucji towarzyszyło kłamstwo. Kilka godzin przed wykonaniem wyroku córce Marii w Prokuraturze Generalnej powiedziano, że w sprawie jej ojca nic się nie zmieniło. Dopiero za kilka dni poinformowano ją o wszystkim, później wydano drugiej córce, Krystynie, stare, bardzo sfatygowane ubranie, ale bez rzeczy osobistych. Potwierdzenie urzędowe o wykonaniu wyroku śmierci na generale przesłano… 9 marca 1957 r.

Śledztwo w sprawie mordu sądowego dokonanego na gen. Fieldorfie zostało wszczęte w 1992 r. przez Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Postępowaniem objęto prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej: ppłk Helenę Wolińską, Prokuratury Generalnej – Benjamina Wajschblecha i Paulinę Kern, sędzię Sądu Wojewódzkiego – Marię Górowską (Gurowską), i dwóch ławników – Bronisława Malinowskiego i Mieczysława Szymańskiego oraz sędziów orzekających w Sądzie Najwyższym – Emila Merza, Gustawa Auscalera i Igora Andrejewa. Akt oskarżenia zdołano sformułować jedynie wobec Heleny Wolińskiej i Marii Górowskiej. Innych uchroniła litościwa śmierć. Ekstradycji Wolińskiej odmówiła Wielka Brytania. Najbliżej procesu była Górowska.

Zabójstwo sądowe okresu peerelowskiego nie doczekało się osądzenia przez wymiar sprawiedliwości III Rzeczypospolitej.

Apel wciąż aktualny

Córka generała Maria Fieldorf-Czarska wobec kolejnych niegodziwych oskarżeń Narodu Polskiego o „pomocnictwo Hitlerowi” w mordowaniu Żydów 28 maja 2009 r. wystąpiła z apelem „Uczcijmy Żydów, którzy z narażeniem własnego życia ratowali Polaków”.

„Moim zdaniem, należy podziękować wszystkim Żydom, którzy po wojnie pomagali polskim patriotom, prześladowanym i mordowanym przez sowieckie siły ’bezpieczeństwa publicznego’ tylko dlatego, że chcieli Polski wolnej, suwerennej – wzywała Maria Fieldorf-Czarska. – Żydzi mieli duże możliwości pomagania, ponieważ wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w aparacie partyjnym i policyjnym Polski sowieckiej. Co prawda, mojemu Ojcu nie pomogli, lecz uczestniczyli w mordzie sądowym. Pisali akt oskarżenia i wydali dwa razy wyrok śmierci na Ojca, wysługując się Związkowi Sowieckiemu za stanowiska i ordery. Ale ja, z powodu Auscalera, Merza, Wajsblecha czy Górowskiej, nie mogę sobie wyrabiać opinii o całym narodzie żydowskim. […]

Zorganizujmy wspólnie – Polacy oraz Żydowski Instytut Historyczny – akcję upamiętniania Żydów, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków z rąk NKWD-UB i KGB-SB w latach 1939-1989, szczególnie w okresie okrutnej sowieckiej okupacji Kresów oraz w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie. Mam nadzieję, że teren niezbędny do sadzenia drzew upamiętniających szlachetne czyny zostanie udostępniony przez odpowiednie władze. Szlachetność i odwaga ludzka winny być zauważone i nagrodzone nie tylko przez Izrael, ale i przez Polskę”.

Apel Marii Fieldorf-Czarskiej, zapewne jako mało poprawny politycznie, został całkowicie zignorowany, toteż warto – choćby dla pamięci – przywołać go w szczególnym kontekście sprawy gen. Fieldorfa, by świadczył o trwałości stereotypów wzniesionych z kłamstwa, nienawiści, uprzedzenia oraz w kontekście żywotności tych stereotypów obecnie.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. WiesławJan Wysocki

Nasz Dziennik