logo
logo

PRAWDA o Niemcach, Żydach i Polakach

Zdjęcie: / Domena publiczna

Wspólnie przeciw Niemcom

Sobota, 17 marca 2018 (15:21)

Żołnierze pochodzenia żydowskiego w oddziale NSZ mjr. Leonarda Zub Zdanowicza ps. „Ząb”.

Do oddziałów leśnych polskiego podziemia niepodległościowego wstępowali najczęściej ochotnicy lub osoby, które szukały w nich ocalenia i ucieczki przed represjami okupanta. „Ludzie spaleni”, czyli członkowie niepodległościowej konspiracji, którzy zostali zdekonspirowani przez okupanta i byli poszukiwani, chronili się przed ścigającymi ich policyjnymi formacjami okupanta w oddziałach leśnych. Także uciekinierzy z obozów koncentracyjnych, transportów więźniów, osoby przymusowo wcielone do wojskowych formacji po ucieczce z uwięzienia lub przymusowej służby często znajdowali schronienie w oddziałach leśnych polskiego podziemia niepodległościowego. Niektórzy z nich z czasem składali wojskową przysięgę i stawali się żołnierzami podziemnego Wojska Polskiego.

Historia ”Dzika”

Jednym z takich żołnierzy był Aleksander (Eliasz) Szandcer ps. „Dzik”. Był to młody, około 17-letni chłopak. Pochodził z Warszawy. Był niezasymilowanym Żydem wyznania mojżeszowego, posługiwał się łamaną polszczyzną mieszaną z językiem jidysz. Uciekł Niemcom z transportu Żydów z warszawskiego getta do niemieckiego obozu zagłady. Prawdopodobnie był wieziony do Sobiboru lub Bełżca. Pod koniec sierpnia 1943 roku natknął się na niego w lesie na terenie północnej Lubelszczyzny konny zwiad z oddziału cc mjr. Leonarda Zub-Zdanowicza ps. „Ząb”. Chłopak był wycieńczony. Kiedy doszedł do siebie, stanął przed obliczem „Zęba” i standardowo był przepytywany. Gdy dowiedział się, że życie ocalili mu żołnierze z oddziału NSZ – zemdlał.

Aleksander Szandcer został w oddziale NSZ „Zęba”. Poza oddziałem miał niewielkie szanse na przeżycie. Do spotkania z oddziałem błąkał się sam po lesie głodny i dla bezpieczeństwa unikał kontaktu z ludźmi. Nadano mu pseudonim „Dzik”. Z czasem zyskał zaufanie współtowarzyszy. Złożył wojskową przysięgę i stał się żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. Często brał udział w akcjach zbrojnych. Wspominający go towarzysze broni uważali „Dzika” za dobrego i „ostrzelanego” żołnierza. Rozpoczął kurs podchorążych w Szkole Podchorążych NSZ.

Szandcer nie był jedynym żołnierzem pochodzenia żydowskiego w oddziałach podporządkowanych „Zębowi”. Profesor Marek Chodakiewicz w publikacji „NSZ. ’Ząb’ przeciw dwu wrogom” wymienia oprócz „Dzika” pięciu żołnierzy NSZ żydowskiego pochodzenia i wspomina o kilku sanitariuszkach żydowskiego pochodzenia. Oprócz wspominanych Żydów (pchor. Władysław Hajutin „Władek”, strz. Jankiel Kleinmann „Jasio”, kpr. pchor. N.N. „Zawisza”, st. strz. N.N. „Wujek”, strz. N.N. „Zawadzki”), żołnierzami w oddziałach „Zęba” byli Gruzini, Ślązacy, Rosjanie, Włosi, Francuzi i Belg Joseph Vendrix. Wszyscy wymienieni poza oddziałem mieli małe szanse przeżycia ze względu na brak dokumentów, pozwalających na swobodne poruszanie się pod niemiecką okupacją. Każda kontrola niemieckiej żandarmerii skończyłaby się uwięzieniem, a następnie zsyłką do obozu lub śmiercią. Oddział NSZ dał tym ludziom bezpieczne schronienie przed niemieckim okupantem.

Wziął ogień na siebie

Jedna z bitew z udziałem „Dzika” została szczegółowo opisana przez prof. Marka Chodakiewicza i we wspomnieniach Bolesława Chmielowca ps. „Komar” – żołnierza AK, służącego razem z „Dzikiem” w oddziale NSZ pod komendą „Zęba”. 23 listopada 1943 roku „Ząb” otrzymał wiadomość, że Niemcy przewożą więźniów niedaleko miejsca postoju jego oddziału. Bez zwlekania postanowił zaatakować i odbić więźniów. Atak nastąpił na drodze pod Kamienną Górą (aktualnie gmina Gościeradów), wokół której Niemcy wycięli las na kilkaset metrów, żeby utrudnić polskiemu podziemiu przeprowadzanie ataków z zaskoczenia na niemieckie konwoje. Konwój był bardzo rozciągnięty. Oddziały „Zęba” zdołały uderzyć na przód i środek konwoju. Tył nie został zaatakowany. Po początkowym zaskoczeniu okazało się, że Niemcy mają znaczną przewagę liczebną. Oddział „Zęba” został przygwożdżony do ziemi ogniem karabinów maszynowych. Niemcy zmusili partyzantów do powolnego wycofywania się czołganiem z wolnej przestrzeni do lasu. Niemieccy żołnierze i kozacy w służbie niemieckiej z tyłu konwoju zaczęli okrążać z flanki oddział NSZ, próbując odciąć drogę odwrotu. Groziło to całkowitym zniszczeniem wycofującego się oddziału. W tym momencie „Dzik” poderwał się pierwszy i na stojąco rozpoczął ostrzał Niemców. Za jego przykładem poderwali się inni żołnierze NSZ, odskakując do lasu. To pozwoliło na szybsze wyrwanie się z okrążenia. Jedynym rannym był „Dzik”, który ściągnął ogień karabinów maszynowych na siebie, osłonił oddział NSZ i dostał postrzał serią w brzuch. Towarzysze broni donieśli go do lasu, gdzie od razu zajął się nim lekarz.

Oddział „Zęba” po akcji musiał odskoczyć. Natomiast co do ostatnich chwil życia „Dzika” jest kilka sprzecznych relacji. Najbardziej prawdopodobna podaje, że zmarł pod opieką lekarza w obozie leśnym NSZ „Zęba” następnego dnia po walce. Druga wersja podaje, że przemieszczający się oddział „Zęba” pozostawił go pod opieką mieszkańców Szczecyna (koło Borowa). Borów i okoliczne wsie współpracowały z NSZ i były określane przez kombatantów NSZ jako „stolica NSZ na Lubelszczyźnie”. Opiekujący się nim lekarz nie zdołał go uratować i „Dzik” zmarł następnego dnia. Mało prawdopodobna jest wersja, że „Dzik” zmarł dopiero po kilku dniach lub dwóch tygodniach.

Nie znamy miejsca pochówku Aleksandra (Eliasza) Szandcera ps. „Dzik”. Jest na ten temat kilka hipotez. Mógł zostać pochowany anonimowo na cmentarzu w Borowie („stolica NSZ na Lubelszczyźnie”), cmentarzu w pobliskim Salominie lub w bezimiennej leśnej mogile. Miejsce pochówku było tajne z dwóch powodów: był żołnierzem NSZ i był Żydem. Za pomoc osobom z każdej z tych dwóch kategorii groziła ze strony Niemców śmierć. Po wojnie komuniści również stosowali represje wobec współpracowników NSZ. Z tego powodu do lat 90. nie dożyli świadkowie i nie zachowała się pamięć o miejscu jego pochówku.

Po bitwie z Niemcami pod Kamienną Górą starszy strzelec „Dzik”, żołnierz NSZ, został przedstawiony do Krzyża Walecznych. Swoim zachowaniem w czasie bitwy uratował oddział NSZ i swych towarzyszy broni. Był jednym z żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z formacji Narodowe Siły Zbrojne, bohaterów walk o niepodległość Polski.

Karol Wołek

Autor jest prezesem Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ.

Aktualizacja 17 marca 2018 (16:54)

Nasz Dziennik