logo
logo

Marianna i Franciszek Wojszowie Zdjęcie: arch. / -

Oczy matki

Środa, 21 marca 2018 (22:16)

Rodzina Wojszów

Wincenty i Maria Wojsz z domu Kołakowska wraz z pięciorgiem dzieci: Franciszkiem (ur. 7 czerwca 1916 r.), Szczepanem (ur. 18 grudnia 1921 r.), Stanisławem (ur. 17 maja 1924 r.), Marianną (ur. 22 lutego 1930 r.) oraz Janiną (ur. 17 października 1932 r.) przed wybuchem II wojny światowej prowadzili gospodarstwo rolne we wsi Jarnuty w powiecie ostrołęckim. Wincenty zginął tragicznie podczas prac rolnych w 1935 r., więc na Marię i dzieci spadł obowiązek utrzymania dobytku.

Gdy wybuchła II wojna światowa i zaczęła rodzić się konspiracja niepodległościowa, dwaj najstarsi bracia wstąpili w szeregi ZWZ–AK. […]

Szczęśliwie zbliżał się kres wojny. Nikt z rodziny nie ucierpiał, teraz mogło być już tylko lepiej. Maria nie wiedziała, że prawdziwy dramat dopiero nastąpi. Bardzo szybko okazało się, że „wyzwoliciel” był kolejnym okupantem niosącym na swych bagnetach niewolę wprowadzaną przez kolaborantów, którzy pod płaszczykiem demokratycznej władzy ludowej mieli rzucić na kolana tych, którzy nie upadli przed niemieckim najeźdźcą.

Synowie po zakończeniu działań wojennych nie zakończyli swojej powinności wobec Ojczyzny. Wstępowali w kolejne struktury konspiracji antykomunistycznej, począwszy od struktur poakowskich, kończąc w szeregach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Najpierw, w grudniu 1947 r., aresztowany został przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce najstarszy syn, Franciszek Wojsz ps. „Wiarus”. Postawiono mu zarzut kolportażu prasy podziemnej.

Po brutalnym śledztwie sąd, nie mając dowodów na działalność po amnestii z 1947 r., skazał go w kwietniu 1948 r. na pięć lat więzienia. Dzięki staraniom rodziny i dużym nakładom finansowym Franciszek został wypuszczony przed terminem. Nie mógł jednak już pomóc matce. Aby nie narażać jej i rodzeństwa, wyjechał wraz z żoną i córką do Gdańska i tam pozostał aż do śmierci, podlegając obowiązkowi cotygodniowego meldowania się. Nękany był też rewizjami w domu.

Drugi z synów, Szczepan Wojsz ps. „Wilk”, „Góra”, ujawnił się 22 kwietnia 1947 r. w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Ostrołęce. Jednak był ciągle wzywany na przesłuchania. Zawsze gdy wracał, jego ciało było szczelnie okryte ubraniem, bez względu na panujące temperatury. Po jednym z takich wezwań ciężko pobity stwierdził, że już więcej tam nie pójdzie, i postanowił wrócić do działalności konspiracyjnej, przyłączając się do oddziału leśnego pod dowództwem Franciszka Jarzyny ps. „Jabłoń”. W listopadzie 1948 r. został postrzelony przez funkcjonariuszy MO.

Ciężko rannego siostra Marianna przewiozła z pomocą przyjaciół do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tam niestety został namierzony przez UB i poddany obserwacji. Okoliczności zgonu Szczepana nie są znane. Mimo informacji o poprawie stanu zdrowia, które uzyskiwała rodzina, zmarł nagle 13 listopada 1948 r. Po jego śmierci nastąpiły aresztowania wśród personelu medycznego (m.in. dr. Józefa Juszki) oraz wśród odwiedzających, których oskarżono o współpracę z „bandytami”. Doktor Józef Juszko został skazany na 10 lat więzienia za wypełnienie przysięgi lekarskiej i pomoc rannemu przywiezionemu do szpitala.

Ciało Szczepana udało się jakimś cudem po kilku próbach przywieźć do domu i zorganizować skromny pogrzeb. Obrzęd odbył się pod kontrolą Urzędu Bezpieczeństwa, który nie zezwolił na pochówek w poświęconej ziemi, a jedynie pod murem, gdzie chowano złoczyńców. Dopiero wieczorem przyszedł ksiądz i grób poświęcił.

Stanisław Wojsz ps. „Sokół” był trzymany przez brata Szczepana z dala od aktywnej działalności konspiracyjnej. Szczepan starał się uchronić choć jego, by mógł pomagać matce w gospodarstwie. Jednak po śmierci brata Stanisław wstąpił w szeregi Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i działał w patrolu pod dowództwem Stefana Kochańskiego ps. „Mewa”. Został aresztowany podczas zasadzki zorganizowanej przez UB 19 października 1949 r.

Po brutalnym śledztwie 25 marca 1950 r. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu w Ostrołęce 12 czerwca 1950 r. W dokumentacji więziennej mimo sporządzonego protokołu z wykonania wyroku śmierci Stanisław Wojsz figuruje jako zwolniony z więzienia w Ostrołęce. Ilu ostatecznie ówczesny aparat władzy w ten sposób „zwalniał” z więzienia? Tego zapewne nie dowiemy się już nigdy. Miejsca pochówku Stanisława do dziś nie udało się ustalić.

Tragedia Marianny

Trzech było synów, a została matka okryta wiecznym kirem, z różańcem w ręku i prośbą: Niech choć córki ostaną się przy mnie. Niech mam dla kogo żyć.

Marianna Wojsz, choć nie była członkiem żadnej organizacji antykomunistycznej, mając jednak wszystkich braci zaangażowanych w działalność konspiracyjną, również stanowiła niebezpieczny element. Jej największą winą było wypranie odzieży lub nakarmienie braci. Pod zarzutem współpracy z „bandytami” 24 października 1950 r. została aresztowana i przez pół roku poddawana niezwykle wymyślnym torturom. Oprócz znęcania się fizycznego przechodziła również tortury psychiczne, m.in. zamykana była na noc w karcerze w obecności powieszonych zwłok innego więźnia. Gdy przed sprawą sądową pozwolono matce przynieść jej nowe ubranie, stare, które zabrała, było porwane od razów i pokrwawione.

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie na sesji wyjazdowej w Ostrołęce Marianna została skazana na siedem lat więzienia. Opuściła kazamaty po czterech latach. Lecz dla niej wolności nie było. Choć nie jest umieszczona w rejestrze ofiar komunizmu, bo przeżyła, to jednak wskutek dramatycznych doświadczeń nigdy nie wróciła do pełnej równowagi psychicznej, a jej dalsze życie naznaczone było pobytami w szpitalach psychiatrycznych. […]

Nasz Dziennik