logo
logo
zdjęcie

Wnętrze Bożego Grobu. Badania naukowców z 2016 r. potwierdziły, że jest to miejsce, w którym po zdjęciu z krzyża złożono ciało Pana Jezusa Zdjęcie: A.SULTAN/ PAP/EPA

Jedyne takie nabożeństwo

Piątek, 30 marca 2018 (09:40)

Symboliczny pogrzeb Pana Jezusa w Bazylice Grobu Pańskiego gromadzi w Wielki Piątek tysiące wiernych.

Wielki Tydzień, jak żaden inny w roku, ściąga z całego świata do Jerozolimy dziesiątki tysięcy pielgrzymów. Najliczniej pątnicy przybywają na Wielki Piątek.

Już od świtu i wczesnego ranka pobożni pielgrzymi indywidualnie bądź też w kilkuosobowych grupach odprawiają Drogę Krzyżową. Jej długość wynosi blisko 700 metrów. W niektórych odcinkach pokrywa się ona z autentyczną drogą, po której z krzyżem szedł nasz Pan.

Zanim zacznie się pogrzeb

Od wczesnego popołudnia Bazylikę Grobu Pańskiego, sam plac przed nią i dookolne uliczki szczelnie, ramię przy ramieniu, wypełniają niezliczeni wierni. W napięciu wszyscy oczekują godziny dwudziestej, by uczestniczyć w liturgii pogrzebu Ukrzyżowanego. Jest to bowiem jedyne takie nabożeństwo na świecie. Tylko tu odprawiany jest symbolicznie pogrzeb Pana Jezusa. Od ponad 400 lat obrzęd ten – wprowadzony przez franciszkanów z Kustodii Ziemi Świętej – sprawowany jest corocznie według tego samego rytuału. Obrzędom przewodniczy kustosz Ziemi Świętej. Obecnie jest nim – już 165. z kolei – ojciec franciszkanin Francesco Patton. Zastąpił na tym stanowisku Pierbattistę Pizzaballę, który został arcybiskupem Jerozolimy.

Po czytaniach opisów Męki Pańskiej, modlitwach i śpiewach z kaplicy Najświętszego Sakramentu, od Ojców Franciszkanów wychodzi uroczysta procesja, na czele której niesiony jest wielki krzyż z dużych rozmiarów figurą ukrzyżowanego Zbawiciela. Tradycyjnie niesie go zawsze sekretarz Kustodii, którym jest obecnie ojciec Dawid Grenier.

Droga na Golgotę

Po okrążeniu od tyłu obecnie prawosławnego Katholikonu orszak zdąża na odległą kilkadziesiąt metrów Golgotę. W szyku za krzyżem procesyjnym – oprócz dostojników kościelnych, duchownych różnych stopni i ojców franciszkanów – od 1847 roku podążają też przedstawiciele kawalerów i dam z Rycerskiego Zakonu Świętego Grobu. Orszak zamykają ubrani w czarne dalmatyki czterej diakoni oraz również w czarnej kapie kustosz Ziemi Świętej.

Dwaj diakoni przedstawiają Nikodema i Józefa z Arymatei. Przypominają nam tych szlachetnych, choć ukrytych uczniów Pana, którzy pokonali lęk przed innymi sanhedrytami i przyszli, by zdjąć Ciało z krzyża i dokonać godnego pochówku. Pamiętajmy bowiem, że okupanci rzymscy rzucali ciała skazańców do wspólnego grobu, chyba że udawało się je rodzinom odkupić za sowitą opłatą. Piłat zaś „podarował ciało Józefowi” (Mk 16,45). Czym kierował się Piłat, okazując ten gest hojności? Niewykluczone, że była to konsekwencja daremnej obrony Pana Jezusa przed haniebną śmiercią na krzyżu. Namiestnik podejmował ją aż czterokrotnie (J 18,28 – 19,16). Stąd Piłat usłyszał słowa: „Dlatego większy grzech obciąża tego, który Mnie wydał tobie” (J 19,11.)

Procesja po stromych schodach wspina się do kaplicy na Golgocie, która podzielona jest na większą część prawosławną (grecką) i mniejszą katolicką (łacińską). Na mocy specjalnego odrębnego zapisu w dekrecie sułtana Abdula Megida z 1852 r., który ostatecznie sankcjonował uprzywilejowanie prawosławnych w bazylice, ten jeden jedyny raz w roku, w Wielki Piątek właśnie, katolicy mogą sprawować te właśnie swoje obrzędy w prawosławnej części kaplicy.

Zdjęcie z krzyża

Przyniesiony krzyż procesyjny umieszcza się na szklanym prześwicie ukazującym skałę Golgoty, w tym miejscu, gdzie w tamten Wielki Piątek stał krzyż Pana Jezusa. Widoczna jest też aż 25-centymetrowa szczelina pękniętej niezwykle skały. Pęknięcie nie jest warstwowe, jak zawsze przy trzęsieniach ziemi, lecz wyjątkowe, bo w poprzek, z góry na dół.

Pod ołtarzem w marmurowej pokrywie misy znajduje się okrągły otwór. Do niego to każdy pielgrzym, klęcząc, wkłada rękę, by dotknąć autentycznej skały Golgoty, skropionej krwią Chrystusa, w którą na stałe wbita była pionowa belka krzyża. Niedawne badania odkryły w tym miejscu, jeszcze nieco poniżej, kamienny pierścień, który głębiej w skale zabezpieczał stabilność podłużnej belki krzyża, uniemożliwiając jej chybotliwość.

Po ustawieniu krzyża procesyjnego diakon z przejęciem zdejmuje z głowy Zbawiciela koronę cierniową. Po czym – w przejmującej ciszy – wybija młotkiem i z głuchym szczękiem wyciąga obcęgami gwoździe z rąk i nóg naszego Pana. Zdjętą z krzyża figurę Ukrzyżowanego umieszcza się na płótnie i znowu procesyjnie znosi się ją z Golgoty do tzw. kamienia namaszczenia, do miejsca, gdzie i wtedy przeniesiono martwe ciało naszego Pana.

Namaszczenie

Dziś nad tym miejscem i kamieniem płonie nieustannie osiem wielkich wiecznych lamp (dwie katolików, dwie Koptów, dwie prawosławnych Greków i dwie Ormian). Diakoni: trzeci i czwarty przynoszą teraz naczynia z pachnidłami potrzebnymi do namaszczenia.

W tej części nabożeństwa mamy – chwytający za serce – wzruszający polski akcent. Mirrę w tym obrzędzie przynosi się w srebrnym pucharze. Jest on darem wojewody krakowskiego i założyciela pierwszej polskiej Kalwarii Mikołaja Zebrzydowskiego złożonym u Grobu Chrystusa w 1618 r. Wieko pucharu wieńczy polski orzeł. Wewnątrz zaś – za szklanym prześwitem – znajduje się odrobinka polskiej ziemi.

Na świętym kamieniu, na rozpostartym śnieżnobiałym płótnie (całunie) celebrans dokonuje obrzędu namaszczenia figury olejkiem nardowym (z korzeni roślin himalajskich) i wonnościami. Posypuje ją tak, jak zapisano w Ewangelii (Łk 23,56; J 19,39-40) mirrą (pachnącą żywicą z terebintu) i aloesem (wysuszonym i startym na proszek).

Processio funeris

Następnie figurę owiniętą w całun w dostojnej procesji pogrzebowej (processio funeris) odnosi się na to samo miejsce, gdzie wtedy był nowy grób podarowany na pochówek Pana przez Józefa z Arymatei. Do świętej Kaplicy Grobu Pańskiego wnoszą figurę czterej kapłani. Składają ją na marmurowej płycie umieszczonej na grobie w 1555 r. przez 53. kustosza Ziemi Świętej Bonifacego z Ragusy.

Od tego czasu zdjęto ją po raz pierwszy w 2016 roku, by najnowszymi metodami naukowymi (chemicznymi i elektronicznymi) zbadać wnętrze Grobu Pańskiego. Stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że grób pochodzi z ok. 30 roku po Chrystusie. Zresztą sam główny archeolog Jerozolimy Dan Bahat powiedział: „Nie istnieją żadne przyczyny, żeby podważyć jego autentyczność”.

Wielomiesięczne prace specjalistów z kilkudziesięciu różnych dziedzin nauki (zob. „Nasz Dziennik”, 14 grudnia 2016) potwierdziły raz jeszcze – z nową mocą współczesnej nauki – starochrześcijańską tradycję, że miejsce to jest rzeczywistym grobem, w którym złożono ukrzyżowanego naszego Pana.

 

Ks. Jerzy Banak

Autor jest biblistą, przewodnikiem pielgrzymek po Ziemi Świętej.

Nasz Dziennik