logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie można dłużej zwlekać

Piątek, 30 marca 2018 (19:36)

Rozmowa z JE ks. abp. Wacławem Depo, metropolitą częstochowskim

 

Ekscelencjo, politycy Prawa i Spra-wiedliwości, odwlekając sejmowe prace nad projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”, wysuwają różne argumenty – m.in. „jakość życia”, „prawo wyboru”, utrzymanie zgody społecznej. Jak katolicki wyborca ma reagować na takie tezy?

– Autonomia państwa i Kościoła nie oznacza, że norma etyczna – w tym wypadku „Nie zabijaj” i to nie zabijaj dziecka, człowieka niewinnego – że ona funkcjonuje tylko w Kościele, a na forum państwowym może być uchwalane prawo dozwalające zabijać niewinnych. Takie myślenie było właściwe wcześniejszym totalitaryzmom, które oddzielając sprawy państwowe od spraw etycznych, doprowadziły do ludobójstwa w Niemczech hitlerowskich czy Rosji sowieckiej. Jeśli słyszymy dziś na tych „czarnych marszach” bardzo przykre argumenty, że ktoś ma się urodzić bez rąk, bez nóg, bez mózgu, jest to – krótko mówiąc – spojrzenie ludobójcze. Badania prenatalne mają służyć człowiekowi, a nie selekcji na tych, którzy mają żyć i mają nie żyć.

Autonomia państwa i Kościoła nie oznacza rozdzielności w kwestii norm moralnych. A jak jest z niepodzielnością naszego sumienia? Przedstawiciele obozu władzy wprost deklarują, że oddzielają normy, którymi kierują się w życiu prywatnym, od tych, które stosują na arenie publicznej.

– Nie ma sumień partyjnych. Jeśli stawiamy tezę, że są sumienia partyjne i są sumienia prywatne, jesteśmy o krok od stwierdzenia, że każdy ma inne sumienie. Każdy z nas jest inny, niepowtarzalny w sensie daru człowieczeństwa, ale sumienie to jest jeden głos Boga w sercu. Dekalog i imperatyw etyczny: czyń dobro, unikaj zła jest wpisane w każdego człowieka. I nie oszukujmy się, że są ludzie, którzy nie słyszą tego głosu, oni mogą się zaprzeć tego słuchania, zaciemnić sumienie, ale ono wcześniej czy później będzie musiało się obudzić, nie inaczej jak poprzez prawdę, w ostateczności poprzez wyrok sądu Bożego nad nami.

Czym grozi przyjęcie przez katolików takiej wybiórczej moralności?

– Samounicestwieniem. Nie bójmy się tego słowa. Codziennie słyszymy – szczególnie z ust polityków opozycji – że jesteśmy dramatycznie podzieleni, że nie ma jedności, a ona mimo wszystko jest i stanowi ją pewien porządek doczesny, ład prawny wypływający z religii katolickiej. Jeśli usuniemy ten ład chrześcijański, w jego miejsce od razu wejdzie „postęp”, świeckość, „nowoczesność”.

Za każdym ustawodawstwem dotyczącym ludzkiego życia stoi określona koncepcja człowieka i społeczeństwa – prawdziwa albo oparta na kłamstwie. Przywódcom politycznym brakuje długofalowej konserwatywnej wizji?

– Nie chodzi tu tylko o samą ustawę „Zatrzymaj aborcję”, ale o wychowanie nowego pokolenia ludzi, którzy będą uznawać prawo do życia każdego człowieka. Bo miarą demokracji jest prawo do życia każdego dziecka, a nie uchwalanie takich czy innych kategorii czasowych – miesięcznych czy tygodniowych, kiedy prawo „zabijaj” można wprowadzać.

Obstrukcja przez PiS ustawy „Zatrzymaj aborcję” świadczy o tożsamościowym kryzysie tej formacji? Potrzeba nam mężów stanu, którzy rozumieją naszą rację stanu.

– Wskażę na osobę naszego wielkiego przewodnika obok Jana Pawła II, jakim był i jest ks. kard. Stefan Wyszyński. Jest on określany mężem stanu, dlatego że myślał o przyszłych pokoleniach. Tak samo politycy nie mogą myśleć jedynie w kategoriach najbliższych wyborów. Jeśli dzisiaj politycy PiS nie uznają tej zasady do tego stopnia, że nie chronią życia wszystkich obywateli – tak jak uczył św. Jan Paweł II – a myślą jedynie przez pryzmat sondaży opinii publicznej, to znaczy, że nie są politykami nie tylko poprawnymi, ale prawdziwymi. Nie szukają dobra przyszłych pokoleń, ale interesu partii. A tu chodzi o odpowiedzialność za przyszłe pokolenia, a nie tylko za obecne, które jest tak czy inaczej podzielone. Podziały są czymś normalnym w demokratycznych społeczeństwach, a demokracja i jedność większości nie musi oznaczać wcale dobra – jak widzieliśmy to w historii Niemiec, ale może być kategorią ludobójstwa i totalitaryzmu.

Torpedowanie prac nad ustawą „Zatrzymaj aborcję” nie przeszkadza politykom zachwycać się św. Janem Pawłem II.

– Jana Pawła II trzeba czytać w całości, a nie we fragmentach, które się wybiera, żeby zaatakować przeciwną stronę. Jan Paweł II akurat wybitnie klarownie mówił o ochronie życia. Nie tylko popierał pełną prawną ochronę życia, ale pokazywał, że wiąże się z tym cały zespół tematów stanowiących o tym, jakim społeczeństwem jesteśmy. Mamy papieskie encykliki i adhortacje, które stanowią wykładnię nauczania Ojca Świętego w tym obszarze – „Evangelium vitae”, „Familiaris consortio”, „Mulieris dignitatem”, „Veritatis splendor”, w której to encyklice św. Jan Paweł II mówił o sumieniu i zagrożeniu totalitaryzmem. Kiedy czyta się Jana Pawła II, nie ma się złudzeń, to jest przepowiadanie – „tak, tak, nie nie”. Zbigniew Herbert w wierszu „Kołatka” pisał, że nawet kołatka, jak uderza, robi tak – nie. Nie może być żadnego kompromisu w rozchodzeniu się z prawdą, jeśli idziemy na kompromis, to znaczy, że zaczynamy słuchać ojca kłamstwa, a nie samego Boga.

Niestety, takim pełnym kompromisów myśleniem infekowani są katolicy.

– Są różne dążenia w kierunku rozbicia jedności katolików. Dzieleni są nawet biskupi, ja zostałem określony skrajnym konserwatystą, i to przez jednego z katolickich publicystów. Jeśli podzielimy się na liberałów, frakcję umiarkowaną etc., to będzie to bardzo złe. Głos Episkopatu musi być jeden, a szczególnie w kategoriach wiary i moralności nie może być żadnego rozdziału i ludzie muszą to usłyszeć.

Działaniem obliczonym na podziały jest prezentowanie przez liberalne media osób wierzących jako nie-nawistnej, fanatycznej grupy, ze szczególnym naciskiem na obrońców życia. Tymczasem ani Kościół, ani wierni nikogo nie odrzucają. Nie go-dzimy się jedynie na zło.

– Jednym z największych nieszczęść Polski jest – jak określił to ks. prof. Czesław Bartnik – ogólne mętniactwo zarówno umysłowe, jak i praktyczne. A jeśli doda się do tego walczącą nienawiść, mamy tragiczną sytuację, że nie spotykamy się ze sobą jako ludźmi, ale traktujemy się jak przeciwne obozy aż po likwidację fizyczną przeciwników. Mimo tego nie możemy się wycofać z działań, które są dobre. We własnych rodzinach, społecznościach parafialnych przygotowujmy się modlitewnie i praktycznie na różne prowokacje, podpowiadajmy sobie sposoby reagowania w trudnych sytuacjach, ale bez nienawiści, bo oni chcą do tego doprowadzić.

Próbka agresji podczas „czarnych marszów” pokazuje, jak fałszywy jest argument o społecznej zgodzie, do której rzekomo mają prowadzić ustępstwa obozu konserwatywnego.

– Jeśli polityk nie uznaje Boga nad sobą, jest politykiem ateizującym naród, wtedy ta polityka nie jest szukaniem wspólnego dobra, a przeradza się w wymyślanie fałszywych celów, które rzekomo są realizowane – jak wolność, europejskość. Tak jakbyśmy nie byli obecni w Europie od tysiąca lat. A faktycznie chce nam się zaimportować zniewolenie duchowe i moralne przez głęboką negację naszych wartości, a prawdziwą gwarancją wolności – tej wewnętrznej i zewnętrznej również, czyli suwerenności, niepodległości państwowej, jest fakt, że istnieją wartości Bożej prawdy, którymi nikt nie może manipulować. Patrząc przez pryzmat wiary na protesty środowisk popierających aborcję, szczególnie w czasie Wielkiego Tygodnia uświadamiamy sobie, że każdy z nas, wchodząc na drogi swojego życia, staje się jednym z uczestników drogi Jezusa. Są różne postawy wobec Jezusa – jedni będą nazywać Go szalonym, drudzy będą chwytać kamienie, żeby Go ukamienować za głoszenie prawdy. To się powtarza dziś w naszym kraju.

Gdy zło głośno manifestuje się na naszych ulicach, Ekscelencja zachęca, byśmy uświęcali przestrzeń publiczną przez takie proste znaki jak przeżegnanie się i zdjęcie czapki przy mijaniu kościoła.

– Musimy prosić Ducha Świętego o Jego dary, abyśmy byli przejrzyści w tych znakach, które czynimy w ciągu całego dnia – kiedy nas nie widzą i kiedy nas widzą. Słowa Pana Jezusa: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” – nie powinny nas nie przestraszać, ale pozytywnie mobilizować do działania. Powołam się tu na pewne świadectwo zapisane w jednej z kronik parafialnych w Niemczech. Tamtejszy ksiądz proboszcz w czasie II wojny światowej, idąc do chorego z Najświętszym Sakramentem, spotkał grupę polskich żołnierzy – jeńców, którzy przyklęknęli na tej ulicy, gdy ujrzeli księdza z Panem Jezusem. Zaczęto ich bić i przywoływać do porządku. Tego dnia ten ksiądz zapisał w kronice, że Naród, który tak kocha Eucharystię, nie może zginąć. Później pokazał ten wpis polskim żołnierzom, którzy przyszli do tego kościoła po wyzwoleniu. Co ich ocaliło? Wiara w żywą obecność Jezusa pośród nas. Te znaki – zdjęcie czapki, pozdrowienie chrześcijańskie – czynią nas dzisiaj świadkami. Musimy z podniesioną głową iść i być sobą, nawet gdy będą nas przeklinać.

Prace nad ustawą „Zatrzymaj aborcję” powinny ruszyć jak najszybciej?

– Nie możemy wycofać się do pozycji czekania na czas korzystniejszy do poszerzenia ochrony życia. Dziś ludzie w większości w Polsce wiedzą, że aborcja jest zbrodnią, doszliśmy do takiej świadomości. Tak myśli większość Polaków. Grupa, która opowiada się za prawem do zabijania, jest krzykliwa, posiada dobrze zorganizowane zaplecze medialne i stoją za nią siły antyewangeliczne i antykościelne w świecie. To, co słyszymy ostatnio o działaniach Komisji ds. Dyskryminacji ONZ, poraża. Przygotowywane są pewne działania ogólnoświatowe, które za parawanem takich organizacji, które mają prawo i obowiązek chronić życie człowieka, forsują nieludzkie prawa. Każdy z nas ma oczywiście prawo wyboru, ale nie wyboru niemoralności stojącej w sprzeczności z etyką ogólnoludzką, a ona każe wybierać dobro, a nie czynić zła.

 

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Beata Falkowska

Nasz Dziennik