logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Waleczne Kurpie

Sobota, 31 marca 2018 (19:02)

Aż 10 proc. osób zidentyfikowanych na powązkowskiej Łączce pochodziło z okolic Puszczy Kurpiowskiej

Jacka Karczewskiego znam od kilku lat jako człowieka niezwykle szlachetnego i posiadającego piękny dar współodczuwania – rzadki w jego pokoleniu niedoświadczonemu przez wojnę i życie przez lata w strachu, niepewności. Jego nowa książka o Żołnierzach Niezłomnych jest niezwykle dojrzała dzięki tej zdolności współodczuwania, wejścia niemal dosłownie w buty Żołnierza Wyklętego, ściganego miesiącami przez obławy NKWD-KBW-UB, żyjącego z tragiczną świadomością, że pomocy znikąd już nie będzie, a trwanie przy „świętej sprawie” oznacza nieuchronne cierpienie.

Ta książka wyrosła z rozmów z ludźmi. To najszlachetniejsze dla historyka źródło. Nie tak precyzyjne jak dokument archiwalny z pieczęcią, podpisem i datą. Źródło mylące niekiedy daty dzienne i kolejność zdarzeń, ale wiernie oddające prawdę psychologiczną i ludzkie tragedie. Jacek Karczewski nie podpiera się efektownymi stwierdzeniami z książek „na topie”, nie mędrkuje, lecz patrząc ludziom prosto w oczy, zapisuje ich rodzinne historie. Archiwum jest tylko uzupełnieniem tych relacji, niezbędnym kontekstem.

Są tu przede wszystkim ludzie z jego ukochanych Kurpiów, zawsze stający przy Polsce. Z jego Ostrołęki, gdzie pracowicie buduje od lat Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Ale jest tu całe północne Mazowsze poranione przez komunistów z KBW-UB, dla których takie nazwy jak Ostrów Mazowiecka, Pułtusk, Maków Mazowiecki, Przasnysz, Ciechanów, Mława, Kolno, Szczytno czy Wyszków znaczyły nieodmiennie to samo: tereny „bandyckie”. Autor zadał sobie trud i przeanalizował historię zidentyfikowanych bohaterów z warszawskiej Łączki. Aż 10 proc. z nich pochodziło z wymienionych tu terenów.

Mówią świadkowie

Jan Trzaska, Maria Rękawek, Maciej Chojecki, rodzina Władysława Stepnowskiego, Jadwiga Wojsz-Solowe, Halina Hryniewicka, Jerzy Zalewski, Arkadiusz Płaszczyński, Agnieszka Michniewicz, rodzeństwo Witolda Boruckiego: siostry Anna i Zdzisława oraz brat Czesław, Anna Nosek, Anna Serwatko, Ronald Werelich, Henryk Staniorski z rodziną, Jolanta Grabowska, Stefania Nalewajek, Ludwik Miszon-Maliszewski, Marek Franczak, Halina Nowowiejska, śp. Józef Poteraj. Wymieniam nazwiska rozmówców autora, bo wiem, że to dla niego ważne, mówi o nich z wielkim szacunkiem. Wymieniam dla podkreślenia, że to jest książka o tym, „co widziały oczy moje”, i przez to jest taka prawdziwa i wierna tamtym czasom w przekazie.

Autor chce kontynuować swoją pracę i poszukuje kontaktów do ostatnich Wyklętych i ich rodzin. Prosi o skontaktowanie się na adres e-mailowy: jaceknzw@gmail.com. Warto się z nim spotkać, a wcześniej poznać jego książkę.

Azjatyckie „obrzędy”

Z trzech części, które składają się na książkę – „Dramat rodzin”, „Świadkowie Niepodległej”, „W rękach oprawców” – największe wrażenie robi ta ostatnia. Z braku miejsca tylko jeden przykład, lecz wielce charakterystyczny.

15 października 1949 r. w Olszewce, podczas próby przejścia do lasu w kierunku Pościenia, oddział Eugeniusza Lipińskiego „Mrówki” został zaatakowany przez KBW (tworzonego po wojnie z kadr dąbrowszczaków, których teraz niektórzy bronią jako patronów polskich ulic!). Operacja była dobrze przygotowana na podstawie donosów zdrajców. Dojścia do lasu były obstawione, a w lesie czekali dalsi „obrońcy demokracji”. „Mrówka” z kolegami nie mieli złudzeń: wszystko, tylko nie łapy UB. Otworzyli ogień, umierali po kolei: Stanisław Radomski „Kula”, Alfred Gadomski „Kajdan”, Stanisław Garliński „Cichy”, Eugeniusz Kuligowski „Ryś”.

Obyczajem sowieckim zabitych wystawiono na widok publiczny, by przerazić ludzi, którzy ich wspierali. Przypomina się egzekucja młodziutkich żołnierzy mjr. „Żubryda”, powieszonych po sowiecku, z ciężarówki odjeżdżającej spod szubienicy – na wiejskim boisku, by wszyscy widzieli. Wieczorem major w przebraniu poszedł tam i zapłakał…

„Jako szczery Polak”

Jeden z tych chłopców od „Mrówki” napisał w swoim życiorysie: „Jako szczery Polak, patrząc na obecny ustrój komunistyczny, z całą zapalczywością wstąpiłem jako ochotnik do oddziału KP ’Mściciel’, by toczyć walkę z komuną, która zaczęła zakradać się w Naród Polski […]. Duch mój rwie się, by mścić wroga bezlitośnie, zadając mu ciosy i przeszkadzając na każdym kroku. Stać będę na straży, by bronić honoru Polaka, wolności, wiary i ojczyzny. Tak mi dopomóż Bóg”.

* * *

Książkę wzbogacają zdjęcia pokazujące m.in. opus vitae Jacka Karczewskiego – Muzeum Żołnierzy Wyklętych w budowie – dawne więzienie carskie w Ostrołęce, po wojnie miejsce cierpienia wielu więźniów politycznych. To nie tylko efektowne murale, nie tylko efektowne wizualizacje tego, co dopiero będzie. „Historię Żołnierzy Wyklętych można opowiedzieć poprzez ich życie i losy ich rodzin” – mówi z przekonaniem Jacek Karczewski. Jego książka jest dla mnie lekturą obowiązkową. Mam nadzieję, że także dla naszych Czytelników.

Piotr SzubarczykIPN Gdańsk

Aktualizacja 3 kwietnia 2018 (11:49)

Nasz Dziennik