logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Najwyższe zasady państwa i prawa cz. 2

Sobota, 18 sierpnia 2018 (04:00)

Człowiek jako osoba i jego pierwotne wspólnoty: małżeństwo jednej kobiety z jednym mężczyzną, rodzina, naród, społeczeństwo

Po Bogu Osobowym i w Trójcy Świętej Jedynym, który w nowej Konstytucji RP powinien być zamieszczony w rozdziale 1 jako Najwyższy Prawodawca, Właściciel Polski (Boski Stwórca Polski jest jej Właścicielem w ścisłym tego słowa znaczeniu) oraz ostateczny Dawca wszelkiej władzy w Narodzie i Państwie Polskim, drugim co do ważności kryterium oraz miarą Konstytucji, prawa i Państwa jest każdy człowiek jako osoba ludzka. Człowiekowi zatem niech przysługuje pozycja nr 2 w przyszłej prawej i sprawiedliwej Konstytucji naszego Państwa, tzn. rozdział 2.
Obecna Konstytucja RP niestety nie zachowuje tego obiektywnego porządku bytowego i dlatego wymaga koniecznej zmiany, ponieważ Rzeczypospolitej Polskiej przypisuje najwyższe prawo bytu i pierwszeństwo bytowe zarówno przed Bogiem, jak i przed człowiekiem, co jest jej istotnym błędem i zarazem przyczyną szeregu nieprawych ustaw, które skutkują – w niektórych regulacjach prawnych – brakiem obiektywnej sprawiedliwości w naszym Państwie i w tym względzie uniemożliwiają osiągnięcie celu, jakim jest obiektywne dobro Boga prawdziwego i obiektywne dobro wszystkich Polaków w postaci obiektywnego dobra wspólnego. Inną kwestią są subiektywistyczne zarzuty niektórych przedstawicieli Unii Europejskiej przeciwko rzekomej „niepraworządności” Państwa Polskiego, które są zasadniczo błędne, ponieważ wyrastają z gleby fałszywie pojętego prawa i państwa, tzn. z gruntu ideologii pozytywizmu prawnego i państwowego, który wyklucza Boga jako Stwórcę człowieka i prawa naturalnego oraz konsekwentnie redukuje człowieka do bycia produktem prawa i państwa. Co jest zatem najważniejsze w reformie naszego porządku konstytucyjnego?

Odzyskać w pełni człowieka jako nietykalne w swojej podmiotowości i substancjalne indywiduum, to znaczy także odkryć prawdziwe oblicze państwa: istnieć ze względu na osobę ludzką

Każde państwo jest w sensie ontologicznym bytem relacyjnym, tzn. złożonym z wielu ludzi, powstaje m.in. dlatego, że istnieje człowiek, który istnieje w sobie. Czyli państwo istnieje ze względu na człowieka, a sam człowiek jest ze względu na niego samego. Państwo jest zatem służebne wobec każdej osoby ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci, ponieważ byt każdego państwa natrafi na swój kres w śmierci ludzi, ostatnich obywateli. Ten kres jest wyznaczony przez Dzień Ostateczny, będący ostateczną granicą istnienia państw. One są po to, aby dopomóc ludziom w porządku natury dotrzeć do Królestwa Niebieskiego jako definitywnej, tj. wiecznej wspólnoty szczęśliwych i błogosławionych ludzi. Takie prawa i ambicje powinno posiadać praworządne państwo.

Obecna Konstytucja RP nie artykułuje człowieka w taki sposób. Owszem, mówi o „wolnościach, prawach i obowiązkach człowieka i obywatela” (art. 30) oraz „zapewnia każdemu prawną ochronę życia” (art. 38) z wyjątkiem dzieci nienarodzonych i zarazem niepełnosprawnych, poczętych wskutek gwałtu i zagrażających życiu matki, chociaż nie uczynili żadnego zła. Natomiast więźniom, którzy złamali prawo i otrzymali słuszną karę, ta sama Konstytucja RP zapewnia „traktowanie w sposób humanitarny”! (art. 41,4). Dopuszczenie zatem zabójstwa zupełnie niewinnego dziecka poczętego, a nienarodzonego, stoi w jaskrawej sprzeczności do państwa jako państwa, które z natury swojej jest dla człowieka, a nie człowiek dla państwa, i nawet jednego człowieka nie wolno żadnemu sprawiedliwemu państwu skazać w majestacie prawa na śmierć, bo jest to ewidentne zaprzeczenie siebie jako państwa, czyli jako bytowości, która istnieje ze względu na dobro każdego człowieka. Takie państwo traci zasadniczą wiarygodność, jeżeli zabija swoich obywateli, tzn. jeżeli podcina korzenie, z których ono wyrasta. A może byt prawa stanowionego jest mocniejszy aniżeli byt osoby ludzkiej?

Prawo naturalne i każde prawo stanowione przez państwa są również bytami relacyjnymi, tzn. istnieją ze względu na człowieka jako substancję: prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa

Przy pytaniu o wyższość bytowości należy mocno podkreślić, że w relacji pomiędzy człowiekiem i prawem mamy tutaj bezwzględny priorytet bytowy człowieka przed prawem. Pan Bóg stworzył bowiem człowieka ze względu na niego samego, natomiast prawo jako bytowość pomocniczą dla każdej osoby ludzkiej, aby dzięki prawu mogła stać się w pełni dobrą i jako taka doskonałą. Państwo prawe troszczy się o prawo słuszne i sprawiedliwe. Państwo nie czyni zatem żadnej łaski swoim obywatelom, jeżeli ustanawia, orzeka i osądza swoich obywateli na podstawie prawa słusznego, ponieważ jest to jego podstawowym obowiązkiem.

Ta kwestia jest jednak niejasna w naszym polskim prawie. Artykuł 30 Konstytucji RP brzmi następująco: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”. Po pierwsze, człowiek nie dlatego jest podmiotem wolności i prawa, że posiada godność, lecz dlatego, że jest człowiekiem i jako taki podmiotem rozumnym i wolnym, i dlatego posiada godność jako ważną właściwość. Po drugie, określanie przez polskiego Prawodawcę godności jako „źródła wolności i praw” jest zasadniczym spłyceniem człowieka do „właściwości”, czyli do przypadłości, tzn. drugorzędności w relacji do prawa polskiego. Człowiek bowiem nie dlatego jest podmiotem wolności i praw, że ma taką właściwość, nazwaną godnością, lecz dlatego, że jest substancją, czyli istnieje w sobie, a nie w państwie, ani też i w prawie. W tym punkcie nasze prawo polskie, a poprzez nie i całe Państwo nasze jest zasadniczo chore i wciąż pojmuje człowieka jako najzwyklejszą satelitę Państwa i prawa polskiego, czyli jako przypadłość, tzn. coś, co podporządkowuje wszystkich obywateli polskich pod siebie zamiast istnieć ze względu na obywateli; a to już stanowi wyższą, bo obiektywną kulturę państwa i prawa, do której my jeszcze jesteśmy w drodze. Co się w takim układzie prawnym dzieje z podstawowymi bytowościami, jak: małżeństwo, rodzina, naród i społeczeństwo?

Czy Państwo Polskie i jego prawo stanowione, pojmujące wciąż każdego człowieka nie jak suwerenną substancję, lecz jako przypadłość, czyli coś drugorzędnego w relacji do naszego Państwa i prawa, są w stanie ocalić małżeństwo monogamiczne, rodzinę, naród i społeczeństwo?

Pytanie to brzmi dość zaskakująco, bo przecież możemy powiedzieć, że Polska jako Państwo pragnie być przyjazna rodzinie, narodowi i społeczeństwu. Program „500+” i inne wysiłki polskiej polityki są tego pewnym dowodem. Dziękujemy dobrym politykom, że stać ich na rzetelność. Warto jednak zapytać o bardziej decydujące rozstrzygnięcia, które określa prawo.

Stabilność prawną bytowości małżeństwa w Polsce relatywizuje zasadniczo instytucja „rozwodu”, przeciwko której opowiedział się zdecydowanie Episkopat Polski jeszcze za czasów Sługi Bożego Prymasa Augusta kard. Hlonda. „Rozwód” godzi bowiem w jedną z najwyższych zasad prawa naturalnego: „pacta sunt servanda” („umów należy dochowywać”) i dlatego zagraża istotnie zarówno samemu małżeństwu, jak i rodzinie. Nawet najbogatsze państwa świata popadają w wielorakie kryzysy – także gospodarcze – właśnie poprzez sprzeczną z prawem naturalnym instytucję rozwodu. Także stabilność „monogamii” w małżeństwie trudno będzie Państwu Polskiemu zachować, jak długo jako Państwo nie wypowiemy Radzie Europy Konwencji Stambulskiej, która m.in. popiera ideologię gender, a tym samym związki jednopłciowe jako legalne i posiadające te same prawa, jakie posiadają prawdziwe małżeństwa. Skoro ratyfikowaliśmy tę konwencję, to trudno mówić o zabezpieczeniu prawnym stabilności rodziny, która wraz z legalnym rozwodem zostaje zrelatywizowana u samych podstaw swojej bytowości: jedności rodziców, tj. matki, ojca i dzieci. To już jest faktem u naszych bratnich Narodów Zachodu: „rodzic A” (mężczyzna albo kobieta), „rodzic B” (mężczyzna albo kobieta) oraz dzieci z próbówki bez tożsamości i poczęte na setkach grobów innych dzieci poczętych przy okazji ich realnego zaistnienia. Perspektywa zatem zachowania bytowości narodowej jest w takim procesie relatywizacji prawa małżeńsko-rodzinnego z oczywistych racji znikoma.

Jeżeli nasze polskie prawodawstwo nie wystąpi jako prawdziwy, mądry, sprawiedliwy i odważny mecenas nierozerwalnego wskutek zawartej umowy i opartego na miłości małżeństwa monogamicznego oraz stabilności rodziny, wbrew sprzecznym z prawem żądaniom Rady Europy, to o Narodzie Polskim już dzisiaj należy powoli, ale skutecznie zapominać. Należy to czynić także i z tej racji, aby przypadkiem, szanując swoją reputację, nie zostać nazwanym faszystą i nazistą, bo przecież architekci ideologiczni neokomunistycznego gender w sensie globalnym właśnie tylko tego oczekują. Czyż jednak możemy się zgodzić na to, aby w nowej Konstytucji RP nie było tego jakże wprawdzie w takim brzemieniu wymagającego uściślenia, ale pomimo to wzniosłego zapisu o tym, iż „władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu” oraz że „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”? (art. 4). Nasza państwowa zgoda na zasadniczą ideologizację prawa o małżeństwie, rodzinie i narodzie będzie niestety skutkować ich relatywizacją, co doprowadzi do zrelatywizowania samego Państwa Polskiego, bo ono istnieje tylko dzięki polskim małżeństwom, polskim rodzinom, polskiemu Narodowi i polskiemu społeczeństwu jako wspólnocie obywateli.

Człowiek jako substancja i jego naturalne (małżeństwo monogamiczne, rodzina i naród) oraz kulturowe społeczności (wspólnota państwa) powinny mieć priorytet bytowy w praworządnym państwie także przed wszelką rzeczą. Jak powinniśmy rozumieć wysiłki wokół nowej Konstytucji dla Polski?

Nowa Konstytucja RP jako szansa na odzyskanie człowieka w jego indywidualnym i narodowo-społecznym istnieniu?

Nowa Konstytucja Państwa Polskiego będzie mieć o tyle sens, o ile umieści człowieka na drugim miejscu po Bogu i każdą zasadę, normę i pozostałe akty oraz wszystkie regulacje prawne w szczególności w odniesieniu do małżeństwa, rodziny, narodu i całego społeczeństwa będzie mierzyć nietykalną i unikatową bytowością osoby ludzkiej jako jednostki i zarazem istoty społecznej. Tylko wtedy będzie istnieć Polska jako Naród rozumnych i wolnych ludzi i zarazem światła kulturowo społeczność – tylko wtedy Polska jako Państwo ma nadzieję w chrześcijańskim Bogu na trwanie i tworzenie swojej niepodległej, rozumnej i ukierunkowanej na dobro i piękno podmiotowości i przyszłości cywilizacyjnej we wspólnocie pozostałych narodów i państw ziemi, powołanych przez tego samego Boskiego Stwórcę do istnienia oraz do tego samego celu ostatecznego, którym jest właśnie ON – Trójosobowy Pan Nieba i Ziemi – i to na wieki nasz BOSKI KRÓL.

KS. PROF. TADEUSZ GUZ, Wydział Matematyki, Informatyki i Architektury Krajobrazu KUL

Aktualizacja 18 sierpnia 2018 (04:00)

Nasz Dziennik