logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Najwyższe zasady państwa i prawa (cz. 5)

Piątek, 14 września 2018 (21:30)

Solidarność (I)

Wprawdzie była już wcześniej mowa o solidarności, ale dopiero z gleby polskiego ducha katolickiego wyrosły w okresie PRL NSZZ „Solidarność”, nawiązując do Ewangelii Jezusa z Nazaretu oraz do wielkiego dziedzictwa umiłowania Boga w Trójcy Świętej Jedynego i drugiego człowieka jako „bliźniego” przez prawie 40 pokoleń Narodu Polskiego, zainspirował w wyjątkowy sposób i już w pewnej mierze przemienił świat oryginalnym odkryciem niewyobrażalnie życiodajnej „cnoty solidarności” (Papież Jan Paweł II) i zarazem „zasady” (ks. kard. Joseph Ratzinger) w życiu ludzi jako jednostek, ich narodów i całej rodziny narodów. Warto w kontekście rozlicznych rozpraw nad nowym porządkiem państwowym i prawnym w Polsce zapytać: Jakie są zatem bytowe podstawy solidarności? Co to jest solidarność? Czy solidarność jest konieczna? Czy Polska potrzebuje nowego namysłu nad solidarnością? Czy Rzeczpospolita Polska naszych dni jest konsekwentnie Państwem solidarnym? Co należy uczynić, aby nie zatracić tej niezwykłej zdobyczy lat 80. XX wieku w naszej Ojczyźnie dla całego świata?

„Bycie z drugim” – oto społeczny wymiar bytowania każdego człowieka jako jednostki

Człowiek jako osoba jest jednocześnie bytem jednostkowym i społecznym, czyli jest wprawdzie tą konkretną osobą, ale także przynależy do wpólnoty osób ludzkich. A więc w sam byt człowieka jako indywiduum wpisane jest to „bycie z drugim”. Papież z Polski twierdzi, że „solidarność pomaga nam dostrzec ’drugiego’ – osobę, lud czy naród – nie jako narzędzie, którego zdolność do pracy czy odporność fizyczną można tanim kosztem wykorzystać, a potem, gdy przestaje być użyteczny, odrzucić, ale jako ’podobnego nam’, jako ’pomoc’ (por. Rdz 2,18.20), czyniąc go na równi z sobą uczestnikiem ’uczty życia’, na którą Bóg zaprasza jednako wszystkich ludzi. Stąd ważność budzenia sumienia religijnego w poszczególnych ludziach i narodach”, aby ostatecznie wiedzieć, iż ta struktura bytowa każdej osoby ludzkiej jest owocem stworzenia ludzi przez Osobowego Boga chrześcijańskiego w interpretacji katolickiej. Dla ideologii socjalistyczno-komunistycznych z innych racji, a dla ideologii liberalistyczno-kapitalistycznych jeszcze z innych racji odmawia się człowiekowi bycia podmiotem indywidualno-społecznym. I dlatego ani na bardziej kolektywistycznym Wschodzie, ani też na bardziej indywidualistycznym Zachodzie nie zrodziła się solidarność, lecz w katolickiej Polsce, która docenia w człowieku jedno, tzn. bycie jednostką, i drugie, tj. bycie istotą społeczną. Tylko przy uszanowaniu jednostkowości i uniwersalności w każdym człowieczeństwie Polska pozostanie Polską solidarną. Obecny konflikt w polityce polskiej jest ewidentnym ścieraniem się tych nadmienionych nurtów ideologicznych we wszystkich partiach politycznych w Rzeczypospolitej. Jeszcze głębszy chaos w tej materii panuje w ramach struktur Unii Europejskiej, która w przeważającej mierze, pomimo pewnych aktów i gestów prawdziwej solidarności, tylko nominalnie jest „solidarna”, ponieważ m.in.: nie zaradziła konfliktom etnicznym na Bałkanach, a przecież mogła; nie radzi sobie z konfliktami w świecie arabskim, a mogła to uczynić dalece skuteczniej; karci w sprzeczności do zasady solidarności Polskę i Węgry za rzekomą „niepraworządność”, a powinna doceniać ich dążenia do samostanowienia i głębszego jeszcze upodmiotowienia zgodnie zresztą z prawem naturalnym; żąda uwolnienia zabójstwa dzieci poczętych a nienarodzonych, niepełnosprawnych i starszych, co praktykowały wyłącznie systemy totalitarne i tym samym antysolidarne z człowiekiem czy narodami. Te formy bezprawia godzą w samo serce solidarności jako „bycie z drugim” i co więcej, okazują się walką przeciwko drugiemu aż do jego unicestwienia, co podcina wszelkie korzenie bytowe zasadzie solidarności i samej godnej człowieka koegzystencji narodów Europy i świata.

Czym jest solidarność w swojej istocie? Ona jest „cnotą chrześcijańską”

Nie sposób nie odwołać się przy tym do nauczania papieskiego Jana Pawła II: „Co to znaczy solidarność? Solidarność to znaczy sposób bytowania w wielości ludzkiej, na przykład narodu, w jedności, w uszanowaniu wszystkich różnic, wszystkich odmienności, jakie pomiędzy ludźmi zachodzą, a więc jedność w wielości, a więc pluralizm, to wszystko mieści się w pojęciu solidarności. Sposób bytowania ludzkiej wielości… w jedności godnej człowieka”. Papieżowi chodzi o dobre różnice, jak np. niepowtarzalność każdego człowieka jako osoby, jego narodu, kontynentu etc., ponieważ to nie „inność” drugiego jako „inność”, jak twierdzą ideolodzy neomarksizmu światowego, jest racją wszelkiego zła, lecz dopiero nadużycie swojego człowieczeństwa w wymiarze indywidualnym, względnie społecznym, czyni człowieka moralnie złym, co faktycznie należy przezwyciężyć prawnie i moralnie, ale w żadnym wypadku nie wolno zwalczać człowieka w jego indywidualno-społecznej złożoności.

Aspekt społeczny naszej osoby tworzy „współzależności między ludźmi i narodami”, czyli, jak uczy Jan Paweł II, „chodzi nade wszystko o fakt współzależności pojmowanej jako system determinujący stosunki w świecie współczesnym, w jego komponentach: gospodarczej, kulturowej, politycznej oraz religijnej, współzależności przyjętej jako kategoria moralna. Na tak rozumianą współzależność właściwą odpowiedzią – jako postawa moralna i społeczna, jak ’cnota’ – jest solidarność”. Ona nie niszczy drugiego z powodu choroby, jakiegoś niedorozwoju, poniżenia jego godności, np. w akcie gwałtu, przynależności narodowej, rasowej czy nawet religijnej. Wręcz przeciwnie, człowiek solidarności wspiera drugiego w drodze do zdrowia, do rozwoju duchowo-fizycznego czy religijnego, wykazując, jeśli potrzeba, jakiś błąd, nigdy jednak nie poniżając czy krzywdząc drugiego.

Cnota i zasada solidarności wymagają uznania drugiego człowieka za człowieka

W encyklice „Sollicitudo rei socialis” czytamy: „Praktykowanie solidarności wewnątrz każdego społeczeństwa posiada wartość wtedy, gdy jego członkowie uznają się wzajemnie za osoby”. Tylko na gruncie solidarności każdy drugi jako drugi jest uznany, uszanowany i strzeżony. Tam, gdzie praktykuje się postawy i regulacje prawne przeciwne drugiemu jako drugiemu, a nie przeciwko jego błędom, tam nie panuje powszechnie solidarność. Polska ma w tym względzie wiele do naprawienia, bo przecież nie każdy nienarodzony człowiek jest w Polskim Państwie uznany, a powinien być już samą mocą Konstytucji RP nietykalny; podobnie jest z człowiekiem starszym, któremu nawet po utracie świadomości nie wolno odłączyć odżywiania organizmu, ponieważ on nigdy nie był i nie jest „rośliną”, lecz zawsze od poczęcia aż na wieki pozostaje człowiekiem i solidarność nakazuje okazanie mu pomocy medycznej aż do naturalnej śmierci. Dlaczego?

Z tej racji, iż człowiek posiada swoją wrodzoną i niezbywalną godność, która jest czymś bezcennym, dlatego też „z godnością człowieka jako fundamentem ściśle związana jest zasada solidarności”, nauczała Kongregacja Nauki Wiary pod przewodnictwem ks. kard. Josepha Ratzingera, tzn. że nie tylko drugi jako drugi nie może być mi nigdy obojętny, lecz – co więcej – jego istnienie zobowiązuje mnie moralnie w sensie stałej gotowości do pomocy solidarnej w przypadku jego nieszczęścia, jakiegoś braku koniecznego dla jego egzystencji i doświadczenia przez niego jakiegoś dramatu.

Ojciec Święty nauczał w Gdyni w roku 1987 o solidarności jako drodze poszukiwania człowieka: „Morze mówi człowiekowi o potrzebie szukania się nawzajem. O potrzebie spotkania i współpracy. O potrzebie solidarności. Międzyludzkiej i międzynarodowej” i nazwał je słowem o „odwiecznej treści”, które „płynie szeroką falą poprzez świat, który rozumie, że nie możemy żyć wedle zasady ”wszyscy przeciw wszystkim„, ale tylko wedle zasady ”wszyscy z wszystkimi„, ”wszyscy dla wszystkich„. Nikogo nie wolno mi z tej wspólnoty wykluczać, ponieważ to Bóg Najwyższy powołał go do istnienia i nikt z nas, ludzi, nie może ingerować w prawdę o człowieku jako osobie. Wykluczanie drugiego tylko dlatego, że przynależy do innej partii albo współpracuje z przedstawicielami innej partii, jest przejawem dyskryminacji, złamania zasady solidarności i raniącego nieładu. Ileż jest do poprawienia w postawach wielu z nas, Polaków, aby w duchu solidarności spotykać każdego drugiego? Jakże mały jest człowiek bez solidarności z drugim! Jakże godny pożałowania staje się Naród nasz, gdy w nauce, gospodarce czy handlu nie dostrzega drugiego jako siostry i brata, któremu należy dopomóc, a nie wyzyskać i odrzucić jak zużyty przedmiot?

Czy o naturalnych siłach człowiek może być solidarnym? Nadprzyrodzoność solidarności jako ”cnoty chrześcijańskiej„

Można wprawdzie wypracować w sobie cnoty kardynalne, ale – jak dobrze wiemy – nie ma pośród nich cnoty solidarności. Dlaczego? Papież z Wadowic, będący Ojcem chrzestnym polskiej solidarności, uczy nas jednoznacznie, że ”solidarność jest bezpośrednim żądaniem braterstwa ludzkiego i nadprzyrodzonego„ i dlatego ”solidarność jest niewątpliwie cnotą chrześcijańską„. Taką osiąga człowiek, który otrzyma dodatkowy dar od samego Boga Stwórcy w postaci miłości do słabszych, mniej utalentowanych, mniej zaradnych, przeżywających różnorakie troski życia i egzystencji, myślenia i wiary, czyli troski ducha i materii. Solidarność wymaga obiektywnie pomocy Boskiej łaski. Tej nie otrzyma człowiek walczący z Bogiem objawionym i łamiący normy prawa naturalnego, dzięki którym ma również jako nawet niewierzący w Boga dostęp do Boskiego porządku prawno-moralnego. Solidarność przyszła na świat wraz z wiarą chrześcijańską w Mesjasza Jezusa i bez pomocy chrześcijaństwa katolickiego nie będzie mogła skutecznie przemieniać ludzkości na solidarną wspólnotę, na prawdziwe, a nie iluzoryczne ”braterstwo„, które rewolucja francuska i wszystkie pozostałe rewolucje zaserwowały światu w ostatnich wiekach. One wszystkie razem wzięte nie tworzyły solidarności, tzn. nie ”oświecały„ ludzi do bycia solidarnymi, lecz w samym zarodku zdradziły i aż do śmierci unicestwiały solidarność.

Solidarność jest mądrością rozumu, klejnotem pamięci duchowej człowieka oraz ”mocną i trwałą wolą„ czynienia dobra, a nie zmiennym uczuciem

Człowiek jako istota duchowa w swoim nieśmiertelnym duchu odnajduje pokłady bytowe do bycia solidarnym z każdym człowiekiem zawsze i wszędzie. Stąd solidarność nie jest przelotnym uczuciem, lecz stałym aktem dojrzałego w duchu i duszy ludzkiej człowieka: ”Nie jest więc ona tylko nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wielu osób, bliskich czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich„. Co stoi właściwie u podstaw tej wspólnej woli wszystkich za wszystkich? ”Wola ta opiera się na gruntownym przekonaniu, że zahamowanie pełnego rozwoju jest spowodowane żądzą zysku i owym pragnieniem władzy„ dla niej samej. To nie są postawy godne człowieka solidarności, ponieważ ponad dobro Boga i człowieka przedkładają jakieś śmiertelne dobro, a nie zauważają, że każdy człowiek jest nieśmiertelny i że jemu powinny służyć nasze pragnienia i wszelkie zyski jako dokonane ze względu na dobro człowieka jako człowieka. To jest prawdziwa solidarność. Jak można więc zwalczać lub uzdrawiać postawy antysolidarnościowe? Jan Paweł II pisze: ”Takie ’postawy’ i ’struktury grzechu’ zwalczać można jedynie – zakładając pomoc łaski Bożej – postawą diametralnie przeciwną: zaangażowaniem dla dobra bliźniego wraz z gotowością ewangelicznego ’zatracenia siebie’ na rzecz drugiego zamiast wyzyskania go, ’służenia mu’ zamiast uciskania go dla własnej korzyści (por. Mt 10,40-42; 20, 25; Mk 10, 42-45; (k 22, 25-27)„.

KS. PROF.TADEUSZ GUZWydział Matematyki,Informatyki i ArchitekturyKrajobrazu KUL

Nasz Dziennik