logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Doceniać ciszę

Czwartek, 29 listopada 2018 (22:57)

Deficyt ciszy prowadzi do obniżenia poziomu życia duchowego i religijnego.

Na wstępie przytoczmy opinię św. Ambrożego na temat ciszy. Jest konkretna i bardzo wymowna: „Diabeł goni za hałasem, Chrystus szuka ciszy”. Biblia zaś przypomina, że prorok Eliasz otrzymał od Boga dar doświadczania Jego obecności w ciszy (1 Krl 19,11-13). Bóg wzywa Eliasza, aby stanął na górze, gdzie ma się spotkać z Panem.

Najpierw prorok doświadcza potężnej wichury, później przychodzi trzęsienie ziemi, a następnie wybucha ogień. Jednakże w żadnym z tych żywiołów nie był obecny Pan. Wreszcie pojawił się w ciszy. Powstał szmer łagodnego powiewu symbolizujący ciszę. „To był Pan”.

Ciszy nadaje się często konotacje pejoratywne. Widać to w wielu obiegowych powiedzeniach, jak np. „cisza przed burzą”, „ciche dni w małżeństwie”, „grobowa cisza”, „spirala milczenia”, „cisza w polityce”.

Przeżywana przez człowieka cisza jest stanem ducha, który współtworzą następujące składniki: 1. dyscyplina w dziedzinie myśli i emocji; 2. koncentracja na odpowiednio wyselekcjonowanym przedmiocie; 3. wyłaniające się z nich skupienie. Składniki te przenika i chroni podjęte milczenie. Przy czym w trosce o trwałość ciszy należy dążyć do wypracowania w sobie postawy wyciszenia. Auguste Rodin, genialny rzeźbiarz francuski, porównywany z Michałem Aniołem, w rzeźbie zatytułowanej „Myśliciel” („Panseur”, Muzeum Rodina w Paryżu) ukazał ogromny wysiłek fizyczny, w którym człowiek „bez reszty” zatopiony jest w myśleniu. Wykazuje to każdy mięsień „aż po czubki palców”. Dlatego nic dziwnego, że ciszę i milczenie traktuje się jako formy aktywności człowieka. One się wzajemnie nakładają i przenikają.

Z kolei Tomasz à Kempis na temat ciszy i milczenia formułuje wskazania, których nie powstydziłby się dziś nawet wysokiej rangi psycholog społeczny. Na przykład: „Łatwiej jest w ogóle milczeć niż nie przesadzać w mowie”.

Albo: „Tylko ten nie boi się mówić, kto umie milczeć” („O naśladowaniu Chrystusa”).

Nic dziwnego, że po książkę Tomasza à Kempis sięgali Polacy zwłaszcza w sytuacji zagrożenia życia, czy w obliczu utraconej niepodległości. Było to widoczne w sposób szczególny w dniach okupacji niemieckiej. Z książką tą nie rozstawał się nigdy rotmistrz Witold Pilecki, jeden z najodważniejszych żołnierzy okupowanej Europy. Nie tylko czytał tę niezwykłą książkę i medytował, ale też zachęcał do jej lektury członków swojej rodziny, którzy go odwiedzali w więzieniu podczas okupacji. Swojej rodzinie zwierzył się wtedy, że jego pobyt w obozie w Auschwitz „był igraszką” w porównaniu z więzieniem komunistycznym. Trzeba podkreślić, że w Auschwitz rotmistrz był więźniem dobrowolnym, co najbardziej podnosiło rangę jego bohaterstwa.

Milczenie dla ducha

Jeżeli człowiek nie widzi w ciszy żadnej wartości, przedkładając np. hałas ponad milczenie, wtedy traci czynnik dynamizujący jego ducha. Dzieje się tak, ponieważ rozwija on swoje myślenie wtedy przede wszystkim, gdy wypowiada je w słowach. A katalizatorem tego procesu jest właśnie cisza. Dlatego należy podziwiać Ignacego Krasickiego, który w „Pochwałach milczenia” wołał w poetyckim uniesieniu: „Milczenie, sprawco myśli”. To dzięki ciszy człowiek zdolny jest zgromadzić bogaty materiał służący do wypowiadania słów, które stają się darem dla drugiego człowieka. W tym sensie mówiono o Tomaszu Mertonie, słynnym kontemplatyku XX wieku, że „pisał samym sobą”, tzn. bogactwem swoich myśli dzielił się z innymi.

Cyprian Kamil Norwid z kolei mówił nawet o dialogu z ciszą i stawiał ją bardzo wysoko w hierarchii dialogów: „Nieraz stokroć lepiej prowadzić rozmowę z Ciszą aniżeli z człekiem”. Słowo „Cisza” pisał wielką literą. Ponieważ twórczość Norwida zawsze mnie intrygowała, postanowiłem kiedyś podczas pobytu w Paryżu odwiedzić Zakład św. Kazimierza, w którym przebywał i umarł ten znakomity polski poeta. Pochowany został we wspólnej mogile na cmentarzu w Montmorency. Pokój, który zajmował, zdradzał znamiona ubóstwa: łóżko, prosty stolik i dzbanek z wodą oraz półki na książki. Siostra przełożona mówiła mi, że Norwid długie godziny spędzał na modlitwie w kaplicy Zakładu.

Deficyt ciszy prowadzi u człowieka do groźnych następstw. Oto niektóre z nich: przedrefleksyjny odbiór reklamy, tolerowana bezmyślność w korzystaniu z mediów, obniżenie poziomu życia duchowego i religijnego, wysoki stopień naiwności w obcowaniu z „kultem gwiazd”. Dziś zapomina się często, iż naiwność człowieka dorosłego jest grzechem. Wystarczy przytoczyć słowa Chrystusa: „Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie” (Mt 10,16). Stanowią one swoiste „memento”, które ma ustrzec człowieka przed pokusą „życia łatwego, lekkiego i przyjemnego”.

Szkoła mądrości

Powstaje pytanie, jakie powinno się przedsięwziąć działania, żeby uniknąć wspomnianych zagrożeń. Przede wszystkim należy jak najpoważniej traktować ciszę jako wartość, której nie da się zastąpić jakimś tylko erzacem czy tym bardziej całkowicie jej wyeliminować z życia człowieka. Groziłoby to katastrofą dla intelektu. Należy też pamiętać o ścisłym powiązaniu słowa z ciszą, co wyraża znane powiedzenie: „Słowo karmi się ciszą”. Nie trzeba dowodzić, że rzeczą niezbędną jest również eliminowanie jakichkolwiek postaci hałasu – pochodzącego zarówno z zachowania grupy osób, jak i z głośno pracujących mediów. Są jednak domy, w których utworzony został „kącik” czy nawet „strefa ciszy”. Nie ma tam odtwarzacza głośnej muzyki, a mieszkańcy porozumiewają się półgłosem czy nawet szeptem. To właśnie w takich miejscach można spokojnie oddawać się lekturze książek czy trwać w milczącej medytacji. A także w skupieniu odmówić modlitwę. Zwraca uwagę zastanawiająca symbioza ciszy z permanentnym pogłębianiem wiedzy. Do tej myśli nawiązywał często Jan Paweł II, gdy przemawiał do młodzieży: „Prawdziwie wielki jest ten człowiek, który chce się czegoś nauczyć”.

Troska o mądrość Narodu jest dziś tym bardziej pożądana, że jak niedawno stwierdziła grupa znanych polskich intelektualistów: „obecnie zagraża nam cywilizacja zadowolonych głupców”.

Warto na koniec podkreślić, że znani ludzie Zachodu z podziwem mówią o wybitnych przedstawicielach polskiej nauki i kultury. Niedawno prezydent Stanów Zjednoczonych (po raz kolejny!) wymienił w swoim przemówieniu trzech wielkich Polaków: Kopernika, Chopina i Jana Pawła II. Jak widać, uczynił to w chronologicznym porządku.

Ks. bp Adam Lepa

Nasz Dziennik