logo
logo

Szopka jest najbardziej rozpowszechnioną tradycją bożonarodzeniową we Włoszech. Walka z ustawianiem szopek odbywa się pod pretekstem „niedyskryminacji” Zdjęcie: / -

Batalia o Boże Narodzenie

Środa, 26 grudnia 2018 (23:16)

Brońmy religijnego wymiaru świętowania narodzenia Pana Jezusa

Gdy zostało proklamowane Królestwo Włoch w roku 1861 – po strasznej wojennej rewolucji, która doprowadziła do zniszczenia tradycyjnego państwa, które do tej pory kształtowało Półwysep Apeniński – dobrze znany liberalny polityk Massimo d’Azeglio wykrzyknął: „Włochy zostały już utworzone, teraz trzeba utworzyć Włochów”. Bardzo trudne zadanie! Weźmy bowiem pod uwagę, że w roku 1861 tylko 15 proc. Włochów mówiło po włosku. Pozostali mówili lokalnymi językami, które odzwierciedlały bardzo różne tradycje.

Święta po włosku

Włochy są bardzo zróżnicowane: od Apulii i Kalabrii na południu, dawniej jako część Wielkiej Grecji, do południowego Tyrolu na północy, pozostającego pod wpływem kultury niemieckiej; od Triestu na wschodzie, gdzie ludność mówi językiem słowiańskim, do Doliny Aosty na zachodzie, gdzie mieszkańcy mówią po francusku. Ja mieszkam na peryferiach Mediolanu, 10 km od śródmieścia. Mieszkańcy nie mówią już językiem Milanese, ale Brianzoeu. A gdy przejedzie się 15 minut na wschód, mówią już Bergamasque.

Zwyczaje bożonarodzeniowe też różnią się między regionami. Weźmy jako przykład choćby typowe świąteczne słodycze. Gdy w Mediolanie wszyscy jedzą panettone – delikatne ciasto maślane napełnione rodzynkami i scukrowanymi owocami, w Neapolu przygotowuje się pastiera – smaczne ciasto ze słodką kukurydzą i serem ricotta. Gdy na Sycylii lubią cassata – słodkie ciasto zrobione z marcepanu, to w Weronie robią pandoro – gąbczaste ciasto pokryte cukrem pudrem. Gdy w Kalabrii podają mostaccioli – ciasto polane czekoladą lub lukrem, to w Piemoncie wolą gianduia – czekoladę z orzechami włoskimi.

Każdy region ma swoje własne kolędy, śpiewane oczywiście w lokalnym języku. Podczas gdy na Sycylii śpiewa się „Sutta ‘npiedi” (Pod drzewkiem), to w Neapolu śpiewają „Quanno nascette Nino” (Gdy Dziecię się narodziło). W Trydencie – Górnej Adydze, śpiewają typową niemiecką kolędę bożonarodzeniową „Weihnachtlieder”. W Piemoncie śpiewają „I Rèmagg” (Trzej Magowie). Z czasem pieśń „Ty schodzisz z gwiazd” (Tu scendi dalle stelle), skomponowana przez św. Alfonsa de Liguoriego (1696-1787) jako utwór popularny, przydatny w jego misjach w wioskach, stała się bardzo szeroko znana we Włoszech. Dziś jest śpiewana wszędzie pod koniec Pasterki.

W Rzymie Boże Narodzenie nadchodzi, gdy zampognari (pastuszkowie grający na dudach) schodzą z gór Abruzzo i ożywiają śródmiejskie ulice, śpiewając tradycyjne arie. W Wenecji świętowanie zaczyna się 13 grudnia w święto św. Łucji (Santa Lussia w języku weneckim). W Kalabrii zaczynają nawet wcześniej, 30 listopada, na św. Andrzeja, gdy śpiewa się „Santu ‘Ntria ha portat’a nova” (św. Andrzej przyniósł nowinę).

Wiele regionów zachowuje tradycję ceppo di Natale (bożonarodzeniowa kłoda), o niewątpliwie źródłach północnych. Potwierdzają to świadectwa już z XI w. Różnie się nazywa: ciocco w Toskanii czy zocco w Lombardii.

Od św. Franciszka do dziś

Najbardziej popularną włoską tradycją bożonarodzeniową – teraz obecną w całym świecie – jest szopka bożonarodzeniowa. Faktycznie, szopka powstała we Włoszech. Jakie jest jej źródło?

W IV w. Papież Liberiusz zarządził budowę drewnianej szopki (tettoia) wewnątrz bazyliki Świętej Marii od Żłóbka, znanej także w Rzymie jako Santa Maria Maggiore. Powodem było to, że w tej świątyni znajdują się jedne z najbardziej cennych relikwii chrześcijaństwa: deseczki ze żłóbka naszego Pana. Szopka miała oddać atmosferę Betlejem, gdy nasz Pan się narodził. Potem Papież Grzegorz II dodał figurki naszej Pani i św. Józefa. Tradycja szopki w czasie Bożego Narodzenia była upowszechniona we Włoszech w VIII w.

Pierwsza szopka, jaką znamy dzisiaj, została wykonana w 1223 roku przez św. Franciszka z Asyżu, w Greccio w prowincji Rieti. Jego biograf, brat Tommaso da Celano pisze: „Warto na zawsze ze wszystkimi szczegółami zapamiętać i pobożnie czcić to, co Święty zrobił na trzy lata przed swoją chwalebną śmiercią, w dniu Narodzin naszego Pana”. I dalej opisuje szopkę ze szczegółami. Była to żywa szopka, w której przebywali prawdziwi ludzie i prawdziwe zwierzęta. Nawet dzisiaj żywa szopka z Greccio jest jedną z największych bożonarodzeniowych atrakcji. Żywe szopki są popularne w całych Włoszech. W niektórych znajdują się setki uczestników.

Zwyczaj przyjął się bardzo szybko i rozprzestrzenił się na Europę i świat. Nigdzie ta tradycja nie zakotwiczyła się bardziej niż w Neapolu. Pierwsza odnotowana szopka datuje się na 1025 rok. Dokumenty z 1324 i 1340 roku mówią o szopkach w kilku neapolitańskich kościołach. W 1500 roku zaczęto produkować figury z terakoty i porcelany. Dziś szopki neapolitańskie (presepe napolitano) to jeden z najwyśmienitszych przykładów włoskich sztuk pięknych. Ale są też i inne szkoły, jak ta w Genewie czy w Bolonii.

Pozbawianie sacrum

Choć różne, to te regionalne tradycje mają coś istotnie wspólnego, co wyrasta z cywilizacji chrześcijańskiej.

Zacznijmy od tego, że wydarzenie to ma istotne znaczenie duchowe. Boże Narodzenie oznacza dosłownie narodziny Chrystusa, naszego Boskiego Zbawiciela. Ono nie ma znaczenia poza historią zbawienia. Stąd różne zwyczaje świąteczne, jakie zawiązują się wokół Bożego Narodzenia, są co do istoty religijne. Pozostałe aspekty: kulturowy, muzyczny, kulinarny czy inne mają znaczenie drugorzędne i muszą być skierowane na wymiar religijny.

Włosi doskonale o tym wiedzieli. Adwent zwykł być okresem postu i pokuty. Człowiek musi się przygotować na przyjście naszego Pana, temperując swą duszę poprzez modlitwę i poprawę. Z wyjątkiem święta Niepokalanego Poczęcia (8 grudnia), obchodzonego w całym kraju z wielkim splendorem i triumfem, Adwent był tradycyjnie uważany za czas refleksji i oczekiwania, który należało przeżyć z powagą i surowością. Kolor liturgiczny używany przez Kościół w czasie Adwentu to fiolet, który mówi o pokucie.

Sytuacja zaczęła się dramatycznie zmieniać w późnych latach 50. ub.w., gdy wskutek „cudu ekonomicznego”, który bardzo szybko wzbogacił cały kraj, Włochy zaczęły być zalewane przez modę, która przychodziła głównie z Ameryki Północnej. Gdy lokalne zwyczaje były stopniowo sprowadzane do „folkloru”, cała atmosfera towarzysząca Bożemu Narodzeniu uległa głębokiej zmianie. Zakupy zastąpiły duchowe przygotowania, silne iluminacje na ulicach i wystawy sklepowe przyćmiewały Światło Chrystusa, konsumpcjonizm przeważył nad surowością. Religijny sens święta był stopniowo zapominany.

Boże Narodzenie to rzeczywiście czas radości i świętowania. Przyszedł nasz Zbawiciel! Jednak zgodnie ze zwyczajem ta radość wybuchała dopiero na Pasterce, 24 grudnia. Do tego momentu atmosfera była ciągle powściągliwa. W Wigilię Włosi zwykli byli pościć. Kolacja była lekka, a dania oparte na rybach. Następnie cała rodzina szła na Mszę św., którą na Południu nazywano – Mszą Koguta (Messa del gallo); nazwa ta pochodziła z tradycji hiszpańskiej. Po Mszy świętowano, degustując tradycyjne słodycze i wino. Główne obchody miały miejsce 25 grudnia. Wtedy spożywano duży posiłek bożonarodzeniowy (pranzone natalizio) w szerokim gronie rodzinnym, który trwał do wieczora.

Z Bożym Narodzeniem wiąże się także ofiarowywanie prezentów. W zależności od regionu prezenty przynosił św. Mikołaj, św. Łukasz, Królowie albo nawet Dzieciątko Jezus. Te różne zwyczaje były połączone węzłem religijnym: był to albo nasz Pan, albo święty, który przynosił dary. Zgadza się to z religijnym charakterem tego święta: Chrystus się narodził, aby przynieść dar Bożej łaski.

Niestety, wraz z nową falą zmieniła się atmosfera, święci byli stopniowo zastępowani przez Babbo Natale (Gwiazdora) i Befanę – brzydką wiedźmę, która wyparła Trzech Króli z ich święta. Co te zagadkowe figury mają wspólnego z prawdziwym Bożym Narodzeniem? To coś, czego nie mogę pojąć. Dziś tylko praktykujący katolicy składają życzenia na święto Trzech Króli. Większość życzy sobie „dobrej wiedźmy Befany”. A i dzieci czekają na Befanę, tak jak wcześniej czekały na Dzieciątko Jezus.

Splotło się wiele nowych wątków, a wszystkie skierowane były na ten sam cel: pozbawić Boże Narodzenie jego religijnej natury. Dlatego ktoś może pomyśleć o wojnie kulturowej skierowanej przeciwko Bożemu Narodzeniu.

Zamach na szopkę

Nigdzie ta wojna nie jest większa niż w próbie eliminacji bożonarodzeniowej szopki.

Jak wspomniałem, szopka jest najbardziej rozpowszechnioną tradycją bożonarodzeniową we Włoszech. Do niedawna można ją było spotkać wszędzie: w szkołach, na skwerach, na dworcach, w instytucjach publicznych i oczywiście w kościołach. Dziś jednak, pod pretekstem niedyskryminacji, szopki znikają. Wystarczy, że w szkole jest kilku uczniów muzułmańskich, i dyrektor może zakazać stawiania szopki. Nie ma znaczenia, że w ten sposób jest dyskryminowanych 98 proc. pozostałych uczniów, którzy są katolikami. Chodzi o to, że nie wolno „prowokować” naszych „braci muzułmanów”. Wystarczy, że rodzina muzułmańska uda się do burmistrza i powie, iż szopka ustawiona na centralnym placu jest „obraźliwa”, i będzie musiała być usunięta. Wystarczy, że kierownictwo dworca kolejowego otrzyma od kilku podróżnych muzułmanów wniosek do dyrektora, iż dobrze byłoby zakończyć trwający od dziesiątków lat zwyczaj stawiania szopki w holu, i szopka znika.

Przez wiele dekad Włochy miały socjalistyczną, a nawet komunistyczną władzę w wielu miastach, a zwłaszcza w regionach takich jak Toskania, Umbria czy Emilia-Romania. Chociaż uznawali się za ateistów lub gnostyków, nie ośmielali się jednak ruszać chrześcijańskich tradycji. Wojna przeciwko szopkom rozpoczęła się wówczas, gdy imigracja muzułmańska zaczęła narastać. Imigranci będący przedstawicielami innych religii – jak na przykład wspólnota sikhów z Indii – nigdy nie ingerowali w te zwyczaje.

Najsmutniejsze jest jednak to, że wojna przeciwko chrześcijańskiej szopce jest czasami prowadzona przez… księży! Można by się spodziewać, że władze kościelne staną w obronie tej wielowiekowej tradycji, która tak żywo przypomina nam narodziny naszego Pana Jezusa Chrystusa. Prawda jest jednak taka, że często księża podnoszą kwestię niedyskryminacji jako pretekst do usunięcia szopki. Zaczynają od usunięcia szopki z miejsc dostępnych publicznie, jak przykościelny dziedziniec. A teraz zaczęli usuwać szopki nawet z kościołów.

Nadzieja i wiara

Moim zdaniem, jest to bardzo niebezpieczna droga. Włosi są zazwyczaj spolegliwi i dobroduszni. Nie chcą walczyć, jeśli widzą, że można walki uniknąć. Ale jeśli ktoś narusza ich przekonania religijne lub religijne tradycje, to stają się wojowniczy, a nawet gwałtowni.

Gdy Unia Europejska chciała usunąć krzyż z miejsc publicznych, Włochy ostro zaprotestowały. Zdarzyło się to ponownie, gdy jakieś stowarzyszenie muzułmańskie zgłosiło protest do rządu w sprawie publicznego wystawienia krzyża, Włosi zareagowali podobnie jak przedtem. Z hasłem „Nie zadzierajcie z krzyżem” obronili symbol swojej wiary, zmuszając muzułmanów do wycofania skargi. Innym razem Parlament Europejski skrytykował Papieża Jana Pawła II za „dyskryminowanie” kobiet. Włochy zaprotestowały i zmusiły Brukselę do wycofania uwłaczającego oskarżenia.

„New York Times” napisał wtedy o „widocznej nerwowości” włoskiego temperamentu.

Wojna przeciwko bożonarodzeniowej szopce może być narażona na taką właśnie nerwowość.

Jedno jest pewne: „światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,5). Komuniści, ateiści, agnostycy, muzułmanie i inni starają się na wszelkie sposoby wykorzenić wiarę katolicką, ale Światło Chrystusa będzie zawsze jaśnieć!

Julio Loredo, tłum. prof. Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik