logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Pokonać duchową schizofrenię

Środa, 26 grudnia 2018 (23:26)

Rozmowa z ks. abp. Tomaszem Petą, metropolitą Astany w Kazachstanie

W jednej z homilii powiedział Ksiądz Arcybiskup, że „na świecie zawsze będzie stan wojenny, bo zawsze trwa walka dobra ze złem”. Właśnie w takim świecie dokonuje się Boże Narodzenie. Co ono wnosi w życie każdego z nas i całych narodów?

– Słowo Ciałem się stało i zamieszkało między nami. Przyjście Pana przed dwoma tysiącami lat jest rzeczywistością trwałą, ma swoją kontynuację. Przez całe wieki do dziś niesie przesłanie miłości, pokoju i solidarności. Zwycięstwo Boga w walce ze złem jest już przesądzone. To jest najważniejsze. Niemniej jednak ta walka ze złem będzie trwała do końca i w naszych czasach również jesteśmy jej świadkami.

Świętowanie uroczystości Bożego Narodzenia każdego roku ma nas umocnić w radości i miłości do Pana. Co roku ma ono głęboki sens, bo to nie jest tylko przeżywanie tego, co było lata temu, ale przyłączenie do tej uobecniającej się nadziei. Ona przecież trwa i będzie miała swoje zakończenie w ostatecznym przyjściu Pana, do czego też nas przygotowywał Adwent.

Boże Narodzenie to święto rodzącego się życia. Boża Dziecina, dla której nie było miejsca w Betlejem, przypomina o dramacie dzieci, którym odmawia się prawa do życia. Co się dokonało w sumieniach ludzi, że są w stanie afirmować prawa człowieka, a jednocześnie opowiadać się za aborcją?

– Bóg, przychodząc na ziemię jako bezbronne Dziecię, przynosi takie wartości, jak: miłość, dobroć, pokój, pokora, nadzieja, solidarność z potrzebującymi, ale także poszanowanie życia. Niektórzy z nas nie chcą pamiętać o tym, czym w rzeczywistości jest aborcja. Często w dyskusjach nie dotyka się meritum sprawy. Zapominamy, że pierwszymi, którzy „prawnie” wprowadzili aborcję, byli Lenin i Hitler na terenach okupowanych przez III Rzeszę. Wiele społeczeństw i parlamentów przez całe lata broniło się przed takim ustawodawstwem, przed tzw. prawem do aborcji. Niektóre kraje jeszcze do dziś nie uległy.

Oczywiście, walka o prawa człowieka i jednocześnie zgoda na aborcję to duchowa schizofrenia. To trzeba mocno podkreślić. Jak wiemy, Ojciec Święty Franciszek zmienił w Katechizmie Kościoła Katolickiego przepis, stwierdzając, że kara śmierci jest niedopuszczalna. To musi też dotyczyć dzieci nienarodzonych! Bo nowym człowiekiem jest się od momentu poczęcia, co potwierdza przecież i medycyna, i genetyka. Od poczęcia mamy do czynienia z nowym organizmem ludzkim, zupełnie różnym od rodziców. Jego życie jest czymś nietykalnym aż do naturalnej śmierci. Aborcja to zabicie niewinnego człowieka, który rozwija się pod sercem matki. Żadne okoliczności i prawa stanowione tego nie zmieniają i nie zmienią. Zbrodnia pozostanie zbrodnią.

A co można powiedzieć o politykach, którzy określają się jako wierzący, okazują swoje przywiązanie do Kościoła, a na inicjatywy ustawodawcze w obronie życia poczętego reagują oporem i opieszałością? W Polsce mamy taką sytuację w przypadku likwidacji w prawie przesłanki eugenicznej do aborcji.

– Życie ludzkie nie może być kartą przetargową w grze politycznej! To jest sprawa być albo nie być! Być katolikiem, uczniem Chrystusa czy nie być? To jest też być albo nie być polskiej racji stanu.

Politycy, o których mowa, którzy siebie uważają za katolików, i to nieraz głębokich, a w rzeczywistości nie mogą jednoznacznie opowiedzieć się za życiem, także gdy chodzi o dzieci jeszcze nienarodzone podejrzewane o chorobę, igrają z ogniem. Nie opowiadając się jednoznacznie za życiem, przegrają! I, niestety, razem z nimi może przegrać też Polska. Wówczas mogą dojść do władzy ciemne siły, dla których nie ma już żadnych świętości. Kupczenie życiem ludzkim to jest igranie z ogniem. Twierdzenie, że jesteśmy mimo wszystko najlepsi, że ludzie i tak nie mają możliwości głosowania na kogoś innego, to jest bardzo wielkie zaślepienie i pycha. Taka postawa jest już dzisiaj zapowiedzią przegranej i tej opcji politycznej, i być może także Polski razem z tą opcją.

Trochę pesymistycznie to brzmi…

– Myślę, że to nie jest pesymizm, ale realizm. Święty Jan Paweł II powiedział, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Wiedzieli to doskonale niemieccy i komunistyczni okupanci. A nam przecież chodzi o przyszłość Polski. Jeżeli będziemy się wahać w obronie życia, to nie będziemy mieli przyszłości.

Będąc w Polsce w październiku, słyszałem taką modlitwę w obronie życia: „Daj odwagę politykom, aby mieli odwagę bronić życia, albo daj nam innych polityków”. Taka jest prawda, nie możemy tu iść na kompromis. Jeśli nie zostanie zagwarantowane podstawowe prawo do urodzenia się każdemu człowiekowi, to każde inne działanie polityczne, stanowienie prawa, które służyłoby dobru obywateli i całego państwa, będzie zawieszone w próżni.

 

Boże Narodzenie to też spojrzenie na Świętą Rodzinę. Ksiądz Arcybiskup przestrzega, że „dziś szatan nie tylko zabiera ludziom spojrzenie wiary na małżeństwo, ale pragnie zabrać im także rozum”. W jakich sprawach dziś widać to „odebranie rozumu” ludzkości?

– Kiedyś Kościół musiał bronić przede wszystkim wiary, a dziś musi bronić rozumu. Jednym z przykładów tego odchodzenia od rozumu – bo jest ich na pewno więcej – jest panosząca się ideologia gender. Jest to ideologia bezbożna, szatańska i nierozumna. Trzeba się więc przeciwstawiać jej całą siłą, całą mocą. I jest to zadanie zarówno Kościoła, jak i państwa, rodziny, szkoły i wszystkich ludzi dobrej woli.

Epoka, w której żyjemy, szczyci się osiągnięciami rozumu, a jednocześnie ulega ideologii tak zasadniczo od tego rozumu odchodzącej. Jak to wytłumaczyć?

– Widać w tym działanie – jak mówi Pismo Święte – kłamcy i ojca kłamstwa – szatana. On działa małymi kroczkami, zyskuje sobie popleczników. Po jakimś czasie mamy już całą lawinę poglądów zupełnie niezgodnych z rozumem, zaprzeczających naturze człowieka. Jednocześnie w rozszerzaniu takich poglądów jak ideologia gender widać pewną ogólną prawidłowość. Tam gdzie się odchodzi od wiary, tam rodzą się jakieś jej „zamienniki”, tj. horoskopy, wróżby, różne ideologie itd. Trzeba również przypomnieć, że prawo naturalne jest też darem Boga. Dlatego odchodzenie od niego, jakaś próba stanowienia praw podważających je jest także walką z Bogiem Stwórcą.

Jakie tradycje Bożego Narodzenia przetrwały w Kazachstanie w czasach komunistycznego zniewolenia?

– Nawet w czasach Związku Sowieckiego katolicy w Kazachstanie, a przede wszystkim Polacy starali się pielęgnować Wigilię zawsze z opłatkiem. Było to bardzo mocno zakorzenione w tradycji. Otrzymywali go ludzie bardzo często w listach z Polski, Litwy czy Ukrainy.

Bardzo żywa była też tradycja śpiewania kolęd. W Kazachstanie poznałem takie kolędy i pastorałki, których wcześniej nie słyszałem. Z wdzięcznością wspominam wiele osób w Kazachstanie, których dobroć wypływająca z wiary była bardzo budująca. Przecież musimy pamiętać, że ludzie, którzy czasami dziesiątki lat nie widzieli kapłana, zachowali wiarę, zachowali tradycję, dobroć, choć czasami bardzo dużo wycierpieli.

Jak Boże Narodzenie obchodzą dziś katolicy w Kazachstanie?

– Trzeba podkreślić, że nasze Boże Narodzenie, 25 grudnia, to w Kazachstanie dzień pracy (wolne jest 7 stycznia – prawosławne Boże Narodzenie). Katolików w tym kraju procentowo obecnie jest niewielu – jesteśmy małą trzódką. Kiedy Kazachstan odzyskał niepodległość, to opuściło go około pół miliona katolików. Obecnie jest w całym kraju ponad 100 tys. katolików. Dziś Kościół katolicki staje się tam coraz bardziej międzynarodowy, choć obecny jest już w każdym województwie.

W Kazachstanie mieszkam już 29. rok i zawsze to, jak katolicy świętują Boże Narodzenie, jest dla mnie bardzo budujące. Pielęgnowana jest tradycja Wigilii, na Pasterkach i w miastach, i na wsiach jest bardzo duża frekwencja, choć następnego dnia trzeba iść do pracy. To pokazuje, jak mocno Boże Narodzenie jest zakorzenione w sercach ludzkich, że jest ono szczególnie ważnym świętem. Ta siła wiary i wierność tradycji jest bardzo poruszająca.

Aby Boże Narodzenie zaistniało liturgicznie, potrzebny jest kapłan. Warto może to podkreślić, gdy dziś autorytet księży jest atakowany.

– Tu, w Kazachstanie widzimy, jak bardzo kapłani byli wyczekiwani przez katolików w czasach, gdy przez dziesiątki lat nie było ich na tej ziemi. Oni tęsknili za Mszą św., sakramentami, wyszukiwali kapłanów w odległych miejscowościach. Aby zawrzeć sakramentalny związek małżeński, jeździli na Ukrainę, Litwę czy do Moskwy. Później ten ksiądz był coraz bliżej, coraz bliżej, a dziś jest w każdym województwie. Ale to wyczekiwanie na kapłana można porównać z takim Adwentem, wyczekiwaniem na Jezusa, na Boże Narodzenie.

My, kapłani, musimy pamiętać, że kapłaństwo nie jest nasze, że jest Jezusa Chrystusa, a dla nas jest niezasłużonym darem. Co by się nie działo, jaka by nie była krytyka, jakie nie byłyby oskarżenia – słuszne czy nie – świat potrzebuje kapłanów. Potrzebuje kapłanów, ponieważ potrzebuje Chrystusa. Musimy zatem dawać ludziom nie siebie, ale Chrystusa.

Zapotrzebowanie na kapłanów zawsze będzie wielkie i to widać właśnie w krajach, gdzie kapłanów brakuje. W Polsce ciągle jeszcze mamy ten luksus, że łatwo jest o kapłana, jest gdzie się wyspowiadać, poprosić księdza do chorego, są kapelani itd. Ale w bardzo wielu krajach świata jest wielki deficyt kapłanów, o czym świadczą np. biskupi z krajów misyjnych. To pokazuje, jak ważny jest kapłan pośród ludu Bożego. Módlmy się za kapłanów, aby byli zawsze wierni swej tożsamości i ewangelicznej misji.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Sławomir Jagodziński

Aktualizacja 27 grudnia 2018 (22:37)

Nasz Dziennik