logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polska polityka i nauka a prawda

Sobota, 12 stycznia 2019 (03:22)

Z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Beata Falkowska

W ostatnim czasie raz po raz słyszymy, że polscy politycy są inspirowani do studiowania pism Maksa Webera oraz do akceptacji jego poglądów w ich politycznych decyzjach. Księże Profesorze, czy są one do zaakceptowania?

– Odpowiedź nasunie się Pani Redaktor i wszystkim Czytelnikom „Naszego Dziennika” sama, jeśli nadmienię merytoryczne i religijne pochodzenie tego autora, a mianowicie Weber jest kontynuatorem idealizmu subiektywistycznego Immanuela Kanta, nieco tylko zmodyfikowanego przez neokantystów, jak np. Heinricha Rickerta, oraz wyrasta z tradycji niemiecko-francuskiego protestantyzmu w sensie religijnym, co patrząc z pozycji realizmu poznawczego, czyli przyjęcia rzeczywistości otaczającej nas jako w istocie swojej realnie istniejącej, prawdziwej, dobrej, pięknej itd., i w świetle naszej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia rzeczywistości wraz z katolickim światopoglądem, nie może być uznane przez polskiego polityka i polskich uczonych za fundamentalnie przydatne dla Polaków i Polski w jakimkolwiek pokoleniu.

Dlaczego czymś priorytetowo ważnym dla nauki i polityki w Polsce jest bazowanie na realnym poznaniu Polski, a nie na próbie jej konstruowania, z czym chyba miałby znaczny problem Max Weber?

– Weber, pozostając dalece wierny idealizmowi Kanta i Rickerta, nakłada pewną siatkę poznawczą na rzeczywistość, co sam nazywa „konstrukcją” swojej własnej podmiotowości, a nie obiektywnym poznaniem prawdy, co jest główną charakterystyką np. Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, założonej m.in. przez o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca OP na KUL, która okazała się dziełem opatrznościowym dla wielu Polaków w okresie panowania subiektywistycznej ideologii marksizmu-leninizmu, której celem było zniewolenie umysłów Polaków poprzez potężną dozę fałszu i kłamstwa. Najpierw należy prawdę np. o Polsce poznać, co jest dla każdego też realnie możliwe, ponieważ rozum ludzki potrafi tego dokonać, aby móc następnie realnie dopomóc Polakom w sensie naukowym czy politycznym. Weber zaprzecza natomiast, że nauka jest „drogą do prawdziwego bytu”, „prawdziwego Boga” i „prawdziwego szczęścia” oraz przyznaje rację Tołstojowi, który swego czasu twierdził, iż nauka „jest bezsensowna, ponieważ nie daje nam odpowiedzi na dla nas jedynie ważne pytania: Co powinniśmy czynić? Jak powinniśmy żyć?”. Jeżeli Weber z Tołstojem mieliby rację, to nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy ludźmi; że my, Polacy, stanowimy Naród; mamy własną Ojczyznę i dalece suwerenne Państwo, a politycy polscy nie wiedzieliby również, że są politykami polskimi i że ich misją jest służyć obiektywnemu dobru wspólnemu wszystkich Polaków jako obywateli naszego Państwa. Ocieramy się zatem o granicę absurdu i niedorzeczności intelektualnej, czego z pewnością myślący na gruncie prawdy polscy politycy i uczeni pragną ze wszech miar uniknąć.

Jeżeli Max Weber ma takie problemy z poznaniem prawdy, to czemu powinna służyć edukacja akademicka?

– Skoro uczelnia nie osiąga poznania prawdy o Bogu, człowieku i świecie, to powinna ona nauczyć młodego człowieka jedynie „zawodu”, stąd teza Webera o „nauce jako zawodzie” i uczelni jako „Fachschule”, czyli „szkole dyscypliny”, tzn. fachu-zawodu, który uczeń będzie w swoim dorosłym życiu wykonywał. Skoro klasyczny etos prawdy i tym samym etos edukacji ducha ludzkiego załamuje się w subiektywistycznej koncepcji edukacji Webera, to nie pozostaje nic innego, jak kształcić ludzi praktycznie, tzn. przysposabiać ich do wykonywania zawodu. Miejsce „kształcenia duchowego” i całej osoby ludzkiej zajmuje „kształcenie zawodowe” i przygotowywanie do wykonywania konkretnego „fachu”. Nauczyciel akademicki staje się wtedy również „zawodem”, a nie powołaniem i misją – najważniejszym człowiekiem, po rodzicach, w porządku natury.

Czy ten problem uzawodowienia nie jest właściwie samym rdzeniem „procesu bolońskiego” w ramach reformy szkolnictwa w Unii Europejskiej?

– Niestety, ale obawiam się, że Pani Redaktor ma rację. Myślę, że jestem wyrazicielem wielu środowisk uniwersyteckich, które również twierdzą, że de facto „proces boloński” zakończył istnienie uniwersytetu w sensie klasycznym jako napierw „wspólnoty nauczających i nauczanych”, ponieważ Max Weber sądzi, iż uczelnia jest miejscem „bezgranicznego poświęcenia się dla ’rzeczy’”, a nie dla „osobowości” czy „osobistych spraw”. On używa przy tym dość mocnego wyrażenia i zwraca się przeciwko „modnemu kultowi osobowości na tronie”, co „szkodzi wszędzie rzeczy”, jak pisze. Co więcej, „jedyną specyficzną cnotą”, którą poleca on profesorom i studentom, jest „intelektualna rzetelność”, czyli wyłączne zainteresowanie badaną czy wykładaną rzeczą w sensie fachu. Ta, owszem, jest także ważna, ale drugorzędnie. W innym miejscu Weber pisze, aby nauczyciel akademicki „jego własną osobę ukrył za rzeczą”, co jest ewidentnym przejawem depersonalizacji uczelni, co jest być może dzisiaj problemem numer dwa zaraz po problematyce numer jeden, czyli wykluczaniem Boga z uniwersyteckiej przestrzeni, o czym sarkastycznie pisze Weber, że przy akceptacji Boga „szkoła zawodowa” stałaby się „seminarium duchownym” – „tylko bez możliwości nadania jej tej godności religijnej”.

Jakie jest więc miejsce moralności i etyki według Webera w życiu naukowym czy politycznym?

– W świetle jego subiektywizmu i relatywizmu neoidealistycznego należy wszelkie pytania i problemy moralno-etyczne „całkowicie wykluczyć” nie tylko z przestrzeni uczelni i w ogóle szkoły, lecz także z polityki. Moralność w sensie danego od objawionego Boga chrześcijańskiego prawa naturalnego jako obiektywnego, uniwersalnego i powszechnego nie istnieje w świetle jego rozumienia nauki i prawa. A zatem etyka jako etyka, w tym także chrześcijańska, nie jest kompatybilna z „naukowością” w sensie Webera. Krótko mówiąc, co „Bóg albo diabeł” podpowiada „profesorowi”, to może on opowiadać wszędzie, tylko „nie w sali wykładowej”, ponieważ ona służy wyłącznie przygotowaniu zawodowemu, a nie formacji moralnej nauczających i nauczanych.

W polityce jest podobnie, „pełna sukcesu polityka” – według Maksa Webera – jest realnie możliwa tylko i wyłącznie przez „wykorzenienie wszystkich praktycznych wartościowań”, czyli obiektywnych norm i sądów moralnych, np. w postaci Dekalogu, który jest wpisany w każdy ludzki rozum przez Boga Kreatora w momencie poczęcia się człowieka w łonie matki. Co więcej, Weber zapewnia zwolenników jego relatywistycznej teorii, iż przez wykluczenie moralności z praktyki politycznego działania „osiągalna jest właśnie przez ten środek lepsza jakość parlamentarnej i wyborczej elokwencji”. W tym sensie taka amoralna czy antymoralna polityka jest według niego też „prawą”, tzn. z prawnego i moralnego punktu widzenia, ale naturalnie w Weberowskiej interpretacji, „słuszną”.

W kim lub w czym upatruje więc Weber przyczyn zasad czy norm moralności?

– „Konwencja”, czyli „umowa” międzyludzka w sensie wielopokoleniowym, odpowiada Max Weber, tworzy zwyczaje postępowania, a z nich ludzie wyprowadzają sobie jakieś normy moralne, których on nie kwestionuje zasadniczo i co więcej, dostrzega nawet ich przydatność w kontekście pewnych napięć społecznych. Są jednak przykłady samorefleksji Webera, czy aby taka postawa relatywizmu moralnego jest wystarczająca, jak np. w przypadku wzajemnego pożądania mężczyzny i kobiety. Słusznie zauważa, że w pożądaniu obydwoje redukują siebie do „środków”, a przecież jego mistrz Immanuel Kant powiedział słusznie, iż tylko człowiek jest „celem samym w sobie” i „nigdy nie może być środkiem do celu”. Jego wniosek jest prosty: musi istnieć coś „immanentnego” w „godności” człowieka, że on tak jasno klasyfikuje pożądanie erotyczne jako etycznie złe. Z pozycji nauki w sensie Webera nie można jednak tego „udowodnić” ani temu „zaprzeczyć”, bo normy moralne czy oparte na nich sądy etyczne są z gruntu subiektywistyczne i jako takie nie mogą być przedmiotem nauki. W podobnym sensie Weber mówi o polityce i jej tylko subiektywistycznym związku z moralnością, przy czym ta ostatnia w żadnym przypadku nie może być wyznacznikiem dla wszelkich decyzji politycznych w państwie.

Dlaczego?

– Z jednej naczelnej racji, a mianowicie, nauka może według Webera wskazać politykom jedynie na „nieuniknione środki”, „skutki uboczne” ich przyjęcia oraz na „konkurencję różnych możliwych wartości” moralnych pomiędzy sobą. Ale nauka „nie ma żadnego (racjonalnego i empirycznego) postępowania”, które mogłoby to rozstrzygnąć, ponieważ etyka nie jest nauką z uwagi również na fakt, iż samo „serce” moralności, „sollen”, tzn. „powinność”, a w następstwie cała moralność, przynależą do sfery uczucia, względnie „wyznania” i „światopoglądu”, a nie rozumu. Skoro moralność to zmienna sfera, niczym ludzkie uczucia, to dla polityka jest ona zupełnie dowolna, czy będzie się nią w jego „zawodzie” polityka kierować czy nie. Z całą pewnością nie jest ona czymś wiążącym go moralnie w jakimkolwiek działaniu politycznym.

Brzmi to ostatecznie jak kapitulacja rozumu Maksa Webera, nie tylko w aspekcie etycznym.

– Ktoś z profesorów prawa za czasów Webera chciał wyłączyć socjalistów z prowadzenia katedry prawa na uniwersytecie z racji na ich „anarchizm”. On zaś stwierdził, że „anarchista może być z pewnością dobrym znawcą prawa”, ponieważ „najradykalniejsze zwątpienie jest ojcem poznania”. To mówi samo za siebie. A wiemy doskonale, że etyka chrześcijańska (katolicka) jasno definiuje „zwątpienie” jako jeden z grzechów głównych, poprzez który jego sprawca zasadniczo rozmija się z prawdą teoretyczną i praktyczną, czyli z poznaniem i moralnością. A skoro tak, to czy polityk polski, i to nie tylko jako katolik, lecz jako istota rozumna, może opowiedzieć się za poglądami kogoś, kto promuje grzech centralnie niszczący racjonalność i moralność naturalną i chrześcijańską jako same fundamenty naszej bytowości osobowej w czasie, w którym przygotowujemy się na wieczne istnienie w Domu Bożym?

Prawdziwa nauka i prawdziwa polityka są w naturze swojej realnie możliwe dla wszystkich Polaków i wszystkich ludzi na świecie i jako takie są prawdziwymi drogami do drugiego człowieka jako bliźniego, do Boga i do prawdziwego szczęścia, a wsparte łaskami Bożymi, rozdawanymi hojnie przez Ducha Świętego, o czym naucza nas opatrznościowo Episkopat Polski również w tym Roku Pańskim 2019, prowadzą nas godnie i pewnie z ziemskiego królestwa naszej Ojczyzny do niebiańskiego Królestwa Boga. Wieczne zwycięstwo prawdy jest faktycznie ostatnim Słowem Pana Wszechrzeczy i Ono powinno być wszystkim dla polskiej nauki i polskiej polityki.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik