logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Niespójna tożsamość

Poniedziałek, 4 lutego 2019 (22:37)

Rozmowa z ks. abp. Józefem Kupnym, metropolitą wrocławskim

W tym roku Wrocław już po raz trzeci będzie miejscem Europejskiego Spotkania Młodych. To duże wyróżnienie, ale i zobowiązanie dla całego Kościoła w Polsce. Księże Arcybiskupie, co możemy ofiarować młodym ludziom z państw europejskich, niegdyś chrześcijańskich, a dziś odrzucających wszelkie odniesienia do wiary?

– Wybór Wrocławia jako organizatora Europejskiego Spotkania Młodych to wyróżnienie, zobowiązanie, ale przede wszystkim ogromna szansa dla Kościoła w Polsce, by pokazać młodym ludziom piękno bycia uczniem Jezusa, piękno chrześcijaństwa. Owszem, możemy zapoznać naszych gości z piękną tradycją przeżywania Świąt Bożego Narodzenia, możemy pochwalić się naszą gościnnością, otwartością, zabytkami i tym wszystkim, co we Wrocławiu ostatnio wybudowano. Ale tego wszystkiego w mniejszym lub większym stopniu mogli oni doświadczyć także w Madrycie, Bazylei, Pradze, Rzymie czy Mediolanie. Chciałbym, by wyjeżdżając z Wrocławia, mówili, że spotkali tu ludzi żyjących wiarą w Jezusa Chrystusa, karmiących się Słowem Bożym, rozmodlonych i otwartych na drugiego człowieka. Dlatego nie ukrywam, że liczę na ponowne ożywienie ludzi młodych, co najmniej tak duże, z jakim mieliśmy do czynienia w czasie Światowych Dni Młodzieży.

Na tle ogarniętej nihilizmem cywilizacji zachodniej Polska rzeczywiście jawi się jako wyjątkowe miejsce, oaza żywej religijności. Czy ta przesłanka miała wpływ na decyzję o organizacji spotkania Taizé we Wrocławiu?

– O to trzeba by zapytać braci z Taizé. Osobiście nie odbieram tej decyzji jako formy wyróżnienia za to, jacy jesteśmy. Nieżyjący już biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej Józef Pazdur, kiedy spotykał się z kapłanami, przestrzegał ich, by nigdy nie myśleli o sobie w taki sposób, że są bliżej Boga niż ludzie świeccy. Mówił: „Pan Bóg jak dobra matka – najsłabsze dzieci chce mieć blisko siebie, by się nie pogubiły”. Być może właśnie Boża Opatrzność wskazała nas, nie jako tych silnych, ale jako tych słabych, którzy dzięki spotkaniom, modlitwom i świadectwu wiary młodych z Europy staną się mocniejsi.

Nie da się jednak ukryć, że postępująca dechrystianizacja wdziera się również do Polski. Przychodzi mi na myśl przenikliwa diagnoza, jeszcze z 1958 roku, ks. Josepha Ratzingera, który już wtedy twierdził, że „Europa od czterystu lat to siedlisko nowego pogaństwa narastającego niepowstrzymanie w sercu Kościoła i grożącego mu drenażem od wewnątrz”. Księże Arcybiskupie, czy jesteśmy gotowi stawić czoła temu nowemu pogaństwu?

– Sami nie, ale z Chrystusem tak. Historia zbawienia pokazuje, że zawsze kiedy człowiek wyłącznie liczył na swoje siły, zdolności, umiejętności, wtedy najczęściej źle się to dla niego kończyło. Podobnie rzecz się miała z Kościołem, który kiedy tylko zbyt mocno ufał własnej mocy, wtedy najczęściej doświadczał różnego rodzaju upokorzeń i upadków. Myślę, że powinniśmy ciągle na nowo wracać do stylu życia, który charakteryzował pierwszych chrześcijan. Chociażby dlatego, że świat wokół nas przypomina pod wieloma względami rzeczywistość pogańską, z którą oni musieli się zmagać. Papież Franciszek mówi, że to był Kościół, który nie stawiał czoła, tylko przyciągał.

Chrześcijanie w tamtym czasie nie mogli liczyć nawet na ochronę prawną, ale świadomi swojej słabości, braku mocy, żyli Słowem Bożym, ufali w Bożą opiekę i to prowokowało niewierzących. Ten styl życia nie pozwalał poganom przejść obok nich obojętnie. Jedni prześladowali chrześcijan, inni – przyłączali się do nich. Najgorsze, jeśli stalibyśmy się Kościołem, obok którego można przejść obojętnie, który nie stawia żadnych pytań, nie daje żadnych odpowiedzi, który o niczym nie świadczy. Taki Kościół nie jest w stanie przyciągać pięknem Ewangelii.

Trwa wielki atak na Kościół w Polsce. Antyklerykalna lewica rozpętała najpierw nagonkę na księży, teraz chce wyrzucić katechezę ze szkół i żąda „rozdziału Kościoła od państwa”, „cywilizowania relacji państwo – Kościół”. Sięga się po wypróbowane, totalitarne metody niszczenia katolicyzmu. Dlaczego dziś Kościół przeszkadza tak, że chce mu się zamknąć usta?

– Atakowanie Kościoła w celu zdobycia kapitału politycznego, a tak odbieram akcje wspomniane przez panią redaktor, to działanie nieetyczne. Politycy mówiący o konieczności „cywilizowania relacji państwo – Kościół” burzą istniejący ład społeczny, obrażają ludzi wierzących, dążą do pozbawienia przysługujących im praw oraz obrażają obywateli i rządy wielu krajów europejskich. Dla przykładu, konstytucja Danii stwierdza, że „Ewangelicki Kościół Luterański jest Kościołem narodowym i jako taki jest wspierany przez państwo”. Duchowni mają status urzędników państwowych. Działalność Kościoła luterańskiego finansowana jest z budżetu państwa. W duńskich szkołach nauczanie religii ma charakter obowiązkowy.

W Wielkiej Brytanii Kościołem państwowym jest Kościół anglikański. Najwyższym Zwierzchnikiem jest królowa. Duża część biskupów zasiada w Izbie Lordów. Nauczanie religii jest obowiązkowe w szkołach utrzymywanych przez państwo. Gdyby ktoś z polityków publicznie powiedział, że nie są to kraje demokratyczne albo że powinny „ucywilizować stosunki z Kościołem”, skończyłoby się to skandalem politycznym.

Niestety, w Polsce atakowanie Kościoła spotyka się z milczącym przyzwoleniem. To ośmiela polityków o poglądach liberalnych i lewicowych do jeszcze ostrzejszych wystąpień przeciw Kościołowi, do gry na strunach antyklerykalizmu, do obrażania osób wierzących i wyśmiewania wartości, którymi kierują się w swoim życiu. Ta obsesja na punkcie Kościoła to prawdziwa choroba tocząca życie polityczne w Polsce. Jeśli już trzeba coś cywilizować, to właśnie twórców programów politycznych opartych na wrogości wobec Kościoła.

Z niepokojem patrzymy na brak jakichkolwiek działań w sprawie wyeliminowania aborcji eugenicznej z polskiego prawa. Wygląda na to, że projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję” został głęboko zakopany przez partię rządzącą… Czy możemy wierzyć politykom, skoro zawiedli w najważniejszej sprawie? Czy można głosować na osoby niewiarygodne, które zawiodły nasze zaufanie?

– Priorytety działalności i aktywności Kościoła wyznacza Słowo Boże, którym mamy żyć i które mamy głosić. Ono mówi jasno, że Panem życia i śmierci jest Pan Bóg i w kwestii nauczania Kościoła na temat ochrony życia ludzkiego nie może być mowy o żadnym kompromisie czy dyskusji. Politycy muszą mieć świadomość, że pisane przez nich prawo spełnia nie tylko funkcję normatywną, wyznaczając, co jest dozwolone, a co nie, ale także wychowawczą.

Przepisy kształtują świadomość i nie można tłumaczyć się tym, że wstrzymuję się od głosu tylko dlatego, że nie wszyscy rodacy akceptują mój punkt widzenia. Trywializując, można powiedzieć: „to nie wprowadzajmy ograniczenia prędkości na naszych drogach, bo niektórzy mają szybkie samochody i od czasu do czasu chcą wykorzystać ich moc”. Nikt odpowiedzialny się pod takim przepisem nie podpisze, bo wie, że oznaczałoby to zwiększoną liczbę wypadków.

Tutaj polityk nie pyta o zdanie społeczeństwa, tylko wyznacza pewne normy, które mają zapewnić bezpieczeństwo. Dlaczego zatem w innych bardzo ważnych kwestiach ma problem z poparciem konkretnych zapisów ustawy? Pewnie z oportunizmu, z kalkulacji politycznej i chęci zdobycia jak największej liczby głosów w następnych wyborach. Wyborcy powinni więc kontrolować i rozliczać swoich przedstawicieli z przedwyborczych deklaracji oraz mobilizować do ich realizacji.

Księże Arcybiskupie, co rusz słyszymy z ust prominentnych polityków PiS: jako katolik jestem przeciwko aborcji, ale jako polityk muszę liczyć się z pluralizmem opinii. Jaką pracę należałoby wykonać nad polskimi sumieniami, żeby w przestrzeni publicznej nie pojawiała się taka zmistyfikowana argumentacja?

– Psychologowie określili to zjawisko mianem Patchwork Identity, czyli rozczłonkowanej tożsamości albo mozaiki tożsamości. Osoba, która posiada taką tożsamość, zachowuje się niespójnie i nawet nie doświadcza najmniejszego pragnienia usprawiedliwienia swojej niespójności. Nie tylko nie przejmuje się tym, ale także nie poświęca ani chwili, by zadać sobie pytanie o swoją prawdziwą tożsamość, swoje prawdziwe ja.

To jest problem naszego społeczeństwa, bo politycy nie spadają z nieba, tylko wychowują się w naszych rodzinach. Tam doświadczają, że posiadanie wyraźnie określonych chrześcijańskich poglądów zwyczajnie się nie opłaca. Lepiej dostosowywać się do oczekiwań wpływowych osób, grup czy społeczności. Dlatego potrafią, w prywatnych kontaktach lub tam, gdzie się to opłaca, bez wahania przyznawać się do wiary chrześcijańskiej, by przy najbliższej okazji popierać rozwiązania z tą wiarą sprzeczne i nie czują z tego powodu żadnego dyskomfortu. To przykre, że jedyne, co może polityków zmobilizować do jasnego określenia tego, kim są naprawdę i jakie mają poglądy, jest nasz głos przy urnie wyborczej.

Co jeszcze możemy wszyscy – księża biskupi, świeccy, ruchy katolickie, uczelnie katolickie, rozliczne organizacje – zrobić, by w tej kadencji wprowadzona została pełna ochrona życia? Zwłoka już obudziła demony zapateryzmu, potem będzie jeszcze gorzej.

– Jako Kościół powinniśmy się skupić na tym, co jest ściśle naszym zadaniem: czytać, rozważać i żyć Słowem Bożym, dawać świadectwo naszej wiary oraz modlić się za tych, którzy błądzą.

Wracam często myślą do Kościoła pierwszych wieków, który nie potrzebował zapisów prawnych, by żyć wiarą. Powiem więcej – wbrew wszystkiemu pierwsi chrześcijanie świadczyli o tym, że wiara w Jezusa nie jest jakimś dodatkiem do ich życia, ale to ona wyznacza ostateczne kryterium rozróżnienia pomiędzy dobrem a złem. W moim odczuciu, problem leży w tym, jak każdy z nas postrzega swoje chrześcijaństwo. Dopóki dla ludzi ważniejsze będzie, by jak najwięcej mieć, zdobyć, posiadać, dopóty sprawujący władzę będą mogli walczyć o nasze poparcie różnego rodzaju obietnicami, marginalizując wartości, które wyznajemy.

Ludzie świeccy mają jeszcze jedną możliwość – zaangażowania się czynnie w działalność polityczną. Tutaj niekoniecznie sami musimy kandydować w wyborach, ale może warto wesprzeć kogoś, kogo poglądy są nam bliskie i utożsamiamy się z nimi. Dana osoba może w naszym imieniu w przyszłości decydować o kształcie podejmowanych decyzji.

Od nowego roku już trzy niedziele w miesiącu są wolne od handlu. Społeczeństwo dobrze przyjęło tę zmianę, jednak wielkie sieci handlowe nie pogodziły się z nową legislacją.

– Najpierw musimy wyjaśnić, że poparcie dla inicjatywy ograniczenia handlu w niedziele nie wynika z pragnienia konkurowania Kościoła z galeriami handlowymi. Absolutnie, nie włączamy się w dyskusję polityczną i w próby opisania Dnia Pańskiego w kategorii zakazów i nakazów. Wówczas bowiem zniekształcilibyśmy treść, jaką niesie ten dzień.

Kościołowi zdecydowanie bardziej zależy na wskazywaniu człowiekowi wartości, które w życiu są naprawdę ważne. Święty Jan Paweł II mówił jasno, że niedziela jest dniem dla Boga i dniem dla człowieka. Zadziwiające jest to, że każde badanie opinii publicznej na czele wartości uznawanych przez Polaków zawsze umieszcza rodzinę. Jak zatem dbać o tę wartość, kiedy nawet w niedzielę członkowie rodziny nie mogli spędzać czasu ze sobą? Handel stał się tu pewnym symbolem, z jednej strony wykonywania pracy niekoniecznej i naszego podejścia do problemu pracy, z drugiej – spędzania wolnego czasu. Wciąż potrzeba formacji, która będzie przypominała ludziom, że praca jakkolwiek jest wielką wartością, to nie jest wartością absolutną. Jest dla człowieka i ma służyć człowiekowi, a nie czynić go niewolnikiem.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik