logo
logo

Zdjęcie: Biuro FRATER/T. Pikul/ -

Nigdy nie zapominajcie o Bogu

Sobota, 23 lutego 2019 (03:47)

Rozmowa z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II 

 

Księże Profesorze, w dniach 11-16 lutego Archikonfraternia Literacka z oddziału bydgoskiego pielgrzymowała do San Giovanni Rotondo. W centrum pielgrzymki było spotkanie ze św. Ojcem Pio.

– Jest to bez wątpienia powiązanie z faktem, że o. Pio należy do najwybitniejszych Świętych w dziejach Kościoła Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Mesjasza, posłanego przez Boga Ojca w celu zbawienia i odkupienia człowieka oraz całego kosmosu, stosownie do pierwotnej Woli Boga Stwórcy, czyli: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Swoim heroizmem Człowieczeństwa poświęconego na drodze życia według rad ewangelicznych w zakonie franciszkańskim oraz w powołaniu kapłańskim, wypełnionym wprawdzie gigantycznym krzyżem, który nakładali o. Pio na barki przede wszystkim diabeł, a następnie swoi i obcy, po prostu fascynuje naszą osobistą duchowość do stałego pogłębiania się, wydoskonalania aż po uzyskanie statusu osobistej świętości w wiecznie Świętym świętych, czyli w Bogu chrześcijańskim. W tym wyraża się istota naszego ziemskiego pielgrzymstwa i święci ludzie, jak właśnie o. Pio, są nam, tj. duchownym i świeckim chrześcijanom, w tym bardzo pomocni, co wyraża katolicka prawda wiary o „obcowaniu świętych”.

Jak zatem opisać tę niepowtarzalną duchowość św. o. Pio, z którą jakby „spokrewniona” jest duchowość księdza Dolindo Ruotolo?

– Opatrznościowo Konfraternia Literacka poprzez jej biuro FRATER skierowała nasze kroki przed Oblicze Jezusa Chrystusa w Manoppello, zapisane niczym Ikona Zmartwychwstałego Pana na chuście wykonanej z bisioru, którą położono na Twarz zmarłego Ciała Syna Bożego złożonego po śmierci na Krzyżu do Grobu. Rozważania rekolekcyjne przeżywaliśmy w San Giovanni Rotondo, czyli w bliskości relikwii świętego Kapucyna, który wielokrotnie powtarzał: „Nie zapominajcie nigdy o obecności Boga w waszym życiu”, a ks. Dolindo zachęcał w tymże samym duchu, aby „spojrzeć na siebie w obecności błogosławionego Boga”. Wspólnie uświadomiliśmy sobie, iż nam, Polakom, właśnie najbardziej tego potrzeba, aby w XXI wieku permanentnie odnawiać nasz katolicyzm na fundamencie stałej Obecności naszego Boskiego Stwórcy i Zbawiciela. Tam, gdzie Pan Bóg, tam powinna być Polska, tj. przed wiecznie żywym Bogiem Polska jest i pozostanie Polską. Poza Bogiem nie było i nie będzie Polski. W przeszłości było wiele Narodów, ale pozostało po nich tylko trochę archeologicznych śladów, bo – z różnych racji – nie żyły lub nie chciały żyć przed Obliczem Bożym.

A co to konkretnie znaczy w naszym osobistym czy narodowym życiu chrześcijańskim?

– W pierwszym rzędzie oznacza to świadome i wolne pełnienie Woli Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Święty o. Pio nauczał – również w najtrudniejszych chwilach swojego posługiwania – abyśmy chcieli „to, czego pragnie Bóg, nawet do skończenia świata”, bo Wola Boża jest przecież wieczną mapą dla naszego życia i działania. I tylko z Jego planem może rozwijać się architektura naszego jestestwa do Boskich postaci. To doświadczenie w radosnych chwilach i najcięższych próbach krzyża miał św. Zakonnik z Pitrelciny: „We mnie zawsze jest drugie ja”, czyli sam Pan Bóg działający w o. Pio i przez Niego, co uzewnętrzniało się w morzu cudów, jak np.: wskrzeszanie umarłych, uzdrawianie chorych, wyproszenie współmałżonków, bilokacja i tysiące „bezimiennych” darów i łask od Najwyższego. Pełnienie Woli Bożej jest przecież najlepszą strategią człowieka, narodu, Kościoła i państwa i Ona powinna być dzisiaj jedyną strategią rozwoju Rzeczypospolitej Polskiej. Ksiądz Dolindo niczym nieodłączny partner o. Pio w duecie harmonii życia z Bogiem zachęcał wiernych słowami: Niech w waszym życiu „działa i wypełnia się dobroć Boga”, tj. Jego Wola odwieczna, a o całą resztę nie należy się martwić, bo chrześcijaninowi pełniącemu Wolę swojego niebiańskiego Pana pozostaje pełne nadziei zawołanie: „Jezu, Ty się tym zajmij!” (Sługa Boży ks. Dolindo).

No dobrze, ale jak to spełnić święcie, skoro nawet we wnętrzu naszego Kościoła Chrystusowego na ziemi jest tyle tego, co ludzkie i co przecież było przedmiotem ogromnych i rozlicznych cierpień naszych bogobojnych kapłanów?

– Każdą osobistą lub wspólnotową słabość i krzyż człowiek Kościoła katolickiego przezwycięży szczerą, prawdziwą i świątobliwą miłością oraz bezwarunkową wiernością Kościołowi Jezusa Chrystusa, zbudowanego na św. Apostole Piotrze: „Wszystko otrzymałem od Świętego Kościoła”, wyzna pomimo wielu znanych opinii publicznej prześladowań z wnętrza ludzkich struktur w Kościele św. o. Pio. On wiedział doskonale, że Kościół to nade wszystko nasz Bóg i Pan, a następnie człowiek potrzebujący zbawienia jak każdy z nas. Trwać niezachwianie w Miłości Bożej i dźwigać siebie oraz drugiego z padołu kruchości bycia chrześcijaninem w tym upadłym świecie – oto życiodajna i konstruktywna maksyma wielkiego sercem Kapucyna. Nie inaczej składał świadectwo wierności Kościołowi katolickiemu Sługa Boży ks. Dolindo, który pomimo ponad 16 lat obiektywnie bezpodstawnego zakazu pełnienia obowiązków kapłańskich wyzna z żarliwością ducha: „Żyłem wielkością Kościoła”. W Świętych żyjących Bogiem Przenajświętszym nie ma miejsca ani czasu na puste rozczarowania, bezowocne żale i bezsensowne pretensje. Po prostu, jeśli pojawia się jakiś krzyż, to znaczy, że trzeba go podnieść i wzorem Jezusa Ukrzyżowanego zanieść go tam, gdzie jest nasza osobista golgota, jak uczynił ON, nasz Mistrz z Wielkiego Piątku na szczycie Jego Golgoty.

Czy jest to jednak realnie możliwe do wykonania przez każdego chrześcijanina: świeckiego i duchownego?

– Tak, ale wyłącznie wtedy, gdy nasze cierpienie zjednoczymy z Męką i Krzyżem Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa – najświętszym Wzorem postawy każdego katolika i oczywiście samym Źródłem Boskich łaski i darów także dla udźwignięcia naszych krzyży. Ojciec Pio to zrozumiał, że po upadku grzechowym naszych Prarodziców w Raju nie zasłużyliśmy już na istnienie i życie, ale na wieczną śmierć. I dlatego mawiał często: „Zawsze cierpieć, nigdy nie umrzeć”, co oznacza, iż nasze życie, nawet wtedy, gdyby na zawsze pozostało w tym znaku ziemskiego krzyża, i tak byłoby niezasłużoną przez nas, ludzi, z wyjątkiem Matki Najświętszej Maryi, łaską Boskiego Miłosierdzia. Stąd jego zgoda na olbrzymie dawki cierpień, czego święte stygmaty były uzewnętrznieniem. Podobnie myślał i przeżywał – niekiedy jeszcze większe cierpienia niż o. Pio – ks. Dolindo, który powiedział: „źródło moich wewnętrznych cierpień tkwiło w miłości [...], która w tyglu przeciwności rosła zamiast słabnąć”. Krzyż przyjęty w imię Ukrzyżowanego Jezusa wzmacnia, oczyszcza i unosi niczym orle skrzydła ku Niebu i szczęściu bez żadnej skazy.

Jaką misję pełni w egzystencji chrześcijanina sakrament? Czym, a raczej Kim, jest w gruncie rzeczy to, co jest w Kościele najświętsze?

– Najlepiej odczytać pozycję sakramentu św. w życiu Matki Bożej Niepokalanej Maryi, która w dniu 9 maja 1921 r. powiedziała do ks. Dolindo te słowa: „Nosiłam Go w swoim łonie przez dziewięć miesięcy, aż nastała godzina, aby dać Go światu [...]. Także i wam Jezus nie daje się, by pozostać w ukryciu serc waszych. On pragnie narodzić się z was, objawić się przez wasze życie”. Można powiedzieć, iż tajemnica sakramentów św. pokrywa się z tajemnicą Boga w Trójcy Świętej Jedynego, bo sakrament jest przecież samym Bogiem. Stąd szczytem naszego bycia chrześcijaninem jest dotrzeć na ziemi do św. sakramentu, a następnie w Niebie przed samo Oblicze Boga żywego. Niepokalana niczego innego nie czyni, lecz przed Zwiastowaniem przygotowuje się na Boże Macierzyństwo, a po nim żyje nim jako Matka Stworzyciela i Odkupiciela, czyli żyje treścią Boga Przenajświętszego. Dlatego też Ona jest Królową Apostołów i Kapłanów, ponieważ Ona Pierwsza jest Domem Złotym, w którym na ziemi mieszka Pan Bóg. Ona zatem uczy duchowieństwo, jak święcie sprawować i szafować sakramentami św. pośród Ludu Bożego, a ten ostatni, jak przyjmować i żyć Boskimi treściami sakramentalnymi, czyli jak żyć Bogiem na co dzień, na zawsze i na wieki. Tego uczy się całe życie biskup i kapłan, aby mocą św. sakramentów doprowadzić Lud Boży do Królestwa Niebieskiego, gdzie żyje prawdziwie Bóg, o czym zaświadczył św. o. Pio słowami: „W pewnej chwili wielka światłość poraziła moje oczy, a wewnątrz tej światłości ukazał mi się Chrystus pokryty ranami”. Cierpiący człowiek przecież potrzebuje Syna Bożego, który przychodzi najdoskonalej w sakramentalnej postaci. Do tego niezbędny jest biskup i kapłan, którzy sami zanurzeni w sakramencie Kapłaństwa Chrystusowego niosą ludziom żywego Boga w sakramentalnych znakach.

Co jest w świetle duchowości i nauczania tych dwóch niezwykłych i nam współczesnych Postaci najniebezpieczniejsze dla naszej drogi ku Bogu w Niebie?

– Skoro Pan Bóg przychodzący do nas poprzez kapłana katolickiego jest Kimś Najświętszym, to upadły anioł światłości, czyli ze swojego wolnego wyboru diabeł jest największym przeciwnikiem zarówno Boga, jak też człowieka i świata. Ten „ojciec kłamstwa” był sprawcą największych trosk i krzyży o. Pio i ks. Dolindo. Do tego pierwszego powiedział kiedyś, że „będzie robił mu takie rzeczy, jakich rozum ludzki nigdy nie będzie w stanie pojąć”, i tak też się działo, że przychodził do jego kapucyńskiej celi w San Giovanni Rotondo z zamiarem, aby go bić i zabić, ale zawsze ratowała go Niepokalana, której Bóg przekazał moc do pokonania szatana: „Ona zetrze głowę węża”. Między innymi z tej racji na naszym szlaku pielgrzymim odwiedziliśmy Niepokalaną Matkę Jezusa w Jej Sanktuarium w Pompejach, czczoną tam od wieków jako Królową Różańca św., aby zrozumieć na nowo, że ta forma pobożności jest wciąż bardzo skutecznym narzędziem w walce ze złem. Sługa Boży ks. Dolindo ubolewał bardzo za swoich ziemskich dni, że „świat współczesny nie wierzy w diabła, ale boleśnie jest z nim w ciągłym kontakcie i stał się jego niewolnikiem”, co potwierdzają fakty, iż wszystkie najbardziej wpływowe ideologie świata mają bezpośredni kontakt z szatanem. Kto zatem lekceważy sobie złego ducha, ten wdaje się w grę, w której skazany jest na porażkę. Realność diabła i jego strącenie „do piekieł” oraz przedłużenie jego egzystencji oraz istnienia piekła na wieki są prawdami biblijnymi, które Jezus Miłosierny potwierdził m.in. w objawieniach do św. s. Faustyny i innych świętych i dlatego nie mogą się zdezaktualizować, i to nie dlatego, że Pan Bóg jest jakoś „uparty”, lecz że diabeł zechciał stać się definitywnie złym duchem. Pomimo tego doświadcza on Miłosierdzia Bożego, bo Ono podtrzymuje całe piekło w istnieniu.

Odwiedziliście też Neapol. Tu nawiedziliście miejsce cudu krwi św. Januarego, ale również kościół pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa, gdzie mieści się trumna z doczesnymi szczątkami ks. Dolindo Ruotolo. Jakie przeżycia towarzyszyły Wam jako pielgrzymom w tak namacalnych wydarzeniach Bożej Obecności pośród nas?

– Każdy z nas przeżywał wszystkie te błogosławione dni wprawdzie wspólnie, ale też i specyficznie osobiście. Boskość jest na każdym miejscu tak wielka, mądra, niezgłębiona naszymi umysłami i sercami, że Ona po prostu fascynuje, skupia ducha na kontemplacji tego, co po ludzku jest niewytłumaczalne, jak choćby krzepnięcie krwi św. biskupa Januarego w kryształki i coroczne upłynnianie się tych kryształków. Nauka rozkłada ręce i jeśli jest uczciwa, to mówi wprost, że to jest cud Boży, czyli w sensie racjonalnym coś przekraczającego prawa przyrody tego kosmosu. Również miejsce grobu ks. Dolindo jest Boże i staje się coraz bardziej – głównie za przyczyną polskich katolików – celem pielgrzymek, co też nie zaskakuje, bo przecież ks. Dolindo wypowiedział w imieniu Maryi pod datą 2 lipca 1965 roku, czyli w przededniu naszego Millennium, jedno ze wspanialszych proroctw w stosunku do Polski: „Maryja do duszy: Świat chyli się ku upadkowi, ale Polska, dzięki nabożeństwom do Mego Niepokalanego Serca, uwolni świat od straszliwej tyranii komunizmu, tak jak za czasów Sobieskiego z dwudziestoma tysiącami rycerzy wybawiła Europę od tyranii tureckiej. Powstanie z niej nowy Jan, który poza jej granicami, heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany nałożone przez tyranię komunizmu. Pamiętaj o tym”. Z tego wynika jakieś nasze polskie zobowiązanie, aby troszczyć się o kult tego Przyjaciela naszego Narodu i Ojczyzny Polski i raduję się wielce, że on już trwa...

Księże Profesorze, jakie intencje poprzez wstawiennictwo tych trzech wielkich ludzi Kościoła polecali Panu Bogu uczestnicy pielgrzymki?

– Myślę, że każdy z nas miał wiele osobistych intencji, ale naturalnie, że zawsze towarzyszyła nam duchowa więź z naszym Narodem w Polsce i pośród Polonii oraz innymi Narodami, bo przecież jesteśmy cząstką rodziny ludzkiej. Także modlitwa za Kościół w Polsce i na świecie, za Papieża, całe Duchowieństwo i Lud Boży oraz za inaczej wierzących i niewierzących stale nas przenikała, nie mówiąc o duszach w czyśćcu cierpiących i zmarłych pokoleniach naszych rodzin. W dynamiczny rytm pielgrzymki i podróży autokarowo-samolotowej wpisaliśmy jako reprezentanci różnych zakątków Polski i jednego brata Henryka z Chicago całą Polskość współczesną i całe stworzenie...

Archikonfraternia Literacka to stowarzyszenie mężczyzn, którzy swoim życiem, działaniem każdego dnia zaświadczają o Chrystusie. Jak bardzo dziś potrzeba świadków wiary?

– Można powiedzieć, że na świecie jest tyle Pana Boga, ilu jest Jego wiarygodnych i świątobliwych świadków. Oni są tą „solą” i „światłem świata”, w których ludzkość czuje „smak” cudu obcowania z Panem wszechrzeczy w czasoprzestrzeni oraz poznaje światło Bożej Mądrości i doświadcza Jego Miłości wiecznej w ciemnościach tego zranionego fałszem, kłamstwem, nienawiścią i różnymi grzechami świata. Dlatego są oni konieczni, aby ludzkość i świat dotrwali do Dnia Ostatecznego i ostatecznie wsparci Bożymi łaskami zwyciężyli w Chrystusie.

Ksiądz Profesor był opiekunem duchowym tej pielgrzymki. Czy widać już jej owoce?

– To bardzo ciekawe pytanie, ale pozwolę sobie w mojej odpowiedzi nawiązać do przyrody. Pamiętamy, że podobnie czynił Jezus i w przypowieści o „ziarnie” nauczał, że aby ono wydało plon, musi najpierw „obumrzeć” i dopiero potem, gdy przyjdzie wiosna i lato, to wydaje ono plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny. Czas pielgrzymki to nade wszystko czas zasiewu dobrych ziaren i od łaski Bożej, naszej osobistej pracy, wyrzeczeń, wierności, samozaparcia, modlitwy i ofiary zależy jego obumieranie, wzrost i owocowanie. Moim życzeniem ducha jest, aby to ostatnie za Boskim zrządzeniem Opatrzności poprzez wstawiennictwo wspomnianych Świętych – łącznie z Niepokalaną i św. Michałem Archaniołem z Gargano – było w każdym pielgrzymim sercu jak najobfitsze...

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Bochenek

NaszDziennik.pl