logo
logo

Zdjęcie: / -

Cudem ocalałe

Sobota, 23 marca 2019 (11:56)

Rozmowa z dr. Grzegorzem Rąkowskim, autorem albumu „Kresowe rezydencje. Województwo wileńskie”

Ile do dziś przetrwało z dziedzictwa kresowego dworów i pałaców na dawnych ziemiach północno-wschodnich II RP?

– Przed II wojną światową na terenie województwa wileńskiego, któremu poświęcony jest pierwszy tom publikacji, było ponad 2,2 tys. majątków i należy zakładać, że liczba siedzib ziemiańskich była zbliżona. Miały one różny charakter, poczynając od skromnych dworków po wspaniałe pałace. W książce opisałem około 200 zespołów dworskich, które zachowały się do naszych czasów. To pokazuje skalę zniszczeń – pozostało mniej niż 10 proc. w stosunku do stanu przedwojennego. Ale istniejących dworów i pałaców, w stosunkowo dobrym stanie, jest jeszcze mniej, zaledwie 75. Czyli faktycznie do naszych czasów przetrwało mniej niż 5 proc. siedzib ziemiańskich.

W Pana albumie można znaleźć zdjęcia parków, a także ruiny zamków.

– Opisywałem miejsca, gdzie dwór się nie zachował, ale pozostały inne budynki dworskie lub parki. W województwie wileńskim z racji słabych gleb nie było rozległych majątków, przeważała własność ziemska do ok. 500 ha. Siedziby ziemiańskie w większości były skromne, niewielkie dworki drewniane jako mniej trwałe bardziej były podatne na zniszczenia.

A co stało się z niekiedy bogatym wyposażeniem dworów, meblami, dziełami sztuki?

– Niestety, wyposażenie większości dworów czy pałaców, a w niektórych znajdowały się naprawdę cenne zbiory dzieł sztuki, biblioteki itp., w zdecydowanej większości zostało zdewastowane i rozgrabione podczas wojny bądź później. Nieliczne przedmioty ocalały dlatego, że trafiły do muzeów. Niewielką część zdołały przechować czy ukryć rodziny.

Z tych ocalałych siedzib, które są szczególnie cenne architektonicznie, warte odwiedzenia?

– Najwięcej dużych i wartościowych pod względem architektonicznym obiektów zachowało się w okolicach Wilna. Są to przede wszystkim siedziby Tyszkiewiczów, którzy mieli pod Wilnem kilka naprawdę imponujących rezydencji, które w lepszym lub gorszym stanie przetrwały do dziś, a nawet w ostatnich latach są remontowane. Należy podkreślić, że to były nie tylko pałace, ale też ogromne zespoły złożone czasami z kilkudziesięciu różnych obiektów, otoczone rozległymi parkami. Do takich dużych rezydencji należy Waka, włączona obecnie w granice Wilna. Inne to Landwarów i Zatrocze koło Trok.

Należy wspomnieć także o dwóch innych siedzibach Tyszkiewiczów – w Niemieżu, gdzie pałac mający duże walory zabytkowe od lat kilkunastu czeka na remont, oraz w Ornianach, gdzie pałac jest w tej chwili w trakcie remontu. Można zakładać, że za kilka lat zostanie mu przywrócona dawna świetność.

W czyjej gestii znajdują się dawne siedziby ziemiańskie?

– Przedwojenne województwo wileńskie wchodzi obecnie w skład Litwy oraz Białorusi. Po wojnie dwory i pałace były zazwyczaj siedzibami biur kołchozowych albo zamieniano je na szkoły czy szpitale. Paradoksalnie, dopóki miały one użytkowników, były utrzymywane w lepszym lub gorszym stanie. Potem wiele z tych siedzib zaczęło szybko niszczeć.

Te dwa kraje to jednak inna skala. Generalnie na Litwie sytuacja jest znacznie lepsza. Tam dbano o dworki, a po rozpadzie Związku Sowieckiego najcenniejsze zabytki zostały objęte ochroną państwową, przeprowadzono też reprywatyzację. Przedwojenni właściciele lub członkowie ich rodzin, jeżeli udowodnili swoją własność, mogli otrzymać zwrot majątku w naturze. W praktyce stosunkowo niewielu dawnych właścicieli odzyskało majątki, nie każdego było bowiem stać na ich późniejsze utrzymanie. Niemniej jednak wiele z dawnych rezydencji ma w tej chwili użytkowników. Są to instytucje państwowe, osoby prywatne bądź samorządy. Polskie samorządy na Wileńszczyźnie dysponują kilkoma bardzo cennymi obiektami, np. pałacem w Jaszunach pod Wilnem.

A na Białorusi?

– Na Białorusi, jeszcze w czasach sowieckich, dawne siedziby ziemiańskie były bardziej dewastowane. Poza tym było mniej obiektów okazałych, większych, murowanych, natomiast więcej drewnianych dworków, które siłą rzeczy były mniej trwałe. Na Białorusi nie przeprowadzono żadnej reprywatyzacji. Nie ma mowy o zwracaniu dóbr przedwojennym właścicielom. Tylko w nielicznych przypadkach znalazły się państwowe pieniądze na odrestaurowanie wybranych zabytków. Zazwyczaj jest tak, że jeżeli dworek jest w gestii jakiejś instytucji, np. szpitala, który użytkuje duży pałac w Postawach, to ona dba o ten obiekt. Ale, niestety, w zdecydowanej większości dawne dwory, pałace niszczeją. Jest bardzo wiele takich obiektów.

Dwory z Wileńszczyzny były wyrazem polskości, ośrodkami kultury i oświaty.

– Wiele dworów, zwłaszcza te w okolicach Wilna, pełniło przez dziesięciolecia rolę salonów, miejsc spotkań elit. Właściciele ziemscy dbali także o mieszkańców okolicznych wsi, zakładając szkoły, ochronki czy szpitale wiejskie. Poza tym ważne było też oddziaływanie na społeczności lokalne, które z dworów czerpały wzory kulturowe. Światli właściciele ziemscy pełnili również ważną rolę mecenasów sztuki, nauki. Znane są liczne przypadki, kiedy utalentowane dzieci wiejskie dzięki pomocy właścicieli ziemskich mogły się wykształcić.

Odwołuje się Pan do Romana Aftanazego, autora monumentalnego opracowania o kresowych rezydencjach, który wiedzę czerpał częściowo z licznej korespondencji z dawnymi właścicielami. Pan natomiast odbył liczne podróże na Kresy Wschodnie, już ok. 200. Skąd ta fascynacja?

– Ona trwa już od najmłodszych lat, zaczęła się od literatury. I jak tylko stało się to możliwe, zacząłem jeździć na Kresy. Osobiście nie mam żadnych korzeni kresowych. Moja rodzina ze strona ojca, jak i matki pochodzi z Mazowsza. Mam zasadę, że piszę o tych obiektach, które widziałem osobiście. Odwiedziłem wszystkie rezydencje na Wileńszczyźnie. W niektórych byłem po kilka razy. Osobiście sprawdzałem, jaki jest ich stan. Fotografowałem je, rozmawiałem z mieszkańcami, od których naprawdę wiele można się dowiedzieć.

Pamiętają dawnych właścicieli?

– Tak. Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają dawnych dziedziców. Mieszkańcy są przede wszystkim bezcennym źródłem informacji o tym, jakie były np. losy właścicieli i ich rezydencji w okresie wojennym i powojennym. W ten sposób zdobywa się ważne informacje.

Planuje Pan opisać siedziby ziemiańskie w kolejnych województwach?

– Drugi tom – poświęcony województwu nowogrodzkiemu – jest już napisany. W tej chwili jest składany. Być może ukaże się przed wakacjami. Przygotowuję kolejne tomy.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski

Aktualizacja 8 kwietnia 2019 (10:30)

Nasz Dziennik