logo
logo

CZĘŚĆ 4

Trójca Święta - Luca Rossetti da Orta_1738_St Gaudenzio at Ivrea_Torino Zdjęcie: / -

Miłość najwyższą zasadą (cz. 4)

Niedziela, 14 kwietnia 2019 (22:40)

„Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś” (św. Jan Paweł II)

Załamanie się doskonałości stworzenia poprzez upadek grzechowy naszych prarodziców, Adama i Ewy w raju, i to wyłącznie z racji na słabość i niedoskonałość moralną stworzeń rozumnych i wolnych, tj. niektórych aniołów i ludzi, zadecydowało o drugim wielkim dziele Pana Boga, które nazywamy Zbawieniem oraz Odkupieniem. Ono – podobnie jak cud stworzenia – jest następnym objawieniem się Miłości Boga w Trójcy Świętej Jedynego i to jako Miłości miłosiernej, czyli takiej, na którą wcale nie zasłużyliśmy – nawet najbardziej heroicznymi myślami, słowami i czynami. A może zasłużyliśmy na powołanie nas do istnienia w doskonałym dziele stwórczym naszego wiecznego Pana? Także nie i dlatego Miłosierdzie Boże nie może być rozumiane jako skutek zmartwychwstania Pana Jezusa, lecz jako przyczyna tych dwóch wielkich cudów Trzech Osób Boskich: stworzenia i zbawienia-odkupienia, stąd również uroczystość Miłosierdzia Boga chrześcijańskiego w interpretacji katolickiej powinna być pojęta w Kościele św. jako najważniejsze święto każdego Roku Pańskiego. Czymże jest więc to uwolnienie nas od winy (Zbawienie) i od kary (Odkupienie) – z Miłości i dla miłości?

Boża Miłość w aspekcie zbawienia jako nadprzyrodzone Objawienie się Boga-Miłości w Synu Bożym i zarazem Synu Człowieczym Jezusie Chrystusie

Z uwagi na fakt, iż aniołowie, ludzie i kosmos pochodzą od Osobowego Boga i Personalność tego Kreatora oznacza, że wszelkie stworzenie jest pomyślane, zachowane w pamięci Boskiej, umiłowane w wiecznie wolnej Woli Pana Boga oraz powołane aktem stwórczym Osób Boskich do realnego istnienia na „obraz” w przypadku osób anielskich i ludzkich i „podobieństwo” do samego Stwórcy w przypadku pozostałych stworzeń, to dlatego stworzenie nazywamy „naturalnym Objawieniem Bożym”. Pan Bóg bowiem w naturze całego wszechświata objawia nam swoją Mądrość, Dobroć, Miłość i Świętość – Sam nie będąc kosmosem, lecz absolutnie odrębnym od świata Bytem Boskim. Stąd w odniesieniu do Zbawienia i Odkupienia Urząd Nauczycielski Kościoła głosi prawdę o nadprzyrodzonym Objawieniu się Boga jako Miłości, ponieważ odwieczny Syn Boga Ojca w Jego Boskiej Osobie staje się prawdziwym Człowiekiem (w sensie przyjęcia natury ludzkiej).

Czy zatem Pan Jezus przyszedł na świat w „postaci ludzkiej” z konieczności, przymusu czy ze swojej odwiecznej Miłości miłosiernej?

Gdyby wcielony z Niepokalanej Matki Bożej Maryi Syn Najwyższego Ojca Nieba i Ziemi stał się Człowiekiem z konieczności, to nie byłby to Jego akt doskonały. Co więcej, to byłby dowód na niedoskonałość Pana Boga. Podobnie jak twierdzenie np. reprezentantów protestanckiej teologii i filozofii, że Jezus przyszedł na świat z przymusu, który rzekomo miał uprzyczynowić sam Ojciec Niebieski, jest też interpretacją błędną, bo insynuuje „sprzeczność” już w relacji Boga Ojca i Syna Bożego. Dlatego też najwspanialszą naukę przedkłada nam Kościół św. zbudowany na św. Apostole Piotrze, że z Miłości Bóg Ojciec posyła Syna jako „gratia increata” (łaskę niestworzoną, bo Jezus jest przecież również wiecznym Bogiem jako Syn Ojca w Niebie – wszystkie inne łaski i dary są także jak nasza bytowość osób ludzkich stworzone przez Pana Boga dla naszego dobra), by stał się Człowiekiem na Ziemi oraz w czasie i przestrzeni tego świata, a nie dopiero w wieczności dla naszego wyzwolenia z winy i naszego odkupienia z obciążeń kary jako drugiego skutku grzechu obok samej winy jako winy. Święty Augustyn napisze w dziele „O Trójcy Świętej”, że „to jest ten cel, dla którego Syn Boga jest posłany”. Co to konkretnie znaczy?

Tak jak diabeł jest „pośrednikiem śmierci” i w jego grzechu „pychy” doprowadził „pysznego człowieka” przez grzech „do śmierci”, czyli „oddalenia się od Boga”, tak Jezus Chrystus jest „Pośrednikiem Życia” i w Jego „pokorze” Miłości Bosko- -Człowieczej doprowadził „posłusznego”, czyli miłującego „człowieka do życia” i to do „życia wiecznego” (św. Augustyn)

Święty Ambroży naucza, iż „Ten, który przyszedł dla zbawienia wszystkich” z odwiecznej Miłości, jest „Tęsknotą świata; On narodził się dla mnie” z Miłości, „był za mnie przybity do krzyża” z Miłości. „Dla mnie przyjął On na siebie śmierć” także z Miłości, „dla mnie powstał z grobu w pełni glorii” – również z Miłości. Ze względu na tę Miłość zbawczą św. Bonawentura rozumie „całe życie Chrystusa jako przykład cierpienia i męczeństwa”. Zaś wielki i święty uczeń św. Ambrożego, Augustyn, jest pewien, że upadły anioł światłości przeżył jako pierwszy „śmierć ducha”, ponieważ jako pierwszy zgrzeszył śmiertelnie, czyli zerwał z Miłością Bożą oraz miłością do aniołów i ludzi i dlatego definitywnie został oddzielony od Boga i Nieba, tworząc krainę potępionych duchów anielskich i ludzkich w piekle jako krainie nienawiści. Kto zatem przez grzech, czyli przez nienawiść, oddala się od Boga Życia, ten ulega szatanowi jako „pośrednikowi śmierci” i zmierza ku śmierci jako skutkowi grzechu ciężkiego. „Także nasza śmierć jest karą za grzech”, natomiast „Jego”, tj. Chrystusa Pana, „śmierć” „została dokonana jako Ofiara” Jego Miłości „za grzech” wszystkich upadłych ludzi.

Interesującym jest fakt, że Sokrates z Platonem inspirowali swoich uczniów, aby uczyli się „oczekiwania aż nadejdzie ktoś, kto nas nauczy, jak musimy ofiarowywać się”, a mędrzec chiński Konfucjusz zapewniał uroczyście w jakiejś przedziwnej intuicji ducha, że „z Nieba nadejdzie Święty, który zna wszystkie rzeczy i przejmie wszelką władzę w Niebie i na Ziemi”. Właśnie takie słowa wypowiedział Jezus m.in. do św. Małgorzaty Marii Alacoque: „Ucz się ode Mnie, że jestem Nauczycielem, który naucza świętości. Jestem czysty i nie znoszę nawet najmniejszego błędu”. Dlatego tylko ON, tj. Chrystus Pan, jest „Pośrednikiem Życia”, który jako Syn Boży z Miłości do nas przychodzi z wiecznego Nieba na świat, żyje, pracuje, cierpi, umiera i zmartwychwstaje, dostarczając ludzkości w tym cudzie koronnego dowodu na Jego Boskość: „Przez Jego Zmartwychwstanie przeznaczył On nas i powołał” (św. Augustyn) do Domu Ojca. Ale zanim to się stanie faktem w wieczności, to, jak uczy św. Tomasz z Akwinu za św. Janem Apostołem i Ewangelistą, powołując się na Słowo Pana Jezusa jako Zbawiciela: „’Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać’” (J 14,23). To „zamieszkanie całej Trójcy Świętej w duszy” człowieka żyjącego jeszcze na ziemi dokonuje się „dzięki łasce uświęcającej”, która przyszła na świat w Mesjaszu Panu, Jezusie Chrystusie i którą rozdziela w dzieciach Bożych od momentu Jego zesłania na Matkę Najświętszą Maryję i Apostołów Duch Boga Ojca i Syna Bożego jako Duch-Miłość odwieczna.

Z Miłości Ojciec i Syn Boży posyłają Ducha Świętego Kościołowi, by strzegł dzieła Zbawienia i Odkupienia Jezusa Chrystusa oraz wprowadzał nas w jego pełnię, czyli w ostateczne wymiary Bożej Miłości – w czasie i w wieczności

Wcielony Syn Boży zapewnia Apostołów przed zakończeniem się Jego misji mesjańskiej na świecie o Jego Miłości do nas: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,9-10). Odejście Zmartwychwstałego Pana było zgodne ze świętym planem Bożym wyzwolenia świata z niewoli szatana, grzechu i śmierci ciała, ale wraz z Wniebowstąpieniem Chrystusa nie kończy się realnie obecna pośród nas Miłość Syna Bożego i Boga Ojca, lecz trwa ona w Osobie Boskiej Ducha Świętego i Jego posłaniu do nas w Kościele św.: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie” (J 15,26), „a ponieważ Duch Święty to Miłość, dlatego tym darem upodabniającym duszę” człowieka miłującego Boga i ludzi jako bliźnich jest „dar miłości” (św. Tomasz z Akwinu). Tak jak w Panu Jezusie Bóg w Trójcy Świętej jest Sprawcą naszego zbawienia i odkupienia z Miłości, tak też w Duchu Świętym tenże Pan Bóg jest Tym, który podtrzymuje w nas ten dar Bożej Miłości przebaczającej i odradzającej nas do przyjaźni z Panem oraz w Osobie Ducha Świętego uświęca nas tym darem Miłości wszystkich Osób Boskich, miłujących nas „do końca”, tj. aż po Krzyż Syna Bożego na Golgocie i aż po nasz zwykły ludzki i zasłużony krzyż za nasze zranienie albo może nawet odrzucenie na jakiś czas tejże Przenajświętszej Miłości Najwyższego, która ma już tylko jeden cel, mówiąc za św. Augustynem, „uświęcenie stworzenia” w Duchu-Miłości Ojca w Niebie i Syna Bożego. Ono właśnie skutkuje heroizmem czynów z wiary świętej katolickiej w Duchu Miłości Bożej, jak np. gdy ktoś „dostępuje łaski czynienia cudów czy prorokowania, lub gdy z żaru miłości wystawia się na męczeństwo czy odrzuca wszystkie posiadane dobra; w ogóle”, jak naucza Doktor anielski, „gdy porywa się na jakiekolwiek trudne dzieło” (Sth t. 3, s. 220). Warunkiem prawdziwości i świętości takich czynów jest dokonywanie ich z Miłości Bożej oraz ludzkiej, tj. także ze względu na miłość do Trójcy Świętej i każdego drugiego człowieka jako naszego bliźniego. W ogóle drugi człowiek ukazuje się nam jako „bliźni” tylko i wyłącznie na gruncie i ze względu na odwieczną Miłość prawdziwego Boga Kreatora i Redemptora. Jeśli Jej brak, to i drugi człowiek zatraca w naszej duchowości status „bliźniego” i dzieje ludzkości są tego wierną ilustracją. Stąd „znakiem uświęcenia”, czyli przeniknięcia naszego jestestwa Miłością z góry, jest „Duch Święty”. Także „posłanie widzialne” Ducha Świętego do nas dokonuje się w postaci specjalnie dla tego aktu uczynionych stworzeń, jak np. gołębicy czy języków jakby z ognia w wieczerniku. One pełniły tylko przelotną funkcję dla „zobrazowania” realnego przybycia Osoby Ducha Świętego, a wraz z Nim przybycia również Boskich Osób: Ojca i Syna Bożego, które „mieszkają w duszy przez łaskę” i doprowadzają człowieka obdarzonego Łaską Najwyższą, jeśli on ją z miłością przyjmuje, do adekwatnego „skutku”, czyli wspólnoty i przyjaźni z Miłością stwórczą, zbawczą i odkupieńczą, która „skutkuje” (św. Tomasz z Akwinu) w nas miłością pokorną, wybaczającą wszystkim ludzkim winowajcom wszystko, bezwarunkową, bezgraniczną i permanentną, której trwanie, pomimo nawet największych wyzwań i prób tego świata i szatana jako „księcia” nienawiści, zapewnia odwieczna Miłość Trójjedynego Pana Boga.

Jaka nauka dla Polski naszych pokoleń wypływa ze zrozumienia zbawienia jako dzieła Osobowego Boga-Miłości Trójcy Świętej?

Przyjęcie zatem Jezusa Chrystusa najpierw aktem naszej wiary świętej, katolickiej i apostolskiej za prawdziwego Zbawiciela i Odkupiciela całego stworzenia, czyli także naszej umiłowanej Ojczyzny i Narodu, Kościoła i Państwa w Polsce, jest warunkiem koniecznym i kluczem do przybycia Ducha Świętego do naszego polskiego jestestwa, który utrwala dzieło zbawcze Mesjasza Pana w naszym Narodzie, zakorzenia je coraz głębiej w nas jako synach i córkach ojczystej Ziemi, uświęca nas Nim i Bogiem Ojcem w życiu sakramentalnym oraz daje wzrost poprzez swoją Boską Miłość w różnych postaciach łask i darów. Wszystko po to, abyśmy byli lub stali się godnymi Nieba jako Królestwa Bożej Miłości dla wszystkich uświęconych Krwią Boskiego Odkupiciela i wiecznie opiewali hymnami Nieba – Oblicze Pana Boga jako Miłości, oblicze „nowej Ziemi i Nowego Nieba” pełnych miłości, w tym także oblicze Polski zbawionej jako Polski, która postawiła na miłość jako zasadę istnienia, co żarliwie przypomniał nam Papież Polak i upomniał się u ówczesnych władz ideologii komunistycznej jako wrogiej Panu Bogu chrześcijańskiemu i Jego Miłości w interpretacji katolickiej, w swoim niezapomnianym przemówieniu-błaganiu o nowe Zesłanie Ducha Świętego na Polskę w Warszawie na placu Zwycięstwa w 1979 roku. Niech cała Polska będzie bogata Duchem Świętym, a nade wszystko Jego Przenajświętszą Miłością do Boga i wszystkich ludzi, aby pozostać na wieki – w pełni odrestaurowaną i doskonałą Polską Chrystusowego odkupienia.

Ks. prof. Tadeusz Guz

Wydział Matematyki,Informatyki i Architektury Krajobrazu KUL

Nasz Dziennik