logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelizacja w kinie

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 (21:10)

Studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej pracują nad filmem ”Nędzarz i Madame”

Przed jedną z toruńskich kamienic, pustostanem przeznaczonym do generalnego remontu, stoją dwie przyczepy kempingowe. Na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać, że w tym miejscu realizowana jest kolejna produkcja filmowa studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Tymczasem zdjęcia do najnowszego filmu pt. „Nędzarz i Madame”, opowiadającego historię świętego Brata Alberta Chmielowskiego, przekroczyły już półmetek, premiera filmu planowana jest na listopad tego roku. To kolejny obraz, który powstaje dzięki Rodzinie Radia Maryja, m.in. dzięki przekazaniu 1 proc. podatku na rzecz Fundacji Lux Veritatis.

W sumie zaplanowano 42 dni zdjęciowe i 10 lokacji razem z plenerami, czyli miejsc, gdzie realizowane są sceny filmowe. W Toruniu nagrywane są kadry z pracowni krakowskiej i paryskiej Adama Chmielowskiego oraz z wernisażu artysty z udziałem Heleny Modrzejewskiej, słynnej aktorki, którą portretował.

Film od kuchni

Dzień na planie filmu „Nędzarz i Madame” zaczyna się wspólną modlitwą. O godz. 5.00 rano ekipa pakuje sprzęt, godzinę później jest już gotowa do pracy. Na planie jest 50 osób, ale też są dni, kiedy udział w zdjęciach bierze 200 ludzi.

– Żeby przygotować jeden dzień zdjęciowy, pracujemy 3-4 tygodnie. Wieczorem przearanżowujemy scenografię, kostiumy, czyścimy sprzęt. Po zakończonych zdjęciach operatorzy muszą je zgrać, to zajmuje 4-5 godzin, kończą koło północy. My z reżyserem Witoldem Ludwigiem zamykamy dzień o 2.00 w nocy – zdradza kulisy produkcji Karol Niechciał.

W filmie gra 15 studentów WSKSiM, kilkunastu aktorów profesjonalnych jest statystami – do tej pory wystąpili: Radosław Pazura, Krzysztof Okuliński, Mariusz Saniternik, Lech Dyblik. Ale to nie koniec, pozostałe nazwiska mają być niespodzianką.

Na potrzeby filmu „Nędzarz i Madame” kostiumy szyje światowej renomy firma z Poznania, która zaopatrywała w stroje 250 polskich i światowych produkcji filmowych, także w Hollywood.

Na terenie kampusu akademickiego WSKSiM, gdzie odbywa się charakteryzacja aktorów, umówiliśmy się z Magdaleną Michalik, która gra Helenę Modrzejewską. Pani Magdalena, ubrana w wytworną suknię z niebieskiej tafty i czarną pelerynę, znakomicie oddaje postać słynnej polskiej aktorki z XIX wieku.

Wspólnie jedziemy na plan filmowy, absolwentka WSKSiM nie kryje, że aktorstwo jest jej pasją.

– Gdy decydowałam się na rolę Heleny, modliłam się: „Panie Boże, jeśli chcesz, bym zagrała tę rolę, to tak pokieruj okolicznościami, żeby wszystko się udało i bym podołała zadaniu”. Do tej pory wszystko się udaje. Nie miałam kolizji z pracą. Biorę dwa-trzy dni urlopu i jadę na plan – opowiada aktorka.

Na Starym Mieście chwilę czekamy, by wejść na plan filmowy. Już na schodach kamienicy wiodących na pierwsze piętro dobiegają nas głosy komendy: „Proszę o ciszę, będą ujęcia. Kamera, ujęcie, cisza. Stop, będzie dubel”. Dubel to powtórka po kilku, a czasem nawet po kilkunastu próbach.

 

Z pasji do teatru

Realizowane sceny z krakowskiej pracowni Adama Chmielowskiego pokazują czas jego przemiany, dojrzewania do porzucenia kariery malarskiej i zajęcia się bezdomnymi, w których dostrzegł cierpiącego Chrystusa.

W postać głównego bohatera wcielił się Piotr Zajączkowski, absolwent WSKSiM. – Ta rola jest dla mnie spełnieniem marzeń – wyznaje.

Produkcja filmowa to żmudna praca, wymagająca współpracy i ogromnego zaangażowania całej ekipy. Kierownikiem produkcji jest Karol Niechciał, a także Marta Strugała, za zdjęcia odpowiadają Julian Kucaj, Łukasz Molak, Dawid Bagiński i Mariusz Wilkosz, to tzw. pion operatorski.

Mariusz Wilkosz, śledzący na monitorze każdy kadr nagrywanego obrazu, kończy trzeci rok studiów. Na planie czuwa nad ostrością obrazu w filmie.

Za nagrywanie dźwięku na planie odpowiadają osoby na co dzień pracujące w Radiu Maryja: Krzysztof Gapski, Paweł Bielicki i Samuel Kukuczka. Poza tym podczas tworzenia filmu wielu stażystów i praktykantów rozwija swoje umiejętności pod okiem wybitnych artystów. – Dzięki temu mają ciekawsze studia, więcej od siebie wymagają, jak Karol Wojtyła – podkreśla Witold Ludwig.

Studentów WSKSiM wspiera też zespół profesjonalistów, jak prof. Paweł Chowaniec. – To wspaniały scenograf o wielkim dorobku i jeszcze większym sercu, którego wyobraźnia przekracza nasze oczekiwania – zaznacza reżyser. Sławomir Szondelmajer, asystent profesora na planie, na co dzień uczy studentów projektowania wirtualnej trójwymiarowej scenografii, pracuje też przy scenografii w teatrze i operach. – Tu, na planie filmowym, tworzy się ogromna rodzina, która ma jeden cel. Wszyscy muszą być w stałej gotowości. Realizacja wymaga dużej dyscypliny i skupienia. Kręcenie filmu to żywioł, musimy zmieścić się z ujęciami do godziny 17.00, kiedy jest jeszcze słońce. Na planie nie ma łatwych dni – mówi Sławomir Szondelmajer.

W ekipie budowlanej przygotowującej na potrzeby filmu przez blisko tydzień kamienicę na Starym Mieście w Toruniu znaleźli się też studenci WSKSiM, m.in. Adam Pytel z trzeciego roku dziennikarstwa. – To mój pierwszy plan filmowy. Często zdarzają się nieoczekiwane sytuacje, ale trzeba działać szybko, bo liczy się każda minuta. Pełnię funkcję rekwizytora planowego. Pod okiem Edwarda Korolewskiego, najlepszego rekwizytora w Polsce, przygotowuję rekwizyty, a później rozdaję je aktorom – wyjaśnia Adam.

Joanna Walisiak-Jankowska jest autorką projektów kostiumów. Podczas realizacji filmu wraz z asystentką śledzi każdy kadr i odpowiednie ułożenie guzików, krawatów czy patyny na strojach. To ogromne wyzwanie, w filmie występuje bardzo wiele postaci z różnych sfer społecznych.

– Projekty powstawały w zaciszu pracowni. To cudowna podróż przez historię Polski, wspaniałe spotkanie z XIX-wiecznym kostiumem – cieszy się Joanna Walisiak-Jankowska. – Cały scenariusz nie jest linearny, a retrospektywny, co wymagało matematycznego ułożenia następstw kostiumowych. Mamy kostium do sceny amputacji nogi Adama Chmielowskiego, który cały czas jest starannie patynowany, preparowany. To jest ciągła praca, nierzadko budzę się w środku nocy i zastanawiam, czy mamy na pewno przygotowaną czapkę dla Adama Chmielowskiego – dodaje.

Kino z wartościami

Poczet polskich błogosławionych i świętych jest długi, dlaczego studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej po zekranizowaniu historii bł. Karoliny Kózkówny chcą teraz przybliżyć światu postać św. Brata Alberta?

Witold Ludwig tłumaczy, że założyciel Zgromadzenia Albertynów miał ogromny wpływ na historię Polski, a także na życiowe wybory Karola Wojtyły.

– Brat Albert wyrzekł się życia ziemskiego i postawił wszystko na Pana Jezusa, którego dostrzegł w najuboższych. Jego żywot jest filmowym materiałem na scenariusz: powstaniec, buntownik, bohater romantyczny, z drugiej strony artysta malarz, reprezentujący cyganerię artystyczną, piękne pokolenie Polaków, którzy pod zaborami tworzyli i przekazywali polską kulturę. To dzięki nim – Chmielowskiemu, Chełmońskiemu, Modrzejewskiej, przetrwała polska kultura – podkreśla reżyser i dodaje, że okoliczności zrodzenia się pomysłu na film też były szczególne. Idea zakiełkowała pod natchnieniem Ducha Świętego przed dwoma laty w Boże Narodzenie. Po Wigilii Witold Ludwig sięgnął do jednego z katolickich czasopism, z którego dowiedział się, że nadchodzący rok będzie poświęcony Bratu Albertowi.

– 24 grudnia to dzień, w którym Brat Albert odszedł do Domu Ojca. Ani ten dzień, ani ta sytuacja nie była przypadkowa. Czułem się dotknięty spojrzeniem samego Brata Alberta – dzieli się Witold Ludwig i dodaje, że WSKSiM tworzy unikalne środowisko, w którym wychowanie łączy sferę intelektualną i duchową. W takich warunkach, wśród ludzi nadających na tej samej częstotliwości, mogą się rodzić wielkie, doniosłe sprawy.

Studenci WSKSiM dysponują coraz nowocześniejszymi narzędziami pozwalającymi nową ewangelizację przenieść prawdziwie w XXI wiek.

– Kino jest wielką szansą, nie do końca wykorzystaną dla dobra ludzi, dla dobra Kościoła. My jako nowych ludzi plemię pragniemy, aby żywoty wielkich Polaków, nie tylko świętych, ale wielkich ludzi polskiej kultury, ukazać nie tylko rówieśnikom, ale wszystkim tym, do których film może dotrzeć. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że świat kultury filmu czy teatru jest skazany na straty. Przeciwnie, należy szukać ludzi z wartościami, współpracować z nimi, dać im głos, bo są zagłuszani przez hałaśliwy mainstream, który nie powinien być głównym nurtem – puentuje Witold Ludwig.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Karolina Goździewska Zdjęcia Mateusz Marek

Nasz Dziennik