logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

W Bogu nasza moc

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 (21:17)

ROZMOWA / z ks. abp. Wacławem Depo, metropolitą częstochowskim

Ksiądz Arcybiskup niedawno przestrzegał, że Kościół to nie publiczne muzeum. Tajemnica Paschalna – przejście Chrystusa ze śmierci do życia – ukazuje tę prawdę nadzwyczaj wyraźnie. Ekscelencjo, kto dziś próbuje traktować Kościół jak muzeum?

– Chrześcijaństwo nie jest religią idei czy zabytków przeszłości. Jest religią spotkania, i to bardzo osobistego – spotkania konkretnego człowieka z Jezusem Chrystusem jako Zbawicielem. Ci, którzy chcieliby uczynić z Kościoła muzeum, to ci sami, którzy chcą oderwać człowieka od Chrystusa, od wiary w Niego i co za tym idzie – od konsekwencji tej wiary w życiu moralnym zarówno jednostek, rodzin, jak i całych narodów. Jednocześnie trzeba podkreślić, że wiara, będąc darem, nie jest jakimś bezrozumnym zniewoleniem. Ona nie jest skierowana przeciw człowiekowi, przeciw jego wolności, szczęściu, tylko wzywa i wymaga, aby spojrzeć na to wszystko w świetle prawdy. Prawo Boże chroni człowieka, czasem nawet przed nim samym. Dekalog, przykazanie miłości bliźniego mają moc bronić całe społeczności, państwa i narody przed niesprawiedliwością i nienawiścią. Dlatego że żywa wiara i jej owoce nie zamykają się jedynie w duszy jednostki, ale mają wymiar społeczny.

Dlatego Kościół to nie muzeum ze „starociami”. Wspólnota wierzących jest świadkiem Zmartwychwstania Chrystusa, który przez Ducha Świętego także dziś prowadzi Kościół jako dzieło zbawcze. Choć jest to rzeczywistość dotycząca życia człowieka, to nie jest to jakiś wymysł ludzki, który można usunąć do reliktów przeszłości. Kościół ustanowił Jezus Chrystus i obiecał, że będzie z nim do skończenia świata, a bramy piekielne go nie przemogą. Dlatego nie dziwmy się atakom ideologicznym, kulturowym czy światopoglądowym ateistów, którzy nie uznają rzeczywistości samego Chrystusa oraz nie uznają rzeczywistości życia chrześcijańskiego objawiającej się w głoszeniu i wierności mądrości Stwórcy.

Nie uznają też pozaludzkich źródeł Kościoła.

– Bez wiary Kościół rzeczywiście może się dla kogoś wydawać jakimś muzeum. Jedynie miejscem historycznym, które przechowuje takie czy inne zabytki kulturowe i jakieś „dawne obyczaje”. Bez powiązania osobowego człowieka z Bogiem i historii zbawienia wszystko przestaje być zrozumiałe. Dlatego takim dramatem jest odcinanie się Europy od chrześcijańskich korzeni.

Zauważmy, że analogicznie jest z podejściem do budynków sakralnych. Widać to dokładnie np. po reakcjach na pożar katedry Notre Dame w Paryżu. Wielu ubolewało jedynie nad utratą tak cennego zabytku kultury. A ta świątynia to przecież nie jakieś „muzeum”, ale serce diecezji, katolickie miejsce kultu jednoczące całą wierzącą Francję, i nie tylko, katedra ta nosi wezwanie maryjne. Dlatego bez wiary nie jest zrozumiałe nawet głębokie znaczenie tej tragedii. Bo to kolejny bolesny dramat religii chrześcijańskiej w Europie. Katedra Notre Dame spłonęła. Rodzi się pytanie, czy ta nasza cywilizacja przetrwa, czy potrzebna będzie jakaś interwencja z Nieba?

Ksiądz Arcybiskup w bardzo stanowczych słowach powiedział, że problemów związanych z laicyzacją społeczeństwa nie da się rozwiązać rozmywaniem zasad Ewangelii. W jakich dziedzinach takie próby rozmywania są dziś największym zagrożeniem?

– Jednym z najistotniejszych problemów jest obecnie wiązanie wiary z moralnością. Wiara jest wielką pomocą w dążeniu do doskonałości moralnej, ale sama w sobie jej nie gwarantuje. Potrzeba nieustannej pracy nad sobą i otwarcia na łaskę. Jednocześnie wszelka niedoskonałość chrześcijan jest wykorzystywana do walki nie tylko z Kościołem, ale też stawia sobie za cel zniszczenie wszelkiej wiary religijnej i narzucenia antropologii bez odniesień do Boga.

Dlatego słusznie podkreślamy – choćby za nauczaniem św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI – że antropologia bez Boga jest antyludzka. To ona otworzyła rozległą przestrzeń dla swobodnego rozwoju nihilizmu na polu filozofii, relatywizmu na polu poznania i moralności, i pragmatyzmu, a nawet cynicznego hedonizmu w strukturze życia codziennego. Dotyczy to zwłaszcza tematów zarówno wspólnot osobowych, jakimi są małżeństwo i rodzina, jak i daru życia ludzkiego, jego pochodzenia i odpowiedzialności za nie. I właśnie nauczanie Kościoła w dziedzinie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, rodziny, którą tworzą, i nienaruszalności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci są dziedzinami najbardziej dziś narażonymi na różne rozmywanie. Odpowiedzią na laicyzację powinno być dążenie do jeszcze większej wierności Bożemu prawu. Rezygnacja z własnej tożsamości chrześcijańskiej nic nie da ani Kościołowi, ani światu.

Ksiądz kardynał Robert Sarah z Watykanu podkreśla, że podstawową słabością współczesnego Kościoła jest lęk. Czyż my dzisiaj na nowo nie powinniśmy odkryć mocy słów Zmartwychwstałego: „Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat”?

– Te słowa ks. kard. Saraha dotyczą postawy lęku, która jest czasem skutkiem szeroko nagłaśnianych słabości współczesnego Kościoła i grzechów ludzi, którzy powinni być wzorem. Jednak przypomnijmy, że Kościół to nie jest tylko społeczność ludzka, ale też obecny w nim Chrystus. Pan Jezus znał i zna słabości ludzi. Już w swoim ziemskim życiu, a zwłaszcza po Zmartwychwstaniu, wielokrotnie wzywał swoich uczniów: Nie lękajcie się. Ja jestem. Chrystus żyje, a Kościół jest Jego Mistycznym Ciałem. Nie zapominajmy, że Chrystus dał nam obietnicę: „Jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”. To jest dla nas najważniejszy motyw, aby pozbywać się wszelkich lęków. Opierajmy się na obecności Chrystusa w Kościele i odkrywajmy swoją obecność przy Nim.

Zalękniony chrześcijanin, to słaby chrześcijanin. Czas Wielkiej Nocy zobowiązuje nas do odkrywania na nowo tych wezwań św. Jana Pawła II, które wypowiedział na początku swego pontyfikatu: Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. To nie jest tylko wołanie z historii, ale bardzo aktualne i teraźniejsze wzywanie chrześcijan do odwagi wiary.

Bardzo dobitnie Papież Polak wołał też do ludzi młodych, zwłaszcza na przełomie 2000 roku: Nie lękajcie się Boga, który dał swojego Syna, nie lękajcie się świata, nie lękajcie się samych siebie i swojej słabości, bo tylko w Nim odnajdziecie swoją drogę, prawdę i życie.

Benedykt XVI w opublikowanym tuż przed Wielkim Tygodniem tekście zwraca uwagę, że jesteśmy świadkami nakreślonego w Biblii ataku diabła na Boga i wiernych mu ludzi. „Dziś oskarżenie przeciwko Bogu dotyczy przede wszystkim scharakteryzowania Jego Kościoła jako całkowicie złego, a tym samym zniechęcenie do Niego” – wskazuje Papież Senior. Czy dostrzega Ksiądz Arcybiskup próby realizowania tego scenariusza także w Polsce?

– Bądźmy wdzięczni Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, który po konsultacji z Papieżem Franciszkiem – co jest bardzo ważne – i kardynałem stanu Pietro Parolinem opublikował ten tekst mówiący o kryzysie współczesnego Kościoła. On był zaadresowany do diecezji bawarskich, ale jest publikacją ważną dla całego Kościoła.

Benedykt XVI z wielką stanowczością wyznaje: „Tak, w Kościele jest grzech i zło. Ale także dzisiaj jest święty Kościół, który jest niezniszczalny. Także dzisiaj jest wielu ludzi, którzy pokornie wierzą, cierpią i kochają, w których ukazuje się nam prawdziwy Bóg, kochający Bóg”. Odnosząc się do źródeł nadużyć duchownych, zwraca uwagę na globalny kontekst społeczny, a nawet polityczny tej kwestii. Wskazuje na konsekwencje rewolucji seksualnej z lat 60. ubiegłego wieku. Próbowała ona wywalczyć tzw. wolność seksualną pozbawioną wszelkich norm. Był to już wtedy program realizowany do dziś pod hasłem: „żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał”. Zaproponowany wówczas w duchu liberalizmu panseksualizm, wolność chociażby w sprawie używania narkotyków czy wpływ nieskrępowanych działań artystycznych zrobiły swoje. Świat kultury zaczął sprzyjać demoralizacji i, niestety, w dużej mierze to trwa do dziś. Niemałą rolę odgrywały i odgrywają tutaj też media, które w konkretnych działaniach, zamiast komunikacji umysłowej, życiowej i odpowiedzialnej, służą jakiejś pseudowolności człowieka bez granic, bez odpowiedzialności.

To wszystko uderzyło w Kościół i zasady przez niego głoszone.

– Osłabienie i kryzys w głoszeniu i uzasadnieniu moralności katolickiej – szczególnie na zachodzie Europy – miały zły wpływ na wiele sfer życia, także kościelnego. I właśnie niewierność i grzechy niektórych ludzi Kościoła, który z całą stanowczością je potępia i odrzuca, stał się w obecnym czasie narzędziem ataku na całą jego strukturę i bytowość. Uogólniając nadużycia nielicznych, atakuje się i niszczy autorytet całego duchowieństwa, aby w końcu – już przecież padają takie zdania w liberalnych mediach – ukazać cały Kościół jako siedlisko zła i na końcu zaatakować samego Boga. Ten właśnie mechanizm odsłania Benedykt XVI.

Niewątpliwie jest próba, aby ten scenariusz – realizowany od lat w USA i Europie Zachodniej – także zrealizować w Polsce. I w ostatnim czasie mieliśmy tego przykłady, gdy próbowano w różny sposób zohydzić społeczeństwu stan kapłański. Zmuszanie Kościoła, aby się nieustannie kajał i tłumaczył z tego samego, jest też tego przykładem. Ignorowane są wszelkie działania mające na celu ochronę małoletnich. Natomiast okazuje się, że w tle bardzo szybko pojawiają się np. ataki na religię w szkołach czy nawet na konkordat ze Stolicą Apostolską. Obnaża to fałszywą „troskę” o Kościół wielu środowisk. Widać, że ostatecznie chodzi tu o narzucenie takich struktur życia społecznego i politycznego, które nie liczą się z Bogiem i moralnością.

Warto zwrócić uwagę, że Benedykt XVI w swym tekście ukazuje szersze tło związane z nadużyciami księży wobec nieletnich. Tym tłem jest rewolucja seksualna, która toczy się od lat 60. ubiegłego wieku. Przypomnę tylko, że podobnie zwracali na to uwagę polscy biskupi po ostatnim zebraniu plenarnym Episkopatu, za co zresztą mocno zostali skrytykowani przez środowiska liberalno-lewicowe.

Liderzy opozycyjnych ugrupowań licytują się w obietnicach uchwalania praw sprzecznych z prawem Bożym i naturą. Jak do takich deklaracji powinien podchodzić katolicki wyborca?

– Chciałbym tu podkreślić, że bez pomocy Ducha Świętego nie rozpoznamy prawdy, która jest podstawą naszej jedności z Bogiem i między sobą. Oczywiście licytacja obietnic jest czymś normalnym w polityce, pod warunkiem że polityk liczy się z odpowiedzialnością w sumieniu wobec prawdy i wobec Boga. Jeśli ma tzw. prywatne sumienie, oderwane od prawdy, od zasad moralnych i odpowiedzialności za innych, to obietnic takiego polityka nie można przyjmować i jemu ufać. Kościół ma prawo dokonywać publicznie oceny moralnej programów i deklaracji polityków. Jeśli objawiają oni zanik pamięci o dziedzictwie i kulturze chrześcijańskiej naszego Narodu, to nie można tego ignorować w swych decyzjach wyborczych. Wszelkie programy tzw. własnego sumienia, które odrzuca Boże przykazania, moralność Nowego Testamentu, czyli przyniesioną przez Jezusa Chrystusa i głoszoną niezależnie od ludzkich grzechów, muszą się spotkać z naszym „nie”. Katolicki głos wyborczy musi być przejrzysty.

Jesteśmy świadkami ogromnego ataku ideologicznego na dzieci i młodzież, czego przykładem jest podpisanie przez prezydenta Warszawy tzw. Karty LGBT+. Czy weszliśmy także w Polsce na etap bitwy o sumienia przyszłych pokoleń, które decydować będą o Kościele i Narodzie w przyszłości?

– Nie dajmy się uśpić, że zwrócenie uwagi przez św. Jana Pawła II na tzw. pełzającą sekularyzację nie dotyczy naszego Narodu i naszej polskiej rzeczywistości. Widzimy, że ona obejmuje zarówno środowiska rodzinne, kulturalne, polityczne, jak i szkolne. Karta LGBT+ to wyraźna forma publicznego ateizmu. Demoralizujące wytyczne WHO w sprawie tzw. edukacji seksualnej dzieci wprost są zagrożeniem dla przyszłości Kościoła i polskiego Narodu. Tego rodzaju propozycje, które nie liczą się z dziedzictwem chrześcijańskim naszej Ojczyzny, są po prostu zdradą naszych wcześniejszych pokoleń, zdradą prawdy o człowieku, zdradą moralności i zdradą odpowiedzialności za przyszłe pokolenia. Dlatego również wobec takich działań dzisiaj mówimy: nie pozwolimy.

Jak w tym kontekście patrzeć na sytuację, którą mamy w oświacie, związaną ze strajkiem nauczycieli?

– Sytuacja ta jest bardzo poruszająca. Także dla całej naszej wspólnoty duszpasterzy i katechetów. Mocno to przeżywaliśmy i przeżywamy. Pominę sprawę jakiegokolwiek słusznego upominania się o prawa pracowników oświaty, ale wybór przez ZNP tego terminu uważam za bardzo krzywdzący. Z jednej strony egzaminy i ta wielka niepewność, która im towarzyszy, uczyniła z dzieci jakąś kartę przetargową w sporze. Na to nie może być zgody.

Z drugiej strony warto zauważyć, że od wielu lat Adwent i Wielki Post stają się „ulubionym” czasem, który środowiska lewicowe i ateistyczne próbują zakłócać, wywlekając jakieś „skandale” czy atakując Kościół. Ogłaszanie strajku w czasie, gdy w szkołach zaplanowane są np. rekolekcje wielkopostne, gdy młodzież szykuje się do spowiedzi, ale też pracownicy szkoły przygotowują się do Wielkanocy, jest uderzeniem w kręgosłup umysłowo-moralny Narodu. Ja się nie boję tego powiedzieć, ale wybór tego terminu to diaboliczne potraktowanie całości sprawy. Modlimy się, aby ten spór został szybko rozwiązany i nie cierpieli na tym uczniowie.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik