logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Reuters

Samorządowa epidemia in vitro

Niedziela, 21 lipca 2019 (19:07)

Bezczynność rządzących umożliwia coraz większą skalę nieludzkiego procederu.

Prawda o in vitro jest bardziej porażająca niż matrix i inne literackie czy filmowe obrazy przyszłości. Przesłania ją jednak szantaż emocjonalny, któremu ulegają całe społeczeństwa, także Polacy. Pozwala to rozwijać, m.in. dzięki pomocy polskich samorządów, gigantyczny biznes medyczny, wart w samych Stanach Zjednoczonych 4 miliardy dolarów.

Trudno zatem opisać, jak wielkie jest cierpienie tych małżonków, którzy nie mogą stać się rodzicami. Pragną, aby dziecko stało się „żywym odbiciem ich miłości, trwałym znakiem jedności małżeńskiej oraz żywą i nierozłączną syntezą ojcostwa i macierzyństwa” – jak to ujął Jan Paweł II. Zamiast tego doświadczają różnorakich trudności osobistych, we wzajemnej relacji i w odniesieniu do innych osób.

Jednak czy właściwym wyjściem z tej sytuacji jest (re)produkcja dla nich dziecka przez zimnych fachowców od medycyny i techniki bez aktu miłości rodziców? Czy dobrym wyjściem z sytuacji jest uśmiercanie (od razu bądź po okresie zamrożenia) „nadliczbowych” zarodków (czyli ich dzieci)? Czy mogą się zgodzić, żeby – zamiast poczęcia i zrodzenia w miłości ich dziecka – obojętni producenci zaspokoili ich potrzebę „posiadania” potomstwa, produkując dziecko skutecznie, dzięki nadplanowej produkcji „nadliczbowych” istot ludzkich? Te „nadliczbowe” dzieci odrzucą podczas „kontroli jakości” jako „buble” albo zmagazynują poprzez zamrożenie. Czy mogą zgodzić się na eugeniczną selekcję własnych dzieci; zgodzić się na to, że pracownik ośrodka zdecyduje, które z ich dzieci jest „zarodkiem niezdolnym do prawidłowego rozwoju” i nie podlega ochronie?

Eugenika w Lublinie?

Samorządowcy, tworząc programy in vitro, odpowiadają za śmierć istot ludzkich i poniżanie małżeństwa. Fałszywie chwalą się, że zabiegają o życie ludzkie i szczęście rodzin. Przyłączają się do zorganizowanego sprzysiężenia, ogarniającego także instytucje międzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadzą programową walkę o legalizację i rozpowszechnienie tej metody (por. Prezydium KEP, Komunikat z 22.07.2015).

„Najwyższy czas na program dofinansowania in vitro z budżetu Lublina” – krzyczał w czerwcu tytuł regionalnego wydania „Gazety Wyborczej”. Do realizacji przedsięwzięcia ochotnie zabiera się Klub Radych Prezydenta Krzysztofa Żuka – szefa Platformy Obywatelskiej w Lubelskiem. Rajcy miejscy obiecują zająć się sprawą we wrześniu.

500 podpisów pod stosowną petycją zebrały i złożyły w ratuszu pod koniec maja: Fundacja HerStory i Lubelska Koalicja na rzecz Kobiet. Fundacja otrzymuje dofinansowanie na swoją na swoją „antydyskryminacyjną” działalność od prezydenta Lublina. Fundację inspirują szokujące idee. W jej „misji” znajduje się zapowiedź walki na rzecz równości ludzi i zwierząt.

Lubelska Koalicja na rzecz Kobiet organizuje co roku w marcu manifę, aby walczyć o prawo do zabijania dzieci nienarodzonych, o postulaty ideologii LGBT.

Lublin jest szczególnym miejscem dla sporu o publiczne finansowanie produkowania istot ludzkich i pozbywania się tych „nadliczbowych”. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim przez dziesięciolecia pracowali naukowo wielcy obrońcy życia, m.in. ks. Karol Wojtyła, o. Mieczysław A. Krąpiec, ks. Tadeusz Styczeń czy ks. Janusz Nagórny. Także dziś na uczelni znaleźć można sztab ekspertów z zakresu bioetyki, wśród nich ks. bp. Józefa Wróbla, przewodniczącego Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych.

Samorządowe programy in vitro to już istna epidemia. W 2012 r. na finansowanie tego procederu zgodziły się władze Częstochowy. W 2016 r. przyłączyły się Łódź i Sosnowiec; w 2017 – Warszawa, Poznań, Gdańsk, Szczecinek i Ostrów Wielkopolski; w 2018 – samorządowe województwo łódzkie (z poparciem PSL, na początku 2019 r. samorząd wycofał się z programu), lubuskie i zachodniopomorskie, Słupsk, Chojnice, Błaszki i powiat pabianicki; w 2019 – Bydgoszcz, Szczecin – tak zasłużony dla obrony życia dzięki Bractwu Małych Stópek, a także samorząd województwa mazowieckiego, gdzie wraz z Platformą rządzi PSL, chcące uchodzić za partię konserwatywną. Przeznaczanie publicznych pieniędzy na in vitro zapowiada nie tylko Lublin, ale także Gniezno.

Ekspansja przemysłu in vitro spotyka się z oporem przedstawicieli administracji. Wojewoda kujawsko-pomorski kwestionował uchwały w Grudziądzu i Bydgoszczy. W 2013 r. opór stawiał prezydent Szczecina. Na wysokości zadania stanęły rady miast: Krakowa, Rzeszowa, Katowic, Torunia, Opola, Wrocławia i Płocka, odrzucając stosowne uchwały.

Złe prawo

Z początku wsparcie przemysł in vitro przez PO – PSL nie miało podstaw ustawowych. Mimo negatywnej opinii prawników oraz ekspertów z zakresu medycyny, w czerwcu 2015 r. Sejm przyjął ustawę, która z nazwy dotyczy leczenia niepłodności, lecz w rzeczywistości narusza zasadę ochrony godności człowieka, prawa dziecka, a także zasady prawidłowej legislacji. Utajnia również, wbrew prawu unijnemu, dane dawcy komórek rozrodczych, pozbawiając dzieci poczęte w wyniku in vitro dostępu do wiedzy o ich tożsamości czy ryzyku chorób dziedzicznych.

Niestety, rząd Zjednoczonej Prawicy nie zdelegalizował procederu in vitro. Dodatkowym sygnałem alarmowym jest zajmowanie się kwestią in vitro przez gminy, powiaty i samorządy województw. Wychodzą one w ten sposób poza swoje ustawowe kompetencje. Okazują się zbyt słabe wobec ekspansji eugenicznego przemysłu. Państwo powinno postawić temu tamę.

Brak etycznej formacji znaczącej części środowiska medycznego powoduje, że furtka dla in vitro pozostaje uchylona. Samorządowe programy w tym zakresie są przyjmowane przy pozytywnej (wiążącej od 2017 r.) opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – agendy państwowej. Spokojnego sumienia z tego tytułu nie mogą więc mieć także politycy partii rządzącej.

Cywilizacjo życia i miłości, wróć!

Kosztowny marketing zwodzi najbardziej zainteresowanych: niemogące się doczekać dziecka pary. Tym bardziej fałszywy obraz tematu in vitro mają pozostali Polacy. Dlatego bezcenne są świadectwa autorytetów świata medycznego, które możemy znaleźć na łamach „Naszego Dziennika” (m.in. felietony prof. Bogdana Chazana czy wywiady z prof. Andrzejem Kochańskim). Konieczna jest praca formacyjna, aby każdy radny w gminie, powiecie i województwie wiedział, jak poważną decyzję podejmuje, wydając publiczne pieniądze na „techniki sztucznej reprodukcji, które wydają się służyć życiu i często są stosowane z tą intencją, w rzeczywistości stwarzają możliwość nowych zamachów na życie” (Jan Paweł II, Evangelium vitae, nr 14).

Jednak aby przekonać samorządowców i polityków, sami musimy dobrze poznać prawdę o in vitro. Obok ekspertów z zakresu etyki, teologii moralnej, medycyny i technologii wiele powiedzieć nam mogą świadectwa osób poczętych metodą in vitro. Są wołaniem o miłość, o powrót do cywilizacji życia i miłości.

RadosławBrzózka

Aktualizacja 21 lipca 2019 (19:11)

Nasz Dziennik