logo
logo

Zdjęcie: / -

Marsz na Zachód

Niedziela, 11 sierpnia 2019 (11:01)

Przed 75 laty, 11 sierpnia 1944 r., na Kielecczyźnie została utworzona Brygada Świętokrzyska NSZ. Był to jeden z największych oddziałów partyzanckich na ziemiach polskich podczas II wojny światowej. Prowadził walki z wrogami Polski: z formacjami III Rzeszy i z komunistycznymi grupami zbrojnymi, których działalność traktowano w Polskim Państwie Podziemnym jako „drugą okupację”.

 

Brygada podlegała politycznemu zwierzchnictwu Organizacji Polskiej, która do końca okupacji zachowała samodzielność i poszła własną drogą, inną niż Armia Krajowa, ale również do końca walczyła z okupantem niemieckim, a po wejściu Armii Czerwonej i rozpoczęciu procesu komunizowania Polski nie złożyła broni. Oddziały samodzielnej części NSZ brały udział w akcji „Burza” i przede wszystkim w Powstaniu Warszawskim, o czym warto pamiętać.

Dowódcą Brygady został szef sztabu Komendy Okręgu V (Kielce) ppłk Antoni Szacki „Bohun Dąbrowski”. Podlegały mu zawiązki dwóch pułków piechoty – 202. pp Ziemi Sandomierskiej i 204. pp Ziemi Kieleckiej.

Do stycznia 1945 r. oddziały Brygady toczyły walki zarówno z jednostkami niemieckimi, jak i grupami komunistycznymi oraz desantami sowieckimi, które nie prowadziły większych działań przeciwko Niemcom, zajmowały się natomiast rozpoznaniem polskich organizacji pod kątem ich późniejszego unicestwienia. AL i zalążki sowieckich oddziałów partyzanckich (formowane wokół desantowych grup specjalnych NKGB ze zbiegów z Ostlegionen i SS-Wachmannschaften, czyli jednostek pacyfikacyjnych w służbie niemieckiej) bardzo zdecydowanie występowały przeciwko Polskiemu Państwu Podziemnemu, przygotowując grunt pod przyszłe rządy komunistyczne. Najbardziej spektakularną akcją tego typu było rozbicie pod Rząbcem 8 września 1944 r. grupy AL Tadeusza Grochala „Tadka Białego” (charakteryzowanej w dokumentach AK i „Antyku” jako banda) oraz grupy „Szturm”, utworzonej przez instruktorów sowieckich z NKGB pod dowództwem Iwana Karawajewa „Iwana Iwanowicza”. Sowiecka grupa składała się z członków Ostlegionen (b. żołnierzy Armii Czerwonej w służbie niemieckiej), którzy jeszcze kilka dni wcześniej brutalnie pacyfikowali okolicę.

Między dwoma wrogami

Oddziały Brygady współpracowały z oddziałami AK, BCh i NSZ-AK biorącymi udział w akcji „Burza” oraz nawiązały kontakty z Komendami Okręgów AK: Radomsko-Kieleckiego, Łódzkiego i Krakowskiego, czyli na własnym terenie operacyjnym. Istniał również plan przyjęcia do Brygady znacznej części 25. pp AK pod dowództwem mjr. Rudolfa Majewskiego „Leśniaka”. Jednak nie został on zrealizowany, nagle bowiem ruszył front i oba zgrupowania zostały rozdzielone.

Dowództwo Brygady podjęło decyzję o wycofywaniu jednostki na Zachód, aby dołączyć do Polskich Sił Zbrojnych. Była to wcześniejsza koncepcja Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który znając plany sowieckie, troszczył się o zachowanie polskiej substancji narodowej.

Aż do początku ofensywy sowieckiej Brygada nie miała konkretnych planów ewakuacyjnych i w ogóle nie była do tego przygotowana. Ofensywa zaskoczyła ją całkowicie, jej oddziały znalazły się między niemiecką linią obrony a nacierającą Armią Czerwoną. Po intensywnych walkach z Niemcami w dniach 13 i 14 stycznia 1945 r. i po ataku sowieckich jednostek frontowych na tyły Brygady jej dowództwo zdecydowało się na przejście fortyfikacji niemieckich w celu przemarszu na Zachód. 19 stycznia 1945 r. płk „Dąbrowski” wydał rozkaz, w którym wyjaśniał:

„Dla ratowania Brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby przejść przez ich linie na zachód. Tym samym weszliśmy w stan nieprowadzenia walki na czas nieokreślony”.

Aż do początku maja 1945 r. Brygada (zwana też Grupą Operacyjną „Zachód”) przechodziła w kierunku zachodnim – przez Śląsk i Czechy. Przy jej oddziałach znajdowali się oficerowie niemieccy, którzy mieli kontrolować sprawy zaopatrzenia, kwater i transportu. Brygada nie została jednak rozbrojona – był to już schyłkowy okres istnienia III Rzeszy. Przed frontem niemiecko-sowieckim cofały się liczne tabory ludności cywilnej, uchodzącej przed Sowietami. Historycy szacują ich liczebność na 1-1,5 mln ludzi. Część ich była uzbrojona i zmilitaryzowana. Niemcy ich nie rozbrajali, dowódcy frontowi wiedzieli bowiem, że całkowity upadek III Rzeszy to już tylko kwestia czasu.

Niemcy liczyli na efekty propagandowe, odwołując się do „wspólnych wartości europejskich”. Dlatego też usiłowali nakłonić jednostki Brygady do wystąpienia zbrojnego na froncie przeciwko Armii Czerwonej (podobnie działali Sowieci, zmuszając wcześniej 27. Wołyńską Dywizji Piechoty AK do walki na froncie po ich stronie, co skończyło się dla niej ogromnym wykrwawieniem). Na to jednak płk „Dąbrowski” się nie zgodził, ale pozwolił na szkolenie i przerzucenie do kraju (głównie drogą lotniczą) kilku grup dywersyjnych, które jednak otrzymały od niego kategoryczny zakaz wykonywania jakichkolwiek zadań na rzecz Niemców. Informacje o tym można znaleźć nawet w „ustaleniach” funkcjonariuszy śledczych UB w powojennych procesach sądowych ich uczestników.

Sojusznicy US Army

Gdy Brygada znalazła się w pobliżu frontu zachodniego, jej dowódca wysłał emisariuszy do Naczelnego Wodza (m.in. przez Szwajcarię) oraz do lokalnego dowództwa amerykańskiego. Amerykanie bardzo uważnie obserwowali Brygadę, nie mając początkowo wiedzy, jaka to jest jednostka i komu podlega. Obawiali się bowiem, że może to być formacja kolaboracyjna w służbie niemieckiej. Ustalenia wywiadu wojskowego armii USA rozwiały jednak te obawy.

Po uznaniu operacyjnego zwierzchnictwa amerykańskiego, od 5 maja 1945 r. Brygada ponownie wzięła udział w walkach z Niemcami, między innymi wyzwalając podobóz koncentracyjny w Holiszowie (była to filia KL Flossenbürg), i opanowała drogę odwrotu frontowym jednostkom niemieckim do Pilzna. W Holiszowie Brygada wyzwoliła około 1000 kobiet, w tym m.in. wiele Polek i Żydówek, które miały być zlikwidowane przez Niemców tuż przed wkroczeniem wojsk alianckich. Obok obozu w Holiszowie zlokalizowane były liczne zakłady niemieckiego przemysłu zbrojeniowego (względnie bezpieczne na tym terenie). Pracowało w nich tysiące niewolników (robotników przymusowych) z różnych stron Europy Środkowo-Wschodniej. Oni również w wyniku tej akcji zostali uwolnieni.

Wkrótce oddziały Brygady nawiązały kontakt z jednostkami amerykańskimi (z dowódcą 3. Armii gen. George’em S. Pattonem) i we wspólnych walkach wzięły do niewoli sztab XIII armii niemieckiej (w tym dwóch generałów). W dowód uznania i podkreślenia, że BŚ jest jednostką sojuszniczą, Amerykanie pozwolili jej żołnierzom i oficerom na noszenie oznak Armii USA.

Usilne dążenie gen. Władysława Andersa, aby przenieść ją do Włoch i wcielić do 2. Korpusu Polskiego, spotkało się z niechęcią przede wszystkim władz Wlk. Brytanii, która w tym czasie już sobie nie życzyła powiększania polskiego wojska. Sowieci kategorycznie żądali wydania Brygady, traktując ją jako jednostkę kolaboracyjną. Na to zaś Amerykanie nie pozwolili.

Brygada Świętokrzyska została jednak rozbrojona i rozformowana, a jej żołnierze w większości weszli w skład Kompanii Wartowniczych. Jedynym krajem, który zaoferował gościnę byłym żołnierzom NSZ, warunki zwartego osadnictwa i możliwość prowadzenia legalnej pracy niepodległościowej, była wówczas Francja. Dlatego tam 1 lipca 1949 r. powstało „Ogniwo”, które przez kilka następnych lat mogło prowadzić działalność i wydawać własną prasę.

Żołnierze Brygady rozsypali się po świecie, tworząc największe skupiska w USA i Kanadzie, ale również w Australii i krajach Ameryki Południowej. Utrzymywali ze sobą bardzo intensywne kontakty, również towarzyskie i rodzinne.

Czarna propaganda wczoraj i dziś

Przez cały okres istnienia Polski ludowej Narodowe Siły Zbrojne, a szczególnie Brygada Świętokrzyska, były propagandowym synonimem zdrady i zaprzaństwa. Obelgi miotali przede wszystkim komuniści, którzy sami stosowali najbardziej niegodziwe metody zwalczania przeciwników, denuncjując Niemcom żołnierzy i oficerów organizacji niepodległościowych i działaczy Delegatury Rządu na Kraj. Dokonywali skrytobójstw i jawnych napadów, a tam, gdzie uzyskali chwilową przewagę, wydawali miejsca stacjonowania oddziałów AK Niemcom, niekiedy nawet podejmowali wspólne akcje z Gestapo i Abwehrą przeciwko polskim patriotom. Dziś tego typu wydarzenia są już dobrze udokumentowane i w zasadzie nie dziwią. Mieliśmy bowiem do czynienia z ustrojem zbrodniczym, który posługiwał się ideologią wcale nie tak odległą od niemieckiego nazizmu.

Propaganda komunistyczna działała także poza granicami Polski ludowej. W prasie polonijnej, wszędzie tam, gdzie komuniści mieli jawne lub skryte wpływy, ukazywały się na temat Brygady fałszywe informacje. Niezależnie od tego komunistyczne władze wpisały płk. Antoniego Szackiego „Bohuna Dąbrowskiego” i grupę oficerów Brygady na listę zbrodniarzy wojennych, żądając ich ekstradycji i preparując dowody ich zdrady. Na szczęście były one sfałszowane bardzo nieudolnie i z obawy przed całkowitą kompromitacją zaniechano ich przedstawienia na forum publicznym w Europie Zachodniej.

Były także próby zamachów skrytobójczych i porwań, podejmowane przede wszystkim wobec płk. „Bohuna”. W 1950 r. na skutek komunistycznych oskarżeń został on postawiony przed sądem francuskim w Tuluzie, ale po bardzo krótkiej rozprawie, gdy okazało się, że „dowody” przeciwko niemu są spreparowane, został uniewinniony. Zalecono mu jednak opuszczenie Francji, gdzie nie można było zapewnić mu skutecznej ochrony, udał się zatem na dalszą emigrację do USA. Tam zmarł w 1992 r.

W kraju natychmiast rozpoczęły się masowe represje wobec ujętych oficerów i żołnierzy tej formacji – nawet tych, którzy zdecydowali się na ujawnienie swej działalności. W latach późniejszych operacyjne rozpracowywanie tego środowiska trwało praktycznie do końca istnienia Polski Ludowej. Represje i szykany stosowano także wobec ich rodzin, czyli komunistyczna zemsta przechodziła na następne pokolenie.

Negatywna propaganda wokół Brygady i jej osiągnięć nie ustała jednak wraz z końcem Polski Ludowej. Na przykład w 1991 r. w programie „Rewizja nadzwyczajna” Cezary Chlebowski oskarżał publicznie, że Brygada kolaborowała z Niemcami. Napisałem o tym w liście do płk. „Bohuna”, przedstawiając mu „argumenty” tego propagandysty. Otrzymałem od niego następującą odpowiedź:

„Wolno jemu wierzyć lub nie wierzyć w prawdę napisaną przeze mnie […]. Istnieje jeszcze jedno źródło historii – archiwa niemieckie, które są otwarte dla każdego historyka”.

Okazało się również, że Chlebowski był wcześniej przez wiele dni gościem specjalnym płk. „Bohuna” i jego żony Barbary w Costa Mesa w Kalifornii, gdzie został bardzo serdecznie przyjęty i nie czyniono wobec niego żadnych tajemnic w rozmowach, także w obecności innych oficerów Brygady. W kolejnym liście (na kilka miesięcy przed śmiercią) płk „Bohun” stwierdził, praktycznie zamykając sprawę:

„W mojej książce podałem całą prawdę o rozmowach z Niemcami i naszą reakcję na ich propozycje. Nie mam nic do ukrywania. W każdym razie mogę stwierdzić, że mam spokojne sumienie i że nic takiego nie zrobiłem, co byłoby na korzyść Niemców. Myśmy skorzystali i sprawa polska. A dlaczego Niemcy nas nie zlikwidowali, niech pan Chlebowski znajdzie odpowiedź w archiwach niemieckich”.

Trzeba podkreślić, że przez owe 75 lat nie znaleziono dowodów rzekomej kolaboracji Brygady z Niemcami, którzy faktycznie mieli plany, aby stworzyć szeroki front antykomunistyczny w podbitej Europie. W ulotce z przełomu 1944/1945 Niemcy wabili Polaków, dotychczas bezwzględnie prześladowanych: „Każdy z Was żywi przekonanie, że tak czy inaczej dla Polaków nastać muszą nowe, lepsze czasy. […] Nikt od Was nie wymaga niczego, co by się nie dało pogodzić z Waszą godnością i z Waszym poczuciem narodowym. Warto jednak, abyście wciąż pamiętali o tym, że jesteście Polakami i że kultura polska jest kulturą zachodnią, związaną nierozerwalnie z duchem i tradycją historyczną całej Europy. […] Tylko orientacja europejska może uratować Polskę”.

Był to jednak już koniec wojny i na takie łabędzie śpiewy nikt się nie nabierał.

Nie dali się zgładzić

Po 1989 r. powstało wiele publikacji na temat Brygady, w tym naukowych i popularnonaukowych, z coraz obszerniejszym wykorzystaniem niedostępnych wcześniej źródeł. W Brygadzie służyło wyjątkowo wielu młodych ludzi, stosunkowo dużo lepiej wykształconych niż ich rówieśnicy w innych formacjach. W dodatku w całym okresie służby w Brygadzie trwało intensywne szkolenie żołnierzy, którzy w ten sposób uzupełniali wykształcenie, którego nie mogli mieć w czasie okupacji. Na emigracji dość szybko osiągnęli oni materialny i społeczny status znacznie wyższy niż ogół Polaków rozproszonych w świecie. Utrzymując między sobą ścisłe kontakty, liczyli, że w każdej chwili mogą być potrzebni. Wszędzie tam, gdzie się osiedlili, intensywnie działali w środowiskach polonijnych, prowadząc pracę polityczną i społeczną. Dziś żyją już tylko ostatni z ostatnich.

Historia Brygady jest częścią naszej ogólnej historii. Nie musimy się jej wstydzić i wypierać z naszej świadomości, wprost przeciwnie. Wstydzić powinni się przede wszystkim ci, którzy publicznie oczerniali Brygadę i jej dowódcę (i nadal to robią), nie mając ku temu merytorycznych argumentów. Nie mają też fachowych kwalifikacji w kierunku profesjonalnych badań, posługują się zatem wyłącznie materiałami propagandowymi wytworzonymi w epoce Polski Ludowej lub na nich opartych. A pamiętajmy, że komunistyczna bezpieka oddelegowała do takiej działalności („w nauce”) część swych oficerów i całkowicie lojalnych, dyspozycyjnych współpracowników, takich jak ppłk UB Ryszard Raps vel Nazarewicz, kpt. Bronisław Szwejgiert czy Bogdan Hillebrandt.

Warto tu przypomnieć jadowitą propagandę wokół wydarzenia, na które mało kto zwróciłby uwagę w innych warunkach. Oto w marcu 2018 r. premier polskiego rządu Mateusz Morawiecki złożył kwiaty i zapalił znicz na grobie Polaków, którzy zmarli w Monachium już po zakończeniu wojny. Tuż po tym wydarzeniu media rozwłóczyły wieść, jakoby… Morawiecki złożył kwiaty przy grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, którzy „kolaborowali z nazistami”. Otóż jest nieprawdą, że było to „na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej”. Są tam pochowane następujące osoby: Stanisław Pilch, dr Marian Dembiński, Marian Wiśniewski, Jan Mroczek, Władysław Niezgoda, Zdzisław Sowa, Wiktor Kubata; prof. dr Władysław Radwanowicz i Tadeusz Szczap. To były osoby uwolnione z niemieckich kacetów i więzień, które po zakończeniu wojny szukały schronienia i opieki. Znaleźli pomoc przy Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, ale na skutek wycieńczenia i chorób zmarły. Żaden z nich nie był żołnierzem NSZ!

Leszek Żebrowski

Nasz Dziennik