logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

O kulcie katolickim w czasach próby

Niedziela, 31 maja 2020 (20:30)

Aktualizacja: 31 maja 2020 (21:14)

List ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów cz. I

W wielu krajach sprawowanie kultu chrześcijańskiego jest zakłócone przez pandemię COVID-19. Wierni nie mogą gromadzić się w kościołach, nie mogą w sposób sakramentalny uczestniczyć w Eucharystycznej Ofierze. Sytuacja ta jest źródłem wielkiego cierpienia. Jest również okazją daną nam przez Boga, abyśmy lepiej zrozumieli konieczność i wartość kultu liturgicznego. Jako kardynał prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, ale przede wszystkim w głębokiej jedności, w pokornej służbie Bogu i Jego Kościołowi, pragnę ofiarować to rozważanie moim braciom w Episkopacie i w kapłaństwie oraz ludowi Bożemu, próbując zaczerpnąć z tej sytuacji jakąś naukę.

Kultu nie można zawiesić

Mówiono niekiedy, że z powodu epidemii i przymusowej izolacji zarządzonej przez władze świeckie publiczne sprawowanie kultu zostało zawieszone. Nie jest to właściwe stwierdzenie.

Kult publiczny jest kultem składanym Bogu przez całe Mistyczne Ciało, Głowę i członki, o czym przypomina Sobór Watykański II: „W tak wielkim dziele, przez które Bóg otrzymuje doskonałą chwałę, a ludzie doznają uświęcenia, Chrystus zawsze łączy z sobą swoją umiłowaną Oblubienicę, Kościół, który wzywa swego Pana i przez Niego oddaje cześć wiecznemu Ojcu. Słusznie zatem uważa się liturgię za wypełnianie kapłańskiej funkcji Jezusa Chrystusa. W niej przez znaki dostrzegalne wyraża się i w sposób właściwy dla poszczególnych znaków dokonuje uświęcenie człowieka, a Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami, sprawuje pełny kult publiczny. Dlatego każda celebracja liturgiczna jako działanie Chrystusa-Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła, jest czynnością w najwyższym stopniu świętą, której skuteczności z tego samego tytułu i w tym samym stopniu nie posiada żadna inna czynność Kościoła”1. Kult ten jest oddawany Bogu zawsze „wtedy, gdy jest sprawowany w imieniu Kościoła przez osoby prawnie do tego wyznaczone i z zastosowaniem aktów zatwierdzonych przez władzę kościelną”2.

Ilekroć więc jakiś ksiądz odprawia Mszę Świętą czy Liturgię Godzin, to nawet gdy jest sam, sprawuje publiczny i oficjalny kult Kościoła w jedności z jego Głową, Chrystusem, i w imieniu całego Ciała. Na początku koniecznie trzeba przypomnieć tę prawdę. Pozwoli nam ona dokładniej wyjaśnić niektóre błędy.

Oczywiście, aby kult ten zyskał pełny i widoczny wyraz, właściwe jest, by mógł być celebrowany z udziałem wspólnoty wiernych ludu Bożego. Może się jednak zdarzyć, że nie jest to możliwe. Fizyczna nieobecność wspólnoty nie udaremnia kultu publicznego, nawet jeśli odcina jakąś jego część. Błędem byłoby więc twierdzić, że z powodu braku wiernych ksiądz powinien powstrzymać się od odprawienia Mszy Świętej. Przeciwnie, w obecnie występujących okolicznościach, kiedy lud Boży nie ma możliwości sakramentalnego zjednoczenia się z kultem, ksiądz tym bardziej jest zobowiązany do codziennego sprawowania Eucharystii. Podczas liturgii bowiem kapłan działa in persona Ecclesiae, w imieniu całego Kościoła, oraz in persona Christi, w imieniu Chrystusa, Głowy ciała, aby ofiarować kult najlepszemu Ojcu, to on jest posłannikiem, delegatem wszystkich tych, którzy nie mogą być obecni.

Zrozumiałe jest zatem, że żadna władza świecka nie może zawiesić publicznego sprawowania kultu Kościoła. Kult ten jest rzeczywistością duchową, nad którą władza doczesna nie ma żadnej władzy. Kult ten trwa wszędzie tam, gdzie odprawiana jest Msza Święta, nawet bez udziału zgromadzonego ludu. Do władz cywilnych należy natomiast zakazanie zgromadzeń, które byłyby niebezpieczne dla dobra wspólnego ze względu na sytuację sanitarną. Biskupi są także odpowiedzialni za pełną otwartości współpracę z tymi władzami. Prawdopodobnie było więc uprawnione wymagać od chrześcijan, by na krótki i ograniczony czas powstrzymali się od zgromadzeń. Natomiast rzeczą nie do przyjęcia jest, by władze odpowiedzialne za dobro polityczne pozwalały sobie na ocenę, czy kult religijny jest sprawą pilną, czy też nie, i zabraniały otwierania kościołów, co umożliwiłoby wiernym modlitwę, przystępowanie do spowiedzi i do Komunii Świętej, kiedy respektowany jest reżim sanitarny. Do biskupów jako „krzewicieli i stróżów całego życia liturgicznego”3 należy stanowcze i niezwłoczne domaganie się prawa do zgromadzeń, gdy tylko staną się one racjonalnie możliwe. Pouczający w tej materii może być dla nas przykład św. Karola Boromeusza. Prowadząc procesje podczas dżumy szalejącej w Mediolanie, przestrzegał on surowych zasad sanitarnych nakazanych przez ówczesne władze świeckie, a przypominających reżim sanitarny w naszych czasach. Również wierni chrześcijanie mają prawo i obowiązek stanowczo i bezkompromisowo bronić swobody kultu. Zsekularyzowana mentalność uważa akty religijne za drugorzędne dla dobra osób, na równi z rozrywką i wydarzeniami kulturalnymi. Jest to radykalnie fałszywa perspektywa. Uwielbienie i oddawanie czci są obiektywnie należne Bogu. Jesteśmy Mu winni ten kult, ponieważ On jest naszym Stwórcą i Zbawicielem. Publiczne wyrażanie kultu katolickiego nie jest ustępstwem ze strony państwa na rzecz subiektywności wierzących. Jest obiektywnym prawem Boga. Jest niezbywalnym prawem każdej osoby. „Obowiązek oddawania Bogu prawdziwej czci odnosi się do człowieka w wymiarze indywidualnym i społecznym”4. Taka jest „tradycyjna nauka katolicka o moralnym obowiązku ludzi i społeczności wobec prawdziwej religii i jedynego Kościoła Chrystusowego”, przypomina Sobór Watykański II5.

Samotni bohaterowie

Chciałbym więc złożyć hołd księżom, zakonnikom i zakonnicom, którzy zapewnili ciągłość katolickiego kultu publicznego w krajach najsilniej dotkniętych pandemią. Sprawując Mszę Świętą w samotności, modliliście się w imieniu całego Kościoła, byliście wznoszącym się ku Ojcu głosem wszystkich chrześcijan. Pragnę również podziękować wszystkim wiernym świeckim, którym leżało na sercu włączanie się w kult publiczny przez modlitwę Liturgii Godzin w swoich domach lub przez łączność duchową z Najświętszą Ofiarą Mszy Świętej.

Niektórzy krytykowali transmisje tych liturgii przez takie środki przekazu, jak telewizja czy internet. Niewątpliwie, jak przypomniał Papież Franciszek, obraz wirtualny nie zastępuje obecności fizycznej. Jezus przyszedł dotknąć nas w naszym ciele. Sakramenty przedłużają Jego obecność, obejmując i nas. Trzeba pamiętać, że logika Wcielenia, a zatem logika sakramentów, nie może się obejść bez obecności fizycznej. Żadna wirtualna transmisja nigdy nie zastąpi obecności sakramentalnej. Na dłuższą metę mogłaby wręcz szkodzić zdrowiu duchowemu księdza, który zamiast kierować spojrzenie ku Bogu, wpatruje się w bożka-kamerę i do niej przemawia, odwracając się w ten sposób od Boga, który tak nas umiłował, że wydał za nas na krzyżu swego jedynego Syna, abyśmy mieli życie.

Pragnę jednak podziękować wszystkim, którzy pracowali przy tych transmisjach. Umożliwiły one wielu chrześcijanom duchową łączność z nieprzerwanie sprawowanym kultem publicznym Kościoła. Były pod tym względem pożyteczne i owocne. Pozwoliły także wielu ludziom poszukującym znaleźć oparcie dla modlitwy. Składam hołd kreatywności i wyobraźni chrześcijan, które musiały rozwinąć się w błyskawicznym tempie.

Powrót sacrum

Chcę jednak zwrócić uwagę wszystkich na pewne zagrożenia. Środki wirtualnej transmisji mogą wprowadzić logikę dążenia do sukcesu, obrazu, spektaklu albo czystej emocji. Taka logika jest obca chrześcijańskiemu kultowi. Kult nie dąży do przyciągania widzów za pomocą kamery. Jest zwrócony i ukierunkowany na Boga Trójcę. Aby uniknąć niebezpieczeństwa przeobrażenia chrześcijańskiego kultu w spektakl, ważne jest zastanowić się nad tym, co Bóg do nas mówi przez obecną sytuację.

Lud chrześcijański znalazł się w takim samym położeniu jak lud hebrajski na wygnaniu, został pozbawiony kultu. Prorok Ezechiel uczy nas duchowego znaczenia zawieszenia kultu hebrajskiego. Musimy na nowo odczytać tę księgę Starego Testamentu, jej słowa są bardzo aktualne. Prorok stwierdza, że lud wybrany nie umiał oddawać Bogu kultu prawdziwie duchowego. Zwrócił się ku bożkom. „Kapłani jej przekraczają moje prawo – bezczeszczą moje świętości. Nie rozróżniają pomiędzy tym, co święte, i tym, co nieświęte, nie rozsądzają pomiędzy tym, co czyste, a tym, co nieczyste […], tak że wśród nich doznaję zniewagi” (Ez 22,26). Chwała Boża odeszła wówczas od świątyni jerozolimskiej (Ez 10,18).

Bóg jednak nie szuka zemsty. Jeśli dopuszcza na swój lud katastrofy naturalne, to zawsze po to, żeby skuteczniej go pouczyć i ofiarować mu łaskę głębszego przymierza (Ez 33,11). W czasie wygnania Ezechiel naucza lud sposobów sprawowania doskonalszego kultu, prawdziwszego oddawania czci (Ez, rozdz. 40-47). Prorok pokazuje nową świątynię, spod której wypływa rzeka wody żywej (Ez 47,1). Świątynia ta symbolizuje, prefiguruje i zapowiada prawdziwą świątynię – przebite Serce Jezusa. Świątynię tę obsługują kapłani, którzy nie otrzymają dziedzictwa w Izraelu, nie będą posiadali ziemi na prywatną własność. „Nie będą mieli dziedzictwa: to Ja jestem ich dziedzictwem” (Ez 44,28), mówi Pan.

Myślę, że te słowa Ezechiela możemy odnieść do naszych czasów. My także nie odróżniliśmy sacrum od profanum.

Bardzo często lekceważyliśmy sakralny charakter naszych kościołów. Przemieniliśmy je w sale koncertowe, w restauracje lub w noclegownie dla ubogich, uchodźców czy imigrantów. Bazylika św. Piotra i niemal wszystkie nasze katedry, będące żywym wyrazem wiary naszych przodków, stały się wielkimi muzeami, deptanymi i bezczeszczonymi na naszych oczach przez budzące smutek tłumy turystów, często niewierzących i lekceważących miejsca święte i świętą Świątynię Boga żywego. Dzisiaj, poprzez chorobę, której Bóg nie chciał w sposób pozytywny, daje nam łaskę, byśmy odczuli, jak bardzo nam brakuje naszych kościołów. Bóg daje nam łaskę, byśmy doświadczyli, że potrzebujemy tego domu, gdzie On mieszka pośród naszych miast i wiosek. Potrzebujemy miejsca, budynku świętego, czyli zastrzeżonego wyłącznie dla Boga. Potrzebujemy miejsca, które będzie czymś znacznie więcej niż zwykłą, funkcjonalną przestrzenią służącą zgromadzeniom i rozrywkom kulturalnym. Kościół jest miejscem, w którym wszystko jest ukierunkowane na chwałę Boga, na kult Jego majestatu. Czy nie nadszedł czas, byśmy odczytując na nowo księgę Ezechiela, odnaleźli znaczenie sakralności? Byśmy zabronili urządzania świeckich wydarzeń kulturalnych w naszych kościołach? Zastrzegli dostęp do ołtarza wyłącznie dla szafarzy kultu? Z miejsca, w którym mieszka Bóg, usunęli okrzyki, oklaski, światowe rozmowy, szał fotografowania? „Kościół nie jest lokalem, w którym wcześnie rano coś się odbywa, a potem przez resztę dnia zostaje on pusty i ’bez funkcji’. W lokalu, jakim jest kościół, zawsze istnieje Kościół, gdyż Pan stale daje siebie, misterium Eucharystii trwa, a zbliżając się do tego misterium, zawsze zostajemy włączeni w Boży kult całego wierzącego, modlącego się i miłującego Kościoła. Wszyscy znamy różnicę między kościołem napełnionym modlitwą a kościołem, który stał się muzeum. Dzisiaj grozi nam wielkie niebezpieczeństwo, że nasze kościoły staną się muzeami”6.

Te same słowa moglibyśmy powtórzyć w odniesieniu do niedzieli, dnia Pańskiego, sanktuarium tygodnia. Czyż nie zbezcześciliśmy go, czyniąc z niego dzień roboczy, dzień przeznaczony wyłącznie na świeckie rozrywki? Dzisiaj dotkliwie go nam brakuje. Mijają kolejne dni, wszystkie podobne do siebie.

Musimy usłyszeć słowa proroka, który nam zarzuca, że „splugawiliśmy Jego świątynię” (por. Ez 23,38). Musimy pozwolić, by nauczono nas na nowo kultu w Duchu i prawdzie. Wielu księży odkryło celebrację bez obecności ludu. Doświadczyli w ten sposób, że liturgia jest zasadniczo i przede wszystkim „oddawaniem czci Bożemu majestatowi”, jak to ujmuje Sobór Watykański II7. Nie jest przede wszystkim działaniem o charakterze pedagogicznym czy misyjnym. A raczej staje się prawdziwie misyjna jedynie na tyle, na ile jest całkowicie przyporządkowana doskonałemu „uwielbieniu Boga”8.

Celebrując w samotności, księża nie mieli już przed oczami ludu chrześcijańskiego i uświadomili sobie wtedy, że celebracja Mszy Świętej zawsze zwraca się ku Bogu Trójjedynemu. Skierowali spojrzenie na Wschód. Bowiem „pojednanie przychodzi ze Wschodu. Stamtąd przychodzi człowiek, któremu na imię Wschód, który stał się pośrednikiem między Bogiem i ludźmi. Stamtąd jesteście więc zaproszeni, by zawsze patrzeć ku Wschodowi, gdzie wznosi się dla was Słońce Sprawiedliwości, gdzie zawsze pojawia się dla was światło”, mówi nam Orygenes w jednej z homilii o Księdze Kapłańskiej. Msza Święta nie jest długim przemówieniem skierowanym do ludu, ale uwielbieniem i błaganiem skierowanym do Boga.


 


 

1 Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, nr 7 [dalej: SC].

2 Kodeks prawa kanonicznego, kan. 834.

3 Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Instrukcja Redemptionis Sacramentum, nr 19.

4 Katechizm Kościoła katolickiego, nr 2105.

5 Deklaracja o wolności religijnej Dignitatis humanae, nr 1.

6 Joseph Ratzinger, Eucharistie. Mitte der Kirche, München, 1978.

7 SC, nr 33.

8 SC, nr 5.


Śródtytuły pochodzą od redkacji

ks. kard. Robert Sarah tłum. Agnieszka Kuryś

Nasz Dziennik