logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niemiecka skłonność wobec Rosji

Poniedziałek, 4 kwietnia 2022 (18:17)

Aktualizacja: Poniedziałek, 4 kwietnia 2022 (20:23)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Bucza, Irpień czy Hostomel to tylko niektóre miejscowości, gdzie Rosjanie dokonali zbrodni ludobójstwa. Zdemoralizowana rosyjska armia gwałci, morduje, kradnie. Mamy do czynienia z faszystowskim rosyjskim systemem, ale oprócz Polski Europa milczy?

– To, co zobaczyliśmy w Buczy, rzeczywiście przyprawia o dreszcze. To dramat, który z całą pewnością przejdzie do historii świata. Przecież ci zamordowani to nie byli żołnierze, ale cywile: kobiety, dzieci, starcy, ludzie bezbronni. Od oceny prawnej są odpowiednie organy, ale chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że mamy do czynienia z ludobójstwem. Nic więc dziwnego, że prezydent Wołodymyr Zełenski w jednym ze swoich ostatnich wystąpień, mówiąc o rosyjskich zbrodniach, zaprosił byłą kanclerz Niemiec Angelę Merkel oraz byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego do odwiedzenia Buczy, aby zobaczyli na własne oczy, do czego doprowadziła polityka ustępstw wobec Rosji, polityka, którą sami uprawiali. To, czego dzisiaj jesteśmy świadkami, a czego doświadcza Ukraina, to są owoce zaniechania, owoce polityki ostatnich lat – od 2014 roku, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę i kiedy przy milczącej akceptacji świata zachodniego dokonała rozbioru Ukrainy. Prezydent Zełenski zaprosił Merkel i Sarkozy’ego, ale do tego grona należałoby dodać także Donalda Tuska, który w latach 2014-2019 był przewodniczącym Rady Europejskiej, a od 2019 roku pełni rolę szefa Europejskiej Partii Ludowej. Bez Tuska obraz tego, jak wyglądała polityka Unii Europejskiej wobec Rosji, byłby niepełny. Dzisiaj próbuje się też wyciszyć sprawę handlu bronią z Rosją, którą w latach 2014-2020 pomimo embarga prowadziło bodajże 10 unijnych państw, w tym przede wszystkim Francja, Niemcy i Włochy.

Co ciekawe, w tym czasie były wytaczane największe działa przeciwko Polsce o tzw. praworządność…

– Dokładnie. Polska od dawna przestrzegała przed rosyjską agresją, mówiła, na co stać Rosję, ale wyśmiewano nas, nazywając rusofobami. Kiedy w bezczelny sposób łamano prawo unijne, kiedy obchodzono embargo, kiedy do Rosji płynęła broń, którą dzisiaj Moskwa wykorzystuje przeciwko Ukrainie, to Komisja Europejska, Parlament Europejski, Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nawet się nie pochyliły nad tym procederem, którego śmiertelne żniwo widzimy dzisiaj w postaci zbrodni wojennych w Buczy. O gazociągach: Nord Stream 1 i Nord Stream 2, które stały się elementem rosyjskiego szantażu, nawet już nie wspominam. Natomiast chcę zwrócić uwagę na oskarżenia, którymi przez lata bombarduje się Polskę, uznając nasz kraj za niewiarygodny jako nieprzestrzegający standardów i norm europejskich. Tymczasem te standardy i normy europejskie, ale też wszelkie normy ludzkie, łamali i wciąż łamią liderzy Unii Europejskiej i nic się nie dzieje. Dziwnym trafem w Parlamencie Europejskim nie ma protestów, debat, rezolucji, wniosków o powołanie nadzwyczajnej komisji, która sprawdziłaby, jak Francja, Niemcy, Włosi i pozostałe państwa łamały prawo i zasady, którymi tak mocno podpiera się Unia Europejska. Nie ma winnych, innymi słowy: nic się nie stało, i to jest dramat Unii Europejskiej. To, jak w soczewce, pokazuje obłudę i fikcyjność zasad, na które powołują się dzisiaj unijne elity. Wygodniej jest milczeć, kiedy swoi łamią prawo, a kiedy Polska mówi prawdę o tym, co się dzieje, i obnaża obłudę europejskich elit, to jest pierwsza atakowana.

Te zbrodnie dzieją się na oczach świata. Jak długo jeszcze na zwłokę mogą grać elity Zachodu?

– Tak długo, jak się da. Proszę zwrócić uwagę, że Hitlera czy Stalina oceniono jednoznacznie, ale kiedy dzisiaj Putin łamie prawo międzynarodowe, wszelkie zasady, kiedy stoi za sprawstwem zbrodni wojennych, to świat Zachodu się ciągle przygląda. Widać za Putinem stoi bardzo silne lobby, na Zachodzie ma on bardzo sprawnych promotorów, ambasadorów, takich chociażby jak prezydent Macron, który bardzo często wydzwania na Kreml, i tak naprawdę uwiarygadnia to, co robi Putin, zamiast przerwać ten telefoniczny spektakl i jednoznacznie pokazać zbrodniarzowi, gdzie jego miejsce. Ale cóż się dziwić, skoro – jak słyszymy – polityka klimatyczna organizacji tzw. proekologicznych była finansowana przez Kreml dziesiątkami milionów euro, co tylko dowodzi, że Putin, narzucając swój dyktat gazowy, czuł się w Unii Europejskiej jak na swoim ranczu. Oczekuję więc na raport, który w sposób transparentny pokaże wszystkim Europejczykom, które organizacje i w jakim zakresie żyły i korzystały ze źródeł moskiewskich i za czyje pieniądze forsowały tzw. Zielony ład i inne tego typu pomysły.   

Jak skomentuje Pan słowa kanclerz Merkel, która ustami swojej rzecznik odpowiedziała na apel Ukrainy o członkostwo w NATO?

– Angela Merkel nie dość, że nie odpowiedziała na zaproszenie prezydenta Zełenskiego, żeby zobaczyć, jak wyglądają skutki jej bezrefleksyjnej postawy wobec Rosji i Putina, to nawet w obliczu wojny nie wyciągnęła wniosków ze swojej polityki jako kanclerza Niemiec. Wciąż, nawet na politycznej emeryturze, podtrzymuje swoją decyzję z 2008 roku, że Ukraina nie powinna być członkiem NATO. Oczywiście nikt dzisiaj w obliczu wydarzeń na Ukrainie nie myśli o przyjmowaniu Ukrainy do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego, to nie ten czas, ale kategoryczne nie daje tylko pole do działania Putinowi, który uważa, czy chce uważać Ukrainę za strefę swoich wpływów.

Na politycznej scenie wiele się dzieje. Jak skomentuje Pan zwycięstwo w wyborach na Węgrzech Viktora Orbána i partii Fidesz, która zdobyła większą przewagę, niż się spodziewano. Jak ten wynik powinniśmy odbierać wobec polityki Orbána w sprawie Rosji?

– Przypadek węgierski po raz kolejny pokazuje, że w polityce zagranicznej nie ma przyjaźni, ale są sojusze interesów. Niestety, ale ostatnia wypowiedź premiera Orbána podczas wiecu po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów pokazuje, że w kwestii podejścia do Rosji nasze interesy są rozbieżne. Co więcej, nie traktowałbym Węgrów i Orbána w relacji z Polską jak związku małżeńskiego, bo z Węgrami Polska nie brała ślubu. Natomiast jeśli chodzi o sojusz polsko-węgierski w wymiarze europejskim, to sojusz ten się sprawdził.  

Zaskakujące było, kiedy wśród wrogów czy przeciwników politycznych Orbán wymienił także prezydenta Ukrainy. Jak to odczytać?

– Tak jak powiedziałem: nie po drodze nam z Budapesztem w temacie Ukrainy, ale to było wiadomo już przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. I tutaj mamy rozbieżne zdania, ale rozbieżne zdania w polityce zagranicznej bardzo często się zdarzają nawet między partnerami czy sojusznikami, ale współpraca może się układać na innych odcinkach. Myślę, że warto to wziąć pod uwagę. Przestrzegałbym przed dogmatycznym postrzeganiem Węgier i nie zalecałbym tutaj wchodzenia w nutę polskiego romantyzmu, która często bierze górę nad rozsądkiem. Zacznijmy więc na Węgry patrzeć pragmatycznie, bo wspomniane działania Orbána, choć należy ocenić krytycznie, to jednak nie są one w stanie przebić tego, co zrobiła kanclerz Merkel: mam na myśli Nord Stream 2 i uzależnienie się od rosyjskiego gazu czy działania dotyczące handlu bronią z Rosją w momencie embarga. Tego się nie da porównać i tych działań niemieckich czy francuskich nie da się niczym przykryć.

Podobnie jak działań obecnego kanclerza Niemiec Olafa Scholza czy prezydenta Emmanuela Macrona, którzy są hamulcowymi w kwestii obłożenia Rosji radykalnymi sankcjami? Premier Mateusz Morawiecki mówi jasno, że Viktor Orbán nie był przeciwny sankcjom, ale Scholz i Macron owszem, tak…

– To, że Niemcy bardziej cenią Rosję i Putina niż pokój na Ukrainie i życie obywateli tego kraju, widać po ich postawie. Niestety, w tzw. wolnych mediach, mediach opozycyjnych wobec polskiego rządu milczy się o postawie Niemiec, Francji czy Włoch, milczy się o postawie tych, którzy robią z Putinem interesy warte miliony czy miliardy euro, a skupia się uwagę np. na premierze Orbánie, którego stanowisko w sprawie Rosji, oczywiście, należy ocenić krytycznie. Natomiast Orbán i jego interesy paliwowe z Rosją to są drobne grosze przy skali interesów, jakie z Putinem robiła, robi i chce dalej robić Unia Europejska – patrz Niemcy, Francja itd. I tutaj nad grzechami Angeli Merkel, Nicolasa Sarkozy’ego czy Donalda Tuska jest zmowa milczenia. Uważam, że Tusk, który próbuje się teraz wybielić, też powinien pojechać do Buczy, bo jako szef Rady Europejskiej, zausznik kanclerz Merkel i wykonawca jej poleceń na gruncie unijnym, też podobnie jak ówczesny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, ma sporo za uszami.

Premier Morawiecki zaapelował o powołanie międzynarodowej komisji do zbadania zbrodni ludobójstwa na Ukrainie. Czy ktokolwiek odpowie za to bestialstwo?

– Mam nadzieję. Ta propozycja jest jak najbardziej słuszna. Co więcej, powinniśmy wykorzystać nasz czas, aby przeforsować swoje sprawy, ugruntować swoją pozycję w Unii Europejskiej, bo jeśli to zmarnujemy, to będziemy dalej strofowani, upominani, oskarżani za brak tzw. praworządności i Bóg wie jeszcze za co. Tymczasem dzisiaj, kiedy na Ukrainie są jawnie łamane prawa człowieka, kiedy Rosja na oczach świata dokonuje zbrodni ludobójstwa, to Europa milczy – chowa głowę w piasek, a wszystkie tzw. praworządne media nawet nie wspomną o tym, kto się do tego przyczynił. Zbrodnie ludobójstwa muszą zostać udokumentowane i osądzone, a winni muszą ponieść karę. Polska przewodniczy dzisiaj Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i uważam, że OBWE powinno przejąć inicjatywę nad tą propozycją premiera Morawieckiego dotyczącą powołania międzynarodowej komisji do zbadania zbrodni ludobójstwa na Ukrainie. Te zbrodnie trzeba wyjaśnić, bo jeśli tego nie przypilnujemy, to możemy mieć próby rozmycia odpowiedzialności. Niestety, ale po 40 dniach rosyjskiej agresji – mam wrażenie, że świat zachodni przyzwyczaił się już do tej wojny i na salonach unijnych najchętniej nie słuchano by już o zniszczeniach na Ukrainie, o agresji i mordach Putina. Jest wiele takich państw, które chciałyby przymknąć oko na tę całą tragedię i dalej robić – być może jeszcze większe – interesy z Rosją.

Niemcy deklarują odejście od rosyjskich węglowodorów – zwłaszcza gazu, ale znalezienie alternatywnych źródeł ma im zająć trzy lata. Tymczasem miliardy euro będą wciąż płynąć do Moskwy…  

– I jakoś na szczeblu unijnym nikt nie protestuje, podczas gdy nam kazali jednego dnia zamknąć kopalnię i elektrownię „Turów”. Dzisiaj Niemcy mają chyba świadomość, co to znaczy nagle jednego dnia zakręcić wszystkie kurki z ropą, gazem. Rosję można jeszcze powstrzymać solidarnymi sankcjami, ale jeśli jako wspólnota europejska prześpimy ten czas, to za pół roku czy za rok może być już za późno. Dlatego potrzebne są zdecydowane, ostre sankcje w odpowiedzi na rosyjską agresję, bo dotychczasowe nie działają, a rosyjski rubel odbił się od dna, powrócił do poziomu sprzed ataku na Ukrainę. Jeśli chodzi o system SWIFT, to tylko siedem banków zostało objętych sankcjami, ale główne banki wciąż działają.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl