logo
logo

Zdjęcie: M. Marek/ Nasz Dziennik

Unia Schumana umiera

Piątek, 8 kwietnia 2022 (15:04)

Aktualizacja: Piątek, 8 kwietnia 2022 (21:41)

Z Beatą Kempą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W czasie, kiedy Rosja niszczy Ukrainę, Parlament Europejski kolejny raz atakuje Polskę za rzekome łamanie praworządności, blokowane są także należne nam środki finansowe. Co takim działaniem chce osiągnąć Unia Europejska?

– To rzeczywiście zdumiewające, że kiedy przed Unią Europejską i światem stoją poważne wyzwania, największy problem, jakim jest brutalna wojna na Ukrainie, której skutki rozlewają się już nie tylko na Europę, ale też świat, kiedy przerwane z powodu wojny mogą być łańcuchy dostaw zbóż z Ukrainy, a także z Rosji do Afryki, kiedy mamy wizję realnego głodu, to Unia szuka sobie chłopca do bicia. Również jeśli popatrzymy na złożoną sytuację, że Europa nie potrafi zapobiec czy zatrzymać ludobójstwa, którego dopuszczają się Rosjanie na Ukrainie, kiedy wszyscy powinni się zjednoczyć, usiąść i zastanowić się, jakie środki czy sankcje mogą skutecznie oddziaływać na Putina, jak osiągnąć międzynarodowy dyplomatyczny konsensus, aby solidnie i dotkliwie uderzyć w reżim rosyjski, to Parlament Europejski zajmuje się atakowaniem Polski, i to jest skandal. Ta dyskusja w europarlamencie była naprawdę brutalna, bo jeśli ktoś przysłuchiwał się tym de facto bzdurnym atakom, to z pewnością zauważył, że skręt Europy w lewo, narzucanie ideologii, narzucanie inżynierii nowego człowieka jest totalne.

Jaki jest cel tego typu działań?

– Cel jest jeden: mianowicie najwięksi gracze w Unii Europejskiej, przede wszystkim Niemcy, Francuzi, Holendrzy, dążą do obalenia konserwatywnego rządu w Polsce, który stawia na wartości, rodzinę, który opiera się różnym lewackim próbom ideologizacji dzieci i zdemolowania świata tradycyjnych wartości. Rząd Zjednoczonej Prawicy ma także dobre relacje z Kościołem, co jest nie na rękę lewactwu, które chce nas zredukować, sprowadzić do poziomu Europy, która upada cywilizacyjnie pod każdym względem. Zresztą nie krył się z tym europoseł Platformy Andrzej Halicki, który zwracając się do premiera Morawieckiego, powiedział: niech pan wyrzuci „ziobrystów” z rządu, my panu w tym pomożemy. To jasny sygnał, że chcą doprowadzić do kryzysu, do przedterminowych wyborów i przejęcia władzy. I to jest w mojej ocenie przede wszystkim ten scenariusz, scenariusz „ulica i zagranica”, napisany jeszcze przez Grzegorza Schetynę, w którego realizacji europejscy sojusznicy partyjni Platformy pomagają. Przy okazji zarzuca się Polsce, że nie jest u nas przestrzegana praworządność. Jednak, kiedy zapytać ich o szczegóły na poparcie takiej tezy, to nikt nie jest w stanie nic konkretnego powiedzieć. Tak było podczas poprzednich debat w europarlamencie i tak było ostatnio. Za to cały czas obecny jest przekaz lewackich gazet i publicystyka, którą powiela się na potrzeby polityczne. W ten sposób Unia Europejska i poszczególne kraje członkowskie postawiły się po jednej stronie sporu politycznego, uczestniczą w tej walce i tak naprawdę jedynym ich celem jest obalenie polskiego rządu.

Brak zgody na przyznanie nam środków z „Krajowego plan odbudowy” jest jednym z elementów tej gry?

– Owszem. Kiedy patrzę, jak w zajadły sposób szczególnie socjaliści hiszpańscy atakują Polskę – mam na myśli przede wszystkim przewodniczącego komisji LIBE posła Juana Fernando Lópeza Aguilara – to zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest jakiś cel w tym działaniu. Być może unijne elity wymyśliły sobie, że pod pretekstem braku tzw. praworządności odbierze się Polsce środki, które komuś muszą przypaść, i być może plan jest taki, że trafią one do borykającej się z rozmaitymi trudnościami Hiszpanii. Zapomina się jednak, że Polska żyrowała pożyczki i cały ten fundusz, a jeśli tych środków nie otrzymamy, to co – będziemy płacić za innych? Ale np. Bułgaria – mimo wielu uzasadnionych wątpliwości – ma otrzymać środki z KPO. Tylko Polskę i Węgry traktuje się jako państwa gorsze, wymyślając różne nieistniejące problemy, a wszystko po to, żeby należne nam środki wstrzymywać. Owszem, pojawiają się pomysły, żeby te środki przekazywać nie państwu polskiemu, ale samorządom, ale to jest rozbijanie państwa. My nie mamy w Polsce landów, ale w województwach są wojewodowie podlegający rządowi. Jest też samorząd, ale w tych wszystkich działaniach musi być spójność, bo państwo to system naczyń połączonych. To bardzo złe, że w Polsce są tacy, którzy idą na rozbicie państwa.

Polska przyjęła już blisko 2,5 miliona uchodźców z Ukrainy, ale Unia, która tak ochoczo i sowicie wspierała, dajmy na to, Turcję w czasie kryzysu migracyjnego, nie kwapi się, aby wesprzeć finansowo Polskę?

– Nie widzę po tej drugiej stronie żadnej refleksji. Turcja otrzymała ogromne pieniądze, przyjmując imigrantów muzułmańskich, ale Polska nie dostała jeszcze ani eurocenta. Rząd w ramach specustawy przeznaczył 8 miliardów złotych na pomoc uchodźcom. Wiemy też, patrząc na skalę problemu, że ta kwota będzie absolutnie za mała. I Unia, zamiast nas wesprzeć, na pokaz przyjmuje różnego rodzaju rezolucje, słyszymy ciepłe słowa, ale za tym nie idzie żadne wymierne wsparcie. Natomiast zarzuca się nam brak empatii wobec imigrantów forsujących polsko-białoruską granicę, nie rozumiejąc, że to były prowokacje, że była to wstępna faza wojny, która od ponad 40 dni toczy się na Ukrainie. Kompletnie to do nich nie dociera. Zapominają przy tym, że rosyjskiego potwora, który dzisiaj chce pożreć Ukrainę, wyhodowali Niemcy, którzy przez lata układali się z Rosją, uzależniając Europę od rosyjskiego gazu, i Francuzi, którzy mimo embarga sprzedawali Putinowi broń. Są zatem współwinni tej tragedii, która dzisiaj dotyka Ukrainę. Dzisiaj, kiedy Polska, która obok Ukrainy ponosi największe skutki tej wojny, to unijni decydenci nie zamierzając kiwnąć palcem. Przypomina to sytuację z 1939 roku i napaści Niemiec na Polskę, gdzie musieliśmy liczyć na siebie. Nie liczmy więc, że jeśli ustąpimy pod unijnymi żądaniami, pod dyktatem odstąpienia od reformowania wymiaru sprawiedliwości, jeśli poczynimy ustępstwa, że oni nam odpuszczą. Unia – podobnie jak Putin – liczy się tylko z silnym. Dlatego uważam, że powinniśmy zdecydowanie domagać się tego, co się nam należy, i jasno stawiać sprawy.

Co chcą osiągnąć Bruksela i lokomotywy unijne, głównie Niemcy i Francja, tym ciągłym atakowaniem Polski?                 

– Uczestnicząc w tych wszystkich antypolskich debatach, przyglądając się tym atakom, zastanawiam się, czy nie chodzi tu o zniechęcenie Polaków do Unii Europejskiej. W ten sposób chcą być może doprowadzić do wzrostu eurosceptyków, którym nie podoba się projekt federalizacji Europy, który de facto jest forsowany. Ta gra na wzrost postaw eurosceptycznych w Europie Środkowej i Wschodniej ma na celu wypchnięcie tych państw z Unii Europejskiej. Stosowany jest ten sam mechanizm, jak w przypadku Wielkiej Brytanii, która nie wytrzymała dyktatu i zdecydowała się opuścić szeregi Wspólnoty. Być może ci wielcy unijni gracze zastanawiają się nad powrotem do tzw. starej Unii i chcą urządzić ją po swojemu, bez Polski i innych hamulcowych tego szkodliwego projektu. To jest oczywiście moja dywagacja, która rodzi się, kiedy obserwuję, co się dzieje na unijnej arenie.

Polska atakowana jest za reformowanie wymiaru sprawiedliwości, wiemy też, że w kwestii chociażby Izby Dyscyplinarnej Solidarna Polska ma odmienne zdanie i chyba nie poprze propozycji prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym…

– Muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z zapisami ustawy zaproponowanej przez prezydenta Dudę, bo znam mechanizmy działania w polskim wymiarze sprawiedliwości. Propozycja prezydenta nie reformuje tych kwestii, ciągle więc stoimy w miejscu. Jeśli nawet znajdzie się większość i Sejm podejmie taką decyzję, i projekt nowelizacji ustawy zaproponowany przez prezydenta Dudę zostanie przyjęty, to czy uważa Pan, że to zadowoli Brukselę? Absolutnie nie. I następnego dnia Polska będzie atakowana za kolejne rzeczy. Już pojawiła się nota, że mamy płacić kary za „Turów”. Druga rzecz – zanim Komisja Europejska wysłała wezwanie do zapłaty kar, to jeszcze tego samego dnia w Parlamencie Europejskim odbyła się debata o Polsce. W związku z powyższym nie sądzę, żeby po spuszczeniu z tonu przez Polskę cokolwiek się zmieniło w podejściu Unii Europejskiej do nas. Unia uznaje – podobnie jak Putin – silnych, a ze słabymi się nie liczy. Dlatego mamy instrument weta i tam, gdzie należy, kiedy Unia podejmuje decyzje sprzeczne z naszym interesem, to powinniśmy go używać. Musimy się nauczyć mówić dyktatowi unijnemu nie! Oczywiście powinniśmy też cały czas używać gry dyplomatycznej.

Jak się przeciwstawić tej federalistycznej wizji Europy, bo cały czas trwa dążenie w tym kierunku?

– Przykładem takich działań jest trwająca Konferencja na temat przyszłości Europy – debata, dyskusje – i jeśli spojrzymy na różne wnioski czy głosy, to widać wyraźnie, że Unia Europejska ma być jako jeden twór, z jednym rządem. Co więcej, już tworzone są różne drobne mechanizmy, które mają wprowadzać odpowiednie rozwiązania poza traktatami o Unii Europejskiej, a de facto wszystko to zmierza ku federalizacji. Jeśli pozwoliliśmy sobie narzucić coś takiego jak mechanizm praworządności, którego nie ma w traktatach, bo dotyczy to tylko sytuacji, kiedy są defraudowane unijne środki, co w Polsce nie ma absolutnie miejsca, co więcej, jeśli taki mechanizm pozatraktatowy używany jest w kwestii wymiaru sprawiedliwości, którego reformowanie jest w wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego, to znaczy, że daliśmy Unii przyzwolenie na dalsze kroki, daleko bardziej szkodliwe. Możemy mieć zatem sytuację, jeśli np. nie wprowadzimy w Polsce powszechnego dostępu do aborcji, to Unia zarzuci nam, że nie szanujemy praw człowieka i tym samym łamiemy praworządność. I to już wybrzmiewa.

Jaki los czeka Unię Europejska, jeśli dalej będzie brnąć w tym lewackim kierunku?

– Błędna polityka migracyjna Unii Europejskiej sprawiła, że zmienia się struktura narodowościowa wielu zachodnich państw, gdzie rodzi się mało dzieci rdzennych mieszkańców tych krajów. Natomiast jeśli chodzi o imigrantów, głównie muzułmańskich, to u nich ten przyrost naturalny wzrasta. Być może w czasie jednego pokolenia bądź dwóch ci nowi obywatele wejdą w procedurę biernego i czynnego prawa wyborczego. Również pakt o migracji i azylu – dokument, który niedługo będzie przyjmowany, będzie preferował osoby głównie z Afryki Północnej, które mają jakieś tam umiejętności. I to wszystko w jakiejś perspektywie zmieni bardzo i przewartościuje pewne mechanizmy oraz postrzeganie świata. Druga kwestia dotyczy generalnego podporządkowania sobie Europy Środkowo-Wschodniej, bo to, że stajemy się coraz silniejsi gospodarczo, a w wielu kwestiach jesteśmy lepsi, bardzo przeszkadza państwom starej Unii, które dalej chcą dominować. Przeszkadza im również nasze tradycyjne podejście do wartości chrześcijańskich i to, że nie chcemy przyjąć ich lewackiej ideologii gender, inżynierii nowego człowieka itd. Ten pęd zgubi Unię.

Czy takiej Unii grozi rozpad?           

– Nie wiem. Jeśli chodzi o kraje tzw. starej Unii, to pewnie nadal będą robić ze sobą interesy, ale jedno jest pewne – mianowicie, że Unia Europejska w tym kształcie, w jakim ją zaprojektował Robert Schuman, po prostu umiera. W tej Unii nie ma dzisiaj wzajemnego szacunku, nie ma współpracy, a tak przecież miało być w założeniu, żeby nie dochodziło do wojen. To, że wybuchła wojna na Ukrainie wypowiedziana brutalnie przez Rosję, to jest także skutkiem wieloletnich nieodpowiedzialnych działań najważniejszych graczy na europejskiej scenie. Dlatego Unia Schumana umiera.

A jaka przychodzi?   

– Federalistyczna, z jednym rządem w Brukseli nakazującym od rana do wieczora, co mamy robić. Panie redaktorze, myśmy już to przeżywali w czasach komunizmu i my tego nie chcemy. Dlatego uważam, że trzeba twardo i bardzo realnie patrzeć na wydarzenia na unijnej scenie i nie cieszyć się, kiedy klepią nas po plecach, bo to jest zły zwiastun. Jeśli koś zabiega o takie względy, to jest początek jego końca. Stąd musimy jasno artykułować nasze żądania i oczekiwania, pokazywać swoje atuty i bądź to sami osiągać cele, bądź szukać koalicjantów. I to jest możliwe. Zobaczymy, jak będą przebiegały wybory prezydenckie we Francji, kto je wygra, zobaczymy jaki będzie wynik wyborów we Włoszech, także w Hiszpanii, gdzie partia VOX również rośnie w siłę. Zatem możliwy jest powrót do normalności, jeżeli w poszczególnych państwach Europy znaczenie sił prawicowych i konserwatywnych będzie rosło. Nie należy tracić nadziei, ale jednocześnie stąpając twardo po ziemi, nie można być w Unii naiwnym.   

           Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl