logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W zetknięciu z rzeczywistością ideologia się sypie

Czwartek, 23 czerwca 2022 (15:58)

Aktualizacja: Czwartek, 23 czerwca 2022 (19:53)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, jak to jest, że w obliczu wojny na Ukrainie instytucje unijne nie rezygnują z flagowego projektu odchodzenia od węgla, co więcej, jest trend, żeby jeszcze przyspieszyć transformację energetyczną
na rzecz zielonej energii?

– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że do realizacji tego utopijnego projektu zostali uruchomieni różnego typu ideolodzy, którzy wierzą w ocieplenie klimatu i dążą do dekarbonizacji – jak chociażby Frans Timmermans, który wcześniej zajmował się tzw. praworządnością, a teraz dzierży stery w walce z katastrofą klimatyczną. Co więcej, dla niektórych kwestia ochrony klimatu ma wręcz wymiar religijny, co oznacza, że wyznają to właśnie w takich nieracjonalnych kategoriach, które nie biorą pod uwagę skutków ekonomicznych, ale zamiast Pana Boga wyznają pewną ideologię. Oczywiście można w to wpisać też lgbt, gdzie pod tęczowymi flagami możemy się dopatrzeć tego typu zachowań. Ponadto unijni urzędnicy zostali uruchomieni przez wielkich graczy do tego, żeby realizować zieloną strategię na zasadzie pewnego zadania. Zadaniowani są oderwani od rzeczywistości i postępują wedle pewnego mechanizmu ideologicznego oraz woli tych wielkich graczy: Niemiec czy dajmy na to Francji, które
w ten sposób chciały budować superpaństwo europejskie
– oczywiście pod swoją dominacją. Natomiast
w poszczególnych krajach, gdzie rzeczywistość bardziej dociera do polityków niż ideologiczne mrzonki, bo są oni odpowiedzialni przed wyborcami w przeciwieństwie
do biurokracji europejskiej, której władza nie pochodzi
z wyboru, więc żyje się niczym w Wersalu w odizolowanej bańce i samemu dla siebie, politycy zaczynają już czynić pewne korekty. I tak np. Niemcy mówią o powrocie
do elektrowni węglowych.

Wspomniał Pan Profesor o imperialnych planach Berlina czy Paryża, o dominacji tych stolic. Te plany jednak legły w gruzach,
a przynajmniej zostały wstrzymane
po rosyjskiej agresji na Ukrainę?

– Żeby móc zrealizować ten imperialny pomysł czy plan dominacji, muszą być spełnione pewne warunki. Jednym
z podstawowych warunków był tani rosyjski gaz jako paliwo przejściowe, z tym że – jak widać – ten gaz nie płynie. To pokazuje, że Unia Europejska się rozjeżdża,
cała ta brukselska administracja rozjeżdża się
z rzeczywistością. Ich ideologiczne pomysły idą w kierunku wręcz zubożenia Europy, ale to tylko świadczy o elitach brukselskich i ośrodkach decyzyjnych Unii Europejskiej. Trzeba powiedzieć jasno, że jest to środowisko ludzi coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości. Tak się jednak zdarza w historii i to świadczy jak najgorzej o takich personach. Co więcej to rokuje bardzo źle, więc pojawia się pytanie: co będzie dalej z Unią Europejską?

Nie tylko Niemcy, ale też Austria, Holandia, nie oglądając się na nikogo, zwiększają wydobycie węgla. Jak długo zatem ideologia będzie ważniejsza niż dobro obywateli,
a tacy ludzie, jak Frans Timmermans, którzy za chwilę mogą sobie wymyślić całą masą nowych niedorzecznych rzeczy i wtłaczać je ludziom do głowy, będą dyktować warunki wolnym krajom?

– Jest kilka możliwości – albo ci naczelni ideolodzy zostaną wymienieni i nikt – mam na myśli państwa i narody – nie będzie się z nimi dłużej liczyć, albo cały ten projekt pod nazwą Unia Europejska się rozleci. Poszczególne państwa
i narody europejskie chcą być w Unii, bo widzą w tym jakiś zysk, natomiast nie za wszelką cenę. Przecież nie ma czegoś takiego jak tożsamość narodowa ogólnoeuropejska, choć do tego dążono. Wszyscy wiemy, że to jest fikcja. Niewykluczone też, że mogą być naciski i próby przywoływania do porządku niepokornych, co spowoduje bunt, reakcję, i to wszystko się rozleci. Jeśli narody
i państwa uznają, że bilans członkostwa w Unii wychodzi
na minus – pod każdym względem, to znaczy, że nic z tego nie będzie, i cała ta ideologiczna, wypaczona struktura
z zieloną histerią w tle nie wytrzyma próby czasu –
i się rozpadnie.

A może wystarczy przejrzeć na oczy i unijną politykę dekarbonizacyjną napisać od nowa – racjonalnie?

– Być może, ale w Unii jest dzisiaj bardzo duża inercja,
nie ma właściwie żadnej reakcji na cokolwiek, reakcje są bardzo powolne. Rozsądek do wielu unijnych eurokratów nie dociera, czerwona lampka się nie świeci w umysłach. Tylko to środowisko posługuje się schematami, brakuje tam racjonalności. Nic więc dziwnego, że choćby
w Parlamencie Europejskim rozmawia się z nimi jak ze ścianą. Argumenty, które padają – czarno na białym – ich nie przekonują, cały czas brną w to samo. Przykładem są ataki na Polskę, jeśli chodzi o kwestie reformy sądownictwa – kiedy przedstawiamy, że w Niemczech jest to samo, ten sam mechanizm – dajmy na to wyboru sędziów, to nie ma to dla nich żadnego znaczenia, bo są zaprogramowani nie na dyskusję, tylko na atakowanie Polski. To, że nie odnoszą się do żadnego argumentu, świadczy, iż jest to myślenie utopijne, że mózgi niektórych polityków są zatopione
w ideologii, co więcej ta ideologia bywa agresywna.

Jak w tej sytuacji powinna zachować się Polska, może też powinniśmy radykalnie zweryfikować swoją politykę energetyczną?

– To się już dzieje. Widzimy, że podążanie za tymi wszystkimi absurdami spowodowało, że z eksportera węgla staliśmy się importerem. Jesteśmy też świadkami, jak jedna wojna spowodowała, że nagle wszystkie pomysły na elektrownie gazowe są odlotowe. Owszem można i trzeba myśleć o elektrowni jądrowej – wiadomo, że to jest proces i nie da się tego zbudować z dnia na dzień, ale założenie, że CO2 emitowane ze spalania gazu jest lepsze od CO2 pochodzącego ze spalania węgla jest zwyczajnie utopią. Przychodzi wojna i okazuje się, że mamy rosyjski szantaż gazowy, a z węgla – surowca, na bazie którego stoi cała energetyka, surowca, którego mamy pod dostatkiem
i możemy być niezależni – musieliśmy zrezygnować 
z powodu presji ideologicznej. Stąd pewna korekta jest konieczna. Pomysły, że paliwem będzie wodór w sytuacji, kiedy tu i teraz brakuje energii, trzeba odłożyć na półkę jako pieśń przyszłości. Proszę też zwrócić uwagę, że mamy inflację, kryzys, a Parlament Europejski uchwala zakaz silników spalinowych. Czy można wymyślić coś bardziej absurdalnego, kiedy samochód elektryczny jest droższy
od spalinowego? Ale to pokazuje, w jakim świecie żyją
ci unijni ideologiczni dyktatorzy.

Na baterii elektrycznej samochód może przejechać średnio ok. 300 km przy dodatniej temperaturze otoczenia. Kiedy temperatura spada poniżej zera, to ten dystans skraca się nawet o połowę…

– Czasem jeżdżę ze znajomym, więc rzeczywiście jest ten problem. Po pierwsze dotyczy on długiego ładowania takich baterii, więc jeśli ktoś się wybiera w dłuższą podróż,
to musi wziąć pod uwagę dodatkowy czas, jaki trzeba poświęcić na ładowanie baterii. To nie jest wlanie paliwa do baku na stacji benzynowej, tylko jest to długi, trwający kilka godzin proces ładowania baterii. Po drugie, skąd wziąć tyle miejsc, stacji – zakładając, że takich samochodów będą miliony, aby naładować baterie. Po trzecie do tego dochodzi nieustanny stres, czy uda się dojechać na naładowanej baterii do celu, a przynajmniej do następnej stacji ładowania. Do tego dochodzi problem większego zużycia energii podczas minusowej temperatury powietrza. Wychodzi na to, że jest to owszem dobry samochód, ale do jazdy po mieście i w takim układzie można z niego korzystać, ale na dłuższe trasy – jeśli tego typu samochody miałyby nam służyć na wielką skalę, wymagałoby to zbudowania całej niezbędnej infrastruktury. Ponadto trzeba też wziąć pod uwagę kwestię wymiany baterii, a więc kto to będzie utylizował. Widać więc, że są to rzeczy niesamowicie skomplikowane, bardzo kosztowne, ale kto z tych ideologów się z tym wszystkim się liczy. Mamy więc założenia ideologiczne i bierze się na tapetę ocieplenie klimatu i chce się nagle zbudować zielony świat. To absurd.

Zatem cała ta ideologia „Fit for 55” – tak bardzo lansowana na gruncie unijnym
– legła w gruzach?

– Jak każda ideologia także „Fit for 55” jest – mówiąc językiem młodzieżowym – odjechana, niespójna
z rzeczywistością. To, że dzisiaj stawiamy sprawy w tak jaskrawy sposób, jest pochodna wojny, która toczy się
na Ukrainie, co przyspiesza pewne procesy. Prędzej czy później i tak widać byłoby cały bezsens tej ideologicznej nawały, ale proces dochodzenia do tego byłby powolny. Natomiast wojna urealnia tego typu procesy. Proszę zwrócić uwagę, jak teoria ideologiczna, że powinno być proporcjonalnie tyle samo kobiet co mężczyzn we wszystkich zawodach, jak ta teoria zbankrutowała
w zderzeniu z rzeczywistością, choćby jeśli chodzi
o toczącą się wojnę. Idąc tym ideologicznym tropem, można przecież zapytać, dlaczego na froncie ukraińsko-
-rosyjskim nie ma tyle samo walczących kobiet co mężczyzn, tylko kobiety ukraińskie przyjechały z dziećmi do Polski, a mężczyźni walczą. Przecież według ideologicznej teorii powinno być po równo... Dlaczego Komisja Europejska tak ochoczo reagująca i przyjmująca wszelkie ideologie również w tym wypadku nie domaga się równości. Wojna, twarda, brutalna rzeczywistość obnaża cały ten ideologiczny trend i sprowadza to wszystko na ziemię. Mamy więc otrzeźwienie, co pokazuje, że czasem takie potrzebne oczyszczenie przychodzi na zasadzie szoku.

            Dziękuję za rozmowę.               

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl