Rewolucja francuska, która rozpoczęła się w 1789 r., nie tylko była przewrotem politycznym i społecznym. Była również rewolucją w znaczeniu kulturowym, uderzającą w najgłębszy fundament każdej kultury, czyli religię. W tym przypadku chodzi o kulturę chrześcijańską, wyrosłą z chrześcijaństwa. Rewolucja francuska była bowiem z gruntu antychrześcijańska. Projektowana przez rewolucjonistów „nowa Francja”, zamieszkała przez „nowych Francuzów”, to miała być Francja pozbawiona Kościoła i kościołów, bez księży, a czas miał być mierzony od ustanowienia republiki, a nie od narodzin Chrystusa.
Dawna Francja – „matka tylu świętych” (Jan Paweł II), którą tradycyjnie nazywano „pierworodną córą Kościoła”, miała nieodwołalnie odejść w przeszłość.
Preludium totalitaryzmu
Pod tym względem rewolucja francuska była nieodrodnym dzieckiem oświecenia i jego z gruntu antychrześcijańskiego oblicza. Zanim rewolucja przeniosła się w lipcu 1789 r. na ulice Paryża, zanim Francja pokryła się lasem gilotyn, rewolucję w najważniejszej sferze – tj. w sferze ducha i umysłu – głoszono na kartach oświeceniowej „Encyklopedii”, która wbrew swojemu tytułowi nie była podręcznym kompendium wiedzy, a raczej opakowanym w szaty naukowości zestawieniem antychrześcijańskich uprzedzeń. Zanim jakobini przystąpili do zaprowadzania swoich krwawych „rządów cnoty”, oświeceniowi „filozofowie” głosili, że to, co do tej pory było traktowane jako margines (ateizm), powinno być uznane za synonim mądrości, filozofii właśnie.
Od kilkudziesięciu lat – m.in. za sprawą fundamentalnej rozprawy Jacoba Talmona „Korzenie totalitarnej demokracji” – dla historyków zajmujących się badaniem, a nie apologią dziejów rewolucji francuskiej, jasne jest, że rewolucja francuska, jej wizja państwa, społeczeństwa i kultury jest wzorcem, matrycą dla dwudziestowiecznych ustrojów totalitarnych.
„W naszej mocy jest zacząć świat od nowa” – mówił jeden z deputowanych do rewolucyjnego parlamentu Francji. Taki w największym skrócie był program rewolucji francuskiej. Taki był program wszystkich totalitarystów, budujących czy to „Kraj Rad”, czy „Tysiącletnią Rzeszę”. Robespierre i jego jakobińscy towarzysze chcieli zaprowadzić we Francji „rządy cnoty”, tak jak uczył ich intelektualny mistrz Jan Jakub Rousseau. Kto zaś nie dopasował się do wymogów „cnoty republikańskiej”, tego przykrajano do właściwego formatu za pomocą gilotyny. Państwo jako wielkie łoże Prokrusta – oto program państwa totalitarnego, którego prekursorami byli twórcy francuskiej rewolucji.
Śpiewając „Marsyliankę” – do komunizmu
Nieprzypadkowo to właśnie rewolucja francuska była przez cały XIX wiek pozytywnym punktem odniesienia dla różnych odłamów ruchu socjalistycznego, w tym dla komunistów. Zanim „Międzynarodówka” stała się oficjalnym hymnem tzw. międzynarodowego ruchu socjalistycznego, w tym charakterze na kongresach socjalistycznych i komunistycznych konwentyklach śpiewano „Marsyliankę”. Zaraz po przejęciu władzy w Rosji bolszewicy jako nowe nazwy dla rosyjskich statków wybrali nazwiska czołowych francuskich rewolucjonistów: Robespierre’a i Dantona.
To były zewnętrzne oznaki głębszych podobieństw. Zarówno w rewolucyjnej Francji, jak i w bolszewickiej Rosji głównym wrogiem dla twórców nowej, świetlanej przeszłości było chrześcijaństwo. Dlatego zarówno francuscy rewolucjoniści, jak i bolszewicy od początku przystąpili do walki z Kościołem katolickim (Francja) i Cerkwią (Rosja). W obu przypadkach wzór postępowania był ten sam: konfiskata majątków kościelnych, fizyczna eksterminacja duchowieństwa, wypchnięcie chrześcijaństwa z szeroko rozumianej sfery publicznej (i jedni, i drudzy zaczęli tutaj od odsunięcia wpływów chrześcijańskich na edukację młodego pokolenia) oraz próba wewnętrznego rozbicia wspólnoty chrześcijańskiej („Kościół konstytucyjny” we Francji, „Żywa Cerkiew” w Rosji bolszewickiej).
Po trupach do „nowego, lepszego świata”
Obie rewolucje traktowały masowy terror jako podstawowe narzędzie realizacji swojego programu. Zarówno w rewolucyjnej Francji, jak i w bolszewickiej Rosji polityka terroru nie była jakąś aberracją, ale logiczną konsekwencją planu całościowej przebudowy świata, zaczęcia go od nowa. W obu przypadkach – co równie charakterystyczne – największą liczbę ofiar stanowili tzw. zwyczajni ludzie, w imię których wszczynano rewolucję. Ludobójczy sposób tłumienia powstania ludowego w Wandei (1793 r.) zapowiadał hekatombę rosyjskich chłopów broniących swojej ziemi przed polityką komunistycznej grabieży (tzw. kolektywizacja).
Rewolucja francuska, wznosząc hasło „wojna pałacom, pokój chatom”, rozpoczęła w 1792 r. wojnę przeciw Europie ancien régime’u. Kolejne wojny rewolucyjne, których przedłużeniem były wojny napoleońskie, wstrząsały Starym Kontynentem do 1815 r. Armie republiki, a od 1804 r. cesarstwa, miały zanieść Europejczykom (ale tylko tym w chatach) na swoich bagnetach nie tylko wolność od panów feudalnych, ale od „religijnych przesądów i fanatyzmu” (czytaj: chrześcijańskich tradycji kulturowych). Napoleon Polsce przynosił nie tylko wyzwolenie (częściowe) od zaborców, ale również swój Kodeks z nową wizją małżeństwa jako kontraktu cywilnego.
Podobnie „misjonarski” charakter miała rewolucja bolszewicka. Przecież w sierpniu 1920 r. „płomień rewolucji” miał być „po trupie białej Polski” przeniesiony do Niemiec i dalej, do Paryża. Plan poniósł klęskę pod Warszawą, ale przecież nie został zarzucony. Wracał do niego Stalin i wszyscy jego następcy.
W odniesieniu do rewolucji francuskiej Joseph de Maistre pisał, że „najistotniejsze jest nie tyle, co rewolucja zniszczyła, ile co stworzyła”. Kościół katolicki we Francji przetrwał rewolucję, ale rozerwała ona ciągłość pokoleń wychowanych w tradycji wiary i kultury chrześcijańskiej. Związywanie tego, co zerwano, wymagało takich tytanów ducha, jak św. Jan Maria Vianney, który przychodząc do Ars, zetknął się z tym, co w praktyce oznaczało „dziedzictwo rewolucji”.
Wbrew wysiłkom putinowskiej propagandy dziedzictwo siedemdziesięciu lat rządów komunistycznych w Rosji oznacza prawdziwą katastrofę społeczną i kulturową dla tego kraju. Dość wspomnieć o pladze aborcji, będącej w prostej linii konsekwencją zainicjowanej w latach dwudziestych ubiegłego wieku przez bolszewików polityki propagowania rozwiązłości wśród młodzieży.

