logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Bruksela nęka Polskę

Czwartek, 11 sierpnia 2022 (12:31)

ROZMOWA / z Beatą Kempą, posłem do Parlamentu Europejskiego

ROZMOWA / z Beatą Kempą, posłem do Parlamentu Europejskiego

Bruksela potrąciła Polsce kolejną część kar, tym razem 63 mln euro, w związku z orzeczeniem TSUE dotyczącym funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej. Łącznie Polska straciła już 174 mln euro. Jakie podstawy prawne mają działania Komisji Europejskiej?

– Uważam, że nie ma żadnej podstawy prawnej. Tym bardziej że problem z punktu widzenia Unii i warunków, jakie nam postawiła, już nie istnieje. Izba Dyscyplinarna na mocy nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym już nie funkcjonuje. Natomiast działanie, jakie Unia stosuje, to rodzaj bardzo dotkliwej sankcji za to, że w Polsce jest rząd konserwatywny, który trzeba spacyfikować. To jest niezwykle groźne działanie, ale jednocześnie bardzo pro-
-Putinowskie, bo z takiej postawy Komisji Europejskiej wobec Polski może się cieszyć jedynie Putin.

Proszę popatrzeć, Unia z jednej strony nakłada sankcje na Rosję, ale z drugiej nakłada je także na Polskę, powodując osłabienie nas – zwłaszcza że jesteśmy krajem frontowym, jeśli chodzi o zagrożenie dla Europy, jakim jest wojna wywołana przez Rosjan. Wojna podjazdowa UE w stosunku do Polski to jest nieodpowiedzialne działanie – szczególnie w sytuacji przyjęcia przez nasz kraj 5 mln uchodźców wojennych z Ukrainy. Nie znam drugiego kraju, który wykazałby się tak wielką wrażliwością.

Ale Unia tego nie widzi, albo nie chce widzieć?

– Miliony Ukraińców znalazły docelowo schronienie w Polsce – ze wszystkimi przywilejami, możliwymi prawami, jakie może kraj dać uchodźcom, a w porównaniu z innymi państwami: nawet więcej. Polska zachowała się jak trzeba; co więcej, zrobiliśmy to bez pomocy Unii – właściwie bez jednego euro, bo tego, co proponowano, nie można nazwać realną pomocą – przy tak dużej liczbie uchodźców. Teraz do tego dochodzi próba nakładania kar za problem, który nie istnieje, a jeśli do tego dodamy kary za „Turów”, to nie sposób nazwać tego inaczej jak pro-
-Putinowskim działaniem.

Komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders uważa, że w negocjacjach z Polską udało się osiągnąć postęp, ale tylko w niektórych konkretnych kwestiach dotyczących np. Izby Dyscyplinarnej. Natomiast władze nie zrealizowały w pełni orzeczenia TSUE z 14 lipca, chociażby w sprawach dotyczących uchylenia immunitetu sędziowskiego.

– Elity brukselskie są zupełnie głuche na argumenty polskiego rządu. Nie przyjmują żadnych wyjaśnień, chociażby w kwestii zawieszonych sędziów, których nie można przywrócić m.in. z uwagi na poważne przewinienia. Tym bardziej jeśli toczą się postępowania w sprawie, a sędziowie nie chcą uczestniczyć w czynnościach – widać uważają, że są ponad prawem. I takich sędziów broni unijny komisarz ds. wymiaru sprawiedliwości? Jest to kolejny element wojny przeciwko polskiemu rządowi, ale nie tylko, bo widać, że Unii nie podoba się to, jak wybiera Naród. Ktoś, wbrew zasadom demokracji, próbuje ingerować w suwerenność Polski. Jeśli bowiem w „kamieniach milowych” jest kwestia zmiany regulaminu Sejmu RP, to jest to jawna ingerencja w organy suwerennego państwa. Frans Timmermans w poprzedniej kadencji europarlamentu rozpoczął tę batalię przeciwko Polsce, którą teraz kontynuują Didier Reynders i Věra Jourová. Jasno trzeba powiedzieć, że cokolwiek byśmy nie zrobili, to jest źle, a unijni dygnitarze zawsze czegoś nie rozumieją albo mają inną interpretację. Jak długo można temu ulegać? To jest obliczone, żeby Polskę nękać.

W traktatach nie zgadzaliśmy się na to, żeby wymiar sprawiedliwości kształtowała nam UE, bo jest to domena suwerennych państw narodowych.

– Poruszył pan redaktor kwestię fundamentalną, mianowicie rozumienia traktatów o Unii Europejskiej. W europarlamencie mocno zachęcamy do ich lektury. Komisja Europejska, a więc niewybierani w demokratycznej procedurze urzędnicy, dokonują brutalnej ingerencji w obszary pozatraktatowe. To pokazuje, że nie mają żadnego szacunku do traktatów. Ale skąd ma być ten szacunek, skoro w Unii trwa potężna operacja Niemiec i Francji, zmierzająca w kierunku otwarcia traktatów, ich zmiany i zupełnie innego funkcjonowania UE, czyli dążenie do federalizacji, a więc do stworzenia jednego superpaństwa z jednym rządem w Brukseli.

Polska stoi na drodze dominacji Niemiec i stworzenia superpaństwa europejskiego?

– Oczywiście Bruksela i Berlin mają w tym sojuszników w Polsce, czyli opozycję, z którą robią wszystko, żeby albo obalić rząd, albo żeby Zjednoczona Prawica nie wygrała kolejnych wyborów. Po to też Donald Tusk został wysłany do Polski. Miałby stworzyć rząd przychylny ich wizjom i zmianom w UE. Wydawało im się, że jak zablokują środki z KPO, to się im to automatycznie uda, że Naród wyjdzie na ulice. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Chcą odsunąć rząd Zjednoczonej Prawicy od władzy i robią to różnymi brudnymi metodami, w dodatku w bardzo trudnej sytuacji pocovidowej, w czasie kiedy ponosimy skutki wojny wywołanej przez Putina, a także w momencie ponoszenia przez nas kosztów związanych z przyjęciem uchodźców wojennych z Ukrainy. W sytuacji, kiedy jest to olbrzymi koszt dla polskiej gospodarki, Unia nie tylko nie chce pomóc, ale wręcz jeszcze bardziej nas pognębia. Wszystko po to, żeby realizować swój plan federalistycznej Europy.

Jakie skutki wywoła ta „pacyfikacja” Polski?

– Jeśli jednak uda się propagandowo „zauroczyć” Polaków, to potem już będzie koniec suwerenności naszej Ojczyzny i powstanie jedna Europa. Wówczas będziemy pracować na superpaństwo, gdzie prym będą wiodły Niemcy. Tak być nie może.

Czy obecny polski rząd prowadzi mądrą politykę wobec Unii? Czy jednak za dużo nie ustępowaliśmy?

– Jako Solidarna Polska wiele razy mówiliśmy, że wystarczyło nie godzić się na narzędzia, które mogą w nas uderzyć, i dzisiaj nie byłoby bata w postaci mechanizmu warunkowości. Stało się jednak inaczej i dzisiaj nie można – po pierwsze – pozwolić na ingerowanie brutalnie w nasze wewnętrzne sprawy. Dlatego też trzeba wygrać wybory, bo musimy wciąż pilnować Ojczyzny. Druga kwestia – równoległa, to jest zdecydowana zmiana kursu Polski, jeśli chodzi o wszelkie negocjacje, również w bardzo kluczowych obszarach, które trwają albo za chwilę się rozpoczną. Mam tu na myśli kwestie zmiany traktatów czy kwestie klimatyczne, gdzie niektóre decyzje Unii bardzo mocno uderzają i osłabiają naszą gospodarkę wobec kryzysu energetycznego. I tutaj trzeba twardo stanąć w obronie naszych interesów i szukać sojuszników, a tacy powinni się znaleźć, bo kryzys wyzwala refleksje także w innych krajach.

Tylko czy nie za późno?

– Jako Solidarna Polska wiele razy mówiliśmy, że wystarczyło nie godzić się na narzędzia, które mogą w nas uderzyć, i dzisiaj nie byłoby bata w postaci mechanizmu warunkowości. Stało się jednak inaczej i dzisiaj trzeba – po pierwsze – nie pozwolić na brutalne ingerowanie w nasze wewnętrzne sprawy. Dlatego też trzeba wygrać wybory, i to jest podstawowa rzecz, bo musimy pilnować Polski. Druga kwestia – równoległa, to jest zdecydowana zmiana kursu Polski, jeśli chodzi o wszelkie negocjacje, również w bardzo kluczowych obszarach – negocjacjach, które trwają albo za chwilę się rozpoczną. Mam tu na myśli kwestie zmiany traktatów czy kwestie klimatyczne, gdzie niektóre decyzje Unii bardzo mocno uderzają i osłabiają naszą gospodarkę wobec kryzysu energetycznego. I tutaj trzeba twardo i zdecydowanie stanąć na ziemi w obronie naszych interesów i szukać sojuszników, a tacy powinni się znaleźć, bo kryzys wyzwala refleksje także w innych krajach.

Zmiana podejścia do Unii nie powinna się wiązać z rekonstrukcją rządu?

– Nie chciałabym zbyt głęboko wnikać w takie decyzje, bo od tego są nasi liderzy – lider Zjednoczonej Prawicy prezes Jarosław Kaczyński czy minister Zbigniew Ziobro. Takie decyzje powinny zapadać w tym właśnie gronie. Natomiast na pewno, jeśli chodzi o osoby, które negocjują w UE, to powinna to być kwestia nie tylko ich wiedzy, znajomości meandrów działania w Unii, ale także twardego kręgosłupa, bo trzeba być odpornym na rozmaite oddziaływania. Wówczas każde negocjacje można wygrać. Nie może być tak, że jest prowadzony wobec nas dyktat, bo my w historii już to przerabialiśmy, więc mamy prawo i w tym względzie mieć opory.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Nasz Dziennik